Historia alternatywna to ciąg zdarzeń, które możemy snuć, po magicznym wypowiedzeniu "co by było, gdyby". Zagłębiając się bardziej w temat, można wręcz otrzeć się, o ile nie dotknąć teorii względności Einsteina, dzięki której w pełni odpowiedzialnie powiemy, że wszystko zmienia bieg wydarzeń, czyli historię. Rzeczowo możemy to ująć w ten sposób, gdybyśmy zamiast wstać po nocy i wypić kawę, zostali w łóżku dłużej choćby o minutę, choćby o sekundę, cała historia świata mogłaby potoczyć sie inaczej. Gdybyśmy zaś wyszli, spiesząc się na ważne spotkanie, ta historia, świat, a nawet wszechświat by inaczej to odczuł. Bo dla przykładu, spóźniliśmy się i aby nadrobić czas, dociskamy nasz samochód do dechy, łamiemy wszystkie przepisy drogowe, zajeżdżamy drogę. Wróć. Zajechać drogę możemy każdemu, a gdyby tak Prezydent naszego państwa, akurat spieszył się na samolot, a my mu tą drogę zablokowaliśmy na chwilę i przez to jego pojazd wpadł w groźny poślizg, a następnie wyrżnął do rowu i zamiast Prezydent jechać na szczyt NATO, na którym miała być omawiana kwestia ochrony granic Polski.. a to już co innego.
I tak można ze wszystkim. Historia jest więc podatna na naszą decyzję, czy zasznurujemy buta czy nie, bo od tego zależy czy za minutę potkniemy się i zwichniemy nogę czy nie. Historia jest ciągiem zdarzeń i można w sposób matematyczny wyliczyć, że dziewczyna która odmówiła nam randki, przyczyniła się do powstania konfliktu na skalę światową, między Chinami i Koreą Południową, mimo że dziewczyna jak i chłopak są Europejczykami i mieszkają w Szkocji i jedynych Koreańczyków widzieli dotąd w telewizji. Historia jest splotem setek tysięcy, milionów zdarzeń, podobnych do pogody.

Jakże więc często popadamy w zadumę i myślimy, co by było gdyby. I mamy do tego święte prawo, bo zdarzenia są konsekwencją innych zdarzeń, ich kontynuacją lub przerwaniem. W literaturze i kinematografii powstał nawet kierunek historii alternatywnej, w której wszystkie chwyty są dozwolone. Możemy więc fantazjować w sposób odpowiedzialny lub mniej odpowiedzialny. Co innego jest gdy przyjmiemy, że Hitler się nie urodził, a co innego gdy stwierdzimy, że mógł wojnę z Rosjanami wygrać, gdyby nie kilka błędów. Prawdopodobieństwo pierwszego raczej jest żadne, gdyż fakt miał miejsce, ale prawdopodobieństwo drugiego wydaje nam się już inne. Powód jest prosty, fakt różnych błędnych decyzji miał miejsce, ale dopiero prawdopodobieństwo ich nie podjęcia, a raczej podjęcia innych, bardziej słusznych jest o tysiące razy większe. Dlaczego tak myślimy? Umysł ma właściwość wysnuwania logicznych wniosków na podstawie faktów, gdy znamy już konsekwencje złych decyzji lub postępowania, w sposób dziecinnie prosty dochodzimy do wniosku, że inne decyzje były by stokroć lepsze, mimo iż mogły być także opłakane w skutkach. Są czasami w życiu sytuacje o których mówi się, że nie było innego wyjścia, lub że wszystkie zdarzenia doprowadziły do takiej katastrofy lub dramatu. Czy możemy długo szukać; Wystarczą słowa Marszałka Piłsudskiego, który długo jeszcze przed śmiercią stwierdził "wy beze mnie wojnę przegracie" mając na myśli ewentualny konflikt z Niemcami lub Rosjanami. Czy wymawiając te słowa powiedział do swoich adiunktów, co należy zrobić, gdyby granice Rzeczpospolitej zostały zagrożone, tego już nie wiemy. Jest w historii fatum, które trudno przerwać, lub mu się przeciwstawić, mimo iż z góry wiemy że zaistnienie danego faktu, będzie tragedią. Tak też się stało po śmierci największego z Polaków, kampania wrześniowa, czy Powstanie Warszawskie, pomimo wielu głosów przestrogi, dezaprobaty i protestów, zapisały się jako najgorsze, najkrwawsze i najbardziej przegrane zdarzenia w nowożytnej historii Polski. Dzisiaj wiemy, że każda inna decyzja mogła zmienić choćby skalę klęski i strat poniesionych w czasie wojny.
Historyków pociąga jednak co innego. Lubimy całościowo potraktować sprawy i zobaczyć świat przez pryzmat ogromnych wydarzeń. I tak możemy snuć domysły, co by było gdyby Niemcy wygrali II wojnę światową, a jeszcze lepiej co by było gdyby Japończycy przyłączyli się do inwazji na ZSRR i pozostawili Amerykanów w spokoju. Świat zapewne byłby inny i to nie Rosjanie obchodzili by rocznicę zwycięstwa na Placu Czerwonym. Za historią alternatywną kryje się też podchwytliwe pytanie; Czy świat w jakim żyjemy jest lepszy, niż ten którym mogliśmy żyć, ale przez kilka ważnych wydarzeń jest inaczej? Mało kto zastanawia się nad tym pytaniem , pozostawiając je otwartym dla czytelników. Jest to kwestia nie tylko filozoficzna, ale przede wszystkim kwestia wartości, które dany człowiek wyznaje, bo jak wiemy jeden lubi czysto, a drugiemu jak mu z nóg jedzie. W kwestii dobrodziejstw innej historii, patrioci widzieliby nie zmienioną terytorialnie Polskę, sympatycy III Rzeszy, podbitą Rosję i Wielkie Niemcy aż po Kamczatkę, sympatycy Ameryki, brak udziału tego kraju w II wojnie światowej. Jest jeden aspekt tego tematu, który możemy nazwać historia alternatywna dokonana. Dokonana w sensie jej zaprojektowania, ale braku wykonania, gdyż jakieś zdarzenia w konsekwencji nie dopuściły projektów do fazy ich realizacji. W ten sposób możemy podziwiać cały niestworzony arsenał III Rzeszy, jej plany ekspansji, ale też powinniśmy sobie zadać uczciwie pytanie, czy na pewno doszło by do realizacji tych planów, gdyby nic nie stało na przeszkodzie. W dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach na pewno tak, ale pozostaje jakiś jeden procent, lub więcej niepewności, że plany mogłyby zostać zarzucone, zmodyfikowane, lub trywialnie zgubione.

Wszystkie więc wojny światowe i konflikty mogły potoczyć się inaczej i nie tylko dlatego, że wstaliśmy z łóżka i spieszyliśmy się na spotkanie, ale dlatego, że osoby wydające decyzje mogłyby nigdy nie zaistnieć, gdyby nie nasz głos w wyborach lub brak działania, ale i tak od tego nie zależy liczba szaleńców, którym władza umysł zmieszała lub jeszcze zmiesza. Historia uczy, że faktów nie da się już zmienić, choć czasami ich następstwa.



Poniżej krótkie opowiadanie, o czymś co mogło się stać inaczej:

..Piwo w niemieckiej tawernie w Wolnym Mieście Gdańsk smakuje wodniście. Czyżby właściciel oszukiwał? Dobrze, że chociaż zadbał o temperaturę. Jest zimne i podane w eleganckim kuflu z rżniętego szkła. Większość klientów to oczywiście Niemcy. Dookoła słychać twardy język germański. Granatowe mundury, opaski ze swastyką, uniformy partyjne NSDAP. Gwar. Głównym tematem rozmów są wystąpienia dwóch wielkich polityków sąsiadujących ze sobą państw. Tak, mają o czym rozmawiać. Widzę zaskoczenie na wielu twarzach.
Ale i zadowolenie. Wojny jeszcze nie będzie. Po ostrej kampanii antypolskiej, nastąpiła radykalna zmiana opcji po zeszłotygodniowym przemówieniu Hitlera w Reichstagu. Było czego słuchać. Na mocy układu, Ribbentrop-Beck, została nawiązana ścisła współpraca polityczna gospodarcza i militarna między II Rzeczpospolitą a III Rzeszą . Hitler wczoraj w stolicy Rzeszy pod niebiosa wychwalał wynikające z tego układu korzyści. Określił poprzednie posunięcia wobec Polaków i Rzeczpospolitej jako niefortunne i nietrafione, posunął się nawet do czegoś w rodzaju przeprosin za, jak to powiedział nieuzasadnione stosowanie siły przez niektórych obywateli Rzeszy wobec obywateli pochodzenia polskiego. To jak na tego aroganckiego kurdupla bardzo dużo. Ale ja wiem, że to dopiero początek. Początek dobrej passy naszego kraju i narodu. Wszystko mam opracowane do najmniejszego drobiazgu. Po pierwsze: autostrada eksterytorialna. Długo musiałem Becka przekonywać o słuszności i celowości tego ustępstwa. Pomagał mi trochę w tym tłumaczeniu Lipski. Beck sam w końcu zrozumiał. Coś Niemcy muszą mieć. Coś dużego i dającego im poczucie ważności. Oczywiście eksploatowaliśmy temat autostrady długo i opieraliśmy się zachowując strategiczną ważność tematu. I po wynegocjowaniu jakiś nieistotnych szczegółów technicznych na jednym ze spotkań roboczych zaproszony do Berghofu wyraził zgodę - nasz drogi poczciwy Beck. To był pierwszy krok.
Następnym było uświadomienie Hitlerowi, dlaczego TAK ŁATWO się na to zgodziliśmy. I poszedł na to. Zresztą nie miał innego wyjścia. Beck pokazał mu kilka zdjęć i zaprosił jego attache wojskowego razem z Ribentropem na mały pokaz na jeden z tajnych poligonów armii polskiej. Pokaz obejmował zaprezentowanie możliwości trzech rodzajów broni. W przypadku lotnictwa zdecydowaliśmy się na dwusilnikowy myśliwiec bombardująco -szturmowy PZL 38/N Wilk. W zasadzie na tym mogliśmy zakończyć pokaz. Ćwiczebny nalot Wilka na poligonie i siła ognia ( 2 działka kalibru 20 mm i jedno kalibru 40mm) wywarły na Niemcu ogromne wrażenie. Tym bardziej, że celem ćwiczebnym był niemiecki czołg PzKpfw IV Ausf C. Zniszczony zresztą doszczętnie przez nasz samolot. Następnie mały pokaz naszych SZSZ (Szwadrony Szturmowe), skaczących na spadochronach ze specjalnie przygotowanych do tego celu nowych samolotach PZL 37E „Łoś”. Kilkudziesięciu komandosów z tych elitarnych jednostek, które rozpoczęto formować już ponad rok temu umundurowanych w najnowsze maskujące mundury polowe i uzbrojonych w „Morsy”, zaparło dech w piersi niemieckiego ambasadora. Na sam koniec zostawiliśmy pokaz czołgu ciężkiego 9TP, który przejeżdżając dosłownie 40 metrów przed stanowiskiem obserwacyjnym ze „skromną” maksymalną prędkością 55 kilometrów na godzinę wzbudził autentyczne przerażenie naszych hitlerowskich dostojników. Efekty nie kazały na siebie zbyt długo czekać. Tak, trzeba mówić ich językiem. Takie frazesy jak hegemonia, wspólna walka przeciw bolszewizmowi, władza absolutna, misja dziejowa, przestrzeń życiowa i inne pierdoły. Oczywiście przestrzeń życiowa na wschód od naszych granic. „...Dla wszystkich miejsca wystarczy, bracia Germanie!...” I chyba to zrozumieli, chociaż nie dałbym złamanego grosza za ich zapewnienia. Mam w końcu doświadczenie z poprzedniej rzeczywistości. Ale nasi drodzy nowi sojusznicy nie wiedzą nic o naszej małej dywersji, piątej kolumnie między nimi. Już od czterech lat kieruje nią mój przyjaciel z innej rzeczywistości. Hans. I jest w tym dobry. Wszystkie jego posunięcia prowadzą prosto do celu, jaki wspólnie z nim przed laty opracowaliśmy, siedząc całymi wieczorami i nocami nad książkami, szkicując alternatywne rozwiązania, planując współpracę to z tym to z tamtym dostojnikiem partii hitlerowskiej i popijając przy tym dobre niemieckie pszeniczne piwo z prywatnego browaru Hansa. O dziwo Goebbels sam opracował traktat mówiący o aryjskim typie niektórych narodów słowiańskich żyjących na terenach między Odrą a Wisłą, który odczytał na forum Reichstagu wczoraj. O posłannictwie i łączących naród niemiecki z narodem polskim wspólnych przodkach. Wyglądało to wszystko na niezłą komedię. Ale to było konieczne. Tacy już są Niemcy. Trzeba im logicznie pewne kwestie umotywować, a następnie wydać odpowiedni rozkaz. Rozglądam się po tawernie. Wiem, coś czego nie wiedzą zgromadzeni tu ludzie. Na początku sierpnia Plan Fall Weiss wejdzie w stadium realizacji. Oczy ich wodza zwrócone są na zachód. To, co stanie się 1 września będzie brzemienne w skutki. Uderzenie na Belgię, a przez nią okrężne uderzenie na Francję pełnymi nienaruszonymi siłami Wehrmachtu i Luftwaffe przypieczętuje zachowawczą politykę tego państwa i jego sojusznika zza kanału.
Tym razem nikt nie ewakuuje się z plaż Dunkierki. Specjalnie poinstruowani doradcy i obserwatorzy wojskowi armii polskiej o to zadbają. Rzeczpospolita zachowa tak zwaną życzliwą neutralność. I nic już nie zdziała ambasador Anglii w Warszawie czy też w jakimkolwiek innym miejscu na świecie. Jednak z Hitlerem będzie trzeba zrobić coś jak najszybciej …..Informacje są niepokojące. Po wystąpieniu Becka w polskim parlamencie, gdzie przekazał istotę zagrożenia ze wschodu, nikt nie ma wątpliwości, co do obranego kierunku politycznego państwa. I z kim będziemy walczyć ramię w ramię. Na nic nie zdadzą się działania wywiadowcze Anglii. Nic już nie zmieni przeznaczenia, o które tak długo walczyłem. Nie będzie sowieckiego ZSRR. Nie będzie bloku Warszawskiego pod hegemonią Rosjan jak w mojej rzeczywistości. Nie będzie Wielkiej Trójki decydującej o losach świata. Doprowadziłem do tego swoim uporem. Większość szpiegów sowieckich już została zneutralizowana. Część mniej groźnych trafiła do Berezy Kartuskiej, a część…- do piachu. A teraz siedzę i oczekuję na człowieka, który mi to umożliwił ze strony technicznej. Jest z pochodzenia Ukraińcem. I jak się to wszystko skończy, będzie namiestnikiem Rosji oczywiście ze stolicą w Moskwie. He, he. W stolicy carów, którzy wielokrotnie upokarzali Ukraińców.
A jego ojczyzna odzyska niepodległość. Tego jeszcze nie wiedzą drodzy nasi hitlerowscy sprzymierzeńcy. A więc Hans w nowej III Rzeszy, Wasyl na Nowej Ukrainie. Dzielni chłopcy. Na razie wszystko idzie według planu. Jak to dobrze, że trafiłem na ludzi, którzy w ten sam sposób patrzyli na historię i wyciągnęli te same wnioski. A poza Hansem, mną i Wasylem jest jeszcze kilku. Najważniejsze, to wspólne zdanie na temat historii. Anglia i Francja zdradziły Polskę w 1939r. „Wielka Trójca” w Teheranie zdradziła całą środkowo wschodnią Europę. W tamtym moim czasie. Tutaj nic takiego nie będzie miało miejsca. Niemcy i Rzeczpospolita zawładną niepodzielnie całym kontynentem. Dzięki mnie i Hansowi. Tak sobie ustaliliśmy. Szaleństwo!....Wcale nie. Hans już teraz jest najważniejszym doradcą Hitlera.
Wasyl zostanie – jak już wspominałem, namiestnikiem narodów posługujących się cyrylicą. W podobnym okresie. Jak wykończymy Stalina i jego ekipę. Jest jeszcze Itshak. On będzie prezydentem Izraela- pierwszym w historii. I będzie mi z tego powodu bardzo wdzięczny. Ustaliliśmy już jak okaże swoją wdzięczność. I jeszcze jedno: w Japonii też się zmienią rządy. Martwią mnie jedynie te niepokojące informacje z Berlina... Jednak wprowadziłem już plan awaryjny w życie i właśnie czekam na odpowiedź moich agentów w Berlinie a ponadto umówiłem się tutaj z przyjacielem...