Operacja "Totalize" i "Tractable" - zamkniecie kotła pod Falaise.

7 sierpnia 1944 roku 1. Armia kanadyjska oraz 2. Armia brytyjska przystąpiły do ostatecznego natarcia mającego za cel przełamać linie obrony niemieckiego I. KPanc. SS na linii miejscowości la Hogue - Tilly la Campagne - May sur Orne. Operacja ta pod kryptonimem "Totalize" rozpoczęła się w nocy, jednak według całkowicie innego scenariusza niż wcześniejsze alianckie ataki. 1000 bombowców zbombardowało flanki niemieckich linii obrony, a wojaka alianckie wykorzystując element zaskoczenia wdarły się głęboko w niemieckie linie obrony, sukcesy ataku na niektórych fragmentach frontów były większe niż zakładano. Rano do walk włączyła się artyleria oraz Polska 1. DPanc. wspierana przez kanadyjską 4. DPanc. Przez ostrzał artylerii i liczne pola minowe wojska alianckie szybko się ze sobą zmieszały i stały się nieskuteczną masa mięsa armatniego, co wyraźnie widać w słowach Brygadiera Essame z 49. DP" "Wszystko szło dobrze do momentu, w którym rozpoczął się ostrzał. Wtedy kolumnę natychmiast spowiła chmura pyłu, w której niemożliwością było dojrzeć nawet światła następnego pojazdu kilka metrów dalej", Gdy rozpoczęto ostrzał, wskazówki kompasów natychmiast zwariowały i urządzenie te stały się bezużyteczne" Wielkie cienie czołgów majaczyły we mgle, padały pytania, "kto jedzie?". Wydawało się, że trałowce czołgowe, niszcząc miny były wszędzie, a ramiona ich żurawi torujące drogę pośród ciemności jedynie potęgowały poczucie chaosu". W rezultacie, część z oddziałów kanadyjskich przemieszała się z naszymi. Załoga jednego z ich czołgów spędziła z nami resztę nocy". Oddziały te po nalocie ok. 500 bombowców miały ruszyć do w południe, ale na skutek błędu lotnictwa zbombardowano również własne oddziały i atak został przesunięty na godziny popołudniowe. Alianci przez wykorzystanie przewagi liczebnej chcieli przełamać opór niemiecki, ale się ich atak spotkał się z silnym oporem niemieckim i sprzymierzeni ponieśli znaczne straty, które jednak w ciągu kilku godzin uzupełnili i już następnego dnia zaatakowały ponownie Niemców. 10 sierpnia po bezskutecznych szturmach na wielokrotnie mniejsze sił wroga, alianci zakończyli operację "Totalize". Niemcy mimo powstrzymania natarcia alianckiego na północy, byli jednak bezradni wobec sił amerykańskich, które już 10 sierpnia zbliżali się do Argentan. Wielkim problemem dla wojsk 3. i 1. Armii okazały się potężne korki na drogach, niż opór wroga. 12 sierpnia 5. DPanc. wdarła się do Argentna i tam zatrzymała się - kocioł pod Falaise nie został domknięty. Amerykanów od tego miasta dzieliło zaledwie 18 kilometrów, które mogły pokonać dość szybo ponieważ na drogę tego natarcia Niemcy nie mogliby skutecznie się bronić, bo nie mieli czym. Gen. Bredley obawiał się, że rozciągnięte amerykańskie siły nie zdołają otrzymać wszystkich pozycji, a wojska brytyjskie zmienią swój kierunek natarcia widząc, że amerykanie zrobili, co trzeba. Montgomery widząc, że amerykanie stoją i czekają na ruch swoich sprzymierzeńców z regionu Caen postanowił atakować ponownie na Falaise. Atak w ramach planów operacji "Tractable" atak miał rozpocząć się 14 sierpnia, ale na skutek wyjątkowo silnego nalotu amerykańskiego wojska alianckie poniosły tak duże straty, że nie mogły przystąpić do ataku, sytuacja Niemców była również kiepska. Po nocnym uzupełnieniu strat poniesionych w trakcje nalotu, 15 sierpnia wojska sprzymierzonych ruszyły do ataku, mając w pamięci rozkaz wydany 14 sierpnia przez Naczelnego Dowódcę Sił Ekspedycyjnych generała Eisenhowera: "Szczęście idzie w parze tylko z najwyższym poświęceniem, zdecydowaniem i szybkością działania..., Jeżeli każdy zrobi to, co do niego należy, może okazać się, że ten tydzień będzie doniosłym tygodniem w dziejach tej wojny - niezwykle pomyślnym, owocnym dla nas, zgubnym dla ambicji nazistowskich tyranów". 17 sierpnia Kanadyjczycy w końcu wdarli się do Falaise, a Polacy zajęli okolice miasteczka Trun i Barou. Tego samego dnia II Korpusowi kanadyjskiemu w tym głównie polakom nakazano, by zamknęli kocioł, w którym miała znaleźć się dwie niemieckie armię. Polska 1. DPanc. uderzyła w kierunku miasta Chambios oraz wzgórz Mont Ormel. Następnego dnia w południe pozycję zostały zajęte, a wojska polskie zaczęły sie tam okopywać na wzgórzach, które przeszły do historii pod nazwami "Maczuga" i " Buława".



Amerykanie, choć nie prowadzili działań mających w celu zamknąć kocioł pod Falaise, odczuwali dość mocno nacisk niemieckich wojsk starających się wyrwać z tej pułapki w regionie Argentna. Agresywny Patton, prosił Bradleya o pozwolenie na natarcie w kierunku wojsk polsko-kanadyjskich, jednak w obawie o to, żeby nie doszło do bratobójczych walki, zabronił mu tego. Bradley obawiał się, że wojska 3. Armii wpadną przez szybkie i gwałtowne natarcie pod ogień 1. Armii kanadyjskiej i 2. Armii brytyjskiej. Jednak główny powodem była obawa, że wojska amerykańskie wkroczą na teren pomiędzy Argentan a Falaise, który został zaminowany bombami zegarowymi, a "zmiana strefy bombardowania zajęłaby nam wiele czasu"- tłumaczył Bradley. Poza tym Bradley obawiał się wydłużenia i zwężenia linii frontu Pattona, które jeszcze bardziej zostałyby narażone na ataki nieprzyjaciela z "kotła". Bezradny Patton, wysłał wiec sowiej najlepsze jednostki w kierunku Sekwany. W tym czasie sytuacja Niemców stawała się dramatyczna, pętla wokół ich sił zaciskała się, a rozkaz do odwrotu nie padł. W dodatku wydarzenia 15 sierpnia okazały się kosztowne dla Niemców, wtedy to gen. von Kluge stracił łączność z swoimi wojskami, co doprowadziło powstania chaosu wśród Niemców. Gdy łączność został przywrócona, jedynym miejscem, przez które mogły wycofać się dwie amie niemieckie były wzgórza Mont Ormel. Hitler pod naciskiem OKW w końcu wydał rozkaz do odwrotu i powołał na stanowisko głównodowodzącego na zachodzie powołał Feldmarsz. Waltera Modela, jednak było już za późno na jakiekolwiek działanie. Model nie mógł nic zrobić, tylko liczyć na cud, który nie nadszedł. Niemcy w dramatyczny sposób starali się utrzymać przerwę w okolicach Chambois. Ściśnięci w coraz mniejszym kotle byli bezlitośnie bombardowani przez lotnictwo oraz ciągle ostrzeliwani przez artylerię. Wycofujące się w dzień odziały niemieckie ponosiły ogromne straty, a na drogach odwrotu dochodziło do rzezi, gdy niemiecka piechota była bezlitośnie atakowana przez masy alianckich czołgów i samolotów. "To było straszne. Szczególnie dla rannych, którzy jęczeli z bólu. Kiedy słyszało się, jak mężczyźni wołali "mamo!"; albo "zabierz mnie ze sobą, nie zostawiaj mnie tutaj! Mam w domu żonę i dzieci. Wykrwawię się na śmierć!" - takie wspomnienia z tej bitwy spisał Porucznik Gunther Materne. Obraz piekła, w jakie dostała sie armia niemiecka pokazuję chorąży Hans Erich Braun z 2. Dywizja Pancerna zamkniętej w kotle: "Niemające końca wybuchy... Żołnierze przyzywający nas machaniem rąk, błagający o pomoc"; Trupy z twarzami wykrzywionymi agonią, skulone w okopach i schronach... Oficerowie, którzy stracili panowanie nad sobą... Płonące pojazdy, z których dobiegały rozdzierające krzyki... Jakiś kulejący żołnierzy, podtrzymujący wnętrzności, które wylewały mu się z jamy brzusznej... Żołnierze leżący w kałużach własnej krwi"; Ręce i nogi oderwane od ciał. I inni, którzy oszaleli, płakali, wrzeszczeli, przeklinali, śmiali się histerycznie. I konie niektóre nadal zaprzężone do rozbitych wozów, próbujące uciec z miejsca kaźni na kikutach nóg. Przy drodze leżeli też cywile obładowani pakunkami, często nieprzedstawiającymi żadnej wartości, tkwiącymi w kurczowo zaciśniętych martwych rękach. Niedaleko skrzyżowania ogień z karabinów maszynowych zaskoczył grupę mężczyzn, kobiet i dzieci. Nie sposób zapomnieć widoku ich otwartych, szklanych oczu i twarzy zniekształconych bólem. Roztrzaskane wózki dziecięce i postrzępione lalki walały się wokół.". W dodatku Niemcy wycofywali się przez dwa mosty na rzece Dives, które były ciągle atakowane przez lotnictwo i artylerię. Amerykanie po kilkudziesięciu godzinach przerwy w końcu ruszyli do natarcia i wbijali się w niemieckie pozycję od południa, a wojska polskie i kanadyjskie wspierane prze brytyjską artylerię skutecznie broniły "korka" normandzkiego. Mimo dramatycznej sytuacji, duża część wojsk niemieckich zdołała się wyrachować z okrążenia. Alianci widząc, że spod nocą ucieka im armia niemiecka, przeszli do ostatecznego ataku i 19 sierpnia ostatecznie całkowicie otoczyli Niemców. O dziwo, już nocą z 19 na 20 sierpnia niemiecki teoretycznie rozbity II KPanc. SS zaatakował od zewnątrz siły kanadyjskie i polskie broniące się w okolicach Trun. W tym samym czasie korzystając z zamieszania okrążone siły niemieckie miały zaatakować od wewnątrz i wyrwać się z kotła. Niemcy atakowali cała noc i dzień, atakując aliantów małymi grupkami wojsk pozbawionymi wsparcia pancernego i artyleryjskiego. Niektóre jednostki przebijały sie przez linię obronne i uciekły z kotła, lecz duża część została powstrzymana. Niemiecki atak z zewnątrz, okazał sie zaskoczeniem dla sprzymierzonych, w czego rezultacie otoczony i odcięty został 10. PSK w Chambois i zgrupowanie pancerne ppłk. Szydłowskiego na Mont Ormel ze składu 1. DPanc. gen. Maczka. Przez cały dzień Polacy walczyli na dwa front, od wschodu atakowani przez II KPanc. SS a od zachodu przez oddziały próbujące wydrzeć sie z kotła. Wieczorem 20 sierpnia sytuacja Polaków stała się dramatyczna, zaczynało brakować zaopatrzenia, amunicji, a liczba zabitych i rannych gwałtownie rosła. Jednak na odsiecz Polakom rankiem następnego dnia przybyły oddziały kanadyjskie oraz amerykańskie.