Czesi też kopali
Pomiędzy 1934 a 1938 r.
Czechosłowacja prowadziła budowę ogromnego systemu umocnień wzdłuż swojej
granicy
z Niemcami i Austrią. Składać się ona miała z piętnastu twierdz artyleryjskich
oraz licznych wspomagających je
bunkrów, lekkich obiektów umocnionych i innych elementów inżynieryjnych. Jak
wiadomo dzisiejsza linia graniczna pomiędzy Polską a Czechami jest dokładnym
odwzorowaniem przedwojennej granicy niemiecko-czechosłowackiej. Dlatego duże
fragmenty tych umocnień można podziwiać całkiem niedaleko od naszego kraju.
Najwięcej obiektów zdążono ukończyć przed Anschlussem wokół Ziemi Kłodzkiej - w
Kralikach i Górach Orlickich. Głównym elementem systemu w Górach Orlickich były
twierdze artyleryjskie - Adam i Hanička, których dopełnieniem było kilkadziesiąt
bunkrów piechotnych (pechotni sruby). W latach 1936-1938 bunkry te połączone
były szerokimi przesiekami, w których rozciągnięte były zasieki, potykacze i
zapory przeciwczołgowe. Dzięki temu poszczególne elementy systemu umocnień
wzajemnie kryły się ogniem.
Hanicka i inne obiekty
Najważniejszym elementem umocnień w rejonie Rokytnic v OH była artyleryjska
twierdza (czes. delostrzelecka twrz)
Hanicka. W czeskim systemie umocnień było takich twierdz w sumie 16, z tym, że
nie wszystkie zostały ukończone do czasu
Anschlussu w 1938 r. Hanicka składa się z sześciu obiektów umocnionych
połączonych podziemnymi
korytarzami i kazamatami. Najważniejszą jej siłą był artyleryjski bunkier R-S80,
wyposażony w trzy szybkostrzelne
haubice kal. 100 mm wz.38 umieszczone w specjalnych otworach strzelniczych
osłonięte pancerzem o łącznej wadze 5.700 kg. Haubice te mogły prowadzić ogień z
szybkostrzelnością 10-20 strzałów na minutę a ich zasięg wynosił niemal 12 km.
Skrzydła obiektu były chronione ogniem lekkich karabinów maszynowych
umieszczonych w dwóch pancernych dzwonach. Oprócz tego bunkier zabezpieczony był
potężnymi ścianami z betonu, nasypem kamiennym wokół ścian - oprócz odkrytej
ściany z otworami strzelniczymi, którą chronił betonowy okap, głęboka fosa
(obecnie zasypana), ogień lekkich karabinów maszynowych prowadzony z otworów w
ustawionych pod kątem skrzydłach odsłoniętej ściany oraz otwory służące do
wyrzucania granatów.
Bunkier był dwupoziomowy, na górnym piętrze znajdowały się pomieszczenia, w
których stały haubice oraz magazyny z częścią
amunicji. Na dolnym piętrze były kolejne magazyny amunicji (w sumie w bunkrze
składowano do 12000 naboi różnego typu). Z
podziemiami twierdzy łączyły bunkier dwie elektryczne windy oraz szyb ze
schodami. Podczas prowadzenia ognia łuski po
wystrzelonych pociskach były specjalnymi przewodami wyrzucane do hermetycznych
komór na dolnych piętrach obiektu,
co miało zabezpieczać obsługę przed toksycznymi produktami spalania materiału
miotającego. Oprócz tego dopływ świeżego
powietrza do wnętrza bunkra zapewniał system wentylacyjny. Drugim zasadniczym
ogniwem twierdzy Hanicka był bunkier RS78,
uzbrojony w dwie sprzężone haubice 100 mm wz. 38 i karabiny maszynowe. Haubice
umieszczone były w wieży osłoniętej pancernym dzwonem. Ciekawa była konstrukcja
wieży. Składała się ona z dwóch części - stałej i ruchomej. Część stała,
wykonana ze stali o grubości od 175 do 450 mm, wpuszczona jest w betonową
konstrukcje bunkra na głębokość 2,5 m. i miała
chronić wnętrze wieży przed pociskami i bombami nieprzyjaciela. Część ruchoma
składała się z lawety sprzężonych haubic, windy amunicyjnej oraz ochronnego
pancerza (o grubości 350 mm) osłaniającego wieżę od góry. W czasie walki ruchoma
konstrukcja miała być podnoszona przy pomocy silnika elektrycznego (choć istniał
też awaryjny system ręczny) na wysokość do 70 cm, co odsłaniało otwór
strzelniczy haubic i umożliwiało prowadzenie ognia. Ponadto wieża mogła być
obracana wokół osi, dzięki czemu mogła prowadzić ostrzał w promieniu 360°.
Całość tej konstrukcji ważyła aż 420 ton ! Bezpośrednie otoczenie wieży
ochraniały dwa dzwony z umieszczonymi w nich karabinami maszynowymi. Obiekt
składał się z trzech pięter - na górnym znajdowały się haubice, na średnim -
magazyny amunicji, zaś na dolnym - na poziomie kazamat twierdzy - pomieszczenia
dla załogi, wentylatory i filtry. Jeszcze niżej umieszczona była komora, do
której spadały łuski wystrzelonych pocisków.
W skład twierdzy wchodziły też trzy bunkry przeciwpiechotne, które miały za
zadanie osłaniać główne, artyleryjskie obiekty przed bezpośrednim atakiem
nieprzyjaciela. Były one uzbrojone w ciężkie karabiny maszynowe osadzone w
pancernych dzwonach, zaś wszelkie otwory - czy to wentylacyjne, czy to wejścia
do wewnątrz - osłaniał ogień lekkich karabinów maszynowych ze strzelnic w
ścianach bunkra oraz otwory do wyrzucania granatów ręcznych. Ponadto dostępu do
nich broniły trzymetrowe fosy. Są to bunkry R-S76 i R-S77 - każdy wyposażony w
trzy dzwony strzelnicze, oraz R-S80, z dwoma dzwonami.
Wszystkie obiekty Hanicki połączone były podziemnymi korytarzami. Najważniejsza
była galeria, będąca główną arterią twierdzy, do której dochodziły inne
pomieszczenia - filtrowentylatorownia, składy amunicji, pomieszczenia załogi. Do
wewnątrz wchodzi się przez specjalny położony z tyłu (w stosunku do
przewidywanego kierunku ataku nieprzyjaciela) obiekt R-S79a.
Twierdza jest dobrze zachowana i obecnie udostępniona do zwiedzania (oczywiście
za stosowną opłatą) - jednak wnętrze trochę rozczarowuje. Oczywiście wspaniałe
wrażenie robi sama architektura i ogrom inwestycji, jednak brakuje muzealnego
wykończenia - np. eksponatów z epoki. Pewien wpływ na to miało zapewne
przekształcenie twierdzy w latach osiemdziesiątych na przeciwatomowy schron dla
służby bezpieczeństwa VB i zniszczenie tym samym wielu oryginalnych elementów
konstrukcji i wyposażenia obiektu. Twierdza jest czynna jedynie od czerwca do
października i to w niektórych dniach. Trzeba o tym pamiętać planując wycieczkę
- najlepiej wybrać się tam w sobotę lub niedzielę. Nawet jednak obejrzenie
twierdzy od zewnątrz robi niezłe wrażenie. Wszystkie obiekty połączone są - jak
to w czeskich górach - asfaltowymi drogami.
W stronę predni vrchu i twierdzy Adam
Idąc na południe od twierdzy Hanicka możemy wybrać czerwony szlak wiodący w
stronę kolejnej twierdzy - Adam. Nawet jednak nie mając czasu warto przejść
chociaż kawałek, żeby zwiedzić kilka niezwykle atrakcyjnych obiektów. Przy
drodze Rokytnice - Bartosowice stoi piechotny bunkier R-S74 „Na holem" -
idealnie zachowany, będący siedzibą jakiegoś czeskiego stowarzyszenia
historycznego. Niestety, nie można zwiedzić jego wnętrza. Obok R-S74 widać
zachowane umocnienia - rów przeciwczołgowy, słupy służące do rozciągania drutu
kolczastego, betonowe klocki stanowiące podstawę dla potykaczy i fragment
przeciwczołgowej zapory składającej się z kozłów zbudowanych z szyn kolejowych.
Idąc dalej znajdziemy - niestety całkowicie zarośnięty gęstym lasem - bunkier
RS73 „Na okrai". Nieco większy niż R-S74, ale bardzo zniszczony, z powyrywanymi
pancernymi dzwonami i popękanymi ścianami. Idąc dalej wzdłuż drogi można
zobaczyć lekkie obiekty umocnione typu A-120 (wz. 37). Lekkie bunkry są
jednopoziomowe i składają się z trzech pomieszczeń strzelniczych. W czasie
pokoju pozostawały
one nie obsadzone, choć w pełni wyposażone w broń (lekkie karabiny maszynowe),
amunicję i zaopatrzenie. W wypadku wojny załogę takiego bunkra miało stanowić
siedmiu żołnierzy. Warto wejść do środka i wczuć się w atmosferę tego miejsca.
Ciemne, małe, źle wentylowane i klaustrofobiczne wnętrza nie wzbudziły mojego
entuzjazmu. Myśl, że w razie walki załoga miała w nich przebywać bez przerwy
nawet kilkanaście dni nie wydaje się przyjemną perspektywą. Idąc dalej czerwonym
szlakiem dotrzemy do bunkra R-S72 „Nizka". Jest to bardzo ciekawy obiekt - miał
być uzbrojony w moździerz !To wyjątkowa czeska konstrukcja, w owym czasie nie
spotykało się raczej uzbrojenia bunkrów w artylerię stromotorową. Po lewej
stronie od wejścia widać otwór strzelniczy moździerza, obecnie przykryty stalową
blachą. Już nawet krótka wycieczka wzdłuż linii umocnień wskazuje, że
ciężkie bunkry zbudowane zostały na podstawie różnych projektów, jednak
wszystkie są co najmniej dwupoziomowe, osłonięte od strony spodziewanego ataku
kamiennym nasypem i wyposażone w jeden lub dwa stalowe dzwony z których
prowadzony miał być ogień. Ogień prowadzony miał być także z otworów
strzelniczych w ścianach bunkra (ściany miały od 125 do 200 cm grubości, strop -
260 do 300 cm grubości). W każdym bunkrze dostępu do otworów strzelniczych
bronią fosy o trzymetrowej głębokości, które miały zapobiegać ich zasłonięciu
własnym ciałem przez atakujących żołnierzy (trzeba na nie uważać, bo nie są
niczym zabezpieczone). Ciężki bunkier uzbrojony był w jedno lub dwa działa kal.
40 mm wz. 36, każde sprzężone z ciężkim karabinem maszynowym kal.7,92 mm wz. 37
i lekkie karabiny maszynowe kal. 7,92 mm wz. 26. Każdy bunkier miał własną
studnię, instalację kanalizacyjną oraz agregat prądotwórczy. Miał też zapasy
żywności pozwalające prowadzić walkę w
całkowitej izolacji przez 14 dni. Bunkry były ze sobą połączone kablem
telefonicznym oraz ziemnym telegrafem (zasadę działania tego telegrafu tłumaczył
mi człowiek z czeskiego klubu miłośników fortyfikacji, ale przyznam się
szczerze, że nie za bardzo zrozumiałem - w każdym razie nie było tam kabla). Nie
we wszystkich bunkrach piętra połączone są stałymi betonowymi schodami. W
niektórych przewidziane było poruszanie się schodami drewnianymi, które nie
zachowały się do dnia dzisiejszego. Dlatego zwiedzając bunkry trzeba bardzo
uważać, żeby nie spaść kilku metrów w dół. Większość bunkrów jest otwartych i
można do nich wejść. Jednak na wszystkich napisane jest „Vstup zakazan", dlatego
lepiej nie narzucać się czeskim mundurowym. No i oczywiście trzeba mieć ze sobą
latarkę - zdarzają się bunkry, w których w klatkach schodowych łączących poziomy
nie zachowały się schody, można też znaleźć niezabezpieczone otwory w stropie.
Od Anenskiego Vrchu do Komari Wrch
Na północ od twierdzy Hanicka linia umocnień ciągnie się wierzchowinami pasma
Gór Orlickich. Ta część gór nie jest gęsto zalesiona, dzięki czemu można bez
problemu podziwiać przebieg umocnień. Duże bunkry poprzetykane są gęsto lekkimi
obiektami, a wszystkie z nich są znakomicie zachowane.
Szczególnie ciekawy jest Anenski Vrch - tutaj znajdują się dwa bunkry, po obu
stronach szczytu, połączone podziemnym korytarzem. Z wierzchołka Anenskiego
Vrchu rozciąga się wspaniały widok na Masyw Śnieżnika, rzadko widywany z tej
strony. Dalej idzie się w kierunku na Komari Vrch. Obiekty umocnione są mniej
więcej podobne, a jest ich tyle, że zaczynają powoli nużyć. Jednak po drodze
można zauważyć kolejny bunkier przeznaczony do prowadzenia ognia z moździerza.
Dalej - bunkier R-S89, tuż przy drodze od Ricków do Destnej, obok którego widać
świetnie zachowaną linię zasieków i betonowych przeszkód przeciwczołgowych tzw.
zębów smoka.
Nie warto też rezygnować z wycieczki - na szczycie Komari Vrchu czeka kolejna
atrakcja. Znajdują się tam trzy bunkry (R-S
91 "Vrchol" oraz R-S 90I i R-S 90II). R-S 91 pełnił rolę punktu kierowania
ogniem artylerii twierdzy, zaś dwa pozostałe bunkry -
usadowione poniżej, po dwóch stronach szczytu - osłaniały go przed
nieprzyjacielem. Dzisiaj R-S 90I został przejęty przez
czeski klub miłośników fortyfikacji, którzy zaadaptowali go na mini muzeum. W
okresie wakacyjnym przyjmują turystów ubrani
w przedwojenne mundury armii czechosłowackiej, natomiast poza sezonem trzeba
mieć trochę szczęścia, żeby ich spotkać. Mnie się udało - akurat przyjechali
wykonywać jakieś prace konserwacyjne w obiekcie. Po krótkiej rozmowie
zaprzyjaźniliśmy się i zgodzili się oprowadzić nas po wnętrzu bunkra. Jak
mówili, ich celem jest odtworzenie dokładnego wyglądu obiektu z roku 1938, przy
wykorzystaniu maksymalnej ilości oryginalnych elementów wyposażenia. Już teraz
bunkier robi naprawdę niezłe wrażenie. Wchodzi się przez przedsionek
gazoszczelny, a następnie krótkim, załamanym korytarzem. Następnie po lewej
stronie widać pomieszczenie telefonisty - z oryginalną centralką, krzesłem
obrotowym i częściami ekwipunku rozwieszonego na
ścianach. Zresztą we wszystkich pomieszczeniach na ścianach wiszą plakaty,
obrazki i fotografie z epoki. Po przeciwnej stronie
korytarza jest spiżarnia, a w środku, na drewnianych półkach blaszane puszki,
paczki, pudełka, a nawet salami ! Okazało się
jednak, że to tylko umiejętnie spreparowane opakowania. Dalej, po tej samej
stronie co spiżarnia, znajduje się stanowisko karabinu maszynowego osłaniającego
wejście - na razie puste. Po przeciwnej stronie można wejść do kwatery oficera -
dowódcy obiektu. To malutki pokoik, w którym mieści się jedynie prycza, stolik,
krzesło i półki na ekwipunek. To pomieszczenie jest kompletnie wyposażone
przedmiotami z epoki - na półce leżą nawet przedwojenne książki, na stoliku mapy
i gazety, a na ściennym wieszaku - pas z koalicyjką, ładownicami i kaburą oraz
czapka oficera. Dalej schody - zejście na niższy poziom
oraz magazyn amunicji, cały zastawiony oliwkowozielonymi skrzynkami i dwa
pomieszczenia strzelnicze. Pierwsze, to wieżyczka pancernego dzwonu. Niestety,
dzwon został zaraz po wojnie wyszabrowany i gospodarze obiektu dopiero
zamierzają sprowadzić go i zamontować (ewentualnie, gdyby okazało się to zbyt
kosztowne - zainstalować jego kopię). Drugie, to stanowisko głównego uzbrojenia
obiektu. W tym pomieszczeniu znajdowały się stanowiska: działa 40 mm sprzężonego
z
ciężkim karabinem maszynowym kal. 7,92 mm, dwóch sprzężonych karabinów
maszynowych kal. 7,92 mm - prowadzących ogień wzdłuż linii umocnień, oraz
lekkiego karabinu maszynowego kal. 7,92 mm osłaniającego wejście do bunkra. I
tutaj znajduje się chyba największa atrakcja - oryginalne egzemplarze broni !
Niestety, hobbyści utrzymujący obiekt nie mają na razie dojścia do działa, ale
wkrótce można się spodziewać, że i ono znajdzie się na swoim miejscu. Na dolnym
piętrze znajduje się izba żołnierska, w której mieszkają prowadzący obiekt. Jest
ona również urządzona w duchu epoki, a obok mieści się studnia (do dzisiaj
źródło zdatnej do picia wody). Cały obiekt ogrzewany jest piecykiem na drewno -
to jedyna modyfikacja, oryginalnie bunkier nie miał być w ogóle ogrzewany.
Oprócz izby żołnierskiej na dolnym piętrze jest główny magazyn amunicji,
pomieszczenie techniczne, w którym zainstalowane były agregat i filtrowentylator
(tu na ścianie wisi wspaniała, przedwojenna gaśnica „Heros" !), oraz stanowisko
telegrafu ziemnego, toalety (autentyczne kibelki z lat 30 !) i stanowisko
kuchenne (w warunkach wojennych nie przewidywano prowadzenia wyżywienia w kuchni
z prawdziwego zdarzenia, żołnierze mieli odżywiać się posiłkami z konserw
podgrzewanych na benzynowych prymusach. Bunkier miał być oświetlany elektrycznie
lub - awaryjnie - lampami karbidowymi.
Za wstęp do obiektu płaci się „co łaska", ja dałem 20 zł za dwie osoby, co
spowodowało u przewodnika mały szok - normalną stawką jest tu 50 koron. Dalej
można przedłużyć wycieczkę w kierunku Destnej, albo zejść z powrotem do
miejscowości Ricky, skąd można autobusem dojechać w kierunku polskiej granicy.
Aby odwiedzić czeskie umocnienia Gór Orlickich trzeba przyjechać pociągiem do
stacji Międzylesie, a później pójść na turystyczne przejście graniczne Potoczek.
Dalej wędrujemy czerwonym szlakiem do Bartošowic, przez Panskie Pole, Anensky
Wrch i Komaři Wrch. Stamtąd można powrócić tą samą drogą albo wybrać jakiś szlak
wiodący w kierunku przejścia granicznego w Kudowie. Oczywiście można też używać
samochodu - wtedy przekraczamy granicę w Boboszowie. Po odwiedzeniu tych
umocnień nasuwa się pewna refleksja. W październiku 1938 r. wojska
czechosłowackie wycofały się z Gór Orlickich bez jednego wystrzału,
pozostawiając swoje dzieło Niemcom. A przecież
wybudowanie tego wszystkiego musiało kosztować miliony przedwojennych dolarów !
Dlatego myślę, że Czesi lepiej by zrobili kupując za to nowoczesne czołgi i
samoloty.
autor: Marcin Morawski