Tu była Polska
Krzemieniec
to rodzinne miasto Juliusza Słowackiego. Tu się kształtował jego geniusz
poetycki. Przez całe swoje tułacze życie uważał to miasto za symbol Ojczyzny.
Krzemieniec położony jest na północnej krawędzi Podolskiej Wyżyny w długim
jarze, wśród pasma malowniczych gór. Jar ten wylewa się, jak rzeka, na płaską,
obszerną równinę Małego Polesia, od której zaczyna się prawdziwy Wołyń. Dzięki
uroczym widokom miasto to i jego okolice z dawna zwane są "Wołyńską Szwajcarią".
Góry otaczające miasto nie są wysokie, najwyższa Zamkowa lub Góra Bony sięga 403
m n.p.m., lecz mają strome zbocza, skaliste u szczytów, znacznie poddane erozji.
Młode, odrodzone państwo polskie w latach 1929-1931 zadbało o zabezpieczenie
tych zboczy. Ogromne obszary zasadzone zostały wówczas sośniną, która teraz
tworzy piękną zieloną szatę wzniesień dookoła miasta. Poszczególne góry mają
swoje nazwy i są rezerwatami przyrody. Najpiękniejsza z nich, Góra Bony, wznosi
się nad centrum miasta i majestatycznie dominuje w całej okolicy. Ma na czole
poszczerbiony wieniec - miny XVI-wiecznej twierdzy, która istniała od niepomnych
czasów i była na nowo odbudowana przez królową Bonę w 1536 roku. Dzięki
królewskim przywilejom, rozwinął się w mieście handel i rzemiosło. Twierdza na
stromej górze miała charakter obronny i była nie do zdobycia, aż do 1648 roku,
kiedy podczas 6-tygodniowego oblężenia zdobył ją pułkownik wojsk kozackich
Maksym Krzywonos.
Jadąc szosą dubieńską, widać już u wrót Krzemieńca rzędy małych, jakby skulonych
domków u podnóża gór krzemienieckich. Niewiele już pozostało uroczych starych
dworków w maleńkich ogródkach, otulonych kołnierzem z malw. Trzeba wejść w
wąskie, kręte uliczki pnące się stromymi jarami ku górom i dopiero tam,
gdzieniegdzie spostrzec można dawne siedziby, niemal takie, jak opisywał
Słowacki, a na pewno pamiętające jeszcze polskie, przedwojenne czasy, kiedy
miasto nad Ikwą kwitło i jaśniało swoim blaskiem. Z obu stron drogi mijamy
zaorane pola, na których od czasu do czasu błyśnie lśniący w jasnym słońcu
krzemień. W mieście, wędrując jego uliczkami, napotykamy małych chłopców, którzy
rozdają te kawałki tutejszego krajobrazu. Krzemień jest symbolem miasta, od
niego wzięło ono swoją śliczną nazwę. Tuż za rogatką rozciąga się po lewej
stronie widok na wielką górę Czerczy. Centrum, niestety, nie przypomina dawnego
Krzemieńca. Część miasta zniszczyła wojna, nie pozostało śladu po dzielnicy
żydowskiej, po małych sklepikach, domach modlitwy, na ich miejscu władza
radziecka wybudowała brzydkie, bezbarwne bloki i budowle w niczym
nieprzypominające porządnej zabudowy nowych miast. Ale to tylko wygląd
zewnętrzny, powierzchowny raczej, a miasto Słowackiego posiada zakątki, ścieżki,
budowle, które zapamiętały lepsze czasy i coś jeszcze, przechowały cząstkę tej
przeszłości dla tych, którzy zechcą głębiej wejść w jego wnętrze, poczuć zapach
przeszłości, pooddychać prawie już zapomnianą atmosferą miasta, zwanego niegdyś
tak pięknie Atenami Wołyńskimi. Przepiękny kompleks zabudowań dawnego Kolegium
Jezuitów wraz z kościołem mieszczącym się w środku, wybudowany w połowie XVIII
w., a po kasacie zakonu zamieniony w 1819 r. na Liceum Krzemienieckie, dzięki
zdolnościom organizacyjnym i gorącemu patriotyzmowi Tadeusza Czackiego - jego
twórcy i pierwszego kuratora, wznosi się w samym centrum miasta. Dzisiaj mieści
zespół różnych szkół podstawowych, średnich oraz techników. Niestety, wygląd
zewnętrzny budynków jest bardzo zły, wręcz katastrofalny, odrapane mury,
odpadające tynki. Kościół, który w latach powojennych mieścił salę sportową, a w
podziemiach strzelnicę, teraz oddany cerkwi autokefalicznej, znajduje się w
trochę lepszym stanie, ale wewnątrz nie zachowało się nic z dawnego wystroju.
Tylko w kilku miejscach na ścianach można zobaczyć małe fragmenty fresków, które
ukazały się po odpadnięciu tynków i farby, którymi je pokryto.
Liceum krzemienieckie zostało założone w 1805 r. Zaczęło podupadać po 1824 r., a
po powstaniu listopadowym uległo likwidacji. Część wyposażenia, w tym
bibliotekę, przewieziono do nowo utworzonego uniwersytetu Św. Włodzimierza w
Kijowie.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 r. w budynkach dawnego Liceum
ponownie zagościły szkoły, nawiązujące tradycją do dawnej uczelni. Po wybuchu
wojny i zajęciu Krzemieńca przez wojska sowieckie szkoła działała dalej, ale nie
była już polska. Program nauczania dostosowano do wymogów nowych władz. Podobnie
postąpiono po II wojnie światowej, działały tu szkoły sowieckie. Świątynia
policealna jest zamknięta, trwa w niej remont, czasami udaje się "zagadać"
robotników z rzadka snujących się i niechętnie robiących cokolwiek, i wpuszczają
do środka. A wejść warto! Wewnątrz zniszczone ściany, podłogi - po prostu gołe
mury, ale jakże wspaniałe. Wzrok unosząc ku górze ma się wrażenie, że dach
znajduje się gdzieś hen wysoko. W kilku miejscach na ścianach jakimś cudem
zachowały się fragmenty dawnej polichromii. Wzruszenie chwyta za gardło, jest
jakiś ślad przeszłości, mury zaczynają mówić. W świątyni ma znaleźć
pomieszczenie cerkiew. Może to i dobrze, będzie nadal służyć ludziom i
pozostanie, chociaż cząstka przeszłości zaklęta w starych murach. Przed
kościołem licealnym nie ma już figury Matki Boskiej, którą "oswobodziciele"
usunęli jeszcze w 1944 r. Dziedziniec licealny, krużganek i schody również są
zaniedbane, między kamieniami rośnie trawa, schody gdzieniegdzie zmurszały.
Polskie miasto, Polskie miejsca
Każdy, kto przyjedzie po raz pierwszy do Krzemieńca, idzie do dworku
Januszewskich, gdzie mieści się muzeum. Na ścianie jest wmurowana tablica, że
mieszkał tu największy syn tej ziemi - Juliusz Slowacki. Tu, wyjeżdżając za
granicę 15 lutego 1829 r. na zawsze, pozostawił swoich bliskich i do tego
miejsca tęsknił. Jednym z najciekawszych i najpiękniejszych miejsc w Krzemieńcu
jest cmentarz Tunicki położony na dawnym przedmieściu, od którego przyjął swoją
nazwę. Niegdyś była to nekropolia katolicka, obecnie wiele jest tutaj grobów
prawosławnych. Tu pochowana jest ukochana Matka poety, Salomea Słowacka, o
której mówił: "Jeśli miałem jaką poezję w sercu - to od Ciebie wziętą." Wąska
droga wije się pod górę, a po kilkudziesięciu metrach po prawej stronie leży
stary cmentarz, przepełniony atmosferą dawnych czasów. Tutaj nic się nie
zmieniło, tylko nowych grobów nieco przybyło. Wokół panuje niesamowita cisza i
spokój.
Miejscem odwiedzanym zawsze jest Góra Bony. Najpiękniej jest tam o wschodzie
słońca albo o zmroku, gdy niebo ciemnieje i cienie kładą się w dolinie, pojawia
się księżyc, oświetlając ruiny zamku. Najlepiej wejść na górę piechotą, patrząc
zachwyconym wzrokiem na stopniowo wyłaniający się spośród drzew widok miasta
leżącego u podnóża. Widok jest oszałamiający, powoli wyłania się miasto i jego
kościoły, cerkwie, a przeciwległe wzgórza rosną wraz z nabieraniem wysokości. Te
cudowne widoki wynagradzają trud pieszej wędrówki. Jadąc samochodem dobrowolnie
pozbawiamy się tych przeżyć. A potem, na wierzchołku siada się pod murem i
patrzy aż do bólu oczu i nie chce się schodzić, tylko zostać i myśleć, może jak
niegdyś czynił to poeta. A jeśli już trzeba udać się w drogę powrotną, to chcemy
wracać tutaj jak najszybciej, ponownie, miejsce to przyciąga, kusi, a nagrodą
jest panująca tutaj cisza przerywana tylko świstem wiatru i widoki, wspaniale i
niepowtarzalne. Nie ma chyba drugiego takiego miasta i takiej góry. Gdy się
spogląda z daleka, pojawia się miraż dawnego miasta: Liceum, kościół parafialny,
cerkwie i sąsiednie wzgórza, góry jak mówią dumni ze swojego miasta
krzemieńczanie. Na horyzoncie przy bezchmurnym niebie, w blasku przedwieczornego
słońca widać nawet kopuły Ławry Poczajowskiej, białą drogę wiodącą do Szumska,
Skały Dziewicze i najcudowniejszą na świecie panoramę krzemienieckich gór od
Czerczy poprzez Wołową do Krzyżowej. Spacer po Krzemieńcu zaczyna się
najczęściej od zwiedzania kościoła katolickiego położonego w centrum miasta, tuż
przy głównej ulicy. I słusznie, ponieważ tutaj jest rzecz najładniejsza i
najbardziej wzruszająca. Ze wszystkich pamiątek krzemienieckich jedną z
najpiękniejszych jest wielka płaskorzeźba Słowackiego w kościele parafialnym
p.w. św. Stanisława. Poeta siedzi tu z głową wspartą na dłoni, a za nim w tle
jawi się Król-Duch. I ten wiele mówiący napis z wiersza Testament mój: "Lecz
zaklinam niech żywi nie tracą nadziei." Krzemieniecki kościół, jako jedynej
spośród 169 świątyń diecezji łuckiej, sowieci nigdy nie zamknęli.
Jeszcze jedna postać związana z tym miastem zasługuje na wspomnienie - Antoni
Beaupré, sekretarz Stowarzyszenia Ludu Polskiego na Wołyniu. Przez lata był
opatrznością, pomocą ubogich krzemieńczan. Skazany przez władze na śmierć przez
ćwiartowanie, ułaskawiony tuż przed egzekucją, pognano go na Sybir, gdzie,
podobnie jak w domu, leczył i wspierał zesłańców. Po latach wygnania powrócił do
ukochanego Krzemieńca, jeszcze pracował, aż spoczął na Górze Krzyżowej. Tam też
znajduje się pomnik zamordowanych tu przez Niemców w lipcu 1941 r. wielu
mieszkańców miasta, w tym profesorów Liceum Krzemienieckiego. Będąc w
Krzemieńcu, trzeba koniecznie wybrać się na Skały Dziewicze, które stanowią
jedne z najpiękniejszych zakątków miasta. Skały ciągną się malowniczym pasmem
wzdłuż krawędzi jaru od cmentarza żydowskiego do zakrętu dubieńskiej szosy. Idąc
w tę stronę mijamy zamierający już potok Irwa. Wielkie głazy, szczeliny skalne,
groty, na które wspinamy się, aby podziwiać wspaniały widok na Krzemieniec i na
równinę wołyńską.
Miasto nad Ikwą jest piękne o każdej porze roku, ale najbardziej uroczo
przedstawia się jesienią, kiedy okoliczne lasy mienią się zielenią, złotem,
czerwienią, a czasami opadające liście mają odcień czerwonego wina. Latem na
zboczach jarów, na drodze do Dziewiczych Skał, na stokach Góry Bony rosną całe
kobierce fiołków, konwalii, tymianków, poziomek. Miejscami krajobraz przypomina
malowniczy i kolorowy step podolski.
W czasie wojny, miasto padło ofiarą faszystowskich ugrupowań OUN/UPA, a następnie
hitlerowców. W ramach umów teherańskich i poczdamskich, uznających układ
Ribbentrop-Mołotow, cały Wołyń i Podole wraz z Krzemieńcem i innymi znamienitymi
polskimi miastami, zastały anektowane przez ZSRR, zaś po jego rozpadzie
przebywają w granicach Ukrainy po dziś dzień.