Polska strefa 51
Borne Sulinowo (niem. Groß Born) – miasto w woj.
zachodniopomorskim, w powiecie szczecineckim. Borne Sulinowo zawsze owiane było
tajemnicą, czemu zresztą trudno się dziwić biorąc pod uwagę historię miasta.
Dwóm wielkim armiom, które władały tu poprzednio, zupełnie nie zależało na
reklamie swoich poczynań. Cała struktura miasta zbudowana została dla potrzeb
Wehrmachtu od podstaw, co daje duże możliwości techniczne stworzenia pod ziemią
"części niejawnej" miasta. Równie tajemnicze co cały okres pobytu było nagłe
opuszczenie miasta przez żołnierzy niemieckich. W trakcie walk o Wał Pomorski,
którego ówczesny Gross Born był ważną częścią składową, wojska niemieckie po
prostu wyszły z miasta pozostawiając je w stanie nienaruszonym.
Równie (jeśli
nie bardziej) tajemniczy był "okres radziecki" w dziejach miasta, kiedy to Borne
Sulinowo było najpilniej strzeżoną bazą Północnej Grupy Wojsk. Choć wojska te
oficjalnie nie posiadały w Polsce rakiet strategicznych z głowicami atomowymi,
to w pobliżu poligonu pozostały po nich potężne silosy rakietowe, w których
najprawdopodobniej było to "nie istniejące" uzbrojenie. To i wiele innych faktów
powoduje, że atmosfera tajemniczości towarzyszącą miastu nie przemija i co jakiś
czas wraca z nową siłą. Oficjalnie Borne Sulinowo „nie istniało”. Nie było
zaznaczone na mapach, w atlasach samochodowych, a wiodące do miasta drogi
„urywały się” gdzieś w okolicach Krągów czy Starowic. Nawet, jeżeli się nie
urywały, to i tak „prowadziły” tylko nad jezioro Pile, ewentualnie do punkcika
na mapie (wieś? kolonia ?) o nazwie „Sulinowo” (takie mapy, odsłaniające rąbek
tajemnicy, zaczęły się pojawiać dopiero w latach 70-tych). Zresztą nie miało to
większego znaczenia, bo i tak droga każdego niezorientowanego kierowcy kończyła
się tuż za Krągami, przed szlabanem, wokół którego stali uzbrojeni
czerwonoarmiści i składali kierowcy propozycję nie odrzucenia: „zawracajcie”.
Jeżeli ktoś próbował szczęścia, jadąc od strony Nadarzyc, napotykał podobny
szlaban przy rozjeździe na wysokości Starowic. Natomiast jadący trzecią możliwą
drogą, z Łubowa, otrzymywali propozycje nie do odrzucenia na mostku w Liszkowie.
W przewodniku dla turystów-kajakarzy brzeg jeziora Pile określono jako
„niedostępny, nie nadający się do biwakowania”. Z kolei 18.000 hektarów poligonu
było opisane w ewidencji gruntów jako „tereny leśne”.
Podziemia
Najbogatsza i wzbudzająca najwięcej emocji legenda dotycząca Bornego Sulinowa,
czekająca na swoje wyjaśnienie. W tym akurat przypadku wydaje się to stosunkowo
łatwe, wystarczy po prostu znaleźć podziemną część (zakładając oczywiście że
istnieje) naszego miasta. Gdyby było to takie łatwe jak się wydaje, dzisiaj
podziemiami spacerowałyby wycieczki. Niestety, nie spacerują.
Badania radiestezyjne przeprowadzone przez inż. Jana Kasińskiego wykazały, że
pod miastem zlokalizowane są m.in. kolej wąskotorowa, zakład produkcyjny,
podziemny magazyn oraz szereg ciągów komunikacyjnych. Poza tym istnieć miałyby
kompleksy schronów, tuneli i wiele innych pomieszczeń. Nie ma bezpośredniego
dowodu że powyższe obiekty istnieją, choć z drugiej strony trudno uwierzyć żeby
militarne miasto, w którym mieszkało kilkanaście tysięcy żołnierzy nie miało
choćby jednego schronu przeciwlotniczego, a tych właśnie w mieście po prostu nie
ma. Nawet przy wybujałej fantazji, trudno wyobrazić sobie sytuację kiedy na
dźwięk syreny alarmującej o nalocie, tysiące żołnierzy Wehrmachtu z oficerami i
ich rodzinami na czele, rozbiega się w popłochu po okolicznych lasach, aby po
minięciu zagrożenia wrócić do miasta. Dodatkowym argumentem przemawiającym "za",
może być fakt iż w bardzo podobnym, można powiedzieć siostrzanym mieście
Winsdorf (leżącym na terenie Niemiec) jest rozległa, podziemna część.
Czy rosyjskie wojska korzystały z podziemi i na ile skutecznie je zamaskowali,
czy jak twierdzą niektórzy - zasypali ? Podobno w ostatnich miesiącach pobytu
Rosjanie zwozili do miasta duże ilości materiałów budowlanych, z których ...
niczego nie zbudowano. Jak powszechnie wiadomo, na każdej budowie część
materiałów ulega "odparowaniu", lecz żeby aż 100 % ? Czyżby użyto ich do
zamurowania wejść do podziemi ? W całej tej sprawie jest oczywiście miażdżąca
przewaga pytań nad odpowiedziami. Czy te proporcje ulegną kiedyś zmianie - czas
pokaże. Jeśli porównać mapy topograficzne z lat 30-tych ze współczesnymi, to
wyraźnie widać dużą różnicę kształtu wyspy na jeziorze Pile. Wyspa leżąca u
południowego brzegu jeziora, w pobliżu miasta, nosząca przed II wojną nazwę
Rodberg, jest obecnie zdecydowanie mniejsza. Brakująca, całkiem pokaźna część
wyspy jest obecnie na dnie jeziora, na głębokości ok. 18 m. W związku z tym, że
najprawdopodobniej (podobnie jak dzisiaj) całą wyspę porastał gęsty las, mamy w
jeziorze Pile podwodną wersję lasu sosnowego. Narosłe wokół tego faktu legendy
mówiły między innymi o tym że na wyspie była baza niemiecka baza miniaturowych
łodzi podwodnych - wysadzona pod koniec II wojny, oraz że aktualny kształt wyspy
to efekt potężnej eksplozji przeprowadzonej przez Rosjan. Po wojnie mieli zebrać
wszelkie niewypały i niewybuchy aby zdetonować je na wyspie. Prawda, być może
jest bardziej prozaiczna. Badania przeprowadzone przez nurków z pisma "Odkrywca"
wykazały, że "podwodny las" to efekt naturalnych procesów geologicznych. Zapadła
się grota wapienna istniejąca pod powierzchnią wyspy.
Czy to ostatnia hipoteza ? Trudno o jednoznaczną odpowiedź.
Silosy rakietowe
Tajemniczy obszar znajduje się w głębi lasu, ok. 30 km od Bornego Sulinowa.
Mini-miasteczko było samowystarczalne. Znajdowało się tam wszystko, co było
potrzebne do normalnego funkcjonowania: budynek dowodzenia, koszarowce, garaże,
hydrofornia, sklepy, kino i bloki mieszkalne. Dzieci dowożono codziennie do
szkoły w Bornem Sulinowie. W tej elitarnej jednostce stacjonowało około 300
żołnierzy oraz oficerowie z rodzinami. Budowę obiektów w "środku lasu"
rozpoczęto w 1972 r. Prace trwały bez przerwy przez sześć lat. Teren otoczono
wysokim potrójnym płotem i zasiekami z drutu kolczastego pod napięciem. Obszar
patrolowali uzbrojeni żołnierze. Nikt nie mógł zbliżyć się do ściśle tajnej
bazy. Jak się okazało po wyjeździe wojsk rosyjskich - bazy rakietowej, gdzie
oprócz typowych zabudowań, pozostały także silosy po ruchomych wyrzutniach
rakiet dalekiego zasięgu z głowicami atomowymi. Obecnie, ta równie tajna co
nowoczesna super-baza znajduje się w stanie totalnej dewastacji. O tym, na jaką
skalę okoliczni mieszkańcy "pozyskiwali" na terenie bazy surowce wtórne niech
świadczy fakt, że zginęły stalowe drzwi od silosu. Sam fakt ich zginięcia może
nie byłby szczególnie dziwny, gdyby nie to, że jedno skrzydło drzwi miało
szerokość 3 m, wysokość 6 m, grubość 40 cm i wagę ponad 4 tony. Ponadto drzwi
były zaspawane i usunięte miały wszelkie urządzenia do ich otwierania. To, że
drzwi już nie ma, jest wyraźnym potwierdzeniem prawdziwości lansowanego niegdyś
hasła - "Polak potrafi".
Kłomino (Westfalenhof, Gródek), miasteczko leżące na południowym krańcu
poligonu, na niemieckiej mapie topograficznej z 1936 r. jest obszarowo
zdecydowanie większe od Bornego Sulinowa. W "czasach radzieckich" powierzchnia
miasta uległa zdecydowanemu zmniejszeniu. Był tam między innymi budynek kasyna -
odpowiednik znajdującego się w Bornem Sulinowie, monumentalnego Domu Oficera.
Został on całkowicie rozebrany, zaś materiały budowlane przewieziono do Warszawy
na plac budowy Pałacu Kultury i Nauki jako "dar narodu radzieckiego dla narodu
polskiego". Twórcami informacji o skażeniu terenu Bornego Sulinowa i pobliskich
obszarów byli głównie dziennikarze. W początkowym okresie istnienia miasta
rozpisywali się skwapliwie o wszystkich możliwych (i niemożliwych) rodzajach
skażeń, zakażeń i zanieczyszczeń. Większość z nich miała własną "jedynie
słuszną" teorię na ten temat i takie drobiazgi jak wyniki badań przeprowadzonych
przez naukowców z WAT czy Uniwersytetu Śląskiego nie miały wpływu na treść
artykułów. Zaobserwować można przy tym pewną prawidłowość: im dalej od Bornego
Sulinowa znajdował się autor, tym większe skażenie. Paradoksalnie, cała sprawa
miała też dobre strony dla mieszkańców miasta. Pogłoski o świecących,
radioaktywnych grzybach, skutecznie odstraszały potencjalną konkurencję
zbieraczy runa leśnego. Niestety (dla miejscowych zbieraczy), w ostatnich latach
skuteczność odstraszania zdecydowanie spadla i lasy zaroiły się od grzybiarzy.
Poligon na bagnach
Poligon kojarzy się zazwyczaj z rozległym, płaskim i dość monotonnym terenem. W
przypadku poligonu borneńskiego, takie wyobrażenia są zupełnie nieadekwatne do
rzeczywistości. Ostatnim określeniem, jakie można by było użyć w stosunku do
niego jest "monotonny". Bardzo zróżnicowana rzeźba terenu, niezwykłe bogactwo
fauny i flory, bunkry i pozostałości przeróżnych budowli, a całość poprzecinana
gęstą siecią poligonowych dróg – to najkrótszy opis tego niezwykłego obszaru.
Na imponującym wielkością aerale 18-tu tysięcy hektarów znaleźć można pełen
wachlarz środowisk przyrodniczych: lasy, jeziora, cieki wodne, bagna i jedne z
największych w Europie wrzosowisk – Wrzosowiska Kłomińskie.
Cały ten rozległy teren, zajmujący prawie 40 % dzisiejszej gminy od początku lat
30-tych ubiegłego wieku był w wyłącznym użytkowaniu wojska – zmieniały się tylko
mundury. Obecnie jedynym mundurem, jaki można tam spotkać jest mundur leśnika.
Jedynym wyjątkiem jest okres Międzynarodowego Zlotu Pojazdów Militarnych, wtedy
jednocześnie (i na dodatek bardzo zgodnie) przebywają tam ludzie w uniformach,
jakie tylko czasowo i w różnym okresach tu „bywały” – Wehrmacht, Afrikakorps,
Armia Czerwona, Armia Federacji Rosyjskiej.
Każda formacja zostawiła po sobie jakieś trwałe ślady w postaci bunkrów,
magazynów i innego rodzaju budynków, których przeznaczenia nie sposób dziś
odgadnąć. Można się na nie natknąć czasami w najmniej spodziewanych miejscach.
"Przydomowe stacje benzynowe"
W okresie stacjonowania kontyngentu Armii Czerwonej, "przyjaźń polsko -
radziecka" realizowana była na szczeblu podstawowym i sprowadzała się do
intensywnej wymiany handlowej pomiędzy żołnierzami "zaprzyjaźnionej armii" a
okoliczną ludnością. Jest to najlepszy przykład na to, że inicjatywa obywatelska
potrafi zdecydowanie wyprzedzić porozumienia międzypaństwowe. Szczególne miejsce
w wymianie miała benzyna, której czerwonoarmiści mieli jakby za dużo, zaś
okoliczni mieszkańcy - za mało i (po cenach oficjalnych) jakby za drogo.
Ponieważ nie rozdrabniano się handlem na kanistry, lecz z reguły na beczki;
powstała niespotykana gdzie indziej instytucja - "przydomowych stacji
benzynowych". Były to różnego rodzaju i wielkości zbiorniki, gdzie żołnierze
przelewali "nadwyżki" paliwa. Po wyjeździe Rosjan, wielu okolicznych mieszkańców
pierwszy raz w życiu kupiło paliwo w prawdziwej, oficjalnej stacji benzynowej.
Oczywiście, dalecy byli od zachwytu z tego powodu. Ceny "radzieckie" były poza
wszelką konkurencją.