5 marca 1946 r. Winston Churchill wygłosił historyczne
przemówienie, w którym padły słowa: „żelazna kurtyna”. To określenie niezwykle
trafnie oddawało sytuację istniejącą w Europie, przedzielonej w istocie
szczelną, komunistyczną kurtyną na dwie części. Mało jednak zdaje sobie sprawę,
jak bardzo Churchill przyczynił się do powstania owej kurtyny. Wielu historyków
i badaczy uważa, że to właśnie wtedy rozpoczęła się „zimna wojna”- wieloletni
okres napięć pomiędzy sowietami a Amerykanami Był to czas walki o światową
dominację i osiągnięcie za wszelką cenę przewagi na przeciwnikiem, czas, gdzie
poważniejszy konflikt mógł nagle przerodzić się w III wojnę światową , gdyby
jedna ze stron - potęg nuklearnych po prostu pierwsza zdecydowała się na atak.
Pierwszy poważniejszy kryzys nastąpił już w 1948 roku, kiedy to siły sowieckie
zablokowały podzielony na strefy sojusznicze Berlin. Kryzys udało się zażegnać
zachodnim sojusznikom tworząc „most powietrzny”, dzięki któremu udało się
regularnie dostarczać odciętemu miastu zaopatrzenie. Dwa lata później wybuchł
poważny konflikt w Korei. W trwającej trzy lata wojnie stronę północną - pod
rządami fanatycznego przywódcy Kim Ir Sena wspierały ZSRR Stalina i Chiny
Mao-Tse-Tunga, a stronę południową - siły ONZ pod dowództwem gen. MacArthura,
ale główny ciężar wojny ponosiły Stany Zjednoczone. Amerykańskie zaangażowanie
po wojnie koreańskiej wciąż wzrastało zwłaszcza wszędzie tam, gdzie dany kraj
lub region zagrożony był widmem komunizmu. USA i ZSRR prowadziły coraz bardziej
szaleńczy wyścig zbrojeń, rozbudowując zwłaszcza swoje siły strategiczne.
Rosjanie od 1949 roku posiadający broń atomową, a od 1953 r. wodorową szybko
doganiali Amerykanów w tej dziedzinie. Zarówno NATO, założone w 1949 roku, jak i
Układ Warszawski, powstały w 1955 roku, były zdominowane przez oba
supermocarstwa. Jednakże zarówno prezydent Truman, jak i Eisenhower, nie
potrafili skutecznie uzyskać przewagi strategicznej USA nad Związkiem Sowieckim
i wciąż byli niejako „krok w tyle” za Rosjanami. Dopiero młody i energiczny
prezydent John Kennedy obejmujący to stanowisko w styczniu 1961 roku doprowadził
do zmiany tej sytuacji. Ale zanim to mu się udało, przeżył prawdziwe upokorzenie
podczas karkołomnie przeprowadzonej operacji tzw. w Zatoce Świń, wyzwalania Kuby
spod tyranii fanatyka Fidela Castro i jego komunizmu. Jak lata następne pokazały
w Ameryce Południowej nie brakuje chętnych, aby swoją popularność zdobywać na
walce z Amerykanami. Dla tych ludzi jest to czasami
jedyne zajęcie w życiu, lub wstąpienie do maoistowskiej partyzantki, chroniącej
upraw koki. Potwierdzają to zawodowi rewolucjoniści jak Che Gevara, Daniel
Ortega czy współczesny wariat Hugo Chavez.
Nowo wybrany amerykański prezydent zdawał sobie sprawę z konieczności szybkiego
zniwelowania przewagi Rosjan w dziedzinie strategicznych sił zbrojnych, którą
udało im się osiągnąć, co przejawiało się choćby w liczbie rakiet
międzykontynentalnych obu stron (Rosjanie mieli ich w 1960 r. prawie dwukrotnie
więcej niż Amerykanie), Kennedy szybko doprowadził do zwiększenia budżetu na
cele wojskowe o 8 mld USD. Przełożyło się to wkrótce na zmniejszenie dystansu do
sowietów, a następnie bardzo szybkie zwiększenie przewagi Amerykanów. Już w roku
1961 ZSRR miał 13 rakiet międzykontynentalnych mniej niż USA, a w 1963 różnica
wynosiła już aż 324 rakiety! Ponadto Amerykanie uzyskiwali przewagę w ilości i
jakości okrętów podwodnych o napędzie atomowym zdolnych do przenoszenia broni
jądrowej, czy w dziedzinie bombowców strategicznych... Jednak i Rosjanie ciągle
znacząco zwiększali swój potencjał. Wyścig wciąż trwał i nic nie zapowiadało, by
miał się zakończyć. Do gry między dwoma supermocarstwami włączyła się Kuba –
dotychczas nieuwzględniana w planach żadnej ze stron. W lipcu 1959 r. w wyniku
spotkania szefa wywiadu kubańskiego z ambasadorem ZSRR i rezydentem KGB w
Meksyku, na Kubę przybyło stu radzieckich doradców i instruktorów, którzy
praktycznie zastępowali wyjeżdżających doradców amerykańskich, zatrudnianych
jeszcze przez poprzedni reżim Batisty. Na początku 1960 r. do Hawany przybyła
rosyjska delegacja z wicepremierem Mikojanem na czele. Ustalono, że Moskwa
udzieli Kubie sumę 100 mln dol. pomocy i zakupi 5 mln ton kubańskiego cukru. We
wrześniu tego roku podczas pobytu w Pradze brata Castro - Raula, ustalono
szczegóły obustronnej współpracy wojskowej.
Rosjanie zacieśniając coraz bardziej współpracę z Kubą i oferując jej coraz
większe poparcie, zdawali sobie sprawę, jak duże korzyści mogą tym samym
osiągnąć. Bliskość terytorium USA dawało ogromne możliwości wywiadowi
radzieckiemu, a także możliwość zadania potężnego uderzenia Stanom Zjednoczonym
w wypadku wybuchu ewentualnej wojny atomowej. Kuba miała się, w zamyśle Kremla,
stać czymś w rodzaju wielkiej bazy militarnej Związku Radzieckiego, potężnym
atutem umacniającym pozycję Rosjan na zachodniej półkuli, dotychczas tam
nieobecnych. Strategiczne położenie Kuby – wciągniętej już na orbitę światowego
komunizmu, czyniło z niej kolejnego, niezwykle ważnego satelitę ZSRR i otwierało
wiele nowych możliwości komunistycznemu supermocarstwu. Latem 1962 r. w Moskwie
gościła delegacja kubańska z Raulem Castro na czele. Prawdopodobnie to wtedy
zapadła decyzja, która miała bezpośrednio rzutować na zaistnienie kryzysu
kubańskiego. Postanowiono, że na Kubę zostaną wysłane radzieckie rakiety
krótkiego i średniego zasięgu – SS-4 oraz SS-5. Rosjanie zdecydowali się tym
samym na krok, jakiego jeszcze nigdy dotychczas nie dokonali podczas trwania
zimnej wojny. Pomysł umieszczenia bardzo blisko wybrzeży Stanów Zjednoczonych
rakiet zdolnych przenosić głowice atomowe niósł ze sobą olbrzymie ryzyko wybuchu
wojny nuklearnej, przy której II wojna mogła okazać się „niewinną zabawą”. Kreml
ustalił, że do końca 1962 r. na wyspie zostaną zainstalowane 42 pociski SS-4, a
później 24 rakiety SS-5, o zasięgu do 1100 mil. Stanowiska tych rakiet miały
mieć zapewnioną osłonę 24 zestawów rakiet plot. SAM. Pełna obsługa i personel
baz rakietowych miał liczyć ponad 22 tys. ludzi. Cała zakrojona na szeroką skalę
operacja miała być trzymana przed amerykańskim wywiadem w ścisłej tajemnicy, tak
by maksymalnie opóźnić możliwość reakcji USA. Latem 1962 r. pierwsze rosyjskie
okręty wyruszyły na Kubę, w swoich ładowniach przenosząc rakiety i wszelki
osprzęt niezbędny do ich przygotowania i odpalenia. Według szacunków wywiadu
amerykańskiego, do połowy października ok. 140 radzieckich statków dostarczyło
na Kubę 42 wyrzutnie rakiet balistycznych, 144 wyrzutnie rakiet plot. SAM, 42
bombowce Ił-28 zdolne do przenoszenie broni nuklearnej oraz 42 myśliwce
odrzutowe MiG-21.
Wbrew nadziejom Rosjan, Amerykanie zorientowali się szybko w całej sytuacji.
Doniesienia CIA mówiły o gwałtownie rosnącej liczbie radzieckich specjalistów
wojskowych na Kubie i budowie wielu instalacji militarnych nieznanego
przeznaczenia. Zidentyfikowano wyrzutnie rakiet plot. SAM (surface to air
missile – rakiety ziemia-powietrze). 15 września samolot obserwacyjny Lockheed
P-2 Neptune sfotografował radziecki statek „Omsk” zdążający do portu
kubańskiego, przenoszący dwa pojemniki, których kształt i wielkość sugerowały,
że zawartość stanowią rakiety balistyczne. 19 września ponownie odkryto następną
partię płynącą na wyspę.
14 października 1962 r. prezydent Kennedy i jego brat Robert – prokurator
generalny, zapoznali się z nowymi zdjęciami baz radzieckich na Kubie, zrobionymi
przez majora Steva Heysera z USAF (U.S. Air Force). Były na nich widoczne m.in.
ciężkie pojazdy transportowe, cysterny, pociski rakietowe, baraki dla załogi, a
nawet bombowce Ił-28 stacjonujące w bazie lotniczej w Camilo Cienfuegos. Kennedy
był bardzo zaniepokojony dostarczonymi mu ewidentnymi dowodami, które zostały
zresztą potwierdzone przez następne zdjęcia: Rosjanie i Kubańczycy instalowali
90 mil od wybrzeży Florydy wyrzutnie rakiet z głowicami atomowymi, zdolne
osiągnąć cele na całym wschodnim wybrzeżu USA! Już 16 października zwołano
naradę na najwyższym szczeblu, podczas której utworzono tzw. ExCom, czyli
Executive Comittee of the National Security Council - Komitet Wykonawczy
Narodowej Rady Bezpieczeństwa. W jego skład weszli, obok prezydenta, wszyscy
najważniejsi politycy i notable w Stanach: szef CIA John McCone, wiceprezydent
Lyndon Johnson , sekretarz stanu Dean Rusk, sekretarz obrony Robert McNamara,
brat prezydenta Robert i kilka innych osób. Na konferencji rozważano wiele
wariantów działania, choćby tak radykalne jak bezpośrednie uderzenie lotnicze i
rakietowe na bazy. Ostatecznie zdecydowano się na morską blokadę Kuby, by nie
dopuścić do dalszego dostarczania na wyspę rakiet. Jednak całą operacja wydawała
się bardzo trudna do przeprowadzenia, biorąc pod uwagę prawo międzynarodowe,
zakazujące zatrzymywania na wodach międzynarodowych okrętów obcych bander przez
jakiekolwiek państwo. Mimo to zespół wybitnych profesorów amerykańskich starał
się znaleźć sposób na prawne usankcjonowanie blokady Kuby przez marynarkę i
lotnictwo USA i choć nie udało się znaleźć prawnego środka sankcjonującego
blokadę, to jednak ostatecznie zdecydowano się na jej wprowadzenie.
Amerykanie dowiedzieli się o planach Rosjan dzięki zdradzie Olega Pieńkowskiego
– oficera sowieckiego, który nawiązał współpracę z CIA – oraz zdjęciom z
samolotu szpiegowskiego U2. Kiedy w październiku 1962 ponowne loty U2
dostarczyły Amerykanom zdjęć nie pozostawiających wątpliwości, że budowa
wyrzutni jest już bliska ukończenia. 24 października Kennedy wygłosił przed
kamerami przemówienie, w którym stwierdził, że dysponuje niepodważalnymi
dowodami na posiadanie przez ZSRR na Kubie strategicznej broni ofensywnej i w
związku z zagrożeniem bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych jest zmuszony podjąć
bardzo stanowcze kroki. Tego dnia zapowiedziano ścisłe embargo na wszelki sprzęt
wojskowy znajdujący się w drodze na Kubę, bądź mający się tam znaleźć. Każdy
okręt z bronią miał zostać bezzwłocznie zawrócony, a w przypadku odmowy
zawrócenia - nawet wzięty w areszt. Jednocześnie wprowadzano stałą i ścisłą
kontrolę nad Kubą i jej siłami wojskowymi. Amerykański prezydent był zdecydowany
bardzo twardo odpowiedzieć na wyzwanie postawione Ameryce przez imperium
sowieckie. Prezydent zapowiedział, że jakikolwiek atak przeprowadzony z Kuby na
państwo z półkuli zachodniej zostanie uznany jak atak na same Stany. Blokada
została wprowadzona 25 października o godzinie 14 i od tej godziny Stany zaczęły
mobilizować swoją potęgę militarną. Z wielkiej bazy Guantanamo ewakuowano
cywilów, a na ich miejsce sprowadzono 8 tys. marines i marynarzy. W bliskim
sąsiedztwie bazy zaczęły stacjonować lotniskowce USS Indenpendence i USS
Enterprise. Przygotowano do ewentualnego nuklearnego uderzenia na bazy
radzieckie w ZSRR i państwach bloku wschodniego ponad 800 bombowców B-47, 550
B-52 i 70 B-58. Dowództwo sił zbrojnych USA otrzymało rozkaz Defcon-2 (defense
condition), oznaczający stan bardzo wysokiej gotowości bojowej, poprzedzający
Defcon-1, czyli stan najwyższej gotowości bojowej, oznaczający wojnę, lub
uderzenie atomowe na Stany Zjednoczone. Defcon-2 został użyty tylko raz, właśnie
podczas kryzysu kubańskiego. 183 okręty wojenne U.S. Navy stworzyły w odległości
805km od wybrzeży Kuby pierścień blokady. Każdy statek, wobec którego istniało
podejrzenie, że przewozi on broń, części do rakiet itp. mógł zostać zatrzymany i
zrewidowany, a po ewentualnym wykryciu broni – odeskortowany do wybranego portu
poza Kubą. Gdyby jednak dany okręt nie zareagował na nakaz zatrzymania nadany
przez jednostki amerykańskie, lub podjął próbę ataku lub ucieczki, wówczas mógł
zostać zatopiony. Amerykanie postawili sprawę naprawdę twardo – bronić ojczyzny
za wszelką cenę i nie dopuścić do dalszego dostarczania na Kubę rakiet
strategicznych. Jednocześnie dowództwo amerykańskich sił zbrojnych rozpoczęło
przygotowania do inwazji na Kubę, której miało dokonać 340 tys. żołnierzy.
Inwazja miała być poprzedzona intensywnymi bombardowaniami celów na wyspie.
Rosjanie na wieść o mobilizacji Amerykanów i wprowadzeniu kwarantanny Kuby
również zareagowali zdecydowanie. W siłach zbrojnych wstrzymano wszelkie urlopy,
przepustki itp. Siły strategiczne postawiono w stan gotowości bojowej, a na
Kubie przyśpieszono gwałtownie tempo prac nad budową baz rakietowych. Agencja
TASS – centralna agencja prasowa Związku Radzieckiego, wydała komunikat rządu
radzieckiego potępiający ostro „imperialistyczne działania” Stanów
Zjednoczonych, a szczególnie akt zablokowania Kuby, jako suwerennego kraju pod
opieką ZSRR. Stało się jasne, że oba wielkie mocarstwa dotarły już na krawędź
wojny nuklearnej. W tym starciu dwóch gigantów znaczną przewagę miał jednak
amerykański prezydent. Bazy radzieckie były budowane blisko potęgi militarnej
USA, a ZSRR nie mógł zapewnić skutecznej ochrony zarówno swoim okrętom, jak i
samym bazom na Kubie, znajdującym się zbyt daleko od Związku Radzieckiego.
Amerykanie natomiast mogli błyskawicznie zniszczyć bazy potężnym uderzeniem
lotniczym, bądź rakietowym. Ponadto uzyskali potężne polityczne poparcie innych
graczy sceny globalnej. Państwa członkowskie Organizacji Państw Amerykańskich
jednomyślnie, z wyjątkiem Urugwaju, poparły USA i uznały, że Rosjanie powinni
szybko usunąć rakiety z Kuby. Z ciepłym przyjęciem i zapewnieniami o pełnym
poparciu spotkał się dyplomata Dean Acheson, wysłany do Paryża do prezydenta de
Gaulle’a. Takie samo poparcie Kennedy uzyskał od kanclerza RFN Adenauera i
premiera Wielkiej Brytanii Harolda Macmillana. Amerykanie mogli być pewni
poparcia całego NATO - zapewniał im to artykuł piąty, mówiący o tym, że atak na
dowolne państwo należące do NATO, równe jest z atakowi na cały Sojusz. Na forum
Rady Bezpieczeństwa ONZ Amerykanie także osiągnęli sukces w tym znaczeniu, że
przedstawiciel USA Adlai Stevenson zręcznie oszukał przedstawiciela ZSRR
Waleriana Zorina, pokazując obecnym na posiedzeniu członkom Rady fotografie baz
rosyjskich na Kubie, których na tej wyspie według zapewnień Rosjanina w ogóle
nie było. Stevenson udanie obnażył tym samym przed światem kłamstwa i mataczenie
Rosjanina i całego aparatu kremlowskiego. Jednak przywódca radziecki, mimo wielu
mocnych głosów popierających Stany Zjednoczone, czuł się pewnie na tyle, by nie
ustąpić tak łatwo i dalej podsycać i tak już rozgrzaną do czerwoności atmosferę
zagrożenia i napięcia. Ta aura paniki i strachu przed wojną atomową uwidoczniła
się szczególnie w Stanach, gdzie ludzie masowo zaczęli wykupywać broń, artykuły
spożywcze, a nawet wielkie ilości proszku do prania, który uznano za niezbędny i
skuteczny w likwidowaniu skażenia radioaktywnego po wybuchu atomu. W Nowym Jorku
przeprowadzano próbne alarmy przeciwlotnicze. Na Kubie sytuacja była również
bardzo napięta. Pod broń powołano 300 tys. rezerwistów, a armia Fidela Castro
zintensyfikowała ćwiczenia i przygotowania do odparcia inwazji amerykańskiej. I
nagle, kiedy wydawało się, że świat naprawdę czeka już wojna nuklearna, nastąpił
przełom. 26 października, do Białego Domu nadszedł długi telegram Chruszczowa, w
którym zawarł on propozycję wycofania rakiet z Kuby w zamian za zobowiązanie USA
do niedokonywania inwazji zbrojnej na Wyspę. Jednakże już dzień później sytuacja
znów się pogorszyła. Szpiegowski samolot U-2 pilotowany przez majora Andersona
został zestrzelony nad Kubą przez rakietę SAM-2. Ponadto drugi U-2, dokonujący
zwiadu nad bazami radzieckimi na Dalekim Wschodzie stał się celem pościgu
rosyjskich myśliwców. Na domiar złego, prezydent otrzymał kolejną depeszę z
Kremla informującą, że wycofanie rakiet z Kuby jest ściśle uzależnione od
wycofania amerykańskich rakiet typu „Jupiter” z baz na terenie Turcji. Radio
Moskiewskie przesłało tekst depeszy Chruszczowa na cały świat. Z ciężkiej i
zawiłej sytuacji, jaka wytworzyła się po otrzymaniu drugiego listu Chruszczowa
udało się jednak Kennedy’iemu wybrnąć dyplomatycznie w ten sposób, iż idąc za
radą brata odpowiedział na pierwszą depeszę w taki sposób, jakby w ogóle nie
otrzymał tej drugiej. Wydał oświadczenie, w którym nawiązał tylko i wyłącznie do
pierwszej, bardziej ugodowej noty Chruszczowa. Pochwalił go za dążenie do
pojednania i zgodził się na likwidację blokady oraz na gwarancję, że USA nie
zaatakują Kuby. Oświadczenie to było jednakże swoistym ultimatum, ponieważ w
razie gdyby Rosjanie w ciągu 24 godzin nie przystąpili do demontażu rakiet, to w
dwa dni później samoloty U.S. Air Force miałyby zaatakować bazy na Kubie. ExCom
(czyli komitet złożony z najwyższych oficjeli Białego Domu) był bardzo
zdeterminowany w swoich zamierzeniach w tej kwestii. Wieczorem 27 października
Robert Kennedy osobiście dostarczył ambasadorowi radzieckiemu Dobryninowi list
prezydenta zawierający ultimatum o bezwzględnym wycofaniu rakiet z terytorium
Kuby. Nikt jednak nie wiedział, jaka będzie ostateczna odpowiedź Rosjan i czy
zechcą oni ustąpić przed żądaniami Amerykanów.
Odpowiedź Chruszczowa została nadesłana następnego dnia o godzinie 10. Radziecki
przywódca zgadzał się na wycofanie z Kuby pocisków rakietowych i
przetransportowanie ich z powrotem do ZSRR. Chruszczow nie wspominał już także o
konieczności wycofania amerykańskich rakiet z baz tureckich. Kennedy zrozumiał,
że wygrał to wielkie dyplomatyczne starcie ze swoim największym antagonistą.
Udało mu się zażegnać najpoważniejszy w historii zimnej wojny kryzys i odsunąć
widmo wojny nuklearnej wiszącej już nad światem. Prezydent dostosował się do
pojednawczego tonu Chruszczowa, określając jego decyzję o wycofaniu rakiet jako
godną wielkiego męża stanu, oraz przeprosił za incydent z U-2, który dzień
wcześniej naruszył radziecką przestrzeń powietrzną. Zobowiązał się do szybkiej
likwidacji blokady wyspy i do zaniechania planów inwazji.
Już wkrótce, 5 listopada, Kubę opuścił radziecki okręt „Diwinogorsk” z 4
rakietami na pokładzie. Dwa dni później, 8 rakiet wywiózł „Metalurg Anosow”, a 9
listopada 6 rakiet zabrał ze sobą „Brack”. 20 listopada ostatnie rakiety
opuściły wyspę, a Rosjanie zaczęli także rozmontowywać bombowce Ił-28 i ładować
je na okręty. Tego też dnia ostatecznie zakończyła się blokada Kuby, a okręty
amerykańskie odpłynęły ze swoich pozycji wokół wyspy. Pierwsza partia bombowców
opuściła Kubę 15 grudnia.
Kryzys kubański sprawił, że świat znalazł się nieomal na krawędzi wybuchu wojny
atomowej. To, że tak się nie stało, przypisać można zarówno twardej i
zdecydowanej postawie Amerykanów, jak i „otrzeźwieniu” obu stron i uświadomieniu
sobie, jak niewiele dzieli świat od nuklearnej zagłady. Niemała też zasługa
sekretarza generalnego ONZ U Thanta, który aktywnie dążył do mediacji,
porozumienia obu supermocarstw i zażegnania kryzysu. W Hawanie fanatyk Castro
podjął decyzję o atakowaniu amerykańskich samolotów zwiadowczych i namawiał
Chruszczowa do rozpoczęcia ataku atomowego na USA. Gdy Castro dowiedział się o
wycofaniu Rosjan po fakcie, uznał to za haniebną zdradę i w napadzie wściekłości
wykrzyczał radzieckiemu wicepremierowi Mikojanowi, że na świecie są dwa
imperializmy: amerykański i sowiecki i że ten sowiecki jest gorszy.
W praktyce oznaczało to obranie przez Kubę kursu w polityce zagranicznej na tzw.
Trzeci Świat i Ruch Państw Niezaangażowanych. Pomysł polegał na zjednoczeniu się
w bipolarnym świecie tych wszystkich państw, które nie widziały dla siebie
miejsca w żadnym z dwóch rywalizujących bloków. Jednak nadmierna liczba chętnych
do stanowiska lidera w tym ruchu, oczywiste w tak zróżnicowanym gronie
partykularyzmy, zwykła bieda większości zainteresowanych państw oraz siła
przyciągania dwóch supermocarstw spowodowały, że idea ta skończyła się fiaskiem
praktycznie jeszcze w latach sześćdziesiątych.
Jak wspominał po latach przywódca ZSRR Nikita Chruszczow dochodzące do niego
wiadomości nt. Johna F. Kennedyego zaprzysiężonego 20 stycznia 1961 na
prezydenta USA wskazywały, że jest to polityk miękki i niedoświadczony.
Chruszczow sam przekonał się, że to prawda podczas spotkania na szczycie w
Wiedniu w czerwcu 1961 i doszedł do wniosku, że prezydentura JFK to jedyna w
swoim rodzaju okazja do osiągnięcia strategicznej przewagi nad USA. Jednak
straty propagandowe były nie do odrobienia – cały świat przekonał się o
zamiarach ZSRR i o prawdziwości komunistycznej propagandy. Kennedy wyszedł z
kryzysu jako triumfator, a Chruszczow wkrótce później został odsunięty od władzy
przez towarzyszy przerażonych jego pomysłami. Castro stracił twarz jako polityk,
który okazał się zaledwie przedmiotem rozgrywek pomiędzy mocarstwami, jednak i
on ugrał tyle, że Amerykanie zobowiązali się wobec ZSRR, iż już nigdy nie będą
próbowali zbrojnie interweniować na wyspie. Tej obietnicy trzymają się do dziś,
zaś Castro i jego świta nadal fanatycznie marzą o konfrontacji z USA. Mogliby
przejść do historii jako pogromcy amerykańskiego imperializmu, a tak pozostaje
im socjalistyczny narko-cukro-wojskowy socjalizm.