Bitwa pod Gorlicami
Bitwa pod Gorlicami miała miejsce w dniach 2 - 12 maja 1915 roku na terenie
Galicji tj. w okolicach Gorlic, Jasła i Krosna. Wzięło w niej udział ok. 217.000
żołnierzy po stronie państw centralnych oraz 80.000 po stronie rosyjskiej.
Austro-Węgry znajdowały się w fatalnym położeniu - Galicja była już prawie
stracona a Rosjanie zepchnęli obrońców na linię Karpat. Wiosną 1915 r. carska
armia podejmowała wysiłki w celu przełamania frontu i wtargnięcia na równinne
tereny Węgier, gdzie mogłaby wykorzystać swoją przewagę w ilości ludzi oraz
sprzętu. Dowództwo austriackie zdecydowało się na kontruderzenie na odcinku
między Wisłą a Karpatami, chwilowo osłabionym przez Rosjan. Własne siły nie
wystarczały jednak na przeprowadzenie zamierzonych działa, zwrócono się więc o
pomoc militarną do Niemiec.
Otrzymane sił były znacznie liczniejsze niż się spodziewano. Dowództwo
niemieckie przejęło organizację bitwy. Przełamanie przypadło umieszczonej na
środku linii 11. Armii gen. Augusta von Mackensena wzmocnionej austro-węgierskim
VI Korpusem oraz 11. Dywizją Kawalerii. Północny odcinek objęła 4. C.K. Armia
arcyksięcia Józefa Ferdynanda a południowe skrzydło X Korpus z 3. C.K. Armii.
Łącznie zgromadzono 18 dywizji piechoty i 1 kawaleryjską a także potężne
wsparcie artyleryjskie - ponad 1.100 dział i moździerzy. Po stronie rosyjskiej
na całej linii rozciągnęły się X i IX Korpus wchodzące w skład 3. Armii - w
sumie 17 dywizji piechoty i 6 kawalerii, ale osłabionych zimowymi walkami i
zdziesiątkowanych. Rosjanie dysponowali ponadto ok. 200 sztukami artylerii i
solidnymi umocnieniami polowymi. Na czele ich wojsk stanął generał Radko
Dimitrijew - Bułgar z pochodzenia, weteran wojen bałkańskich.
2. maja ok. godziny 6 rano rozpoczęło się przygotowanie artyleryjskie. Dopiero
po czterogodzinnym ostrzale potężnych oddziałów artylerii, do boju ruszyła
piechota państw centralnych. Okazało się, że przygotowanie nie odniosło
zamierzonego skutku i Rosjanie stawili zacięty opór. Długie walki trwały m.in. w
Woli Łużańskiej, dolinie Sękówki oraz wzgórzu Pustki, gdzie oddziały polskiej
narodowości robiły obronę szturmem na bagnety. Same Gorlice atakował niemiecki
XLI Korpus dowodzony przez wybitnego generała - Hermana von François. Jego
wojska wdarły się co prawda sprawnie do miasta, ale zajęło wiele czasu zanim
udało się opanować miasto po zażartych ulicznych walkach. Pod koniec dnia mimo
trudów przełamano pierwszą linię obrony a do niewoli dostało się ok. 17.000
Rosjan.
Kolejnego dnia wojska państw centralnych zajęły już bez większych trudności
Kobylankę, Libuszę, Lipniki oraz Zagórzany. W tym czasie przeciwnicy
przegrupowywali się w celu wyprowadzenia kontruderzenia, które miało ruszyć
dzień później. 4. maja gen. Dimitrijew zdecydował się zaatakować, aby odzyskać
stracone pozycje. Na linii Olpiny - Biecz przystąpił do ataku X Korpus i III
Korpus Kaukaski. Szczególnie krwawe i trudne walki miały miejsce w rejonie
Cieklina - kilka batalionów niemieckich zostało rozbitych. Ostatecznie jednak
ten manewr zakończył się niepowodzeniem - nie przyniósł zamierzonego skutku a
niemiecko-austriackie wojska sforsowały osłabioną drugą i trzecią linię obrony.
Ten dzień był zdaniem większości historyków przełomowy i najważniejszy dla
rozstrzygnięcia batalii.
Naczelne dowództwo rosyjskie nie chciało przyjąć porażki do wiadomości i starało
się za wszelką cenę utrzymać linię Wisłoki. Wysiłki te spełzły jednak na niczym,
ponieważ Niemcy i Austriacy, widząc, że na linii rzeki można sformować solidną
obronę, parli szybko naprzód zadając dotkliwe straty wojskom carskim. 5. maja
zajęli Żmigród a dzień później przeprawili się przez Wisłokę na północy - między
Kołaczycami i Jasłem. Zajęto także broniący się dotychczas Tarnów, zmuszając
obrońców do odwrotu z linii Dunajca. W kolejnych dniach padły Jasło, Krosno i
Rzeszów a armia rosyjska została zmuszona do całkowitego odwrotu.
Skutki bitwy pod Gorlicami były bardzo znaczące. Zagrażająca do tej pory
Austro-Węgrom 3. Armia Rosyjska została kompletnie rozbita a linia frontu
przeniesiona daleko na wschód. Tym samym nie tylko zabezpieczono tereny Węgier,
ale także odbito tereny Galicji, m.in. Przemyśl i Lwów. Zwycięstwo spowodowało
odwrócenie ról na froncie wschodnim - zakończyło ofensywne działania Rosji i
przekazało inicjatywę w ręce państw centralnych. Wkrótce zajęto prawie całe
Królestwo Kongresowe, Litwę, Białoruś i Wołyń. W bitwie wzięto do niewoli ok.
140.000 żołnierzy rosyjskich, którzy w większości nie wzięli wcale udziału w
walkach. Liczba poległych nie jest dokładnie znana, ale ocenia się ją na
kilkadziesiąt tysięcy zabitych po obydwu stronach.
Bitwa pod Tannenbergiem
23 sierpnia w okolicach wsi Orłowo i Frankowo doszło do starcia między XV i XX
Korpusem, w którym obie strony poniosły znaczne straty. Po wycofaniu się sił
niemieckich, XX Korpus generała von Scholtza stanął na noc w oddalonej o 15 km
od pola bitwy wsi Stębark (Tannenberg). Tam też 24 sierpnia przybyli generałowie
Hindenburg i Ludendorff. Ponieważ bitwa z wojskami Jagiełły zwana jest w
historiografii niemieckiej, "Bitwą pod Tannenbergiem" wykorzystano to
propagandowo, przedstawiając wielkie zwycięstwo, odniesione w roku 1914, jako
rewanż za 1410. Faktem jest, że to właśnie w Tannenbergu zapadły ważne
postanowienia, decydujące dla rozpoczynającej się bitwy.
Do 24 sierpnia nowe dowództwo 8 Armii nie mogło zdecydować się jeszcze na
ściągnięcie korpusów von Mackensena (XVII) i von Belowa (I Rezerwowy) z frontu
północnego. Jednakże 24 sierpnia przy poległym oficerze rosyjskim odnaleziono
rozkaz operacyjny gen. Samsonowa. Po ujawnieniu zamiarów rosyjskich zdecydowano
się więc na szybkie przerzucenie tych dwóch korpusów na południe i skierowanie
ich przeciwko prawemu skrzydłu armii gen. Samsonowa, tym bardziej, że armia gen.
Rennekampfa w ciągu trzech dni przesunęła się zaledwie o 30 km, przekraczając
Węgorapę, ale główne swoje wysiłki skoncentrowała na kierunku królewieckim.
Obawiając się jednak w dalszym ciągu działań 1 Armii, gen. Ludendorff nakazał
dowódcy I Korpusu generałowi Hermanowi von François rozpoczęcie działań 25
sierpnia o 5.00 w kierunku na Uzdowo przeciwko lewemu skrzydłu armii gen.
Samsonowa, mimo że korpus ten nie zakończył jeszcze wyładunku artylerii. Także
24 sierpnia przejęto kolejne rosyjskie depesze (nie były szyfrowane!), z których
dowiedziano się, iż armia gen. Rennekampfa w dniu następnym nie zamierza
rozpocząć forsownych marszów w celu połączenia się z armią gen. Samsonowa. Tyły
niemieckie były więc niezagrożone. Druga depesza zawierała z kolei rozkaz gen.
Samsonowa, który przekonany, że przerwanie walki przez XX Korpus 23 sierpnia
stanowi początek generalnego odwrotu, nakazywał pościg za pokonanym, jego
zdaniem, nieprzyjacielem.
Planowane na 26 sierpnia działania przeciwko 2 Armii wydawały się zatem być
zupełnie niezagrożone. Nie zmieniono jednak rozkazów dla dowódcy I Korpusu,
zajmującego niemieckie prawe skrzydło, który, jak wspomniano wcześniej, już 25
sierpnia miał rozpocząć działania przeciwko Rosjanom. W dniu następnym do walki
miały wejść korpusy niemieckiego lewego skrzydła, tj. XVII i I Rezerwowy, mające
uderzyć na kraniec prawego skrzydła armii gen. Samsonowa w rejonie Biskupca. W
centrum niemieckim pozostawał XX Korpus, wzmocniony przez dywizję Landwehry i 3
Rezerwową Dywizję Piechoty.
Siły rosyjskie uszykowano następująco: korpusy generałów Martosa i Klujewa (XV i
XIII), wzmocnione przez 2 Dywizję Piechoty z XXIII Korpusu gen. Kondratowicza
znajdowały się w centrum i miały 26 sierpnia rozpocząć ofensywę na linii
Olsztyn-Ostróda. Na lewym skrzydle znajdował się I Korpus generała Artamanowa,
wspierany przez kolejną dywizję z XXIII Korpusu (3 Dywizję Piechoty Gwardii). Na
prawym skrzydle, w odległości 80 km, znajdował się VI Korpus gen.
Błagowieszczenskiego. Dowódca 2 Armii przebywał aż do 26 sierpnia w Ostrołęce,
daleko od głównych sił.
Rankiem 25 sierpnia dowództwo 8 Armii zostało zaalarmowane meldunkiem lotnika,
który stwierdził przesuwanie się armii gen. Rennekampfa w stronę ugrupowania
niemieckiego. Załamanie nerwowe przeżył wówczas gen. Ludendorff, który podobno
zaczął zastanawiać się, czy nie zrezygnować z ofensywy przeciwko armii gen.
Samsonowa, a głównych sił nie skierować ponownie przeciwko 1 Armii. Zwyciężył
jednak spokój Hindenburga, który postanowił zostawić przeciwko armii gen.
Rennekampfa jedynie osłonę.
Drugi moment niepewności nastąpił wtedy, gdy okazało się, że dowódca I Korpusu,
gen. Herman von François nie wykonał rozkazu i nie zaatakował Uzdowa. Gen. von
François wciąż czekał na artylerię i przez cały dzień (25 sierpnia) udało mu się
uniknąć kontaktu z dowództwem armii. Walkę rozpoczął dopiero 26 sierpnia. Także
25 sierpnia płk Tappen, szef operacji w niemieckim Naczelnym Dowództwie,
zawiadomił telefonicznie gen. Ludendorffa o przekazaniu do jego dyspozycji
trzech korpusów i dywizji kawalerii z frontu zachodniego. Zdumiony gen.
Ludendorff odpowiedział, że posiłki nie są mu potrzebne, poza tym bitwa już się
rozpoczyna i nowe siły nie zdążą wejść do walki. Ostatecznie na front wschodni
wysłano jedynie dwa korpusy (XI i Rezerwowy Gwardii) i 8 Dywizję Kawalerii.
Korpusy te brały udział w walkach pod Namur, a po upadku twierdz belgijskich
uznano, iż zwycięstwo na froncie zachodnim jest przesądzone i część wojsk może
być wysłana na wschód.
Nie bez wpływu na decyzję szefa niemieckiego Sztabu Generalnego pozostały także
naciski przewodniczącego wschodniopruskiego Bundesratu, który błagał o pomoc dla
prowincji. Sam gen. von Moltke pisał jeszcze przed wojną, iż Cały sukces na
froncie zachodnim będzie daremny, jeżeli Rosjanie wejdą do Berlina. Decyzja o
przekazaniu dwóch korpusów na front wschodni miała ogromne znaczenie. Zgodnie z
przewidywaniami gen. Ludendorffa nie zdążyły wziąć udziału w bitwie
tannenberskiej, zabrakło ich natomiast na zachodzie w momencie decydującym, tj.
podczas I bitwy nad Marną.
Najważniejsze decyzje po obu stronach zostały zatem podjęte. Rozpoczynał się
decydujący etap kampanii. Jak wspomniano wcześniej, gen. von François, dowódca I
Korpusu, świadomie nie wykonał rozkazu gen. Ludendorffa nakazującego mu podjęcie
działań w kierunku na Uzdowo już 25 sierpnia.
Von François był zresztą swoistym enfant terrible 8 Armii. Trzeba przyznać, że w
warunkach pruskiej dyscypliny panującej w armii cesarskiej, już trzecie z rzędu
ignorowanie rozkazów przełożonego było sprawą co najmniej dziwną. Przypomnijmy:
po raz pierwszy zlekceważył rozkazy doprowadzając do zwycięskiej potyczki pod
Stołupianami, po raz drugi w bitwie gąbińskiej, kiedy to wysunął się ze swym
korpusem przed umocnioną linię Węgorapy, zmuszając niejako gen. Prittwitza do
przyjęcia bitwy. W obu przypadkach nieposłuszeństwo gen. von François nie dość,
że nie okazało się zgubne dla przebiegu operacji, ale mogło mieć decydujący i
pomyślny skutek dla Niemców (chodzi tu o bitwę pod Gąbinem), gdyby nie
kunktatorska i wręcz tchórzliwa postawa dowódcy 8 Armii. Także w momencie
rozpoczęcia decydujących działań przeciwko armii gen. Samsonowa von François
zdecydował się na nieposłuszeństwo, mając zresztą po temu odpowiednie motywy -
koncentracja jego korpusu nie została zakończona, a przede wszystkim z eszelonów
nie wyładowała się jeszcze artyleria. Zwlekając przez cały dzień (25 sierpnia),
następnego dnia, naciskany przez gen. Ludendorffa, o 7.00 przystąpił do natarcia
na Uzdowo. Jego korpus napotkał jednak na zdecydowany opór Rosjan, dysponujących
przewagą artyleryjską, artyleria niemiecka nadal bowiem nie była w pełni gotowa
do działań. Wśród zaciętych walk wojska niemieckie bardzo powoli posuwały się
naprzód.
Jednak 26 sierpnia decydujące wypadki miały miejsce na północnym skrzydle, gdzie
o świcie rosyjski VI Korpus gen. Błagowieszczenskiego został zaatakowany przez
XVII Korpus gen. Augusta von Mackensena. Korpus rosyjski nie walczył w pełnym
składzie, 16 Dywizja Piechoty bowiem została kilka godzin wcześniej wysłana w
kierunku Olsztyna. W tej sytuacji uderzenie niemieckie spadło na 4 Dywizję
Piechoty. Wezwano na pomoc 16 Dywizję Piechoty, ta jednak była oddalona już o 12
km, a wracając na pole bitwy, natrafiła na wspomagający działania korpusu gen.
von Mackensena I Korpus Rezerwowy gen. Otto von Belowa. Do wieczora 4 Dywizja
Piechoty została rozbita przez XVII Korpus, tracąc 73 oficerów, 5283 żołnierzy,
16 dział i 18 karabinów maszynowych.
W nocy z 26 na 27 sierpnia VI Korpus znajdował się w odwrocie [...] i zanim
nadszedł ranek [...] stanowił już tylko zdezorganizowaną miazgę cofającą się bez
przerwy. Tym samym prawe skrzydło armii gen. Samsonowa zostało zniszczone.
Najgorsze było jednak to, że o klęsce i wycofywaniu się korpusu, jego dowódca
nie zawiadomił sąsiednich wojsk, tj. XIII i II Korpusu. W centrum ugrupowania
przeciwnika, zgodnie z wcześniejszymi rozkazami, przystąpiły do ofensywy
rosyjskie korpusy generałów Martosa i Klujewa (XV i XIII), posuwając się w
kierunku Olsztyna i Olsztynka. 27 sierpnia, drugiego dnia bitwy, zdecydowane
działania rozpoczął korpus gen. von François, który doczekał się wreszcie
ciężkiej artylerii. O 4.00 nastąpiło potężne przygotowanie artyleryjskie, a
około 11.00 Niemcy zdobyli Uzdowo. I Korpus rosyjski wycofał się w kierunku na
Działdowo. Za podjęcie takiej decyzji gen. Samsonow zdjął ze stanowiska dowódcę
korpusu gen. Artamanowa, mianując w jego miejsce gen. Duszkiewicza. W centrum
frontu doszło do dużego zamieszania, kiedy wspomagająca XV Korpus dywizja z
XXIII Korpusu (2 Dywizja Piechoty) została odrzucona przez Niemców, odsłaniając
skrzydło korpusu gen. Martosa. XIII Korpus kontynuował natarcie na Olsztyn,
zajął go nawet, lecz na wieść o niepowodzeniach XV Korpusu opuścił miasto,
dowódca korpusu bowiem, nic nie wiedząc o klęsce VI Korpusu, sądził, że
maszeruje on w jego kierunku. Także i na tym kierunku powstała luka.
Na północnym skrzydle zajmowanym przez VI Korpus rosyjski, pobity poprzedniego
dnia, dwa korpusy niemieckie (XVII i I Rezerwowy) ścigały zdezorganizowanego
przeciwnika w kierunku na Szczytno, zupełnie odsłaniając flankę 2 Armii.
Komentując działania tego korpusu 27 sierpnia, postawę jego dowódcy - gen.
Błagowieszczenskiego, tak scharakteryzował B. Zawadzki: Brak woli, inicjatywy,
oceny położenia i poczucia odpowiedzialności za otrzymane zadanie, cechujące bez
wyjątku wszystkich wyższych dowódców rosyjskich biorących udział w tej operacji,
stanowił jedną z głównych przyczyn tak rzadkiej w dziejach wojen zupełnej klęski
2 Armii.
Pod koniec dnia jasne stało się, że Rosjanie mają przed sobą silnego przeciwnika
przygotowanego do zdecydowanych, ofensywnych działań, a nie jak sądził dowódca 2
Armii - pobite przez armię gen. Rennekampfa resztki oddziałów usiłujące
przedrzeć się za Wisłę. Samsonow nie wiedział także o ucieczce VI Korpusu i o
tym, że I Korpus odchodzi coraz dalej na południe. Jego armia została pozbawiona
skrzydeł i zagrażało jej okrążenie, jednak na następny dzień nakazał
kontynuowanie natarcia XIII i XV Korpusowi. Natomiast dowództwo niemieckiej 8
Armii nakazało na ten dzień okrążenie XV i XIII Korpusu przez siły XX, XVII i I
Rezerwowego Korpusu.
28 sierpnia rozstrzygnęły się losy bitwy. W centrum frontu, po początkowo
korzystnych dla Rosjan starciach w okolicach Frankowa (XXIII Korpus rosyjski
pobił tam niemiecką 41 Dywizją Piechoty z XX Korpusu, biorąc ponad 1000 jeńców i
kilka dział), późnym popołudniem rozpoczął się odwrót XXIII Korpusu w kierunku
na Nidzicę i Muszaki. Na tyły kolejnego rosyjskiego korpusu (XV) od strony
Waplewa zaczęły wychodzić jednostki XX Korpusu niemieckiego. Po południu gen.
Martos zarządził odwrót. XIII Korpus opuścił Olsztyn i maszerował na Olsztynek
na pomoc XV Korpusowi, jednak jego działania były tak rachityczne, że mimo
zdecydowanej przewagi nad zagradzającymi mu drogę wojskami niemieckimi (dywizja
gen. Rudigera von Goltza), do późnej nocy nie zdołał wywalczyć swobodnego
przejścia. O północy nadszedł rozkaz dowódcy 2 Armii nakazujący odwrót.
Jak wspomniano wcześniej, skrzydła armii już nie istniały. I Korpus wycofywał
się w kierunku Mławy, a żołnierze rosyjscy byli tak wyczerpani i
zdemoralizowani, że nie zareagowali na marsz niemieckich kolumn na wschód, w
celu przecięcia dróg odwrotu pozostałym siłom 2 Armii. Na prawym skrzydle,
dowódca VI Korpusu nie wykonał rozkazu gen. Samsonowa, nakazującemu obronę w
rejonie Szczytna: Całe te zachowanie się dowódcy VI Korpusu, kwalifikujące się
właściwie pod sąd wojenny, jest na równi z działalnością dowódcy I Korpusu
jaskrawym dokumentem wartości moralnej generalicji rosyjskiej.
Sytuacja 2 Armii była tragiczna. Wobec otwartych dróg na tyły głównych sił
rosyjskich jedynym wyjściem było nakazanie pospiesznego odwrotu. Jednak gen.
Samsonow, który 28 sierpnia opuścił swoje stanowisko dowodzenia w Nidzicy i udał
się do dowódcy XV Korpusu, stracił możność porozumiewania się z pozostałymi
jednostkami. Decyzję o odwrocie wydał dopiero wieczorem. Było już jednak za
późno. Dwa korpusy rosyjskie, które wysunęły się najbardziej do przodu, a więc
XIII i XV zostały otoczone. 29 sierpnia do niewoli dostał się gen. Martos,
dowódca XV Korpusu, a resztki jego wojsk zostały wybite lub poddały się na
północ od Nidzicy. Z XV Korpusu ocalał tylko jeden oficer, któremu udało się
powrócić do Rosji. Podobny los spotkał XIII Korpus, którego dowódca, gen. Klujew,
dostał się w ręce Niemców, żołnierze zaś do 30 sierpnia zostali zabici lub
wzięci do niewoli w rejonie na wschód od Nidzicy.
Zawiodły próby odsieczy organizowane przez I Korpus, który z niewielkimi
stratami w ciągu poprzednich dni wycofał się na Mławę, a 30 sierpnia uderzył w
kierunku Nidzicy, zdobywając ją przejściowo. Jednak gen. von François szybko
zorganizował przeciwnatarcie, które 31 sierpnia odrzuciło Rosjan, ponownie
zajęło Nidzicę i zadało im znaczne straty.
29 sierpnia gen. Rennekampf wreszcie skierował własne siły na pomoc 2 Armii - II
i IV Korpus w kierunku na Kętrzyn i Reszel, jednak już 30 sierpnia wycofały się
one na pozycje wyjściowe.
Po bitwie
Spóźnione i nieskuteczne próby odsieczy nie dotyczyły już gen. Samsonowa, który
doznał zawału serca w nocy z 29 na 30 sierpnia w lasach pod Wielbarkiem,
zaledwie 10 km od granicy.
Klęska rosyjska była zupełna. Niemcy wzięli do niewoli ponad 92 000 jeńców -
trzeba było aż sześćdziesięciu pociągów, aby odstawić ich na tyły. Zdobyto
prawie 500 dział z 636 znajdujących się na uzbrojeniu 2 Armii. Liczbę zabitych i
zaginionych żołnierzy rosyjskich szacuje się na około 30 000. Przestały istnieć
korpusy XIII i XV, z których uratowało się zaledwie 50 oficerów i 2100
żołnierzy. Korpusy I i VI utraciły po dywizji każdy, a z XXIII Korpusu pozostała
tylko jedna brygada. Konsekwencje klęski spadły na dowódców rosyjskich, którym
udało uniknąć niewoli. Jeszcze w trakcie trwania walk gen. Samsonow usunął ze
stanowiska dowódcę I Korpusu, generała Artamanowa, który bez żadnego
uzasadnienia rozpoczął odwrót 27 sierpnia i złożył fałszywe meldunki o położeniu
swego korpusu. Dowódca VI Korpusu gen. Błagowieszczenski został usunięty
rozkazem dowódcy Frontu Północno-Zachodniego za nieudolne prowadzenie działań 26
sierpnia. Dowódca XXIII Korpusu gen. Kondratowicz, został usunięty na mocy
rozkazu Naczelnego Wodza za porzucenie wojsk w czasie bitwy. Gen. Sirellius,
dowódca 3 Dywizji Piechoty Gwardii, a następnie I Korpusu, został usunięty na
mocy rozkazu Naczelnego Wodza za wycofanie się z Nidzicy 31 sierpnia. Gen.
Komarow, dowódca 4 Dywizji Piechoty z VI Korpusu, został usunięty na mocy tego
samego rozkazu za nieudolność podczas walk 26 sierpnia.
Niewola oszczędziła niewątpliwie tego samego końca kariery dowódcom korpusów
XIII i XV. Dowódca armii przynajmniej tyle miał poczucia odpowiedzialności i
honoru, że straciwszy nadzieję, nie przeżył swej klęski.
Wiele było przyczyn rosyjskiej klęski. Przyczynił się do niej w głównej mierze
dowódca 1 Armii gen. Rennekampf, wykazując bezczynność po bitwie pod Gąbinem.
Jego armia najpierw wypoczywała kilka dni, a potem również bardzo opieszale,
działała na kierunku królewieckim, gdzie w żaden sposób nie mogła połączyć się z
armią gen. Samsonowa.
Gen. Rennekampf nie zorientował się nawet, że wojska niemieckie znajdujące się
przed jego frontem oderwały się i zostały przerzucone na południe, nie
wykorzystał do rozpoznania działań i zamiarów przeciwnika potężnej kawalerii,
którą dysponował. Meldunki, które składał dowódcy Frontu Północno-Zachodniego,
nie miały nic wspólnego z rzeczywistością i przyczyniły się do utrwalenia u gen.
Samsonowa błędnego wyobrażenia o wojskach przeciwnika. Wiele błędów popełnił też
Samsonow - także on nie wykorzystał licznej kawalerii do rozpoznania
nieprzyjaciela, decydując się tylko na podstawie informacji z dowództwa frontu
na przesunięcie swego pasa natarcia około 30 km na zachód, co praktycznie
uniemożliwiało połączenie się z gen. Rennekampfem.
W momencie gdy wiedział już, że Niemcy przystępują do ofensywy przeciwko 2
Armii, dał się wciągnąć w pułapkę, wysuwając znacznie do przodu dwa korpusy i
nie wydając w porę rozkazu odwrotu. Ogromna odpowiedzialność ciąży także na
dowódcach jego korpusów, znajdujących się na skrzydłach, którzy swoją
nieudolnością i tchórzostwem odsłonili tyły głównych sił armii. Nic więc
dziwnego, że katastrofa tannenberska wywołała w Rosji falę pogłosek o zdradzie
generałów, zwłaszcza tych niemieckiego pochodzenia. Szczególną bezmyślność
wykazali rosyjscy dowódcy, którzy nie szyfrowali wiadomości i rozkazów
przesyłanych przez radio. Niemcy zorientowani byli dokładnie o planach i
położeniu przeciwnika.
Laury zwycięzców przypadły gen. Ludendorffowi i gen. Hindenburgowi, jednak dla
niemieckiej opinii publicznej prawdziwym zbawcą Prus Wschodnich pozostał
Hindenburg, o którym oficer jego sztabu, ówczesny pułkownik Max Hoffmann,
złośliwie opowiadał kilka lat po bitwie: W tym oto miejscu feldmarszałek spał
przed bitwą; tu właśnie spał po bitwie; a tutaj spał podczas bitwy. Niewątpliwie
mózgiem całej operacji był gen. Ludendorff, ale i on przeżył momenty załamania,
przezwyciężone dzięki spokojowi i opanowaniu feldm. von Hindenburga. 8 Armia
zawdzięczała też wiele nieposłuszeństwu gen. von François, dowódcy I Korpusu.
Celowo opóźnił on moment natarcia, czekając na ciężką artylerię, dzięki której
zmusił do ucieczki I Korpus rosyjski, odsłaniając w ten sposób flankę armii gen.
Samsonowa.
Bitwa pod Tannenbergiem miała jeszcze inne, poważne następstwa. Rosyjska
ofensywa w Prusach Wschodnich spowodowała wcześniejsze wycofanie z frontu
zachodniego dwóch niemieckich korpusów, które nie zdążyły pod Tannenberg, a
zabrakło ich w momencie szczytowego niemieckiego zrywu na zachodzie - w
ofensywie na Paryż. Tak oceniali te wydarzenia także i Rosjanie: Jesteśmy
szczęśliwi, że mogliśmy ponieść taką ofiarę dla naszych sojuszników -
odpowiedział rosyjski naczelny wódz, wielki książę Mikołaj Mikołajewicz
(młodszy), francuskiemu attaché wojskowemu, składającemu kondolencje z powodu
klęski.