Bomba termojądrowa, zwana bombą wodorową (ang. H-bomb) jest bombą, w której
głównym źródłem energii wybuchu jest reakcja termojądrowa zachodząca podczas jej
wybuchu. Bomby wodorowe mają największą, z dotychczas skonstruowanych bomb, siłę
wybuchu równoważną wybuchowi setek milionów ton trotylu (megaton).
Kiedy dnia 1 listopada 1952 roku ostatni technicy zakończyli sprawdzanie
przyrządów pomiarowych i poszycia ogromnego walca o wysokości 6 metrów, porytego
ołowiem i pianką poliuretanową, nikt nie przypuszczał, że cudowna wyspa Elugelab
na atolu Eniwetok, wraz z wybiciem godziny 7.14, zamieni się w krater o wielkość
2 kilometrów i głębokości 50 metrów. Miliony ton skał i roślinności oraz
hektolitry wody w kilka sekund zamieniły się w parę wodną i podczas pierwszych
90 sekund zostały uniesione na 17.370 metrów, by po 5 minutach osiągnąć wysokość
41.150 m. Oznaczało to, że atomowy grzyb sięgnął aż do stratosfery. Tego dnia
miała miejsce próba amerykańskiej nowej broni. Broni, przy której wybuchy atomowych głowic z
ładunkami rozszczepialnymi wydawać by się mogły strzałami z pistoletu przy
armatniej salwie. Tego dnia narodziła się bomba zwana potem bombą wodorową, a
miała ona dwóch ojców. „Rodzice” pochodzili z Europy wschodniej, i byli nimi:
Węgier Edward Teller i Polak Stanisław Ulam.
Pierwsza bomba ich pomysłu była właściwie wielkim pomieszczeniem badawczym i nie
mogła być użyta do celów militarnych, jednak zminimalizowanie jej do rozmiarów
ładunku, którego dałoby się być przenosić bombowcami strategicznymi, było
kwestią kilkunastu miesięcy. Bomba zdetonowana w 1952 roku była pierwszą bombą o
łączonym charakterze, mającą „zapalnik” zbudowany z typowej bomby atomowej o
typie ładunku rozszczepialnego (rozszczepianie jąder atomowych). Energia tego
wybuchu inicjowała drugą reakcję - syntezy pierwiastków, a to założenie dawało
niespotykaną moc przy zachowaniu dopuszczalnej masy i kosztów produkcji bomby.
Projekty produkcji bomb wykorzystujących zjawisko syntezy nie były nowe,
ponieważ teoretyczne podwaliny stworzyli już Niemcy podczas drugiej wojny
światowej (rozważania dotyczyły wybuchu ładunku konwencjonalnego, inicjującego
proces syntezy), ale w obliczu wielu niewiadomych skupili się na badaniach nad
energią rozszczepiania atomów. Amerykanie przez długie lata nie chcieli rozwijać
tego projektu i dopiero eksplozja JOE-1 (amerykański kryptonim pierwszej
radzieckiej bomby atomowej - nazwa zaczerpnięta z określenia „wujaszek JOE”,
popularnego w USA eufemistycznego określenia Stalina) 29 sierpnia 1949 roku znacznie
przyśpieszył prace. Założenia teoretyczne były dokonaniem matematyka, który
wykształcenie zdobył na Uniwersytecie Lwowskim - Stanisława Ulama. On to, do
obliczeń złożonych równań, po raz pierwszy użył komputera (to właśnie Ulam
zaprojektował owy dwustopniowy mechanizm wybuchu). W swoich rozważaniach oparł
się jednak na idei energii kompresji pojemnika z paliwem fuzyjnym, co napotkało
wiele teoretycznych i finansowych przeszkód w drodze do realizacji programu.
Dopiero Edward Teller zaproponował uzupełnienie równań o wpływ energii
promienistej (promieniowanie X w temperaturze panującej podczas wybuchu bomby to
80% energii), będącej skutkiem wybuchu ładunku pierwszej fazy. Cel został
osiągnięty. Rosjanie znowu pozostali w tyle, ale jak zwykle KGB i GRU
stanęły na wysokości zadania.
Po wybuchu na atolu Eniwetok obserwatorzy i naukowcy nie mogli uwierzyć w to, co
zobaczyli. Jedni gratulowali sobie sukcesu, inni stali osłupiali i patrzyli, co
zostało z wysepki, na której nastąpił wybuch.
Mocy, jaką osiągnęła bomba, nikt się nie spodziewał. Założenia mówiły o sile 5
megaton, ale w rzeczywistości była ona dwukrotnie większa. Nie było to ostatnie
słowo w konstrukcji bomb wysokiej mocy – 1 marca 1954 roku o godzinie 6.45 czasu
lokalnego w pobliżu wyspy Charlie na atolu Bikini eksplodował ładunek nazwany
Cherlakiem. Zakładano, że moc wybuchu wyniesie 4 megatony, jednak o wybuchu
okazało się, że miał on siłę 15 megaton. Odpowiedzialne były za to czynniki,
których nie uwzględniono w obliczeniach.
Związek Radziecki bardzo intensywnie poszukiwał sposobów na wzmocnienie siły
wybuchów swych ładunków nuklearnych, ponieważ miał dobrze w pamięci okres
dominacji USA w tej dziedzinie. I mimo, że Sowietom bardzo zręcznie udało się
stworzyć atmosferę zagrożenia światowego pokoju poprzez nuklearną dominacje USA,
co zmotywowało rzeszę Amerykanów do pracy na rzecz ZSRR, nie mieli dostatecznej
wiedzy, by dorównać Stanom Zjednoczonym. Sowieccy szpiedzy działali w
najtajniejszych strukturach ośrodków badawczych i przekazywali cenne informacje,
poprzez radzieckie placówki dyplomatyczne, prosto na Kreml. W latach
pięćdziesiątych sympatia do komunistów była bardzo powszechna w społeczeństwach
demokratycznych, a Związek Radziecki dodatkowo kreował się na miłujące pokój
państwo, które bez posiadania arsenału identycznego z tym, w posiadaniu jakiego
były Stany Zjednoczone, owego pokoju nie będzie w stanie uratować. W kwestii
bomb dwufazowych Sowieci mieli jednak pecha, po części ze względu na fakt, że
zagadnieniem tym, w początkowym okresie jego rozwoju, zajmowali się tylko
pasjonaci. Cała rzesza naukowców rozwijała klasyczne bomby o ładunku
rozszczepialnym. Działo się tak po części dlatego, że przełomowy pomysł był
owocem pracy właściwie jednego człowieka – Stanisława Ulama. To właśnie
zastosowanie idei broni fazowej dawało szanse na rozwój prac nad tym typem
bomby, jednak Rosjanie w zamian zastosowali projekt tzw. przekładańca.
Tak właśnie zbudowana była pierwsza bomba z wykorzystaniem energii syntezy, o
amerykańskim kryptonimie JOE-4, zdetonowana 12 sierpnia.1953 na wieży w
Semipałatyńsku. Moc osiągnięta w trakcie tego testu wyniosła 400 kiloton.
Struktura przekładańca, której autorem w USA był Teller, nie daje szans na
pozyskanie energii z reakcji syntezy, a maksymalną mocą, którą zdolna by była
osiągnąć, oszacowano na 1 megatonę.
Pierwsza bomba zbudowana według pomysłu Ulam-Teller wybuchła nad
poligonem w ZSRR 22 listopada 1955 roku. Szanse się wyrównały, Rosjanie mogli
spokojnie kontynuować rewolucję światową, Amerykanie zaś dostawać alergii na
komunizm.
Bomba o konstrukcji wyżej opisanej jest nazywana bombą o ładunku dwufazowym.
Faza I - reakcja rozszczepienie uranu lub plutonu, faza II synteza helu.
W pierwszej i w drugiej fazie wybuchu bomby wydziela się znaczna ilość szybkich
neutronów. Większość z ich ucieka poza obszar wybuchu. Neutrony te można
wykorzystać do inicjowania rozszczepienia jąder ulegających rozszczepieniu w
wyniku bombardowania szybkimi neutronami.
W wersji trójfazowej bombę o konstrukcji opisanej wyżej otacza się dodatkową
powłoką z izotopu 238 uranu lub 232 toru, która spełnia w pierwszym etapie rolę
ekranu odbijającego neutrony, a następnie sama ulega rozszczepieniu. Izotopy te
nie ulegają łańcuchowej reakcji rozszczepienia, ale w końcu bombardujące je
szybkie neutrony powstałe w pierwszych dwóch etapach powodują ich
rozszczepienie, co znacznie zwiększa sumaryczną moc wybuchu.Specjalnym rodzajem bomby termojądrowej jest bomba neutronowa. Siła jej wybuchu
jest relatywnie niewielka, małe jest również skażenie promieniotwórcze terenu.
Czynnikiem niszczącym jest natomiast promieniowanie neutronowe, zabójcze dla
żywych organizmów.
Car Bomba została zdetonowana 30 października 1961 roku na wyspie Nowa Ziemia,
położonej na Morzu Arktycznym. Zdetonował ją radziecki strategiczny samolot
bombowy dalekiego zasięgu TU-95 z wysokości ok 10tys km. Bomba miała ok 8 metrów
długości i 2 metry szerokości oraz ważyła 27 ton.Car Bomba była trójstopniową
bombą termojądrową. Według pierwotnych zamierzeń miała mieć moc 150 megaton.
Według radzieckich analiz zdetonowanie takiej bomby na Nowej Ziemi mogło objąć
skażeniem pas 1.000km i wiązałoby się z ewakuacją takich miast jak Workuta czy
Norlysk. Chcąc uniknąć ewakuacji moc bomby zmniejszono do 58 megaton co i tak
odpowiadało ok:
- 1% mocy Słońca.
- dziesięciokrotności (!) łącznej energii wszystkich broni użytych podczas II
Wojny Światowej.
Dla przypomnienia dodamy, że bomby atomowe zrzucone na Hiroszimę i Nagasaki
posiadały odpowiednio 15 i 20 kiloton. Jedna megatona to natomiast 1000 kiloton.
Łatwo więc wyobrazić sobie moc Car Bomby.
Skutki wybuchu wprawiły w osłupienie wszystkich naukowców. Car Bomba
spowodowała:
- wyparowanie kilku skalistych wysepek oraz wyparowanie pokrywy lodowca w
promieniu 20 kilometrów,
- wyparowanie wszystkich samochodów w promieniu 30 kilometrów,
- promieniowanie cieplne było w stanie spowodować poparzenia trzeciego stopnia w
promieniu 100 kilometrów. Radzieccy obserwatorzy byli 270km od epicentrum
wybuchu a i tak poczuli wyraźny impuls cieplny.
Sam wybuch był odczuwalny na Alasce, błysk widziany był z odległości 1.000
kilometrów a fala uderzeniowa okrążyła ziemię trzykrotnie.
Po co aż tak duża bomba? Odpowiedź jest prosta - wyścig zbrojeń. Największa
zdetonowana bomba atomowa przez amerykanów miała siłę 15 megaton. Militarna
przydatność takiej bomby jest jednak bardzo niska. Gdyby ZSRR chciał zniszczyć
np. Londyn wystarczyła by im bomba o sile 1 megatony. Koszt przecież byłby
znacznie mniejszy. ZSRR chciał aby Zachód się bał. Detonując tak mocną bombę
osiągnął ten cel. Jako ciekawostkę można dodać, iż twórca Car Bomby - Andriej
Sacharow został później laureatem pokojowej nagrody Nobla.