Bitwa na Łuku kurskim nie skończyła się przegraną Niemiec, lecz
stanowiła porażkę, która oznaczała zbyt wydatne obniżenie potencjału
pancernego, którym Niemcy mogliby pokonać wroga. Gdyby tak, jak niektórzy historycy
komentują, Rosjanie złamali kręgosłup armii Hitlera, Alianci Zachodni
nie zdążyliby wylądować w Normandii, a Hiszpanie mówiliby dzisiaj po
rosyjsku.
Bitwa, która miała być wykończeniem Czerwonej Armii, stała się
początkiem końca niemieckiej armii.
Jak do tego doszło i dlaczego ten temat zawsze dziwi z perspektywy tylu
lat, pomimo lepszego przygotowania, udziału Mensteina i Guderiana,
niemieckiej techniki wojskowej i tylu sukcesów na froncie wschodnim,
opisuję poniżej.
"Wódz przeżywał głęboko tragedię, nie tylko dlatego, że potwierdziła ona
jego rażącą niekompetencję jako zwierzchnika, lecz także dlatego, że był
niezmiernie poruszony jako człowiek losem żołnierzy, którzy, wierząc mu
bezgranicznie, walczyli do ostatka z taką odwagą i poświęceniem". Tak w
swoich wspomnieniach zapamiętał dzień 6 lutego 1943 roku feldmarszałek
Erich von Manstein, który przybył do Kętrzyna naradę z Adolfem Hitlerem.
Dyktator był mocno poruszony tym, co działo się na froncie południowym.
Armie niemieckie zaczęły ponosić spektakularne klęski, a 1 lutego 1943
roku skapitulowała 6. Armia gen. Friedricha Paulusa w oblężonym
Stalingradzie. Wiadomo jednak po latach, że Hitlerowi niczego nie było
szkoda i przełknął Stalingrad, aby uderzyć w rejon morza Kaspijskiego.
To cyniczne zachowanie, nie tylko nie przyniosło zamierzonego skutku,
lecz oznaczało śmierć dla 90 tysięcy Niemców w rosyjskich łagrach. Dziś
wiadomo, że kocioł stalingradzki, Hitler potraktował jako związanie sił
wroga i zamiast okrążyć go, wybrał nowy kierunek ataku, mimo iż stanowił
tzw. odkrycie z flanki, cała eskapada pod El Brus mogła zakończyć się
odcięciem od sił głównych. Nadarzała się okazja ponownego powrotu do gry
na Łuku Kurskim, gdzie każdy wiedział, iż jest to okazja
nie do pogardzenia.
Rejon "łuku kurskiego" nadawał się idealnie do zniszczenia dużych sił
Armii Czerwonej, co w zamyśle sztabu niemieckiego mogło doprowadzić do
odzyskania inicjatywy na froncie wschodnim. W przypadku zwycięstwa, na
tym froncie mogłoby dojść do względnej równowagi sił; równocześnie
pozwoliłoby to uniknąć pozycyjnej wojny obronnej i przejść do
inicjatywy.
Część niemieckich dowódców była przeciwna przeprowadzeniu
takiej operacji, gdyż wiązało się z dużym ryzykiem w przypadku jej niepowodzenia. Hitler liczył jednak, iż nowe modele czołgów PzKpfw V
Panther i PzKpfw VI Tiger przeważą szalę zwycięstwa na stronę Niemiec.
Czołgi te istotnie przewyższały radzieckie T-34, jednakże pierwsze ich
modele miały jeszcze wiele wad wieku dziecięcego, a ponadto nie przeszły
chrzestu bojowego.
Operacja na Łuku Kurskim została opatrzona kryptonimem Zitadelle.
Była to ostatnia niemiecka ofensywa na froncie wschodnim o wyraźnym
charakterze strategicznym. Niemcy wycofywali się pod naporem Rosjan aż
do lini Dniepru. W
lutym 1943 roku sowieci pchnęli w ten rejon wojska trzech frontów:
Południowego, Południowo-Zachodniego i Woroneskiego, które zaczęły
odbijać coraz więcej terenu. Sytuacja byłaby dla Wehrmachtu
beznadziejna, gdyby nie umiejętności feldmarszałka E. von Mansteina.
Zebrał on znaczne siły pancerne i wykonał przeciwuderzenie (Bitwa o
Charków) rozbijając siły uderzeniowe Frontu Południowo-Zachodniego i
Woroneskiego, a następnie ruszył za nimi w pościg. Zatrzymały go dopiero
wiosenne roztopy, co doprowadziło do powstania charakterystycznego
układu linii frontu w okolicach Kurska. W tym tzw. "łuku kurskim"
stacjonowały wojska sowieckie otoczone z dwóch stron przez niemieckie
oddziały. Od północy groziły im wojska Grupy Armii "Środek"
(feldmarszałek von Kluge), a od południa siły Grupy Armii "Południe"
(von Manstein).
Przez kilka miesięcy Niemcy szykowali się do uderzenia w tym rejonie. Jednak tak szerokie przygotowania niemieckie nie
umknęły uwadze radzieckiego wywiadu i Armia Czerwona przygotowała na
głównych kierunkach niemieckiego uderzenia wiele linii obrony. Już 1
kwietnia 1943 agent radzieckiego wywiadu wojskowego Sįndor Radó "Dora"
przekazał Moskwie pierwsze szczegóły planowanej operacji pod Kurskiem.
Później również informował GRU o przesunięciach pierwotnych terminów
ataku[1]. W rejon "łuku kurskiego" sprowadzono świeże siły. Spod
Stalingradu ściągnięto zwycięskie wojska Frontu Dońskiego, które pod
nową nazwą Frontu Centralnego (gen. Rokossowski) miały powstrzymać atak
Grupy Armii "Środek". Pobity przez Mansteina Front Woroneski (gen.
Watutin) także otrzymał wzmocnienie z zadaniem przeciwstawienia się
grupie uderzeniowej Grupy Armii "Południe". Równocześnie Rosjanie
przygotowali odwody, które zostały użyte w momencie gdy postęp sił
niemieckich został zatrzymany. Wzmocniono fronty: Zachodni (Wasilij
Sokołowski) i Briański (Markian Popow), a także wystawiono całkowicie
nowy, rezerwowy Front Stepowy pod dowództwem gen. Koniewa. Wot, ruskich
swołoczy zawsze mnogo.
Bitwa pod Kurskiem miała być kolejnym zwrotem operacyjnym,
nawet jeśli Hitler wzdragał się przed nadaniem jej statusu
priorytetowego. Jego początkowy zapał stopniowo gasł, a dyktator chyba
przewidywał, iż "Cytadela" może zakończyć się tragicznie.
Zwiad wskazywał, iż rejon kurski został umocniony i doskonale
przygotowany do obrony. Pojawiły się również kłopoty z dostawami i
jakością sprzętu. Generalny inspektor wojsk pancernych, gen. Heinz
Guderian, twierdził, iż planowaną na maj ofensywę należy odłożyć i
zaczekać aż technikom uda się opracować lepsze i sprawniejsze czołgi.
"Pantery" miały rzekomo sporą ilość usterek, a ich ilość nie była
jeszcze wystarczająca. Fabryki nie nadążały z produkcją na front
wschodni, gdzie Niemcy masowo tracili sprzęt. 4 maja Hitler spotkał się
ze swoimi dowódcami. Debata na temat operacji "Cytadela" przerodziła się
w burzliwe dyskusje, a głównym antagonistą Zeitzlera stał się Guderian.
Także Manstein z niewielkim entuzjazmem podchodził do rewolucyjnych
planów. 10 maja w Berlinie doszło do historycznej rozmowy. Wezwany
Guderian oznajmił führerowi: "Po co w ogóle chce pan atakować na
wschodzie w tym roku? Jak pan sądzi, ilu ludzi ma choćby pojęcie, gdzie
leży Kursk? Światu jest najzupełniej obojętne, czy utrzymamy Kursk, czy
nie. Czy w ogóle musimy atakować na wschodzie w tym roku?". Wśród
obserwujących rozmowę zapanowała konsternacja, a w jeszcze większe
zdumienie wprawił ich sam Hitler, stwierdzając, iż robi mu się
niedobrze, gdy pomyśli o "Zitadelle". "W taki razie pańska reakcja jest
prawidłowa - replikował Guderian - Proszę to sobie darować". Efektem
coraz większych rozterek dyktatora były kolejne opóźnienia względem
pierwotnego planu. O ile w kwietniu sądzono, iż uda się zorganizować
uderzenie 3 maja, o tyle teraz minął tydzień od pierwotnego terminu, a o
natarciu nikt realnie nie myślał, pozostawiając to kwestii przyszłości.
Kolejne dni nie zwiastowały przełomu w planach niemieckich. Wydawało
się, iż pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami operacji "Cytadela" nastał
czas wątpliwego remisu. Maj był zresztą fatalnym miesiącem dla planów
uderzenia. Niemcy nie wiedzieli, że ich plany znane są wywiadowi
alianckiemu, który na bieżąco informuje Sowietów o postępach w
planowaniu. W maju do Stalina kilkukrotnie spływały raporty Sįndora Radó,
który starał się określać terminy inwazji w rejonie Kurska. Jednocześnie
Kwatera Główna cały czas pracowała nad linią defensywną, a marsz.
Gieorgij Żukow dokonał syntezy niemieckiej myśli taktycznej w raporcie
dla Stalina. Już 12 kwietnia do Kwatery Głównej spłynął
znamienny dokument, w którym czytamy: "Intencją wroga będzie
przeprowadzenie zbieżnych ataków z rejonu Biełgorodu w kierunku
północno-wschodnim oraz z rejonu Orła w kierunku południowo-wschodnim, z
zamiarem okrążenia naszych sił na zachód od linii Biełgorod-Kursk". A
innego można było się spodziewać, ataku na Moskwę?
Ruscy jeszcze w kwietniu rozpoczęli gorączkowe przygotowania
do bitwy, Żukow przerzucał kolejne dywizje, wzmacniał je
czołgami, sądząc, że to właśnie siły pancerne rozegrają starcie między
sobą. W okresie od maja do lipca na umocnienia radzieckie nieustannie
spadały niemieckie bomby. Luftwaffe z pasją atakowała lotniska wroga i
przemieszczające się oddziały, ale nie przynosiło to szczególnego
efektu.
Jednak bitwa zaczęła się 5 lipca 1943 niemieckim uderzeniem z północy i
południa w kierunku na Kursk. Wojska niemieckie przełamały kilka pasów
radzieckiej obrony (najwięcej na odcinku południowym), gdzie nacierały
dywizje Waffen-SS, ale głęboka obrona radziecka wyhamowała niemieckie
natarcie. Przełomowym momentem bitwy była pancerna bitwa pod Prochorowką
(12 lipca), w której doborowe dywizje SS zostały zatrzymane, a następnie
zmuszone do odwrotu (16 lipca) przez Armię Czerwoną.
Armia Czerwona, aby maksymalnie wykrwawić atakujących Niemców, zanim
sama przeszła do natarcia, przygotowała w miejscach spodziewanego
uderzenia przeciwnika obronę głęboką miejscami na 40 km, z setkami
tysięcy min różnego rodzaju, 6.000 dział przeciwpancernych i 1.000
wyrzutni rakiet "Katiusza". Na dodatek w odpowiedniej chwili niemiecki
dezerter wydał Rosjanom datę i godzinę planowanego rozpoczęcia natarcia.
Będąc w posiadaniu tego ostatniego już fragmentu informacji o planach
wroga, artyleria Armii Czerwonej odezwała się jako pierwsza,
bombardując niemieckie punkty formowania oddziałów szturmowych kilka
minut przed wyznaczonym czasem ataku. W ten sposób rozpoczęła się ta
ogromna, rozciągnięta na wielkiej przestrzeni, rozbita na setki drobnych
potyczek, konwulsyjna bitwa. Jeszcze trudniejszą uczynił ją ulewny
deszcz, który zmienił miękkie pola zbożowe wokół Kurska w trzęsawiska.
Hitler oczekiwał błyskawicznego zwycięskiego natarcia sił pancernych, w
którym szturmowe kolumny Grupy Armii "Południe" i "Środek" przejadą się
na swych odcinkach po obronie sowieckiej, by triumfalnie połączyć się w
środku kurskiego worka, zamykając wielkie siły czerwonoarmistów w
pułapce. Nic takiego się nie stało. Natarcie Mansteina, umiejętnie
wsparte przez fale sztukasów, rozwijało się lepiej, choć jego początkowe
postępy zostały wyhamowane przez miękką ziemię, pola minowe, ataki
samolotów i zawzięty opór czołgów, artylerii i piechoty obrońców.
Po 48 godzinach zajadłych walk Niemcy wdarli się na tym kierunku 11 km w
głąb trzech sektorów obrony sowieckiej. Potem 4 armia pancerna Hotha
nagłym potężnym pchnięciem ruszyła do przodu w takim stylu, że poważnie
zaniepokoiło to Watutina i spowodowało, że Stalin interweniował
osobiście, nakazując wzmocnienie obrony odwodami pancernymi. Przez
przelotną chwilę wydawało się, że ryzykowna gra Führera przyniesie
Niemcom sukces.
Wkrótce jednak, w serii zajadłych pojedynków, w których sowieckie
niezwykle operatywne, wyrastające wszędzie jak spod ziemi czołgi średnie
T-34 zademonstrowały swe zdolności niszczenia najnowszych modeli
czołgów przeciwnika, zwycięski marsz Hotha został zatrzymany. 9 lipca
szczyt niemieckiego klina na południu znalazł się 32 km od linii startu.
Straty Niemców były bardzo ciężkie, a ci co przeżyli straszliwie
zmęczeni walką. Kursk pozostawał poza ich zasięgiem, choć Manstein nic
chciał jeszcze w to uwierzyć.
Na północy 9 armia Modela nie osiągnęła nawet takich sukcesów.
Pierwszego dnia jej czołówka posunęła się o 10 km i dla wielu jednostek
to było wszystko, co mogły osiągnąć w tej operacji. Cztery dni później
część czołgów Modela znalazło się 19 km w głębi linii sowieckich, ale
nawet ich zdecydowane poczynania przeciw zawziętej obronie były zaledwie
cieniem operacji w stylu "Blitzkriegu".
Gdy operacja "Cytadela" załamywała się na przemyślnie skonstruowanym
systemie sowieckiej obrony, Hitler dowiedział się, że 10 lipca
Brytyjczycy i Amerykanie wylądowali na Sycylii i że załamanie Włoch,
łącznic z obsadzonymi przez nich Bałkanami, jest już możliwością
wyraźnie rysującą się w najbliższej przyszłości. W dwa dni później
marszałek Żukow uruchomił pierwszą fazę swej długoplanowej letniej
ofensywy natarcie w okolicach Orła, na północ od wybrzuszenia kurskiego,
które zagroziło wyjściem Rosjan na tyły 9 armii Modela. Po tygodniu
ciężkich walk, bez żadnej perspektywy przełamania obrony przeciwnika na
którymś z odcinków, Hitler, jak się wydaje, zdecydował się zrezygnować z
"Cytadeli" i przerzucić część oddziałów z Rosji na nowe fronty w
południowej Europie. Jak zwykle Hitler w najtrudniejszych momentach
na froncie, swoimi decyzjami pomagał aliantom.
Podczas gdy Model próbował wydostać się z kotła na północy, Manstein
przekonywał Hitlera, by pozwolił mu kontynuować natarcie na południu,
wierząc, że wkrótce przebije się przez linie obrony Watutina. Były to
złudne nadzieje - Hitler ostatecznie zrozumiał to 25 lipca, kiedy to
definitywnie zakończył operację "Cytadela", której los był już i tak
przesądzony. Fakt, że właśnie usłyszał o odsunięciu Mussoliniego od
władzy, niewątpliwie również wpłynął na jego decyzję.
Następne przeciwnatarcie Rosjan przygwoździło, a następnie zepchnęło do
tyłu pozostałości niemieckich jednostek szturmowych tej
nieprzemyślanej
kampanii.
W
nadchodzących tygodniach taki sam nieustępliwy nacisk Armii
Czerwonej odczuły inne kluczowe punkty frontu wschodniego. Ku zdumieniu
Niemców była ona teraz lepiej dowodzona, wyposażona i znacznie bardziej
ufna w swe własne siły niż, kiedykolwiek przedtem. Ruscy
po dwóch latach klęsk, ograli się w walce i zaczęli kopiować strategię Niemców.
Do listopada Rosjanie odbili swe główne miasta: Charków, Smoleńsk, Kijów
i zepchnęli przeciwnika o ponad 320 km na zachód, nie zatrzymując się na
linii tzw. "Muru Wschodniego", który miał osłonić Niemcy przed atakiem
ze wschodu.
Były to wielkie fortyfikacje ziemne, zbudowane w pośpiechu;
bez żadnych szans na skuteczność, gdy stało się jasne, że siły
niemieckie, pozbawione uzupełnień, pojazdów pancernych, samolotów,
paliwa, z rozciągniętymi liniami zaopatrzenia narażonymi na ciągłe
ataki partyzantki, będą musiały wycofać się i przegrupować. Nazistowska
maszyna propagandowa zrobiła wokół Muru Wschodniego wiele szumu,
ogłaszając go bastionem, na którego szańcach padną pokotem
komunistyczne armie.
W rzeczywistości był on praktycznie bezużyteczny
przy ówczesnym sposobie prowadzenia wojny.
Operacja Zitadelle obu stronom przyniosła olbrzymie straty. Guderian
ocenił tę sytuację: wskutek niepowodzenia operacji Zitadelle ponieśliśmy
zdecydowaną klęskę. Wojska pancerne, uzupełnione z tak wielkim trudem,
doznały ciężkich strat w ludziach i sprzęcie i stały się na długo
niezdolne do walki. Możliwość przywrócenia we właściwym czasie ich siły
bojowej dla obrony na froncie wschodnim stała pod znakiem zapytania.
Operacja była zbyt oczywista, główne kierunki natarcia mało finezyjne,
pogoda i pora roku niezbyt zachęcające, oraz nowe i nieprzetestowane w
boju czołgi stanowiły główną przyczynę porażki. Te jednak są niczym w
starciu z kompletną abnegacją Hitlera, jego nieprzemyślaną strategią i
zupełną ignorancją faktów. Widać, staruszek zaczął szwankować od zbyt
dużych dawek heroiny i myliły mu się makiety wojskowe ze stołami do
ruletki. Ponadto Niemców zgubiła pycha, nie sądzili że Rosjanie tak
szybko nauczą się taktyki od swoich wrogów, nie mówiąc już o bzdurnej
filozofii aryjskiej.
Reasumując; mitem jest twierdzenie, iż Niemcy przegrali pod Kurskiem,
należałoby stwierdzić iż porażka na łuku spowodowała pogłębianie się
przewagi Ruskich w taktyce, jak również w każdym rodzaju broni i ilości
wojska. Dla Niemców straty były niepowetowane, pomimo iż zadali większe
straty ruskim; dla Rosjan ważniejsze były straty w sprzęcie, bo wiadomo
ludzi u nich mnogo. Dalsze kontynuowanie natarcia mogłoby skończyć się
tak dużymi stratami, iż pomimo zwycięstwa trzeba byłoby skapitulować
następnego dnia, gdyż nie byłoby czym walczyć.
Jednak istnieją również inne poglądy co do tego, która bitwa w dziejach
świata była największą bitwą pancerną. Ukraiński pisarz Wiktor Suworow
sugeruje, że była nią bitwa graniczna w dniach 23-27 czerwca 1941 roku w
rejonie Dubna, Łucka i Równego, gdzie doszło do wielkiej bitwy
radzieckich korpusów zmechanizowanych z niemiecką 1 Grupą Pancerną gen.
Kleista. Rosjanie przegrali , co może być przyczyną tak intensywnego
nagłaśniania przez stronę rosyjską wydarzeń na łuku kurskim.
Bitwa pod Kurskiem, była ostatecznym przejęciem inicjatywy na polu
walki, której III Rzeszy, dzięki Hitlerowi, nigdy nie udało się
odzyskać.

Niemcy:
(użyte) Czołgi - 3.500 (stracone) 1.400 - 40%
(użyte) Działa - 10.000 (stracone) 1.500 - 15%
(użyte) Samoloty - 2.000 (stracone) 200 - 10%
(użyte) Ludzie - 500.000 (stracone) 25.000 - 5%
Sowieci:
(użyte) Czołgi - 8.400 (stracone) 6.130 - 73%
(użyte) działa - 26.000 (stracone) 5.200 - 20%
(użyte) samoloty - 3.500 (stracone) 1610 - 46%
(użyte) Ludzie - 1.370.000 (stracone) 253.500 - 18,5%