Po upadku ZSRR Specnaz mocno podupadł, o czym świadczyły
porażki w czasie I wojny czeczeńskiej. Miano elity przejęły jednostki
podporządkowane FSB, mianowicie „Alfa”, „Wympieł” czy „Zenit”, i mimo że nie są
to jednostki Specnazu, to większość ich żołnierzy pochodzi właśnie z tej
formacji. Początkowa "Alfa" składała się z około 30 funkcjonariuszy, znakomicie
przygotowanych do działań specjalnych. W latach 80. jej liczebność powiększono
do ponad 600 osób. Twórcą grupy i jej pierwszym dowódcą był pułkownik Witalij
Bubieniew (wówczas major). Jednostkę podzielono na trzy pododdziały - jeden z
nich (na zmianę) znajduje się zawsze w pełnej gotowości bojowej. W razie alarmu
wszyscy żołnierze muszą w przeciągu godziny dotrzeć do bazy. W dyspozycji "Alfy"
są samoloty i śmigłowce, dzięki którym mogą w krótkim czasie, znaleźć się w
dowolnym punkcie Rosji. Od 1992 roku oddział pozostawał w wyłącznej dyspozycji
prezydenta Jelcyna. Po rozpadzie KGB "Alfę" włączono do Głównego Zarządu
Ochrony, skąd w lipcu 1995 roku została przeniesiona do struktury Federalnej
Służby Bezpieczeństwa Rosyjskiej Federacji. Faktycznie działa tam na zasadzie
pełnej autonomii, ma własne struktury analityczne oraz logistyczne.
Podporządkowana jest wyłącznie dyrektorowi FSB. Wchodzi w skład sił Centrum
Antyterrorystycznego wraz z tajnymi pododdziałami elitarnymi "Beta" i "Zenit".
Ten elitarny odział obecnie liczący około 250 żołnierzy zakwaterowanych w
Moskwie, Jekaterynburgu, Krasnodarze i Chabarowsku, kilka razy odegrał ważną
rolę we współczesnej historii Rosji. Powołano go na rozkaz szefa KGB, Jurija
Andropowa, w 1974 roku jako grupę specjalną "A" i podporządkowano Ministerstwu
Spraw Wewnętrznych. Swoją grecką nazwę zawdzięcza zachodnim analitykom, którzy w
1991 roku kodowe oznaczenie jednostki odczytywali zgodnie z natowskim kodem
literowym - Alfa. Jednostka przygotowana jest do działań antyterrorystycznych,
unieszkodliwiania szczególnie niebezpiecznych przestępców, ochrony najwyższych
władz państwowych. Na terytorium kraju wykonuje tajne operacje bojowe. W czasach
sowieckiej władzy brała też udział w tłumieniu buntów w więzieniach i obozach
karnych podporządkowanych Ministerstwu Spraw Wewnętrznych.
Alfa rozpoczęła działania operacyjne 28 marca 1979 roku, kiedy usunęła z
ambasady amerykańskiej terrorystę, byłego żołnierza Czarnomorskiej Floty, który
domagał się umożliwienia wyjazdu do Stanów Zjednoczonych. Pertraktacje z nim
osobiście prowadził ówczesny jej dowódca płk Gienadij Nikołajewicz Zaicew
(obecnie gen. mjr), któremu jako jedynemu dowódcy formacji udało się dowodzić
nią pod różną władzą - w ZSRR od 1977 do 1988 roku i w Rosji od 1992 do 1995
roku. Na międzynarodową skalę "Alfa" została użyta w 27 grudnia 1979 roku
podczas szturmu pałacu prezydenta Hafizullaha Amina w Kabulu. Do tej pory akcja
uznawana jest przez specjalistów wojskowych za unikalną - znajdujący się na
wzgórzu pałac już natura uczyniła go niedostępnym, poza tym bronili go dobrze
wyszkoleni żołnierze afgańscy. Wydawałoby się więc, że sprawa jest przesądzona.
Tymczasem 22 żołnierzy "Alfy" dostało się tam w ciągu 43 minut.
Specjalistów formacji wezwano również 17 grudnia 1981 roku do odbicia 25
zakładników, uczniów szkoły średniej, których przetrzymywało dwóch żołnierzy
radzieckich domagających się "wyjazdu" do Republiki Federalnej Niemiec. Sukcesem
zakończyła się też operacja "Alfy" 18 listopada 1983 roku - odbicie z rąk
terrorystów porwanego z Mineralnych Wód do Turcji samolotu Tu-134 z 57
pasażerami na pokładzie.
W ZSRR i Rosji elitarna jednostka antyterrorystyczna ujawniła się w trzech
ważnych misjach politycznych: opanowania wieży telewizyjnej w Wilnie w styczniu
1991 roku, szturmie na broniony przez Borysa Jelcyna Parlament Republiki
Rosyjskiej w sierpniu 1991 roku oraz zdobycia tego samego budynku bronionego tym
razem przez wiceprezydenta Aleksandra Ruckoja w październiku 1993 roku. Wtedy to
około 180 żołnierzy jednostek antyterrorystycznych "Alfa" i "Wimpieł" weszło do
Białego Domu i negocjowało poddanie się Chasbułatowa, Barannikowa i Aczałowa.
Kilka specjalnych oddziałów Ministerstwa Bezpieczeństwa znalazła się przed
budynkiem, ale ich rola była tu minimalna. Po raz pierwszy w historii Rosji od
1917 roku oddziały armii i milicji wykorzystano w wewnętrznej walce o władzę. W
przeszłości, na przykład w 1953 roku, kiedy Chruszczow pokonał Berię, albo w
1957 roku, gdy udało mu się odsunąć swoich rywali, Mołotowa i Malenkowa, wojsko
było postawione w stan gotowości, ale nie użyto go. Sprawa ataku na siedzibę
parlamentu Republiki Rosyjskiej po raz pierwszy wypłynęła w zeznaniach żołnierzy
"Alfy", którzy twierdzili, że otrzymali rozkaz zdobycia Białego Domu, ale
bohatersko odmówili. Jednak dowódca oddziału, generał Wiktor Karpuchin,
stanowczo temu zaprzeczył. Natomiast według Siergieja Stiepaszyna, który został
wiceministrem w Ministerstwie Bezpieczeństwa Rosji w styczniu 1992 roku,
kierownictwo KGB nie wydało rozkazu ani aresztowania Jelcyna, ani ataku na Biały
Dom. - Uwierzcie mi - zapewniał Stiepaszyn w czasie posiedzenia komisji - "Alfa"
jest świetnie wyszkoloną jednostką i jej żołnierze nigdy nie odmówiliby
wykonania rozkazu, nawet gdyby niektórzy z nas, obecnych na tej sali, bronili
Białego Domu. Faktem jest jednak, że po tych wydarzeniach pododdział na pewien
okres rozproszono po różnych jednostkach MSW.
Pierwszy skandal wokół jednostki pojawił się w 1991 roku, kiedy to w czasie
ataku na wieżę telewizyjną w Wilnie zginął jeden żołnierz. najprawdopodobniej od
strzału w głowę oddanego przez jego dowódcę. Przyczyną zajścia miała być odmowa
wykonania rozkazu. Cała akcja miała bowiem ścisłe podłoże polityczne a Alfy
użyto przeciw kilku tysiącom cywilów broniących dostępu do studia telewizyjnego.
25 żołnierzy Alfy używając granatów ogłuszających, kolb karabinów butów itd.
przedarło się jednak do studia telewizyjnego i przerwało nadawanie programu.
Pięciu ludzi na zewnątrz powstrzymywało tłum granatami ogłuszającymi a reszta
walczyła w środku z ochroną budynku. Ochroniarze używali do powstrzymania
atakujących wody z węży strażackich, butelek z benzyną i freonu z systemu
przeciwpożarowego. Żołnierze Alfy w czasie całej akcji nie użyli podobno broni
palnej. Rano opuścili budynek na pokładach BTR-ów.
W czerwcu 1995 roku na Budionowsk w Kraju Stawropolskim uderzył oddział
bojowników czeczeńskich pod dowództwem Szamila Basajewa. Zajął on szpital
miejski, gdzie zgromadził ponad tysiąc zakładników. Basajew zażądał zakończenia
wojny oraz rozpoczęcia rozmów pokojowych. Decyzję o szturmie na zajęty przez
Czeczenów szpital podjął sztab operacji w Budionnowsku, którym kierował minister
spraw wewnętrznych, Wiktor Jerin. Żołnierzy z oddziału specjalnego "Alfa" miały
wspierać dwie jednostki szybkiego reagowania Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.
Jednak pomoc ze strony MSW nie nadeszła i żołnierze "Alfy", którzy próbowali
podejść do gmachu szpitala ze trzech stron, znaleźli się w krzyżowym ogniu
bojowników Basajewa. Później prasa na podstawie relacji żołnierzy biorących
udział w walce pisała, że Czeczeni zostali uprzedzeni o godzinie rozpoczęcia
szturmu i otwarli ogień, gdy pierwsi żołnierze "Alfy" znaleźli się w zasięgu ich
karabinów. Gdyby zaczęli strzelać kilka minut później, mogli wręcz zaskoczyć
cały elitarny oddział, a tak - tylko jego część była w niezwykle trudnej
sytuacji. Po walce żołnierze "Alfy" twierdzili, że takiej nawały ognia, nie
przeżyli nawet w czasie szturmu na pałac prezydenta Amina w Kabulu. Najbardziej
niezwykłe w całej operacji było to, że gdy grupie kilku żołnierzy "Alfy" udało
się wreszcie dotrzeć do parteru szpitala - nakazano im odwrót. Nie wiadomo, kto
wydał rozkaz wstrzymania szturmu i odbicia zakładników. Nieudana akcja "Alfy"
wywołała szerszą dyskusję na temat dalszych losów tego oddziału. Przeważały
opinie, że żołnierze zrobili wszystko, co w danym momencie było możliwe do
zrobienia. "Alfa" - zdaniem prasy - wykazała się wyjątkową sprawnością, czego
nie można było powiedzieć o innych oddziałach specjalnych.
Atak na moskiewski teatr, podczas którego terroryści czeczeńscy wzięli kilkuset
zakładników, było odpowiedzią bojowników zabitego przed rokiem w Czeczenii
dowódcy polowego Arbiego Barajewa za śmierć ich dowódcy. Odbicie ponad
siedmiuset zakładników przetrzymywanych przez czeczeńskich terrorystów przez
trzy doby (od 23 października 2002 r.) - w budynku teatru muzycznego zakończyła
się pyrrusowym zwycięstwem "Alfy". Rosyjska Federalna Służba Bezpieczeństwa
przyznała, że w przygotowaniu operacji wzięły udział siły specjalne z 29 krajów;
m.in.: Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Włoch, Francji, Japonii
i Republiki Południowej Afryki, ale w roli doradczej. Po próbach negocjacji,
ktoś na Kremlu nie wytrzymał i dał zielone światło na jakkąkolwiek akcję. Ze
względu na zamknięty objekt, zdecydowano się użyć gazów paraliżujących,
oficjalnie zabronionych, ale używanych w armii czerwonej. Gazy prawdopodobnie
były niewystarczjąco testowane. Na skutek ich użycia przez siły specjalne oraz
fatalnego zorganizowania akcji ratunkowej śmierć poniosło także około 300 (130
oficjalnie) zakładników. W trakcie zajmowania teatru zginęli wszyscy z 40
terrorystów, tradycyjnie strzałami w głowę.
1 września 2004, pierwszego dnia roku szkolnego, szkoła w Biesłanie, w Północnej
Osetii w Rosji została opanowana przez grupę uzbrojonych napastników należących
do sił czeczeńskiego dowódcy polowego Szamila Basajewa. Teren szkoły został
otoczony przez wojska armii rosyjskiej i jednostki sił specjalnych. Prowadzono
negocjacje z napastnikami, po dwóch dniach, z niewyjaśnionych dotąd przyczyn,
nastąpił szturm wojsk rosyjskich. Według rzecznika prasowego władz Osetii
Północnej zginęło ok. 400 osób, w tym około 171 dzieci, około dwustu osób uznano
za zaginione, a ok. 700 zostało rannych, z czego 450 osób trafiło do szpitali
(70 w stanie ciężkim). Zginęło też 32 napastników. Według oświadczenia
prezydenta Władimira Putina w ataku zginęło 11 żołnierzy służb specjalnych, a
kilkudziesięciu zostało rannych.
Siły specjalne rozpoczęły szturm na szkołę po pierwszych strzałach oddanych
przez cywilów do terrorystów, którzy nie zostali odseparowani od szkoły. Dzięki
temu kardynalnemu błędowi, wywiązała się długotrwała bezładna strzelanina,
podczas której komandosi z oddziałów specjalnych próbowali dostać się do szkoły
i umożliwić zakładnikom ucieczkę. Oprócz sił specjalnych w szturmie użyto
regularnej armii, oddziałów Ministerstwa Spraw Wewnętrznych oraz wojskowych
śmigłowców (w tym Mi-24 i Mi-8) i przynajmniej jednego czołgu. Do walki włączyło
się również wielu miejscowych cywili. Bardzo prawdopodobne jest, że przynajmniej
niektórzy z zabitych zginęli przypadkiem od strzałów własnych oddziałów. Podczas
operacji zginęło 11 żołnierzy oddziałów specjalnych "Alfa" i "Wympieł", w tym
dowódca "Alfy", a 30 żołnierzy zostało rannych.
Alfa jest jednym z wielu paramilitarnych służb specjalnych, jak się okazuje nie
do końca udanych. Miał być to eksperyment KGB zaimportowania zachodniej myśli
antyterrorystycznej, jednak na rosyjskim gruncie jest już zbyt wiele oddziałów
specjalnych, które gubią się w kompetencjach i hierarchii, czego efektem są
nieudane, wręcz spaprane akcje specjalne.