Pierwszym nalotem dywanowym RAF był
nalot na Lubekę 28 marca 1942 r. Od roku 1943 RAF i USAAF rozpoczęły ofensywę
powietrzną na III Rzeszę siłami nawet ponad 1000 samolotów w jednym nalocie.
Samoloty RAF z reguły prowadziły naloty nocne (wobec obecności drugiego pilota –
nawigatora w każdym samolocie, natomiast siły USAAF naloty dzienne. Najbardziej
krwawy nalot dywanowy (i w ogóle najbardziej niszczycielski atak lotniczy
podczas II wojny światowej) miał miejsce nocą z 9/10 marca 1945 r. nad Tokio,
gdzie 279 superfortec B-29 zrzuciło bomby zapalające, wywołując burzę ogniową.
Zginęło i zmarło od oparzeń ok. 120 000 osób. Najsłynniejszy nalot dywanowy w
Europie przeprowadzili alianci bombardując Drezno 13/14 lutego 1945 roku. 770
bombowców Avro Lancaster i 600 bombowców B-17 doprowadziło do śmierci ok. 25
000-30 000 ludzi – mieszkańców i uchodźców.
Jak doszło do tej rzeźni, gdy Niemcy były już pokonane i czekały na ostateczny
cios w swoją stolicę, zaś po Europie Centralnej tułały sie tysiące żołnierzy
Wehrmachtu, którym niby dowodził oszalały Hitler. W styczniu 1945 do Drezna dotarła
fala uchodźców ze wschodu. Podwoili oni nieomal populację Drezna. Według
szacunkowych danych w mieście w lutym 1945 roku przebywało znacznie więcej niż
normalne 650 000 mieszkańców. Według niektórych źródeł liczba ta mogła sięgnąć
nawet miliona. Miasto stanowiło centrum kulturalne w średniowieczu, szczyciło
się licznymi zabytkami i nie posiadało żadnego znaczenia militarnego.
Obrona przeciwlotnicza Drezna była symboliczna, ponieważ miasto nie było celem
nalotów mieszkańcy czuli się stosunkowo bezpiecznie. W mieście znajdowały się
setki tysięcy uchodźców, panowało zatem przeludnienie, ludzie byli stłoczeni i
przerażeni. W tej sytuacji aliancki marszałek lotnictwa Artur Harris zdecydował
o wytypowaniu nowego celu dla nalotów dywanowych. Celem tym było Drezno. W swej
autobiografii Artur Harris uzasadniał podjęcie decyzji o nalocie:
-bezpieczny przelot bombowców nad cel i łatwy powrót po wykonanej misji,
-ułatwienie natarcia armiom radzieckim walczącym na froncie wschodnim,
-dezorganizacja komunikacji i łączności,
-zniszczenie przemysłu i osłabienie machiny wojennej państw osi.
Patrząc na te przesłanki, można zauważyć, że stanowiły one jedynie pretekst dla
zbombardowania jednego z nielicznych ocalałych do tej pory miast niemieckich.
Dla Rosjan zbombardowanie Drezna nie miało żadnego militarnego znaczenia,
podobnie jak i argument przemawiający za dezorganizacją komunikacji. Miasto,
które przyjęło tylu uchodźców musiało być sparaliżowane. Przemysł niemiecki w
tym momencie wojny już nie funkcjonował, w sposób mogący mieć jeszcze jakieś
znaczenie dla jej ostatecznego wyniku.
Przed 1945 r. nazywano Drezno "Florencją północy". W tym okresie w Dreźnie żyło
około 500.000 ludzi (z powodu wojny były to przede wszystkim kobiety, dzieci,
osoby starsze i inwalidzi wojenni). Do tego dochodziło jeszcze niecałe 30.000
jeńców wojennych i ponad 500.000 uchodźców ze Śląska, którzy uciekli przed
nadchodzącą Armią Czerwoną. Drezno bowiem uchodziło za miasto bezpieczne, z
racji swojego położenia w głębi kraju.
Poczucie bezpieczeństwa drezdeńczyków wzmacniał fakt, że w mieście nie było
ważnych obiektów wojskowych, czy zakładów przemysłu zbrojeniowego. Jednak
właśnie ich miasto było celem powietrznej armady, która w godzinach wieczornych
wystartowała z brytyjskich lotnisk. Jako pierwsze - o godz. 22.03 - dotarły nad
miasto lecące na jej czele samoloty myśliwskie De Havilland Mosquito. Zrzucone
przez nie olbrzymie flary, mające oświetlać cele dla bombowców sprawiły, że na
drezdeńskich ulicach zrobiło się jasno jak w dzień. 10 minut później nad miastem
znalazły się 244 brytyjskie bombowce Avro Lancaster. Na pełne zabytków, barokowe
śródmieście runęły bomby burzące, a w chwilę później posypał się z nieba grad
bomb fosforowych, skutkiem czego całe centrum ogarnął gigantyczny pożar. Gdy
tylko skończył się nalot, w mieście rozpoczęła się akcja ratunkowa, która nie
mogła przynieść efektu. W mieście paliły się całe ulice i kwartały domów.
Poszczególne ogniska pożaru połączyły się ze sobą, tworząc wysokie na kilkaset
metrów morze ognia. Niecałe trzy godziny po pierwszej fazie ataku, rozpoczął się
kolejny nalot. Tym razem 529 Lancasterów zbombardowało schowane już pod wielką
czapą dymu zewnętrzne dzielnice miasta. Atak na Drezno na tym się jednak nie
skończył. Nad ranem, 14 lutego do akcji wkroczyli Amerykanie. 316 maszyn typu
Boeing B-17 Flying Fortress zrzuciło 780 ton bomb, zaś 70 myśliwców P-51 Mustang
ostrzelało duże grupy ocalałych mieszkańców w drezdeńskich parkach. Następnego
dnia 211 amerykańskie bombowce zrzuciło na ocalałe jeszcze fragmenty miasta ok.
400 ton bomb, kończąc w ten sposób całą - jak określały to brytyjskie i
amerykańskie dowództwa - "operację".
Nalot na Drezno tłumaczą przesłanki honorowe. Drezno zostało wybrane
jako obiekt głównego zmasowanego nalotu w odpowiedzi na prośbę Sowietów o
aliancką pomoc z powietrza. Churchill stał sie zakładnikiem zakładu ze Stalinem,
iż lotnictwo sprzymierzonych może uderzyć boleśnie w każde miejsce Niemiec.
Stalin wykorzystał te przechwałki i niejednokrotnie ironicznie przypominał
o nich.
Inne tzw. polityczne czy strategiczne motywy są tylko domysłami i zmyśleniami
wielu komentatorów.
Europa już dawno została podzielona pomiędzy aliantów i nawet spuszczanie
na Niemcy bomb atomowych nie miało żadnego w tym zakresie znaczenia.
Faktem jednak jest że decyzja o zbombardowaniu Drezna została podjęta i w nocy z
13 na 14 lutego 1945 roku nad miasto w trzech falach nadleciało łącznie ponad
527 ciężkich bombowców zrzucając bomby zapalające na centrum miasta. W wyniku
ataku nad miastem rozpętała się burza ogniowa. Dziesiątki tysięcy ludzi spłonęło
żywcem lub udusiło się z braku tlenu. Lotnictwo aliantów zanotowało kolejny
sukces.
Po nalocie rozpoczęto liczenie ofiar i szacowanie strat. Centrum miasta zostało
całkowicie zniszczone, spłonęły setki budynków. Ponadto pożary strawiły
infrastrukturę miasta. Co ciekawe, cele wojskowe, czyli stacja kolejowa, oraz
koszary na północy miasta, zostały nieuszkodzone. Czyżby wiatr wiał w złą
stronę? A może alianci zostawili sobie furtkę na wypadek konieczności
powtórzenia nalotu? Wynikiem bombardowania były również olbrzymie straty wśród
ludności cywilnej. Wojska radzieckie oceniły je na 35 000 cywilów. Źródła
niemieckie podają nawet liczbę 135 000. Rozbieżność jest zatem ogromna. Jednak
należy zwrócić uwagę na fakt, że w nalocie zginęli głównie cywile. Czy nalot na
Drezno spełnił swoje zadanie? Z całą pewnością ukazał potęgę alianckiego
lotnictwa oraz fakt, że nie tylko Niemcy łamali prawa człowieka w tej wojnie.
Bombardowanie Drezna stało się nową strategią wojenną, obliczoną nie na
pokonanie wroga, lecz jego eliminację.
Po fakcie wybuchła bitwa na informacje. Według doniesienia Associated Press,
później odwołanego, "dowódcy lotnictwa aliantów podjęli długo wyczekiwaną
decyzję o celowych bombardowaniach mających zastraszyć niemieckie skupiska
ludności". Komunikat faszystów zgadzał się z tym doniesieniem: "Zbrodniarze
wojenni z Głównej Kwatery Naczelnego Dowództwa Mocarstw Alianckich w Europie z
zimną krwią wydali rozkaz eksterminacji niewinnej ludności niemieckiej". W
brytyjskiej Izbie Gmin 6 marca 1945 roku poseł Richard Stokes zapytał: "Czy
bombardowania mające na celu zastraszenie ludności są obecnie elementem naszej
polityki państwowej?". Oficjalna odpowiedź brzmiała: "Nie tracimy czasu ani
bombowców na taktykę mającą na celu wyłącznie zastraszenie" *2 . 13 lutego 1946
roku, o godzinie 10.10 wieczorem, w całej sowieckiej strefie Niemiec na pamiątkę
bombardowania Drezna zabiły kościelne dzwony. Spośród wszystkich kościołów
Drezna ostała się tylko samotna pusta skorupa Frauenkirche ze zdruzgotaną
kopułą. Tego samego dnia były marszałek wojsk lotniczych Arthur Harris w
meloniku na głowie wsiadł w Southampton na pokład statku, wyruszając na
poszukiwanie cywilnej kariery za granicą. Chociaż w 1953 roku otrzymał spóźniony
tytuł szlachecki, uhonorowano go na równi z towarzyszami dopiero 31 maja 1992
roku, kiedy na londyńskim Strandzie odsłonięto stosowny pomnik. Była to
pięćdziesiąta rocznica zbombardowania Kolonii. Oberbürgermeister Kolonii ogłosił
publiczny protest: "W moim mniemaniu jest rzeczą bezsensowną upamiętniać czyny
takich bohaterów wojennych jak Arthur Harris - mimo że walczył po właściwej
stronie i w słusznej sprawie" *3 . Uprzedzając zbliżającą się rocznicę
bombardowania Drezna w roku 1995, prezydent Niemiec Roman Herzog poświęcił tej
sprawie kolejną refleksję. Powiedział, że bombardowanie Drezna "było przykładem
(...) brutalizacji człowieka w stanie wojny (...) Nie wolno pozwolić, aby nadal
trwała historia pisana przez poszczególne narody, do której każdy naród wybiera
własne słuszne czyny. Jeśli naprawdę chcemy zjednoczyć naszą Europę, musimy
także zjednoczyć jej historię".