Eksperyment Filadelfia lub Projekt Tęcza, względnie
Eksperyment Filadelfijski to nazwa tajnego eksperymentu naukowego,
przeprowadzonego przez Marynarkę Wojenną Stanów Zjednoczonych.
Eksperyment miał być przeprowadzony 28 października 1943 r. na amerykańskim
okręcie USS Eldridge, stacjonującym w Bazie Sił Morskich USA w porcie
Filadelfia i zakończyć się tragedią. Nad eksperymentem urosła sterta domysłów
i mitów.
Pewne jest jedno; Amerykanie mimo swojej pacyfistycznej polityki wojennej
prowadzili wiele eksperymentów, chcąc wygrywać wojnę bez ponoszenia ofiar
ludzkich.
Ten tajny eksperyment kamuflażu elektronicznego, został opracowany w biurze
badań marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych w Filadelfii i przeprowadzony w
1943 roku przez marynarkę USA w porcie oraz na pełnym morzu. Celem jego było
zastosowanie einsteinowskiej jednolitej teorii pola poprzez wypróbowanie
działania pola magnetycznego na okręt wojenny, którym był niszczyciel USS "Eldridge"
D-173 oraz na załogę przebywającą na jego pokładzie. Użyto do tego magnetycznych
generatorów (zwanych degausserami), które miały stworzyć na okręcie i wokół
niego potężne elektromagnetyczne pole siłowe, które miało doprowadzić do
zniknięcia okrętu i załogi.
W listopadzie 1943 r. podobno "Eldrige" zniknął z oczu stojących na brzegu
widzów, zmaterializował się w zatoce w Norfolk w stanie Wirginia, a następnie po
kilku minutach ponownie zmaterializował się w Filadelfii. Świadkowie twierdzą,
że ów niszczyciel znikł naprawdę. Jedyną oznaką, że tam był, była depresja w
powierzchni morza ukazująca wypartą przezeń wodę. W tym samym czasie w Bazie Sił
Morskich w Norfolk, oddalonej jakieś 375 km (około 230 mil) na północ,
amerykańscy marynarze i cywile, stojący na molo, ujrzeli nagle pojawiający się
znikąd, mały okręt. Widzieli go przez krótką chwilę, gdyż po chwili obiekt
znikł. Osiągnięto nie tylko niewidzialność, ale także teleportację.
Według opisów świadków, na początku ukazała się wokół statku lekka, świecąca,
zielonkawa mgiełka, która była często obserwowana podczas niewyjaśnionych
zdarzeń w Trójkącie Bermudzkim. Bardzo szybko ogarnęła cały okręt. Pole
magnetyczne miało kształt elipsoidy i rozciągało się 100 metrów z każdej strony
okrętu. Było widać jedynie niewyraźne zarysy sylwetek osób, które znalazły się
wewnątrz pola. Ci, którzy znajdowali się na pokładzie, sprawiali wrażenie, jakby
chodzili w powietrzu. Po zwiększeniu siły pola osoby znajdujące się poza nim,
nie mogły w ogóle niczego dostrzec, z wyjątkiem wyraźnie zarysowanego na
powierzchni wody kształtu kadłuba. Okręt stał się coraz bardziej przezroczysty,
aż znikł, pozostawiając na wodzie wgłębiony ślad swego kadłuba od kilu aż po
linię wodną.
Po tych eksperymentach wokół Bazy Sił Morskich w Filadelfii krążyły pogłoski, że
ponad połowa członków załogi ze statku "filadelfijskiego" została zabrana i
przetrzymywana w szpitalu psychiatrycznym Marynarki. Reszta miała rzekomo zginąć
na pokładzie statku podczas "podróży" z Filadelfi do Norfolk i z powrotem.
Historia na pozór niewiarygodna, można jednak przyjrzeć jej się z bliska. W roku
1956 ufolog Morris K. Jessup otrzymał dwa listy od półanalfabety, który podpisał
się jako Carlos M. Allende. Mężczyzna twierdził, ze jako marynarz na SS "Andrew
Furuseth" znajdującym się w pobliżu Norfolk, był świadkiem eksperymentu i znal
los załogi "Eldrige'a.
Marynarz opisał dokładnie widziane przez siebie i kolegów zjawisko:
"Rezultatem eksperymentu była całkowita niewidzialność okrętu - niszczyciela i
całej jego załogi. Zastosowane pole miało kształt sferoidalny, spłaszczony na
biegunach i rozciągało się sto jardów poza kadłub. Osoby znajdujące się wewnątrz
pola miały niewyraźne sylwetki i wyglądało, jakby stąpały po niczym. Osoby
znajdujące się poza polem - nie widziały nic, wyjąwszy wyraźnie zarysowany na
powierzchni wody kształt kadłuba. Oczywiście, jeśli osoby te znajdowały się tuż
poza obrębem pola ".
Członkowie załogi niszczyciela prawdopodobnie zginęli, a pozostali byli
szaleńczo obłąkani. Miały im się przydarzyć zjawiska samospalenia i
niekontrolowane zniknięcia oraz pojawienia się. Połowa oficerów i załogi okrętu
oszalała, zachorowała i zmarła, stanęła w płomieniach, przechodziła przez ściany
lub całkiem zniknęła. Dalsze badania miały zostać zarzucone. Niektórzy
marynarze, przez dłuższy czas po eksperymencie, trzymani byli w specjalnych
ośrodkach, gdzie otrzymywali specjalistyczną naukową pomoc. U wielu z członków
załogi pozostały zwiększone zdolności psychiczne oraz zdolność transmutacji
czyli czasowego znikania lub pojawiania się w różnych miejscach.
Do typowych skutków ubocznych zbyt długiego przebywania w polu magnetycznym
należało: "unoszenie się w powietrzu", "tkwienie bez ruchu" oraz "zamarzanie".
Przykładowo człowiek, który "tkwił bez ruchu" nie mógł poruszać się z własnej
woli. Jeżeli w takiej chwili nie podbiegło do niego kilku kolegów, znajdujących
się z nim w polu magnetycznym i nie położyło na nim swoich rąk, wówczas
"zamarzał". Kiedy człowiek "zamarzał" oznaczało się dokładnie jego pozycję i
wyłączało pole magnetyczne. Wszyscy poza "zamrożonym" mogli znów poruszać się w
swoich materialnych ciałach. Następnie członek załogi o najkrótszym stażu musiał
iść w to miejsce gdzie był "zamrożony" i odszukać jego twarz lub fragment skóry
nie osłonięty mundurem. Było to potrzebne do zastosowania specjalnie
skonstruowanej maszyny do "rozmrażania". "Rozmrażanie" trwało od jednej godziny
do sześciu miesięcy (tyle potrzebowano na uratowanie pierwszego "zamrożonego").
Allende pisał, iż dla "rozmrażania" skonstruowano wysoce skomplikowaną aparaturę
"wartości pięciu milionów dolarów", a prace nad jej zastosowaniem prowadzono w
"specjalnym basenie portowym". Poza tym stanem chory mógł popaść w głębokie
zamrożenie, trwające dłużej niż kilkanaście godzin. Allende pisał, że: "zwykle
"głęboko zamrożony" szalał i bełkotał, oraz, że w takim stanie "człowiek nie był
świadomy czasu, takiego, jaki my znamy".
Teoria zastosowana rzekomo przez marynarkę, a stworzona przez największych
fizyków naszych dziejów dotyczyła możliwości odchylenia światła o około dziesięć
procent, co miało wystarczyć, aby obiekt stał się niewidzialny lub wywołać
efektu mirażu. W pierwszym przypadku odchylone światło "opływałoby" okręt i
stwarzało coś na miarę baśniowej czapki niewidki. Efekt mirażu natomiast
sprawiałby, że obraz okrętu zostałby przesunięty w inne miejsce, umożliwiłoby
zmylenie celowniczych okrętów przeciwnika. Tymczasem wojna trwała i wiosną 1942
roku potęga japońska na Pacyfiku była u swego szczytu, co mogło zagrażać wojskom
amerykańskim. Wdrożenie tajnego projektu Einsteina mogłoby dać amerykańskiej
marynarce wojennej niesłychaną wręcz przewagę. Możliwe, że eksperyment
filadelfijski był początkiem zmiany losów II wojny światowej zważywszy na to, że
na przełomie lat 1942/43 roku Amerykanom udało się powstrzymać napór japoński i
zaczęli nawet zyskiwać inicjatywę strategiczną. Program, którego częścią byt
Eksperyment Filadelfijski, został wstrzymany, jeśli wierzyć różnym informatorom,
w końcu 1943 roku lub na początku 1944. Wszystko wskazuje na to, że w ramach
oszczędności uznano go za niewarty dalszych nakładów pieniężnych. Marynarka
amerykańska oficjalnie nigdy nie przyznała się do przeprowadzenia takiego
eksperymentu. Wszelkie wieści zostały pochłonięte przez cenzurę.

Wbrew temu co się powszechnie twierdzi, iż USS Eldridge nie został od
razu pocięty „na żyletki” -
według posiadanej przez US Navy dokumentacji, jeszcze przez górą dwa lata pływał
w ochronie atlantyckich konwojów. Ale za to gdy został przeznaczony w końcu w r.
1945 na złom - dorobiono do tego prozaicznego faktu odpowiednio cudowną otoczkę:
otóż złomowano go, ponieważ... ”raz po raz znikał".
Ta sama Marynarka Wojenna USA w roku 1976 wydała oficjalne oświadczenie w którym
stwierdza m. in.: „ani w 1943 r., ani w żadnym innym czasie Dowództwo US Navy
nie realizowało żadnych eksperymentów prowadzących do niewidzialności. Tej miary
odkrycia naukowego w żaden sposób nie dałoby się zresztą ukryć na dłuższą metę".
Prawda jest prosta jak budowa okrętu; Amerykanie dowiedli na własnej skórze, że
nie są w stanie zapanować nad czasoprzestrzenią, ale dowiedli zasadności tez
Einsteina, dzięki któremu broń zyskała nowy wymiar, który lata
później mogli przenieść do "nieistniejącej" Strefy 51.
Zbyszek M.
.
