Wielkie gigantyczne projekty rodzą się w szalonych umysłach
lub do szalonych celów, Tak też stało się maszynami Panzerwaffe, które jako
cudowna broń miały zapewnić zwycięstwo. Nie stało się tak, gdyż gigantomania
Hitlera dezorganizowała przemysł, zaś przeświadczenie, że większy może więcej i
jest jakiś niezniszczalny czołg, prowadziło w ślepą uliczkę. Projekty monstrów
angażowały ludzi, czas i materiały, których nie starczało do produkcji
podstawowego sprzętu wojskowego. Brakowało wszystkiego, zaś przemysł zbrojeniowy
Rzeszy ledwo dawał sobie radę z bieżącą produkcją. Generał Heinz Guderian
narzekał, że fabryki nie produkują części zamiennych do czołgów. Odpowiedzialny
za produkcję uzbrojenia Albert Speer ścierał się z Porsche, który miał ciągoty
do konstruowania monstrualnych maszyn. W czasie wojny Niemcy wyprodukowali tylko
47 tys. opancerzonych pojazdów gąsienicowych, to jest pięciokrotnie mniej od
aliantów. Nowy czołg Maus, czyli mysz, był powolny, bo mimo 1200-konnego silnika
moc jednostkowa wynosiła tylko 6,35 KM na tonę – dwa razy poniżej minimum.
Maksymalna prędkość wynosiła 20 km/h, a jadąc po szosie czołg spalał ponad 2,5
tys. litrów benzyny na 100 km, natomiast zbiorniki mieściły 4,8 tys. litrów
paliwa. Testy poligonowe trwały od marca do października 1944 roku, kiedy Speer
zabronił dalszych prac nad tymi czołgami. Okazało się, że pociski kumulacyjne
przebijają 200-milimetrowy pancerz Mausa, a grubsze blachy byłyby zbyt ciężkie.
Przygotowana była produkcja 152 takich czołgów, do końca wojny powstały dwa
(drugi z dieslem Daimlera), lecz żaden nie brał udziału w walkach, ponieważ nie
dało się ich przewieźć na front, bo koleje były pod lotniczym ostrzałem. Nie
sprawdził się także drugi superciężki czołg – E 100, który ważył 140 ton i miał
takie samo uzbrojenie jak Maus: armaty kalibru 150 mm i 75 mm. Prototyp budowany
w zakładach Adler nie został ukończony.
Jednak i Maus i E-100 dla Hitlera były czymś o wiele za małym jak na miarę
wielkości III Rzeszy. Przeświadczenie, że większe może więcej, oraz brak
jakiegokolwiek rozsądku, spowodowały powstanie dwóch gigaprojektów: były to
czołgi ekstremalne, nazywane czasami czołgami zwycięstwa, a będące projektami
gigantycznych czołgów wyposażonych w działa pochodzące wprost z pancerników i
pancerze mające oprzeć się każdej broni wroga; Niemcy stworzyli dwa projekty
takich monstrualnych czołgów:
Landkreuzer P1000 Ratte miał być 1000-tonowy pojazdem wyposażonym w dwa działa
pancerne 280 mm i około 12 mniejszych dział i karabinów (wymiary tego czołgu
wynosiły 35x14x11 metrów, potrzebną do poruszenia moc 16 000 KM uzyskiwano z
silników napędzających okręty wojenne). Czołg miał ważyć około 1500 ton i mieć
długość około 42 m. Była to samobieżna wersja działa kolejowego Dora o kalibrze
800 mm. Projekt uzupełniony został dwoma 280 mm działami 15 cm s.FH 18 używanymi
w krążownikach liniowych, pojedynczym 128 mm, dwoma przerobionymi działkami 150
mm i ośmioma, mogącymi służyć jako broń przeciwlotnicza, wielkokalibrowymi
karabinami maszynowymi MG 151/15. Jako napęd miały służyć 4 silniki Diesla
służące dotychczas do napędzania U-Bootów. Załoga miała składać się z około 100
ludzi. Dodatkowo miał być wyposażony w 4 potężne wsporniki służące do
rekompensowania siły odrzutu największego działa. Grubość pancerza miała się
wahać od 220 mm do 360 mm na najważniejszych elementach. Największym problemem
okazała się siła nacisku na podłoże, gdyż maszyna tych rozmiarów po prostu
zapadłaby się. Ostatecznie rozwiązano tą kwestię poprzez zastosowanie gąsienic o
szerokości niewiele mniejszej niż szerokość podwozia. Ideą czołgu było
przeniesienie realiów bitwy morskiej na ląd. Projekt powstał w listopadzie 1942
r. w czasie prac nad 1000-tonowym modelem P-1000 Ratte. Głównym projektantem
były zakłady Friedrich Krupp AG. Czołg ten nie wyszedł z fazy projektu, gdyż już
w 1943 roku projekt został zarzucony jednocześnie z P-1000, ze względu na koszty
i porażki na froncie. W odróżnieniu od modelu P-1000 Ratte, do którego
skonstruowano jedną wieżyczkę. Nigdy nie podjęto próby jego skonstruowania.
Nieznane jest jego przeznaczenie gdyż konstrukcja tak wielka byłaby zbyt wolna i
byłaby narażona na ataki powietrzne oraz miny. Nie wzięto również pod uwagę rzek
gęsto spotykanych w Europie. Żaden ówczesny most nie uniósłby tak ciężkiego
pojazdu. Zastosowanie praktyczne tego czołgu było znikome, z powodu swojej
wielkości był doskonale wystawiony na ataki lotnicze i miny, ponadto dochodzą
jeszcze wyżej wspomniane problemy logistyczne. P-1000 byłby zbyt wolny do
jakiejkolwiek ofensywy. Jedyne zastosowanie Landkreuzera, które miało choć cień
jakiegokolwiek sensu było wykorzystanie go jako ruchomej baterii nadbrzeżnej,
poruszającej się po specjalnej drodze wzdłuż wybrzeża i ostrzeliwującej
nieprzyjacielskie okręty. Rzecz w tym, że mimo wszystko szanse P-1000 na walkę z
dużo lepiej uzbrojonymi okrętami wroga były raczej marne. Podsumowując, P-1000
stanowi przykład bezsensownej strategicznie gigantomanii Hitlera. Landkreuzer
był za duży, za ciężki, za wolny, a jednocześnie bardzo prosty do zniszczenia.
Można powiedzieć, że nie było terenów, na których mógłby z powodzeniem walczyć,
nie było praktycznego zastosowania dla maszyny tego typu.
Landkreuzer P1500 Monster to pra-projekt 1500-tonowego czołgu, którego bronią
miało być słynne, największe kiedykolwiek stworzone działo Schwerer Gustav
kalibru 800 mm. Projekt powstał w grudniu 1942 roku, jednak zarzucono go wraz z
modelem Ratte. Wydawać by się mogło, że P-1000 stanowi szczyt inżynieryjnych
planów III Rzeszy w zakresie superczołgów. Projekt P-1500 mówi nam, że Niemcy
byli wymyślić coś większego. Idea powstania czołgu Landkreuzer P-1500 Monster
narodziła się niemal równocześnie z projektem opisywanego wyżej P-1000. Jak
można domyślić się po oznaczeniach obu tych czołgów, Monster miał być o połowę
cięższy od P-1000 – czyli ważyć zawrotne 1500 ton! Głównym uzbrojeniem P-1500
miało być (odpowiednio zmodyfikowane) działo kolejowe „Schwerer Gustav”, czyli
popularna Dora (co już może powodować wyobrażenie o wielkości tego czołgu).
Oprócz tego, przewidziano miejsce na dwie haubice 15 cm s.FH 18, oraz kilka
karabinów maszynowych. Napęd „Monstera” miały stanowić cztery dieslowskie
silniki, zapożyczone z niemieckich U-Boot’ów (każdy dysponujący mocą 2200 KM).
P-1500 nie miał być szybki, prawdopodobnie nie poruszałby się z prędkością
większą niż 15 km/h. Grubość pancerza miała wynosić od 220 do 360 mm. Załogę
P-1500 miał stanowić zespół 100 ludzi. Landkreuzer P-1500 Monster napotykał
jednak te same problemy, co jego mniejszy brat, brakowało praktycznego
zastosowania pojazdu tego typu. Gąsienice P-1500 musiałyby stanowić niemal całą
powierzchnię spodu tego czołgu, w przeciwnym razie zapadałyby się pod swoim
własnym ciężarem.
Oba projekty były zbyt giga, jak na możliwości kurczącej się szybko na
wszystkich frontach III Rzeszy, kraj ten nie byłby w stanie wyprodukować nawet pół
takiego czołgu. Inne, wspomniane już, o wiele mniejsze super ciężkie niemieckie
czołgi w fazach prototypowych to Maus, E-100 Adler, Panzer VII Lowe, które nie
miały szansy bytu, patrząc na nieudane wcześniejsze konstrukcje Ferdynanda
Porshe. W okresie II wojny światowej konstrukcje czołgów superciężkich
powstawały także w innych krajach. Tam jednak były to pojazdy o wiele bardziej
przydatne w boju, a często wręcz tworzone do konkretnych celów bojowych. Takim
czołgiem był m.in. amerykański T-28 Super Heavy Tank, którego celem miało być
rozbicie obrony na Niemieckiej Linii Zygfryda. Ten 95-tonowy czołg wyposażony
był w ciężki, dochodzący w niektórych punktach do 305 mm pancerz. mający oprzeć
się działom wykorzystywanym przez ciężkie czołgi Nazistowskich Niemiec, oraz
haubicoarmatę 105 mm. Francuzi stworzyli Char 2C do przełamywania linii
Zygrfryda. Brytyjczycy opracowali Tortoise A39 (żółwia) do atakowania silnie
ufortyfikowanych pozycji wroga, ale pierwsze prototypy nie zdążyły wziąć udziału
w wojnie. Jednak jeszcze przed wojną zbudowali potężną maszynę TOG2, do
prowadzenia wojny pozycyjnej. Jedyny egzemplarz stał się problemem dla armii z
powodu wagi i wielkości. Skończył swoją bitwę w muzeum. Stalin nie koncentrował
się na budowie czołgów, chociaż jeszcze przed wojną powstały T-28 lub KW1 i KW2.
Jednak po stronie rosyjskiej brak szalonych mega projektów. Stalinowi
wystarczało nazywanie wszystkiego od swojego imienia i budowanie posągów na
swoją
cześć. Po wojnie natomiast budowa czołgów superciężkich ostatecznie straciła
swój sens, gdyż nowa technika budowa czołgów sprawiła, iż tego typu konstrukcje
mogły być co najwyżej postrachem na papierze. Kilka takich konstrukcji znajduje
się w muzeach ukazujących pojazdy pancerne II wojny światowej. Ewolucja broni
pancernej dowiodła dwóch niezaprzeczalnych faktów: nie ma czołgu
niezniszczalnego, zaś najlepszy czołg to taki, który szybko można wyprodukować,
pod warunkiem, że zniszczy co najmniej dwa czołgi wroga, zanim sam zostanie
zniszczony..
