GROM - Grupa Reagowania Operacyjno-Mobilnego,
oficjalnie powstała 13 lipca 1990 r. z inicjatywy Ministerstwa Spraw
Wewnętrzynych i Administracji, które obawiając się ataków
terrorystycznych na nasz kraj stwierdziło ze potrzebujemy w pełni
profesjonalnej jednostki do zwalczania takich ataków. Nie jest prawdą
jakoby GROM powstał w ramach podziękowania za wydostanie z Iraku przez
nasze służby specjalne oficerów amerykańskiego CIA (Central Intelligence
Agency). Pomimo to jego nazwa jest formą uhonorowania gen. Gromosława
Czempińskiego, który dowodził ta akcją, a także ma sugerować że Gromowcy
będą spadać na wroga jak "grom z jasnego nieba". Jednak niezmiennym
pozostaje fakt, że w formowaniu jednostki bardzo pomocna była
amerykańska SFOD-D (Delta Force) oraz brytyjski 22. pułk SAS (Special
Air Service). Przede wszystkim Amerykanie dostarczyli Gromowcom
nowoczesną broń oraz przysłali instruktorów, którzy szkolili naszych
pierwszych operatorów. Pierwszym dowódcą Gromu był Gen. Sławomir
Petelicki (wtedy podpułkownik). To on przedstawił w MSWiA schemat takiej
jednostki. Jego propozycja została przyjęta przez ministerstwo, dzięki
czemu mógł on od razu zabrać się do formowania jednostki. Jednostki,
której istnienie było ściśle tajne przez 4 lata.
Jednak GROM nie zdobyłby takiej sławy i renomy gdyby nie komandosi w nim
służący oraz system selekcji i szkolenia, który wybiera tylko
najlepszych i tworzy z nich doskonałych operatorów. Pierwszym etapem,
jaki muszą przejść kandydaci do Gromu jest bardzo ciężka i wymagająca
selekcja. Pomimo tego, że większość chętnych pochodzi z innych jednostek
specjalnych wojska i policji (policyjne jednostki AT, 1. pułk specjalny,
6 brygada desantowo-szturmowa) selekcje przechodzi zaledwie 10%
ubiegających się. Byli Gromowcy wspominają, że podczas jednej z
przeprowadzonych selekcji do jednostki dostał się tylko JEDEN kandydat.
Ten trudny sprawdzian, obejmuje 30 kilometrowy marsz z
kilkunastokilogramowym plecakiem, pływanie na czas, kilkukilometrowy
bieg na czas oraz kilka innych testów sprawnościowych. Wtedy też
sprawdzana jest wytrzymałość psychiczna kandydata, to jak stres i
zmęczenie wpływają na jego ocenę sytuacji, czas reakcji i ogólnie rzecz
biorąc jego możliwości bojowe. Po zaliczeniu tego etapu każdy z
ubiegających się o miejsce w jednostce przechodzi kompleksowe testy
psychologiczne, które mają odrzucić osoby nienadające się do tej
profesji z psychologicznego punktu widzenia (za małe IQ, skłonność do
nieuzasadnionej przemocy). Gdy i te testy zostaną zaliczone pomyślnie
kandydat rozpoczyna szkolenie w Gromie.
Szkolenie jest miedzy innymi jednym z głównych czynników, które decydują
o tym, że GROM należy do elity światowych jednostek
antyterrorystycznych. Aby zobrazować jak intensywne i trudne jest
wyszkolenie tak doskonałych żołnierzy podam parę liczb i faktów, które
działają na wyobraźnię. Wyszkolenie i wyposażenie (każdy komandos
posiada własne uzbrojenie i sprzęt, który dobiera w zależności od
potrzeb) pojedynczego operatora Gromu trwa 2 lata i kosztuje MILION
dolarów. Tyle samo trwa trening strzelców wyborowych oraz zespołu
wodnego. W jednym dniu podczas treningu strzeleckiego 30 komandosów
wystrzeliwuje ok. 10 tys. sztuk amunicji. Symulacje odbijania
zakładników zawsze są przeprowadzane przy użyciu ostrej amunicji, gdzie
często role zakładników odgrywają sami gromowcy, a ich koledzy strzelają
na ostro miedzy nimi. Tak robił m.in. płk Roman Polko, gdy objął
dowództwo nad jednostką, aby zdobyć zaufanie swoich podwładnych i
pokazać, że sam im ufa. Przyszli operatorzy uczą się nawet, jak
odpowiednio poruszać się w całym wyposażeniu (kilkadziesiąt kilogramów),
poznają postawy strzeleckie. Uczą się również udzielać pomocy rannym,
jeżdżąc w karetkach pogotowia, a przy okazji uodparniają się na widok
krwi i ran (75% operatorów to paramedycy).
Tak samo jak i komandosi z oddziałów szturmowych, tak i strzelcy
wyborowi przechodzą przez bardzo trudne szkolenie. Wielu osobom wydaje
się, że snajper nic nie robi, tylko leży. Jednak często snajperzy muszą
przejść dziesiątki kilometrów, aby dostać się w okolice celu. Potem
czeka ich wiele godzin, a nawet dni czekania. Nie mogą się wtedy W OGÓLE
poruszać, aby nie zdradzić swojej pozycji. Nie mogą jeść. Mało piją. I
bardzo mało śpią (mimo że zawsze działają w parach). A wszystko po to,
żeby oddać ten jeden jedyny strzał. Taki, po którym nie trzeba
poprawiać.
Również komandosi z oddziału wodnego nie mają łatwo. Skoki do wody z
pędzącej motorówki, desanty NA PŁYNĄCE OKRĘTY, nauka synchronicznego
pływania, aby nie "burzyć" tafli wody, strzelanie do celu z wody,
jednocześnie płynąc. To codzienność antyterrorystów z "wodnego".
Jednak sami komandosi nie daliby sobie rady z wrogiem bez
specjalistycznego sprzętu. Na wyposażeniu komandosów znajdują się
najnowocześniejsze zdobycze techniki wojskowej. Z oporządzenia są to
kamizelki taktyczne, kevlarowe hełmy, systemy kodowanej łączności,
kamizelki kuloodporne, kombinezony i rękawice z niepalnych, odpornych na
przecięcia materiałów, noktowizory oraz wiele innych, które ze względu
na specyfikę służby są utajnione.
Jeśli chodzi o broń gromowcy korzystają z całej rodziny HK MP5 łącznie z
wersją wyciszona (preferowaną przez płetwonurków), karabinki szturmowe
Colta (M-4) z podwieszanym granatnikiem M203, a do obrony osobistej
przeważnie używają pistoletów Sig Sauer lub USP. Do wywarzania drzwi i
czyszczenia pomieszczeń gromowcy używają strzelb gładkolufowych
Remington 870 oraz granatów z gazem CS oraz granatów hukowo-błyskowych
(tzw. flashbang). Broń wyborowa to m.in. Dragunow, PSG-1, karabinki
powtarzalne SR-25 oraz wielkokalibrowe (12,7 mm), karabiny snajperskie
Barret M82A1 i HKS S-1 do rażenia celów powyżej 1500 m. Broń
przeciwpancerna to rosyjskie RPG-7 oraz wyrzutnie Carl Gustaf.
Jednak całe to szkolenie i sprzęt byłyby straconą inwestycją, gdyby
komandosi nie mieli okazji ich wykorzystać. GROM jest jednostką, która
została stworzona do kilku konkretnych zadań:
- zwalczanie terroryzmu (uderzenia wyprzedzające lub będące odpowiedzią
na zamach)
- bojowe akcje poszukiwawczo-ratownicze (ewakuacja zestrzelonych
pilotów, odbijanie zakładników przetrzymywanych poza granicami kraju) ,
ochrona VIP - ów, ewakuacja z pola walki cywili, którzy znaleźli się
wśród walczących, dalekie rozpoznanie - zbieranie informacji, jeńców,
ocena działań własnej artylerii i lotnictwa, akcje dywersyjne na tyłach
wroga, działania niekonwencjonalne - przenikanie do okrążonych
oddziałów, przygotowanie oddziałów partyzanckich.
Swoje pierwsze operacje Grom przeprowadzał jeszcze w Polsce, ale to
temat na osobny artykuł. Ja przytoczę kilka najgłośniejszych operacji.
Pierwszy raz Grom miał okazję się wykazać, gdy został wysłany na Haiti
we wrześniu 1994 r. Zajmował się tam odbijaniem zakładników. Jako
przykład takiej operacji została podana sytuacja, gdy bandyci porwali
małego chłopca zabarykadowali się w domu i go podpalili. Przejeżdżający
w pobliżu gromowcy zareagowali natychmiast, wkraczając do budynku i
odbijając zakładnika. Dzięki takim akcjom zyskali sobie przychylność
ludności cywilnej. Komandosi byli również odpowiedzialni za ochronę
bardzo wysoko postawionych dygnitarzy ONZ, w tym jednego, na którego
partyzanci wydali wyrok śmierci. Kolejną nagłośnioną akcją Gromu było
pojmanie Slavika Dokmanovica oskarżonego o wymordowanie 260 mężczyzn ze
szpitala w Vukovarze. Komandosi przeprowadzili akcję tak szybko i
skutecznie, że ochrona "rzeźnika z Vukovaru" nie zdążyła wyciągnąć
broni.
Jedną z ważniejszych akcji, jakie przeprowadzili komandosi z Gromu(
współpracując z amerykańską Navy SEALs oraz US Marines FAST Company (Fleet
Antiterrorism Security Team)) była przeprowadzona w Iraku akcja zdobycia
terminalu przeładunkowego ropy naftowej KAAOT, czyli Khawar Al Amaya
Offshore Terminal (sąsiedni MABOT zdobywali komandosi SEALs). Gdyby
irakijscy żołnierze stacjonujący tam wysadzili terminale, droga do
jedynego portu w Iraku, w którym mogły wylądować wojska koalicji i pomoc
humanitarna, byłyby zablokowana przez setki tysięcy ton płonącej ropy.
Gdy 56 operatorów Gromu wypływało na tą akcję, setki żołnierzy stało na
nabrzeżu i w milczeniu żegnało ich. Wiedzieli, że mogą iść na pewną
śmierć. Jednak perfekcyjne wyszkolenie komandosów poskutkowało. Gdy
wywarzyli drzwi do pierwszego pomieszczenia, znaleźli tam 8 irakijskich
żołnierzy. Ci, widząc wycelowane w siebie lufy, nie stawiali oporu.
Potem znaleźli kolejną ośmioosobową grupę, która również nie stawiała
oporu. Na platformie komandosi znaleźli wiele sztuk broni, a także kilka
pułapek, które rozbroili. Po 15 minutach obiekt zostało opanowany i na
platformę weszli żołnierze z FAST Company, aby przejąć obiekt i jeńców
od Gromowców (w Ameryce elitarne jednostki są bardzo szanowane i nie
zajmują się pilnowaniem zdobytych obiektów). Cała akcja była pokazywana
na żywo w krążącym niedaleko krążowniku dzięki kamerom zainstalowanym na
helikopterach. Akcję tą razem z dowódcami oglądali akredytowani
dziennikarze. Bardzo emocjonowali się obrazami pokazywanymi na
telewizorach i byli bardzo ciekawi, co za jednostka "robiła KAAOT",
ponieważ nigdy nie słyszeli o Gromie. Amerykański dowódca jako najlepsze
źródło informacji wskazał "zielonego bereta", który stał obok niego, a
naprawdę był oficerem łącznikowym gromu. Po tej akcji zostały zrobione
"kontrowersyjne zdjęcia" przekazywania jeńców oraz wspólne zdjęcie pod
pomnikiem Saddama.
Jednak Gromowcy nie mieli czasu, żeby wypocząć po tej operacji. Kilka
dni po akcji na KAAOT zdobyli wraz z SEALs tamę niedaleko Bagdadu i
bronili jej przez 6 dni. Następnie rozpoczęło się polowanie na osoby
poszukiwane przez koalicję. Gromowcy współpracowali w nich ściśle z
niemiecką KSK oraz amerykańską Delta. Jednak 3 akcje szczególnie odbiły
się echem wśród komandosów z całego świata. Podczas jednej z akcji
gromowcy opanowali i przeszukiwali dom pewnego irackiego generała
lotnictwa. Podczas przeszukiwania rozmawiali ze sobą po polsku. W pewnym
momencie generał powiedział do nich po polsku (studiował w Polsce) "co
wy mi robicie, jestem niewinny". Potem komandosi innych narodowości
żartowali: "Wy to macie talent. Złapać generała to sztuka, ale nauczyć
go polskiego w godzinę to dopiero wyczyn" :).
Kolejną akcją, która zrobiła wielkie wrażenie na sojusznikach (a
szczególnie ich spec oddziałach) i jest podawana jako przykład na
szkoleniach było wejście gromowców do zabarykadowanego budynku przez...
ścianę. Komandosi po prostu wysadzili ścianę i tamtędy wkroczyli do
pomieszczeń. Jedną z akcji, za którą bardzo wdzięczni byli nam
Amerykanie, było schwytanie zabójcy amerykańskiego żołnierza, który
chciał uciec z Iraku. Najpierw próbowali go pojmać żołnierze Delty,
jednak nie powiodło się im to. Kilka godzin później dostarczyli go
Amerykanom gromowcy.
Z danych, które były dostępne w prasie zachodniej wynika, że na
przełomie lat 1999/2000 w jednostce służyło ok. 273 ludzi, w dwu
oddziałach bojowych (A - do działań lądowych), oraz powstałym nieco
później ok. 1993r. oddziale wodnym), a także komórkach sztabowych,
logistycznych, informacyjnych, transportowych itp. Pierwsi dowódcy
deklarowali, że jednostka jest zdolna do samodzielnego pozyskiwania
informacji, co oznacza, ze ma lub miała swoje struktury rozpoznawcze.
Wiadomo również, że dysponuje swoim bankiem informacji, gdzie gromadzi
się wiedzę o wszystkim co może być przydatne dla prowadzonych
przedsięwzięć : innych służbach, organizacjach ekstremistycznych,
obiektach potencjalnie zagrożonych itd. W strukturze oddziału lądowego
miał się znajdować pluton złożony z 22 strzelców wyborowych. Byli oni
wszechstronnie przygotowani do wspierania uwalniania zakładników, ale
wiadomo też, że byli wyszkoleni do działań specjalnych w terenie
otwartym w ramach operacji wojskowych o charakterze np. dywersyjnym czy
rozpoznawczym. Jako pierwsi w kraju byli wyszkoleni według wysokich
standardów zachodnich w sposób bardzo kompleksowy, a także tak bogato
uzbrojeni w wysokiej klasy broń i osprzęt towarzyszący (zaawansowane
celowniki optyczne lunetowe, celowniki noktowizyne III generacji,
dalmierze laserowe, termowizjery).
Według informacji z 13 czerwca 2005, zginęło dotychczas 7 żołnierzy tej
jednostki, z tego dwóch już po zakończeniu służby w GROM-ie (wrócili do
Iraku jako pracownicy amerykańskiej prywatnej firmy
najemniczo-ochroniarskiej Blackwater USA).
GROM budzi respekt i szacunek na całym świecie, między innymi dzięki
niemu Polska jest krajem, który jest zauważany na arenie
międzynarodowej.