D-day
Dowódcą wojsk niemieckich w 1944 roku we Francji był Gerd von Rundstedt. Miał on
także dowodzić powierzonymi mu oddziałami w razie próby utworzenia drugiego
frontu aliantów. Siły wojsk niemieckich na zachodzie były podzielone na dwie
grupy armii. Grupa armii B stacjonowała w północnej Francji, a także w Belgii i
Holandii. Grupą tą dowodził feldmarsz. Erwin Rommel W skład grupy wchodziła 7 i
15 armia oraz 88 samodzielny korpus. 7 armia gen. Friedricha Dollmanna
stacjonowała między ujściami Sekwany i Loary. Miała więc dość długi odcinek
wybrzeża w swoim zasięgu. Na wschód od ujścia Sekwany stacjonowała 15 armia.
Holandii natomiast bronił samodzielny 88 korpus armijny. Grupa Armii G, w skład
której wchodziła 1 i 19 armia, stacjonowała na południe od ujścia Loary, a więc
obejmowała południe Francji. Grupą tą dowodził gen. Johanes Blaskowitz. Gerd von
Rundstedt (dowódca połączonych grup armii) dysponował także odwodową
Panzergruppe "West". Odwód ten miały być przeznaczony Rommelowi, lecz do
przyłączenia do grupy B tego dowódcy nie doszło. Łącznie Rundstedtowi podlegały
2 Grupy Armii, 4 armie, 15 korpusów armijnych, 40 dywizji, 4 dywizje
spadochronowe, 4 dywizje polowe Luftwaffe i 9 dywizji pancernych. Większość tych
sił miała za zadanie strzec wybrzeża północnego od Holandii po ujście Loary.
Dywizje pancerne jednak nie podlegały dowódcom armii, ponieważ w rzeczywistości
były one jedynie rozlokowane w obszarach operacyjnych odnośnych armii. Każdy z
dowódców grup armii miał w swojej dyspozycji tylko trzy dywizje. Pozostałe
cztery stanowiły rzekomo obwód dowódcy frontu. Jego życie było jednak
uzależnione od osobistej zgody Hitlera, był to więc raczej obwód naczelnego
Dowództwa Wehrmachtu. Owa skomplikowana organizacja dowodzenia wojskami
pancernymi wynikała - między innymi - z odmiennych poglądów operacyjnych
wyznawanych przez Rundstedta i Rommla. Rundstedt zamierzał zastosować procedurę
nazwaną "skorupa - poduszka - młot" tj. wykrwawić przeciwnika na plażach,
wciągnąć w głąb lądu a następnie zmiażdżyć młotem skoncentrowanych dywizji
pancernych i wrzucić go do morza. Dysponował nawet w tym celu specjalnym
dowództwem Panzergruppe West, na czele którego stał gen. Geyr v. Schweppenburg.
W przeciwieństwie do Rundstedta, Rommel nie wierzył aby - wobec potęgi lotnictwa
sprzymierzonych - było możliwe skupienie w tajemnicy dużego zgrupowania
pancernego. Miał już pod tym względem smutne doświadczenia z afrykańskiej
Pustyni Zachodniej. Postanowił wobec tego likwidować desanty bezpośrednio na
plażach, stosując kombinacje silnej obrony wybrzeża z doraźnymi kontratakami
odwodów pancernych. Konsekwencją opisanej kolizji poglądów stało się właśnie
kompromisowe ugrupowanie wojsk pancernych . Rommel ustawił podlegające mu trzy
dywizje w pobliżu wybrzeża, równomiernie - za prawym skrzydłem, w środku
ugrupowania i za lewym skrzydłem. Rundstedt natomiast rozmieścił swój ( czy też
Naczelnego Dowództwa ) odwód pancerny w głębi lądu. W rezultacie, w krytycznym
momencie zabrakło dywizji pancernych zarówno do bezpośrednich ataków przeciwko
plażom, jak i do zorganizowania kontrataku na wielką skalę. Żołnierze w
omówionych armiach nie byli dobrze wyszkoleni. W większości to 50-latkowie lub
młodzi, których średnia wieku wynosiła 18 lat. Nie dotyczy to świetnych dywizji
pancernych. Niemiecka armia na froncie zachodnim w ostatnich etapach wojny
(także w 44 roku) to w znacznej mierze dawni jeńcy wojenni : Rosjanie, Łotysze,
Litwini, Ukraińcy i Polacy. Żołnierze ci często poddawali się pierwszym
napotkanym oddziałom alianckim. Istniały nawet grupy licealistów, którzy wysłani
na front pomagali żołnierzom prowadząc jednocześnie naukę przez korespondencję.
Rommel po uzyskaniu nominacji na stanowisko dowodzącego oddziałami we Francji
szybko zaczął przygotowania do odparcia ewentualnego desantu aliantów. Umacniał
fortyfikacje wybrzeża. Mimo wszystko organizacja wojsk niemieckich pozostawiała
wiele do życzenia. Brak było koordynacji między lotnictwem, marynarką i działami
nadbrzeżnymi. Rommel twierdził, że jedyną szansą powodzenia w obronie wybrzeża
przed aliantami jest rozbicie ich sił już przy samym lądowaniu. W operacjach
desantowych, bowiem siły wroga rosną wraz z upływem czasu - odwrotnie niż
podczas lądowego ataku, gdzie nieprzyjaciel musi pozostawiać oddziały na
zajętych terytoriach i jego siły maleją z upływem czasu. W przypadku desantu
ilość sprzętu i ludzi wojsk atakujących jest tym większa im więcej czasu
upłynęło. Niemcy spodziewając się inwazji w Pas de Calais, gdzie kanał La Manche
jest najwęższy, umocnili ten odcinek instalując wiele ciężkich dział 280 mm lub
406 mm i 305 mm. Żołnierze broniący wybrzeża często byli umieszczani w tzw.
Blokhauzah zwanych po angielsku pileboxes. Były to betonowe bunkry lub umocnione
domy, ogrodzone zasiekami, wzmocnione betonem. Często połączone ze sobą
podziemnymi przejściami.
POWSTAJĄCY PLAN OPERACJI DESANTOWEJ "OVERLORD"
Od 1940 roku planowano wylądować w Europie zachodniej i wyswobodzić okupowaną
Francję. Jednak dużo pracy i czasu wymagało zbudowanie planu przyszłej operacji.
Więcej jeszcze pracy wymagało zorganizowanie ogromnej ilości środków, ludzi i
sprzętu do przeprowadzenia tak ogromnej operacji. Na początku 1942 roku
postanowiono, że tylko operacja desantowa w północnej Francji prowadzona z Wysp
Brytyjskich rozstrzygnie o losach Trzeciej Rzeszy, a więc i o losach wojny.
Zgodnie z tym rozpocząć można było operację "Bolero" - proces przerzucania sił
Stanów Zjednoczonych do Wielkiej Brytanii w postaci sprzętu i częściowo ludzi.
25 czerwca 1942 roku przybył do Londynu gen. Dwight Eisenhower - od teraz
głównodowodzący siłami US Army w Europie. Miał on tutaj nadzorować operację
"Bolero", a także bombardowania Niemiec i okupowanej Europy przez lotnictwo USA.
Rosjanie coraz bardziej naciskali na aliantów zachodnich, aby ci utworzyli nowy
front na zachodzie. W styczniu 1943 powołany zostaje sztab, który ma przygotować
dokładny plan inwazji w Europie - COSSAC - Chief of Staff of the Supreme Allied
Commander, szefem którego został brytyjski gen. Frederick Morgan. Utworzono
także sztab "X", który zajął się opracowaniem operacji "Neptun" - morskiej
części operacji "Overlord". Opracowano także operację "Rankin" na wypadek gdyby
III Rzesza nagle osłabła tak aby można było zaatakować w dowolnym momencie. 15
lipca '43 był gotowy pierwszy dokładny plan inwazji. Według planu tego należało
zapewnić sprawne rozładowywanie sprzętu po wylądowaniu, a także należało
natychmiast rozpocząć operację dążącą do zwiększenia szans przyszłej operacji i
polegającą na dezinformacji i osłabieniu dywersyjnym Niemców. Sztab pracował
intensywnie nad dokładnym i ostatecznym planem operacji inwazyjnej. Dokładny
termin wyznaczono na 5 czerwca'44 ze względu na odpływ jaki w tym czasie miał
mieć miejsce. Odpływ, ponieważ podczas tego pływu widoczne są podwodne
przeszkody terenowe i fortyfikacje, co zmniejszało ryzyko uszkodzenia barek
desantowych. Operacja miała być poprzedzona bardzo silnym bombardowaniem
lotniczym i morskim. Przed barkami z piechotą miały wylądować czołgi.
Jako dzień "D" (D-Day - Decisive Day)wyznaczono 5 czerwca. Oddziały miały
wylądować na 5 plażach. Brytyjczycy na Gold, Juno, Sword, a Amerykanie na Omaha
i Utah. 1 Armią Brytyjską dowodził gen. Omar Bradley, 2 Armią Brytyjską gen.
Miles Dempsey. Armie te utworzyły 21 Grupę Armii (od połączenia tych dwóch
cyfr).
PLAN "OVERLORD"
10 kwietnia 1944 był już gotowy dokładny plan "Overlord". W kompletnej wersji
miał on postać 700-stronicowej księgi. Siły Ramsaya podzielone były na dwie
grupy : Task Force East i Task Force West. Grupa East operowała w rejonach
sektora brytyjskiego, natomiast West w rejonie sektora amerykańskiego. Grupy te
dzieliły się z kolei na trzy : w zależności od tego, na której plaży maiły
lądować przewożone oddziały np. Force G,J i S - od plaż Gold, Juno, Sword.
Wszystkie zgrupowania powinny spotkać się w "Assembly Area" zwana także "Piccadilly
Circus" tj. w miejscu zgrupowania wojsk inwazyjnych przed wypłynięciem ku plażom
Normandii - 18 km na południe od wyspy Wight. W przeddzień inwazji trałowce
miały wytyczyć drogi w polach minowych dla poszczególnych grup. Istniały także
Force L i B, które stanowiły siły drugiego rzutu i miały wylądować po południu
pierwszego dnia. Wyznaczono także odpowiednie fregaty, korwety i niszczycieli do
zadań eskortowych.
6 mil od wybrzeża piechota przejść powinna z transportowców do barek
desantowych. 5 mil od brzegu zająć miejsca miały pancerniki, krążowniki i
niszczyciele przeznaczone do ostrzeliwania plaż Normandzkich. 4,5 mili od
wybrzeża stawić się winny jednostki bezpośredniego wsparcia piechoty jak Landing
Craft Rocket. 4 mile od brzegu zaś Landing Craft Flak (obrona
przeciwlotnicza),aż wreszcie 3,5 mili Landing Craft Assault - barki oddziałów
pierwszego rzutu. 3 mile od brzegu znajdować się miały jednostki wsparcia
technicznego, czołgi DD i wsparcie Landing Craft Support.
PRZED LĄDOWANIEM
Już w maju'44 rozpoczęła się koncentracja wojsk lądowych w portach południowej
Anglii. Pierwsze okręty musiały wyruszyć oczywiście kilka dni przed inwazją.
Krążowniki wyruszyły trzy dni przed dniem D aby zająć pozycje na morzu do
ostrzeliwania niemieckich stanowisk. Okręty tego rozmiaru, jak wiadomo wymagają
więcej czasu na dotarcie do celu. Operację można było zatrzymać najpóźniej 3
czerwca. W późniejszym terminie Niemcy zorientowali by się, że inwazja jest
kwestią kilku dni. Wszystkie przygotowania szły zgodnie z planem aż 3 czerwca
przyszła wiadomość o niekorzystnych prognozach meteorologicznych w dniach 5, 6 i
7 czerwca - wtedy, kiedy miał mieć miejsce korzystny przypływ. Eisenhower zwołał
naradę sztabu 3 czerwca o 21.30,na której nie zdecydowano o przesunięciu terminu
inwazji. Kolejna tak dogodna sytuacja z przypływami była przewidziana na 20
czerwca. Postanowiono poczekać do rana. Na kolejnej naradzie o 4.30 4 czerwca
Eisenhower zdecydował przełożyć operację o 24 godz. tj. na 6 czerwca 1944 roku.
Część jednostek wyruszyło już ku plażom Normandii więc należało je zawrócić.
Dwie łodzie podwodne nie otrzymały wiadomości o przesunięciu dnia "D" i musiały
spędzić 27 godz. w zanurzeniu czekając na jednostki inwazyjne.5 czerwca na
ostatniej naradzie przed inwazją Eisenhower po wysłuchaniu niechętnych opinii co
do uderzenia w tak niedogodnych warunkach powiedział : "Jestem przekonany, że
powinniśmy wydać rozkaz inwazji. Nie podoba mi się to, ale tak musi być. Nie
widzę żadnej innej możliwości. OK. Uderzamy."
Okręty pierwszego rzutu podniosły kotwicę o godz. 9.00 5 czerwca. Wszystkie
grupy desantowe ruszyły w kierunku Normandii. Żołnierze w dużych jednostkach
transportowych czuli się nieźle. O wiele gorzej wyglądała sytuacja w małych
barkach desantowych, w których zmoknięci chorowali na chorobę morską. Trałowce
wypełniły swoje zadanie oczyszczając z min drogi wodne. Niemcy jeszcze nie
zauważyli koncentracji wojsk i żaden myśliwiec Luftwafe nie pokazał się nad
kanałem La Manche. Pogoda była okropna, wiał silny wiatr. Niemieccy
meteorologowie przedstawili swoim przełożonym horoskop, z którego wynikało jak
na dłoni, że - ze względów atmosferycznych - nieprzyjacielska operacja desantowa
w pasie obrony Grupy Armii "B" jest zupełnie wykluczona na przeciąg najbliższych
dwóch tygodni. Uspokojony tym feldm. Rommel pojechał 5 czerwca najpierw do
rodziny, do Ulm, później do Brechtesganden, do Hitlera. Natomiast dowódca 7
armii, a więc tych wojsk, które broniły pasa "Neptuna", zwołał swoich dowódców
korpusów i dywizji na 6 czerwca do Rennes, na grę wojenną. Tylko dowódca 84
korpusu, gen. Marcks, tknięty przeczuciem zawrócił z drogi i znalazł się w swoim
sztabie w chwili, kiedy na rejon St. Ló spadli już z obłoków amerykańscy
spadochroniarze. Wszystkie jednostki marynarki otrzymały silne wsparcie z
powietrza. Zadanie to wykonywała 8 i 9 Flota Powietrzna USA z samolotami P38
Lighting. O świcie 6 czerwca bombowce aliantów przeleciały nad barkami lecąc w
stronę Normandii. Łodzie podwodne wynurzyły się ograniczając sektory plaż,
pancerniki zajęły pozycję w odległości 10 mil od wybrzeża, krążowniki zaś 7 mil.
Kiedy na horyzoncie pojawiło się słońce, jeden z Niemieckich ścigaczy wysłał
kilkanaście torped w kierunku alianckich okrętów. Jeden z nich został trafiony
po czym, mimo wszystko zaskoczeni Niemcy wycofali się do portu w Hawrze.
LĄDOWANIE SPADOCHRONIARZY NA PRAWEJ I LEWEJ FLANCE WOJSK INWAZYJNYCH.
O 23.00 6 brytyjska dywizja spadochronowa, składająca się z trzeciej, piątej i
szóstej brygady, wyruszyła w kierunku przyszłego lewego skrzydła wojsk
inwazyjnych w okolicach między rzekami Dives i Orne. Tutaj spadochroniarze mieli
za zadanie opanować wspomniane już tereny, które miały stanowić zabezpieczenie
lewej flanki oddziałów inwazyjnych. Lądowanie pierwszej kompanii "D" miało się
odbywać przy pomocy szybowców holowanych przez samoloty Halifax. Po pierwsze
należało zdobyć i ubezpieczyć mosty znajdujące się na rzece Orne tak aby można
było się wycofać na zachodni brzeg tej rzeki. Po drugie trzeba było wysadzić
kilka mostów na rzece Dives aby ewentualne siły uderzające od wschodu miały
trudności z przeprawą. Trzecim zadaniem było zniszczenie baterii niemieckiej
znajdującej się koło Merville, która mogła zagrozić morskim oddziałom
inwazyjnym. Bateria ta składała się z 4 dział kalibru 155 mm . 6 dywizja liczyła
10 tyś. ludzi. Pierwsza weszła do akcji kompania "D" mjra Howarda. O 0.16 w
odległości 50 m od mostu Pegaza na kanale obok rzeki Orne wylądowały szybowce
kompanii. W ciągu kilku minut most został opanowany z niewielkimi stratami po
stronie brytyjskiej - 2 zabitych. Druga grupa miała wylądować przy innym moście,
tym razem na samej rzece Orne. Tutaj zadanie także się powiodło, częściowo z
tego powodu, iż most nie był chroniony. Jeden z 3 szybowców odłączył się jednak
od pozostałych i wylądował w znacznej odległości na wschód od wyznaczonego celu.
Żołnierzom udało się jednak ze swoją grupą połączyć. Teraz miała lądować 22
kompania, która miała za zadanie wyznaczyć teren lądowiska dla reszty 6 dywizji.
Zarówno jednak ani 22 kompania, ani później brygady 6 dywizji nie wylądowały w
wyznaczonych miejscach. Kiedy 3 i 5 brygada zrzucona z samolotów zorganizowała
się należało wykonywać dalsze działania. Część 3 brygady obsadziła wzgórza na
wschód od Orne, a odpowiednie oddziały zajęły się wysadzaniem mostów na Dives,
które zostały usunięte jeszcze przed świtem. Mjr Otway wraz ze swym 9 batalionem
miał wysadzić baterię w Merville, jednak po trudnym lądowaniu udało się odnaleźć
tylko 150 spośród 600 ludzi. Otway nie mógł czekać na posiłki, które i tak
pewnie by się nie znalazły. Zdecydował zaatakować baterię tą siłą - 150
spadochroniarzy i jeden CKM. Po usunięciu min zaatakowano. Zaskoczenie Niemców
było ogromne. Wszystkie stanowiska karabinów maszynowych udało się zniszczyć, a
nadlatujące szybowce, dostarczyły posiłków. Niestety w rejonie baterii miały
wylądować 3 maszyny, z czego tylko jednej się udało. Okazało się ,że Niemcy nie
dysponowali działami 155 mm, a były to tylko przestarzałe 75mm armaty z I wojny
światowej. 6 dywizja spadochronowa wylądowała całkowicie dopiero o 18.00 po
lądowaniu na plaży Sword. Operacja na lewej flance powierzona tej dywizji
została, nie w pełni, ale wykonana z wystarczającym sukcesem. Najważniejszego
dokonano - lewa flanka desantowych oddziałów została zabezpieczona przez zajęcie
mostów na Orne, a także wzgórz na wschodzie rzeki. Ponad to unicestwiono baterię
w Merville i alianci zdobyli pewność, że ogień tych dział już im nie zagraża. Na
zachodnim krańcu działań wojsk inwazyjnych miały wylądować dwie amerykańskie
dywizje spadochronowe - 82 i 101.Ta pierwsza miała za zadanie opanować jedyne
cztery drogi, które prowadziły z plaży Utah w głąb lądu. Większość terenów w tym
regionie została przez Niemców zalana i lądujące oddziały na plaży Utah mogłyby
zostać całkowicie unieruchomione a następnie zniszczone. Dlatego powierzone 82
dywizji zadanie było tak ważne.101 dywizja miała natomiast zająć i utrzymać
brzegi rzek Douve i Merderet. W razie konieczności wysadzić na tych rzekach
mosty. Eisenhower i Leigh-Mallory zdawali sobie sprawę z ogromnego ryzyka, a
właściwie oczywistych strat jakie dywizja 101 musi ponieść. Tereny lądowania
były całkowicie zalane wodą i wielu spadochroniarzy utopi się w wodzie. Ochrona
przeciwlotnicza Niemców była tutaj silna, a wiatr też nie najsłabszy. Lądowanie
tej dywizji było jednak konieczne. Bez zabezpieczenia wymienionych rzek i 4 dróg
armia plaży Utah miałaby bardzo małe szanse przetrwania, a nawet cała operacja
mogła by się załamać ( przynajmniej w sektorach zachodnich - amerykańskich).
Najpierw oddziały zwiadowców musiały wyznaczyć pola lądowania, a później ruszyła
armada samolotów składająca się z 925 maszyn. Tak jak przewidywało dowództwo
zginęło wielu spadochroniarzy na zalanych łąkach, jak i od artylerii
przeciwlotniczej. Żołnierze po wylądowaniu nie mieli żadnego kontaktu
wzrokowego. Dowódca 101 dywizji gen. Maxwell Taylor wylądował sam, bez
jakiegokolwiek kontaktu ze swoją dywizją. Wkrótce jednak zebrał kilku swoich
oficerów. Do 505 pułku 82 dywizji należało opanowanie Sante Mere-Eglise, małego
miasteczka, przez które przebiegały ważne dla aliantów drogi. Spadochroniarze 3
batalionu 505 pułku pojawili się nad miastem o godz.1.30.O 4.30 miasto było w
rękach aliantów zdobyte przez 2 i 3 batalion tego 505 pułku. Tym czasem
żołnierze 507 i 508 pułku 82 dywizji w przypadkowych miejscach zrzutu musieli
się ciągle zmagać, bez wiedzy o swoim położeniu, z Niemieckimi oddziałami. 101
dywizji udało się opanować jedną z docelowych śluz. Dokonała tego jedna grupa
żołnierzy pod dowództwem płk Johnsona. Dowódca Maxwell Taylor nie miał wciąż
łączności z większą częścią dywizji ale zdecydował o zdobyciu Pouppeville, co
sprawiło, że alianci panowali nad jedną z dróg wiodących od wybrzeża.
PLAŻE UTAH I OMAHA
Plaża Utah, podzielona na dwa sektory lądowania, znajdowała się na wschodnim
wybrzeżu półwyspu Cotentin. Zadanie do wykonania w tym rejonie powierzono 4
dywizji, która zaraz po wylądowaniu miała połączyć się z wcześniej lądującymi
dywizjami 82 i 101 i zająć rejon nieco na południe w okolicach miasta Carentan.
O godz.5.00 rozpoczęły się ostatnie przygotowania do lądowania. Żołnierze zeszli
do barek desantowych, a o 5.50 okręty alianckie rozpoczęły ostrzał niemieckich
umocnień na plaży. Płynące do brzegu barki desantowe miały problemy z ustaleniem
dokładnego miejsca lądowania ze względu na złą pogodę i wzburzone morze. Dlatego
4 dywizja wylądowała w całkiem innym miejscu niż to uprzednio planowano. Okazało
się jednak, że miejsce to było całkiem niezłe do przeprowadzenia desantu. Za
piechotą wylądowały czołgi-amfibie i buldożery. Żołnierze 4 dywizji skierowali
się do Sainte Mere Eglise, gdzie nawiązali kontakt z 82 dywizją spadochronową, a
następnie ze 101 dywizją.
Plaża Omaha , następna, na której lądowali Amerykanie, zapisała się w historii
jako miejsce krwawego, okupionego wielkimi stratami, desantu. Plaża Omaha
znajduje się między plażami brytyjskich wojsk inwazyjnych, a plażą "Utah". Jest
to 6,5 kilometrowy pas kamienistej plaży ograniczonej na końcach stromymi
urwiskami. W stronę lądu zamyka się dość wysokimi wzgórzami. Obrona niemiecka na
tych odcinkach była wyjątkowo silna. Niemcy dysponowali tutaj sześćdziesięcioma
różnego rodzaju działami, a także dużą ilością CKM'ów. Szczególnie niebezpieczne
były działa na skrajach plaży ubezpieczone przed ostrzałem z morza 6 metrową
powłoką betonową. Zadanie opanowania tej plaży powierzono Wielkiej Czerwonej
Jedynce - 1 dywizji piechoty wchodzącej w skład 5 korpusu amerykańskiego gen.
Leonarda Gerowa. 1 dywizją dowodził gen. Clarence Huebner, której miała
towarzyszyć na plaży Omaha część 29 dywizji piechoty. Omaha podzielona została
na 8 sektorów : Charlie, Dog Green, Dog White, Dog Red, Easy Green, Easy Red,
Fox Green i Fox Red. Plan inwazji w tych sektorach wymagał ogromnego
zorganizowania i przywiązania do szczegółów poszczególnych dowódców jednostek.
Od 5.50 do 6.27 ostrzeliwane miały być pozycje niemieckie z morza. Jednocześnie
od 6.00 do 6.25 miało nastąpić bombardowanie z bombowców. O 6.29 wylądować
powinny 64 czołgi DD, a więc w dwie minuty po zakończeniu bombardowania. Z kolei
minutę później miało wylądować 35 zwykłych czołgów i po 1 kompanii piechoty do
każdego sektora. Zgodnie z planem o 6.00 ciężkie bombowce Liberator zrzuciły
bomby na umocnienia niemieckie. Niestety żadna z bomb nie trafiła w cele i
umocnienia nie zostały naruszone. Ostrzał prowadzony z morza przez alianckie
krążowniki także nie przyniósł oczekiwanych rezultatów. Działka pokładowe barek
desantowych nie trafiały w cele ze względu na unoszącą się mgłę, a także na
gwałtowny stan morza. Nadszedł czas na czołgi DD. Także i tutaj nie brakowało
niepowodzeń. W tak strasznych warunkach atmosferycznych nie było szans na
przepłynięcie przez czołg więcej niż 100 metrów. W odległościach 500 metrów
należało opuszczać klapy barek desantowych, po których zaczęły zjeżdżać czołgi
do wzburzonego morza. Część płynęła przez 50 m., część tonęła od razu. Z 64
czołgów DD na plażę dostało się 5, z czego tylko 2 dopłynęły o własnych siłach.
Podczas wyładowywania czołgów, w okresie pierwszych 3 minut zatonęło 27 maszyn.
Nadeszła godz. 6.30. Żołnierze 16 RTC i 116 RTC (REGIMENT TACTIC COMBAT) zeszli
do 24 barek desantowych z pokładu transportowca Thomas Jefferson". Morze ,jak
już wiadomo było wzburzone i woda wlewała się do barek, skąd żołnierze usuwali
ją hełmami. Dwie barki zatonęły, kiedy rozpoczął się ostrzał barek z niemieckich
fortyfikacji. Większość jednak, nieuszkodzona płynęła do brzegu po morderczym
ogniem artylerii. Kiedy dopłynęli bliżej brzegu, opuszczono klapy. Żołnierze
stojący w pierwszych rzędach zostali od razu zcięci przez niemieckie CKM'y. Ci,
którzy stali dalej wyskakiwali przez burty do wody, gdzie tonęli ciągnięci na
dno przez 30kg sprzęt. Tym, którym udało się przeżyć kładli się na płyciznach
pod wodę tak, aby Niemcy nie dostrzegli ich. Inni, natomiast starali się
schronić za przeszkodami przeciwczołgowymi. Zaraz za piechotą, a czasem razem z
nią lądowały jednostki saperskie, które miały wytyczyć szesnaście przejść dla
sprzętu ciężkiego na plaży Omaha. Saperzy nie mogli spełnić swego zadania. W
większości przypadków przy przeszkodach terenowych, jakie mieli usunąć, leżeli
ranni lub żołnierze, którzy w przerażeniu nie chcieli uciec z zajmowanych
miejsc. Sytuację utrudniał dodatkowo fakt, że buldożery do usuwania zasieków
utonęły lub zostały zniszczone przez artylerię niemiecką jeszcze na barkach.
Kompanie pierwszego rzutu nie wylądowały na przewidzianych miejscach. Ludzie
byli wymieszani i zdziesiątkowani. Szwankowała łączność. O godz. 7.00 wylądowały
oddziały drugiego rzutu. Sytuacja poprawiła się, gdy udało się wytyczyć pierwsze
przejście w zasiekach przy pomocy torped Bangalore'a. Były to długie rury z
ładunkiem wybuchowym na końcu. Po otworzeniu tego przejścia, żołnierze zdobyli
pierwsze wzgórze. O godz. 9.00 było tam 600 żołnierzy 5 batalionu rangersów płk.
Maxa Schneidera, kompania "C" ze 116 RTC, część kompanii "B" i "F", także kilku
saperów. W innych rejonach plaży także udało się zniszczyć zasieki, a kompanie
"E" zdobyła bunkier i wzięła do niewoli 21 jeńców niemieckich. Koło 10.00
godziny piechota otrzymała wsparcie artyleryjskie z morza, a o 13.30 gen. Omar
Bradley - dowódca amerykańskiej 1 armii otrzymał meldunek : "Oddziały przykute
do plaży zaczynają się posuwać do przodu". To m.in. niemiecka 352 dywizja tak
długo powstrzymywała Amerykanów przed wtargnięciem w głąb lądu. Podczas kiedy
alianci spodziewali się 2 batalionów, Niemcy dysponowali aż ośmioma. Straty
alianckie były duże i wynosiły 3 tyś. Zabitych lub rannych.
POINTE DU HOC
O godz.4.00 oddziały, które miały walczyć o Pointe du Hoc weszły do barek
desantowych. Pointe du Hoc to silny punkt oporu Niemców na stromym urwisku
między plażami Utah i Omaha i jego zdobycie umożliwiało współ-operowanie
oddziałów z powyższych plaż. Niemcy dysponowali tam 125 piechurami i 85
artylerzystami. Co jednak najważniejsze znajdowały się tam 4 działa kalibru 155
mm, które mogły ostrzeliwać znaczny obszar. Grupą, której powierzono zadanie
zdobycia Pointe du Hoc dowodził ppłk James Rudder. Pierwsza barka dotarła do
brzegu o godz. 7.10. Rangersi Rudder'a wspieli się na strome zbocze. Mieli przy
tym trochę trudności, ale udało się dotrzeć na szczyt. Tutaj Niemcy wycofali się
na dalsze pozycje. W kazamatach nie było dział. Niemcy nie zdążyli ich
zainstalować, a Rangersi znaleźli je potem w sadzie nieopodal i unieszkodliwili
je. Udało się także nawiązać kontakt z jednym z krążowników, któremu podawano
namiary na cele po kolei niszczone. Na Pointe du Hoc został tylko jeden główny
bunkier, którego zdobycie pochłonęło wiele ofiar. Niemcy usilnie bronili
ostatniego punktu oporu i mieli tutaj przewagę liczebną. Nad głowami walczących
pojawiły się amerykańskie bombowce, kecz Pointe du Hoc został w tej chwili już
zdobyty. Straty w batalionie rangersów były ogromne i przekraczały 60 procent.
PLAŻE BRTYJCZYKÓW - GOLD, JUNO i SWORD.
W brytyjskiej części inwazji miała lądować 2 armia brytyjska pod dowództwem gen.
Milesa Dempseya. Ogólnie zadaniem Brytyjczyków było zajęcie Caen i Bayeux. Ten
plan jednak mało komu wydawał się realny do wypełnienia. Najbardziej na zachód w
sektorze brytyjskim znajdowała się plaża "Gold" podzielona na sektory "King", "Jig"
i "Item". Plaża "Gold", na której miał lądować 30 korpus brytyjski gen.Bucknalla,
była uboga w przeszkody naturalne i Niemcy stworzyli tutaj silne fortyfikacje.
Umocnili plażę zasiekami, szparagami Rommla i zgranym systemem ognia krzyżowego.
W pierwszym i drugim rzucie lądowała tutaj 50 dywizja, wspierająca 8 brygada
pancerna, a także słynne " szczury Tobruku " - 7 dywizja pancerna. W godzinach
rannych 6 czerwca po wymianie wystrzałów między okrętami alianckimi a
niemieckimi działami piechota brytyjska wylądowała na plaży. Wcześniej
samodzielna grupa komandosów z niewielkimi kłopotami zabezpieczyła prawą flankę
Brytyjczyków i dotarła do przedmieść Bayeux. Na plaży "Gold" lądowanie poszło
bez stosunkowych trudności. Brytyjczykom szczęście sprzyjało, bowiem użyto tutaj
czołgów typu Crabe do usuwania min i przeszkód terenowych. Plaża "Juno"
znajdowała się po środku sektora brytyjskiego. Lądowali tutaj w większości
Kanadyjczycy : 3 kanadyjska dywizja piechoty wspierana 2 kanadyjską brygadą
pancerną, a także brytyjscy komandosi. Pierwszy rzut udał się bez problemu i bez
większych strat. W drugim rzucie już były kłopoty na morzu gdzie barki musiały
pokonać spory odcinek manewrując między skałami wystającymi z wody pod ogniem
niemieckiej artylerii. Kanadyjczycy po ciężkich walkach o godz.9.30 opanowali
sporą część plaży, a także miasteczko Bernieres. Pozostało jeszcze jedno trudne
zadanie - zdobyć lotnisko Carpiquet. Mimo zdecydowanego działania nie udało się
zdobyć na razie tego lotniska. Plaża "Sword" była najdalej wysuniętą na wschód
ze wszystkich plaż operacji. Lądować tutaj miała 3 brytyjska dywizja piechoty i
27 brygada pancerna. Później także 4 brygada pancerna i 51 dywizja piechoty
Highland. Zadanie jakie powierzono tym oddziałom przewyższało ich możliwości.
Mieli, bowiem za zadanie zdobyć miasto Caen. Po bombardowaniu z powietrza na
plaży wylądowali piechurzy. O 6.30 wyładowano na brzeg wiele ciężkiego sprzętu.
4 zgrupowanie komandosów, które wylądowało na lewy skraju plaży Sword posuwali
się w głąb lądu aż napotkali silnie broniony budynek z dwoma działkami 20 mm .
Jednocześnie doszła wiadomość, że wylądowały czołgi DD, przy których pomocy
zdobyto budynek. W innych rejonach, jak 1 pułk Lancaster, nie było problemów z
oporem Niemców. Były jednak miejsca gdzie alianci tracili po 200 zabitych
podczas jednego szturmu. O 9.00 godz. Miasteczko Hermanville zostało zdobyte.
Royal Norfolk zdobył wzgórza nad miasteczkiem Benouville. Nie udało się tego
dokonać, co prawda za pierwszym razem, ale o świcie dnia następnego dowodzący
obroną wzgórz skapitulował.
PODSUMOWANIE OPERACJI INWAZYJNEJ W DNIU "D"
Na żadnej z plaż zadania postawione oddziałom inwazyjnym w pierwszym dniu nie
zostały wykonane. Na plaży "Sword" żołnierze połączyli się z 6 dywizją
spadochronową, ale nie połączono tych sił z oddziałami plaży "Juno". Ani
oddziały plaży Sword, ani Gold nie zdobyły Caen i Bayeux. 3 kanadyjska dywizja
posunęła się najdalej, bo na przedmieścia Bayeux i nawiązała kontakt z
oddziałami plaży Gold. 1 dywizja z "Omaha" została uwięziona w niewielkim pasie
nabrzeża, a oddziały Utah,82 i 101 dywizji spadochronowej zagrażali Niemcy z
północy. Mimo tego wynik pierwszego dnia walki był korzystny dla aliantów.
Rozpoczął się proces transportu coraz większej ilości materiałów, sprzętu,
amunicji przez sztuczne porty "Mulberry". Pierwszego dnia inwazji w Normandii
było już 75 tyś. Brytyjczyków, 57,5 tyś. Amerykanów, oraz 22,5 tyś.
Spadochroniarzy obydwu narodowości. Rozkaz Eisenhowera był decyzją historyczną,
ponieważ nietrudno sobie wyobrazić, jaka to -mianowicie historyczna -katastrofa
musiała by nastąpić (w każdym razie dla koalicji brytyjsko-amerykańskiej) w
przypadku, gdyby zawiodła prognoza meteorologiczna. Naczelny dowódca ryzykował
bardzo wiele i to w obydwie strony, zarówno podejmując decyzję pozytywną, jak i
w przypadku hipotetycznej decyzji negatywnej. Odroczenie desantu (do lipca)
groziło bowiem również wręcz katastrofalnymi konsekwencjami. Wieczorem 4 czerwca
1944 r. gen. Eisenhower wziął na siebie niezwykle brzemienną w skutki
odpowiedzialność. I okazało się, że miał szczęście. W nocy z 5 na 6 czerwca z
zachmurzonego nieba i przy silnym wietrze, spadły na obydwa skrzydła obronnego
pasa natarcia trzy powietrzne dywizje desantowe i od tego ataku rozpoczęła się
pierwsza bitwa na zachodnim TDW. Nie spełniły się przy tym ani pesymistyczna
ocena Leigh-Mallory'ego (w stosunku do desantu powietrznego), ani kasandryczne
wróżby Churchilla, mówiące o czerwonych od krwi falach Kanału. Pomimo bowiem
niepomyślnych warunków atmosferycznych - a może dzięki tym warunkom - zarówno
desanty powietrzne jak i morskie uzyskały całkowite powodzenie, za cenę strat co
najmniej dwa razy mniejszych od przewidywanych. Z całego pierwszego rzutu
operacyjnego zginęło ok. 2500 żołnierzy, a odniosło rany 8500 (w sumie około 5
proc. Wszystkich atakujących sił). Marynarka straciła 23 okręty, 28 statków
handlowych i ok. 300 okrętów i barek. W dniu "D", choć nie był to dzień
całkowicie pomyślny, oddziały aliantów utworzyły nowy front. Operacja desantowa
powiodła się i otworzyła Amerykanom i Brytyjczykom drogę do Europy, a później,
jak się okazało, drogę na Berlin. .