Taktyka "Raumnachtjagd"
Zlikwidowanie oświetlonej strefy obrony, działającej w ramach tzw. "Linii
Kammhubera", wymusiło pewną modyfikację sposobu działania nocnego lotnictwa
myśliwskiego. Przez dwa lata, począwszy od 1941 r. w obronie powietrznej III
Rzeszy, realizowano bardzo wymyślną taktykę, zwaną Raumnachtjagd, co w dosłownym
tłumaczeniu brzmi: "pokój nocnego polowania", a którą można określić jako
"metodę pudełkową". Zgodnie z jej założeniem, brzeg morski Niemiec i krajów
okupowanych, które lotnictwo brytyjskie zwykle przekraczało lecąc nad Rzeszę,
został podzielony na szereg zazębiających się "pudełek", o długości boku około
55 km. Rejon wybrzeża od Danii do Francji osłaniany był przez podwójny pas
"pudełek" – wytyczono je także wewnątrz kraju, wszystkie na kierunkach nalotów
na większe niemieckie miasta. "Pudełka" wyposażone były w naziemne stacje
radiolokacyjne, które oficerowi naprowadzania umożliwiały wyłapanie każdego
samolotu bombowego, przelatującego przez jego strefę powietrzną, oraz
naprowadzenie na niego myśliwca nocnego. Taktyka Raumnachtjagd wykorzystywała
system zwany Himmelbett, czyli "łoże z baldachimem". Jak już wspomniano
wcześniej, system ten był oparty o sieć kwadratowych "pudełek". Każdemu
kwadratowi podporządkowano jedną stację radarową Freya, o zasięgu do 120 km,
która służyła do wczesnego wykrywania celów. Do bezpośredniego kierowania akcją
przechwycenia bombowca używano dwóch stacji radarowych Würzburg – Riese. Jedna z
nich, oznaczona Roter Riese (czerwony olbrzym), śledziła kurs celu, druga –
zwana Grüner Riese (zielony olbrzym) – śledziła kurs myśliwca. W centrali
naziemnej znajdowało się serce całego systemu – tablica kontrolna Seeburg, która
przetwarzała i pokazywała dane, dochodzące ze stacji radarowych. Procedura
działania systemu Himmelbett wyglądała następująco: w momencie wykrycia przez
radar Freya nieprzyjacielskiego samolotu, z najbliższego lotniska startował
dyżurujący myśliwiec nocny. Kierowany był on następnie do odpowiedniego
"pudełka", gdzie krążył zgodnie ze wskazaniami radiolatarni, oczekując na dalsze
instrukcje z ziemi. W momencie, kiedy jedna ze stacji Würzburg nawiązywała
kontakt z bombowcem, samolot myśliwski kierowany był za pomocą drugiego
Würzburga w jego stronę. Kontroler naziemny, obserwując wskazania na tablicy
Seeburg, kierował przez radio myśliwcem, podając pilotowi właściwy kurs,
umożliwiający spotkanie z samolotem RAF. Dobrze wyszkoleni kontrolerzy naziemni,
współpracujący z doświadczonymi załogami myśliwców nocnych, byli w stanie
doprowadzić do przechwycenia i zniszczenia samolotu przeciwnika w ciągu kilku
minut. Oczywiście system ten miał również swoje słabe strony. W każdym "pudełku"
można było kierować na raz tylko jednym samolotem myśliwskim. Próbowano temu
zaradzić w ten sposób, że każdy z kwadratów podzielony został na trzy podłużne
prostokąty. Dwa boczne prostokąty każdego kwadratu pokrywały się ze skrajnymi
prostokątami sąsiednich kwadratów. Umożliwiało to operowanie w każdym z
prostokątów przez jeden samolot, a w skrajnych nawet przez dwa. W przypadku
awarii lub zestrzelenia tego samolotu przez przeciwnika, potrzeba było długiego
czasu na dotarcie do tego rejonu maszyny rezerwowej. Ponieważ samoloty
niemieckie nie dysponowały jeszcze urządzeniami identyfikującymi „swój – obcy”,
niedoświadczony operator stacji radarowej Würzburg łatwo mógł stracić kontrolę
nad prowadzonym myśliwcem lub też bombowcem. Pod koniec 1942 r. jasna stała się
konieczność takiego zmodernizowania systemu Himmelbett, która umożliwiałaby
kierowanie w każdym z "pudełek" większą ilością samolotów myśliwskich. Zadaniem
chwili stało się opracowanie systemu, umożliwiające natychmiastowe odróżnianie
na ekranach radarów samolotów własnych od samolotów przeciwnika. W firmie GEMA
opracowano już pierwszy model urządzenia "swój–obcy", oznaczonego FuG 25a
Erstling, które odbierało sygnały w paśmie 125 MHz, a nadawało w paśmie 160 MHz.
Jego zasięg wynosił ok. 100 km. Ponieważ nie przeprowadzono jeszcze żadnych prób
zakrojonej na szeroką skalę współpracy urządzeń FuG 25a z radarami Freya,
postanowiono tymczasowo stosować system Y, używany od dłuższego czasu przez
lotników bombowych Luftwaffe. Zasadniczym elementem systemu Y był pojedynczy
sygnał o częstotliwości 180 impulsów na minutę, wysyłany przez stację naziemną.
Ponieważ tak duża liczba impulsów nie mogła być odbierana przez ludzkie ucho,
samoloty musiały zostać wyposażone w specjalne urządzenia, które przetwarzały
sygnał na cichy gwizd. Naziemna stacja nadawcza wysyłała, obok sygnału
prowadzącego, dodatkowy sygnał przechwytywany i natychmiast odsyłany z powrotem
przez radiostację pokładową samolotu. Sygnał ten trafiał do stacji naziemnej,
gdzie czas jego trwania przeliczano na odległość. Dzięki temu stacja naziemna
znała dokładne położenie samolotu. Dzięki zastosowaniu tego systemu, kontrola
lotów mogła poznać położenie tylu własnych myśliwców w sektorze, ile było stacji
nadawczo – odbiorczych systemu Y. Pierwsze stacje oddano do użytku w lutym 1943
r. w Holandii, do lipca 1943 r. pokryto nimi cały obszar działania 1. i 2.
Jagddivision. Wskazania systemu były bardzo niedokładne i kierowanie myśliwcami
za jego pomocą było bardzo trudne. Samolot niemiecki mógł być naprowadzony w
rejon, gdzie znajdował się bombowiec RAF, ale bez własnego pokładowego
urządzenia radiolokacyjnego w ciemnościach nocy trudno było odnaleźć wroga,
znajdującego się w promieniu 500 – 700 m. 15 lipca 1943r. Winston Churchill
wydał rozkaz operacyjnego użycia systemu zakłócającego Window nad obszarem
nieprzyjaciela. Jego zastosowanie podczas nalotu na Hamburg, całkowicie
sparaliżowało niemiecki system radiolokacyjny. Wskaźniki i ekrany radarów
naziemnych Würzburg i Würzburg – Riese stały się nieczytelne. Zarówno
„pudełkowy” system Himmelbett, jak i radiolokacyjne systemy kierowania ogniem
artylerii przeciwlotniczej, zostały całkowicie wyłączone z użytku.
"Odyniec"
Dowództwo Luftwaffe podjęło natychmiastowe kroki w celu zmiany tragicznej
sytuacji. Instytuty naukowe miały w jak najkrótszym czasie zmodyfikować
istniejące urządzenia radarowe, w celu uodpornienia ich na działanie systemu
Window. Rozwiązaniem doraźnym miało być całkowite uniezależnienie patrolujących
myśliwców nocnych od kierowania z ziemi. Na początku 1943r. były pilot bombowy
(wówczas oficer sztabu generalnego Luftwaffe) mjr Hans – Joachim "Hajo" Hermann,
przedstawił nowy sposób walki, mający zastopować brytyjską ofensywę bombową.
Zaproponował on uzupełnienie systemu Himmelbett o jednostki jednosilnikowych
samolotów myśliwskich, które działałyby samodzielnie, wykonując swobodne
polowanie nad miastami bombardowanymi przez samoloty RAF. 27 czerwca 1943 r.
Hermann przedstawił swój pomysł Göringowi. Jako główną zaletę tego systemu,
nazwanego Wilde Sau ("Odyniec"), przyjął możliwość działania nad obiektem nalotu
w jednym czasie dużej ilości niemieckich samolotów myśliwskich. Dotychczas
bowiem dużej koncentracji bombowców angielskich nad celem nie odpowiadała
koncentracja niemieckich nocnych samolotów myśliwskich, które operowały
pojedynczo, w wyznaczonych im sektorach (metoda "pudełkowa"). Było to skuteczne
tylko do czasu, gdy samoloty brytyjskie nadlatywały pojedynczo i różnymi kursami
na cel. Od momentu zastosowania przez Bomber Command taktyki strumieni
bombowych, skuteczność niemieckiej defensywy gwałtownie spadła(10).
Jednosilnikowe myśliwce Luftwaffe operować miały nad dużymi miastami,
wykorzystując taktykę Helle Nachtjagd. Rozwiązanie dywizji reflektorów
przeciwlotniczych i skoncentrowanie poszczególnych baterii reflektorów w
rejonach chronionych miast, umożliwiło działania tego typu w praktyce.W
przypadku silnego zachmurzenia, niemieckie samoloty bombowe zrzucać miały nad
chmurami flary opadające na spadochronach, które rozświetlały przestrzeń
powietrzną. Reflektory oświetlały podstawę chmur, tworząc Mattschiebe ("ekran"),
na którym bombowce były wyraźnie widoczne z góry. Przyrządy pokładowe, w które
wyposażone były samoloty Focke–Wulf Fw 190A-4 i Messerschmitt Bf 109 G-6,
umożliwiały wykonywanie zadań bez widoczności ziemi. Również z personelem
latającym nie było większego problemu. Na terenie Rzeszy ciągle jeszcze znaleźć
można było dostateczną ilość instruktorów ślepego pilotażu, pilotów bombowych i
transportowych, którzy pełnili służbę w jednostkach pomocniczych. Hermann
uzyskał pozwolenie dalszej rozbudowy swego oddziału doświadczalnego. Do jego
pierwszej akcji bojowej doszło w nocy 4 lipca 1943 r. nad Kolonią. Niemieckie
jednosilnikowe myśliwce nocne zestrzeliły 12 bombowców nieprzyjacielskich w 17
walkach powietrznych. Dzięki temu sukcesowi, mjr Hermann otrzymał rozkaz
rozbudowania swojego Versuchskommando do siły pułku. Jako pierwszy pułk Wilde
Sau został utworzony JG 300, liczący początkowo około 60 maszyn typu Bf 109G i
Fw 190A. Po raz pierwszy na szerszą skalę taktyka "Odyniec" została zastosowana
w nocy z 17 na 18 sierpnia 1943 r. podczas odpierania nalotu 596 ciężkich
bombowców RAF na ośrodek doświadczalny broni rakietowej w Peenemünde. Taktyka
Wilde Sau posiadała kilka zasadniczych wad. Jedną z nich było naprowadzenie
dysponujących niewielkim zasięgiem jednosilnikowych myśliwców we właściwe
miejsce i we właściwej chwili. W Niemczech działała sieć radiolatarni
nawigacyjnych. Kiedy wykryto cel, samoloty Luftwaffe zbierały się przy
najbliższej radiolatarni i zataczały krąg (10–12 maszyn) w lewo na ustalonej
wysokości. Gdy rozpoczynał się atak, kierowano je w odpowiedni rejon, gdzie
polowały posługując się metodą wzrokową. Było to jednak rozwiązanie doraźne.
Poza tym – działając w systemie "Odyniec" nie można było zapobiec bombardowaniu,
lecz jedynie zadać przeciwnikowi jak największe straty już bezpośrednio nad
samym celem(13). Major Hermann proponował również rezygnację z zaciemniania
miast. Na tle oświetlonych terenów mieszkalnych o wiele wyraźniej rysowałyby się
ciemne sylwetki bombowców. Dodatkowym argumentem Hermanna był fakt, że RAF
przeprowadzał naloty nie korzystając z nawigacji wzrokowej, a z użyciem
specjalnych nawigacyjnych urządzeń radiolokacyjnych. Göring nie wyraził jednak
zgody na realizację tego kontrowersyjnego pomysłu.
Dowództwo Luftwaffe wiązało wielkie nadzieje również z zastosowaniem bliźniaczej
taktyki, zwanej Zähme Sau ("Wieprz"). Jej twórcą był Oberst Viktor von Loßberg.
Uważał on, że niewielkie grupki dwusilnikowych myśliwców nocnych, liczące po
kilka samolotów, powinny jak najwcześniej, najlepiej jeszcze nad Morzem
Północnym u wybrzeży angielskich, dołączać się do lecącego z Anglii strumienia
bombowców. Specjalnie dobrane doświadczone załogi mogłyby wykonywać tego typu
zadanie, posługując się systemem nawigacyjnym Y. Sztabowcy z Luftwaffe wierzyli,
ze taktyka Zähme Sau pozwoli na zestrzeliwanie 80 do 100 bombowców angielskich
podczas jednej operacji, prowadzonej przez 40 do 50 nocnych myśliwców. Oznaczać
to miało straty Bomber Command sięgające 20–25% ogólnej liczby samolotów,
biorących udział w nalotach. Kilka tak udanych akcji nocnych myśliwców Luftwaffe
zmusiłoby dowództwo RAF do zawieszenia dalszych bombardowań terytorium Rzeszy.
Okazało się jednak, że taktyki "Wieprz" nie uda się wprowadzić przed końcem
1943r. Urządzenia radarowe Lichtenstein SN- 2 znajdowały się jeszcze w stadium
prób. Poza tym załogi nocnych myśliwców musiały przestawić się z systemu
Himmelbett (bliskiego zasięgu), na działania dalekiego zasięgu, oparte o taktykę
"wolnego polowania". Wymagało to od załóg doskonałego wyszkolenia nawigacyjnego,
a od pilotów perfekcyjnego pilotażu bez widoczności ziemi, podczas złych
warunków atmosferycznych i w dużym oddaleniu od macierzystych lotnisk.
Dwusilnikowe myśliwce podrywano dość wcześnie i nakazywano krążyć wokół
radiolatarni na prognozowanym kursie strumienia bombowców. Często również,
jeżeli była taka potrzeba, przenoszono je między radiolatarniami. Radary
pokładowe mogły zostać zakłócone, jednak ślady systemu Window były doskonałą
wskazówką kursu bombowców. Nocne myśliwce podążały za samolotami Bomber Command,
dopóki starczało im paliwa i amunicji, następnie lądowały na najbliższym
lotnisku. Rozpoczęło się to, co nazywano "okresem migracji" Luftwaffe.
Taktyka Zähme Sau była podstawą działania nocnego lotnictwa myśliwskiego aż do
końca wojny, a dzięki nowemu wyposażeniu elektronicznemu, stała się jeszcze
bardziej skuteczna.
Rozbijanie nocnych nalotów z wykorzystaniem możliwości pokładowych stacji
radiolokacyjnych
Aby ułatwić myśliwcom nocnym odnalezienie w mroku nieprzyjacielskiego bombowca,
konieczne stały się pokładowe stacje radiolokacyjne. W 1940 r. Wydział
Techniczny i Wydział Łączności przy Ministerstwie Lotnictwa Rzeszy, skontaktował
gen. Kammhubera z firmą Telefunken, która w chwili wybuchu wojny pracowała nad
elektrycznym wysokościomierzem, oznaczonym jako Lichtenstein B. Latem 1941r.
szef laboratorium firmy Telefunken, dr Ruge i jego współpracownik dr Muth,
zaproponowali ulepszony model urządzenia Lichtenstein B/C jako pokładową stację
radiolokacyjną dla nocnych samolotów myśliwskich. Jego próby odbyły się w
ośrodku doświadczalnym Luftwaffe w Rechlinie. Urządzenie trafiło następnie do
II./NJG 1, gdzie miały odbyć się próby bojowe. W nocy 10 sierpnia 1941 r. na
samolocie Dornier Do – 215 B – 5, wyposażonym w radiolokator Fug 202
Lichtenstein B/C, por. Ludwig Becker uzyskał pierwsze zwycięstwo powietrzne.
Tymczasem jakość dostarczanych przez przemysł radiowy radarów Lichtenstein była
bardzo niska. Według danych z sierpnia 1943 r., 80% urządzeń wykazywało usterki.
Najlepszy sprzęt przekazywano stacjonującym w Holandii I./NJG 1. i II./NJG 2.
Obie te jednostki stacjonowały w rejonie najczęściej nawiedzanym przez RAF i
musiały dysponować jak największą ilością sprawnych samolotów i radarów(19).
Zasadniczą wadą dotychczas używanych przez Luftwaffe pokładowych urządzeń
radiolokacyjnych, był niewielki kąt poszukiwania celu, wynoszący 70 stopni. Z
uwagi na to, firma Telefunken rozpoczęła prace nad radarem FuG 220 Lichtenstein
SN – 2, którego kąt poszukiwania celu w poziomie wynosił 120 stopni, w
płaszczyźnie pionowej – 100 stopni. Próby wykazały jednak, że zasięg minimalny
radaru wynosił aż 1 200 m. Pracujący na długich falach SN – 2, był bardzo
podatny na zakłócenia. Z uwagi na te problemy, pierwsze zmodyfikowane radary FuG
220 znalazły się w jednostkach bojowych dopiero w ostatnim kwartale 1943 r.,
stając się jednym z najbardziej wyrafinowanych radarów używanych przez Luftwaffe
– był również odporny na działanie brytyjskiego systemu zakłócającego Window.
Radar ten pracował w dwóch pasmach: częstotliwości I – III (64 – 82 Mhz), oraz
IV – VII (91 – 119 Mhz). Zasięg maksymalny sięgał 8 km zaś minimalny 450 m. Ta
ostatnia wartość była nie do przyjęcia i pierwsze wersje FuG 220 (A) sprzęgane
były z radarami FuG 212 (uproszczoną wersją modelu FuG 202). Ostatnie serie
otrzymały serwomechanizmy umożliwiające nastawianie anten w locie, a nie jak
dotychczas, jedynie na ziemi. W wersji B możliwe było odłączanie FuG 212, zaś w
ostatnim wariancie D dodano obwód z osobną anteną do przeszukiwania tylnej
półsfery.
Udane przechwycenie nieprzyjacielskiego bombowca w nocy, było przede wszystkim
efektem zespołowej pracy załogi myśliwca i naprowadzania z ziemi. Zręczni
kontrolerzy naziemni mogli nawet najciemniejszą nocą naprowadzić myśliwiec
bardzo blisko do bombowca, ale jedynie wówczas, gdy pilot biegle wykonywał ich
instrukcje. Wraz z pojawieniem się radaru pokładowego, odszukanie celu stało się
wynikiem współpracy pilota i operatora pokładowego. Decydowały tu umiejętności
operatora, który po nawiązaniu kontaktu, z błysków światła na ekranach dwóch lub
nawet trzech lamp katodowych, umiał odczytać gdzie jest bombowiec, a nawet jakie
manewry wykonuje. Niezwykle ważne było wzajemne zaufanie i doskonałe zgranie
załogi. Radary miały dość dużą minimalną granicę zasięgu i często traciły cel z
ekranu, zanim myśliwiec zbliżył się do niego na odległość kontaktu wzrokowego.
Pilot musiał wówczas zbliżać się nadal, pamiętając, że cel znajdował się gdzieś
przed nim i ze najmniejszy błąd mógł skończyć się zderzeniem w powietrzu. Do
zwycięstwa w walce nocnej potrzebny był nie tylko doskonały pilot, ale i
doskonały operator pokładowych urządzeń radarowych. Jesienią 1943 r. pojawiło
się kilka nowinek technicznych, które miały wpływ na przebieg nocnych zmagań nad
Niemcami. Jedną z nich był radar FuG 217 Neptun J. Służył on jednocześnie jako
aktywne urządzenie wykrywające cele powietrzne, a także jako stacja ostrzegania
tylnej półsfery. Neptun J był przeznaczony do zabudowywania na pokładach
jednosilnikowych myśliwców. Jego kąt poszukiwania celu wynosił 120 stopni, a
zasięg od 400 do 4000 metrów. Atutem Neptuna J była prostota budowy i
nieskomplikowana obsługa. Jego proste, drutowe anteny stawiały niewielki opór
aerodynamiczny. W początkach 1944 r. nad terytorium Rzeszy operowało 35
jednosilnikowych nocnych myśliwców, należących do NJGr. 10, które były
wyposażone w ten typ radaru. Innymi nowościami technicznymi były urządzenia FuG
227 Flensburg i FuG 300 Naxos, które służyły do pasywnego wykrywania celów.
Flensburg wykrywał sygnały pokładowych stacji ostrzegania tylnej półsfery typu
Monica, stanowiących standardowe wyposażenie bombowców RAF. Jego zasięg wynosił
nominalnie 100 km, jednak w praktyce zdarzało się wykryć sygnał nawet z
odległości do 200 km. Pomimo praktycznego przetestowania użyteczności urządzenia
Flensburg, wyprodukowano ich tylko 250 egzemplarzy. Urządzenia FuG 350 Naxos
służyły do wykrywania sygnałów brytyjskich radarów pokładowych H2S, z odległości
do 50 km. Wyprodukowano ich łącznie 1 500 sztuk, większość zamontowano w
samolotach typu Junkers Ju 88. W celach eksperymentalnych instalowano FuG 350 w
kilku maszynach Messerschmitt Bf 109G–6, używanych przez NJGr. 10(23). W grudniu
1944r. sztab Luftwaffe zwrócił się z dramatycznym apelem do instytutów
badawczych i przemysłu. Chodziło o jak najszybsze dostarczenie jednostkom
Nachtjagd nowych, odpornych na zakłócenia urządzeń radiolokacyjnych. Wskutek
apelu w ostatnich miesiącach wojny pojawiły się liczne prototypy aktywnych oraz
pasywnych urządzeń wykrywania samolotów przeciwnika w powietrzu.
Nowymi radarami pokładowymi, które miały zastąpić wysłużonego Lichtensteina SN –
2, były FuG 228 SN – 3 firmy Telefunken, oraz FuG 218 Neptun V/R, produkcji
firmy Siemens/FFO. Urządzenia te pracowały na falach metrowych, przy czym SN – 3
posiadał większy zakres operacyjny (od 1.9 do 2.5 metrów) w porównaniu z
dotychczas używanym SN – 2. Ponieważ również te zakresy fal mogły być bez
większego trudu zakłócane przez Brytyjczyków, FuG 228 wyprodukowano zaledwie w
10 egzemplarzach(24). Dużo większe nadzieje wiązano z radarem Neptun V/R –
wprawdzie jego zasięg był mniejszy niż zasięg urządzeń SN – 2 i SN – 3, ale
pracował na falach od 1.6 do 1.9 m. Frekwencje te nie były zagłuszane przez RAF.
Nieliczne egzemplarze Neptuna (nieposiadające przystawki Elfe), lecz ze stacją
ostrzegania tylnej półsfery, zamontowano w samolotach Bf 110, Ju 88, He 219,
oraz Me 262. Radar FuG 218 G/R – wyprodukowany został tylko w jednym,
prototypowym egzemplarzu. W porównaniu z innymi wariantami Neptuna z nadajnikami
o mocy zaledwie 2 kW, jego zasięg, dzięki zainstalowaniu nadajnika o mocy 30 kW,
wzrastał do 10 km. Do rodziny radarów Neptun, należał jeszcze Neptun – Liliput,
uproszczona wersja, przeznaczona do masowej produkcji. Istotnym elementem badań
naukowych nad rozwojem niemieckich radarów, były również prace nad
zmodyfikowaniem lub zmniejszeniem anten, które stawiały ogromny opór
aerodynamiczny, znacznie zmniejszając osiągi myśliwców. Firma Siemens&Halske
wyprodukowała specjalną antenę do radaru FuG 218, która miała stanowić
wyposażenie Me 262. W zakładach Telefunken powstały anteny typu Morgenstern ze
znacznie zmniejszonymi antenami drutowymi. Nową anteną do radarów FuG 218 była
Obertasse, talerzowa antena paraboliczna, umieszczona wewnątrz skrzydeł. Pomimo
tego, że załogi brytyjskich bombowców coraz rzadziej używały radiolokacyjnego
systemu nawigacyjnego H2S, na wyposażeniu nocnych myśliwców Luftwaffe aż do
końca wojny pozostawiono urządzenia Naxos, służące do wykrywania ich sygnałów.
Rozwinięciem urządzenia Naxos był znacznie dokładniejszy FuG 351 Korfu Z. Jego
produkcja seryjna nie została jednak podjęta. Niemieckie instytuty badawcze i
przemysłowe opracowały jeszcze kilka nowych modeli radarów, jednak nie weszły
one do działań bojowych z powodu zakończenia wojny, bądź też pozostały jedynie w
stadium prototypów.