Rozpoczynając wojnę światową armia niemiecka dysponowała dwoma standardowymi
rodzajami sprzętu przeciwpancernego: rusznicą i małokalibrowym działkiem ppanc.
Używano dwóch typów rusznic: PzB 38 (Panzerbuchse) oraz wprowadzonego na
przełomie 1939/1940 typu PzB 39, obydwa na specjalną amunicję 7,92 mm.
wspomniane działko nosiło nazwę PAK 36 (Panzerabwerkanone), miało kaliber 37 mm
co odpowiadało rozwiązaniom powszechnie wówczas stosowanym we wszystkich armiach
(por. polska armata ppanc. wz. 36, kał. 37 mm). Już wówczas sprzęt ten nie miał
zadowalających osiągów, ale pierwszy rok wojny rozegrany w błyskawicznych
kampaniach nie wymusił jeszcze wprowadzenia nowych typów broni. W 1940 roku
wyprodukowano jednak czołgi odporne na działanie wspomnianych broni ppanc.
(brytyjskie Mk II Matilda i Mk III Valentine, sowieckie, jeszcze w fazie prób
T-34 i KW).
Początkowo Niemcy rozwijali klasyczne armaty ppanc. — jedną z nowych konstrukcji
była armata ppanc PAK 38, kał. 50 mm, która w sprzyjających warunkach (odl. 250
m, kąt trafienia 0°) mogła przebijać nawet 141 mm opancerzenia, niemniej
rozpoczęcie kampanii rosyjskiej wykazało nieprzydatność tej broni do zwalczania
wprowadzonych do walki (jeszcze w małych ilościach) nowych czołgów sowieckich.
Rozpoczęto więc prace nad nową armatą, tym razem o kalibrze 75 mm i długiej
lufie — tzw. PAK 40, która do uzbrojenia weszła jednak dopiero z początkiem 1942
roku. Był to świetny sprzęt, pozwalał na nawiązanie równorzędnej walki z T-34
już na dystansie 1 km (przebijał 82 mm pociskiem podkalibrowym, nawet przy kącie
trafienia 30°), ale wzrosły jego gabaryty a masa osiągnęła 1,5 tony, przez co
utracono podstawowy atut broni ppanc. dużą ruchliwość i łatwe ukrycie w terenie.
Aby zmniejszyć masę broni ppanc. próbowano wykorzystać patenty E. Gerlicha,
wprowadzając serię armat o stożkowym przewodzie lufy:
Schwere Panzerbuchse 41, kał. 28/20 mm, leichte Panzerjagerkanone 41, kał.
42/28, oraz Panzerabwehrkanone 41, kał 75/55 mm. charakteryzowała je wielka
prędkość początkowa pocisku (o specjalnej konstrukcji) przy małych rozmiarach i
ciężarze, produkcja jednak luf o zwężającym się przewodzie i specjalnych
pocisków pociągała za sobą olbrzymie problemy technologiczne i materiałowe,
uniemożliwiając tym samym masową produkcję. (Warto dodać osiągi tych armat: PzB
41 — 52 mm pancerza na 500 m, kąt trafienia 30°, 1e. PzJK 41 — 72 mm pancerza w
tych samych warunkach, PAK 41 145 mm pancerza na 1000 m, kąt 30°).
Wspomniane armaty wyprodukowano w niewielkich ilościach wprowadzając je do
uzbrojenia w 1942 r. i użytkując do wyczerpania zapasu amunicji, lub zużycia
lufy — co następowało po kilkuset strzałach.
Oczywiście aby załatać wyłom nakazywano używanie artylerii polowej (działo
piechoty 1e. IG różnych wzorów, kał. 75 mm, haubica 1e. FH 18, kal. 105 mm) czy
nawet armat plot 88 mm — skądinąd ten model był w stanie zniszczyć T-34 z odl. 2
km. Wprowadzono też nowe rodzaje pocisków — podkalibrowe. Były to tylko
półśrodki nie rozwiązujące problemu. W krytycznej sytuacji piechurowi
pozostawała ryzykowna próba zniszczenia czołgu za pomocą wiązki (1+6) granatów
ręcznych St. Hgr 24 lub 39 ewentualnie EiGr 39, lub innych równie prymitywnych i
nieskutecznych metod. Lukę tę miały załatać opracowane specjalnie do
standardowej nasadki (Schiessbecher) na karabinek Gew. 98k, przeciwpancerne
granaty nasadkowe: klein Gewehr Panzer Granate gross Gew.Pz.Gr, wreszcie gross
Pz.Gr 43. Miały one ładunek kumulacyjny, ale osiągany efekt był mizerny: w
zależności od rodzaju granatu można było osiągnąć przebicie 30 do 80 mm pancerza
na maks. dystansie 75 m. Wobec takich rezultatów wprowadzono wkrótce przerobiony
z wycofanych z linii rusznic PzB 39 specjalny granatnik GzB 39, okazało się
jednak, że broń ta ma niewiele lepsze osiągi balistyczne (maks. zaś. skuteczny —
80 m). Jako środek uzupełniający wprowadzono od 1943 r. ręczny kumulacyjny
granat ppanc. PWM 1/L. W sprzyjających okolicznościach ten 1 kg granat był w
stanie przebić 150 mm pancerza z odległości rzutu. Rychło pojawił się nowy
granat H. Hol. Gr 3 Kg, tzw. magnetyczny, z ładunkiem kumulacyjnym, rolę
stabilizatora przejął zespół silnych magnesów mających spowodować "przylepienie"
się granatu do pancerza czołgu w ostatniej fazie lotu. W warunkach pola walki
zapewniał on przebicie 110 mm pancerza, za to przylej wadze zmniejszyła się
wydatnie odległość rzutu.
Opisany pobieżnie rozwój niemieckiej broni ppanc. nie wniósł istotnych innowacji
i jasnym było, że trzeba wprowadzić do uzbrojenia sprzęt spełniający następujące
warunki: — masowa, łatwa i tania produkcja, — maksymalna prostota obsługi, —
maksymalna skuteczność. Osiągnięto to w drodze opracowania dwóch nowych broni:
pancerzownicy rakietowej, skopiowanej z amerykańskiej Bazooki oraz
indywidualnego, jednorazowego granatnika ppanc. Obydwa te rodzaje broni
opracowała a później produkowała firma HASAG.
Wspomniana firma Hugo Schneider Aktien Gesellschaft dysponowała 10 zakładami
produkcyjnymi na terenie Niemiec (oraz przejęła jeden zakład w okupowanej Polsce
— Kielce), główne biuro konstrukcyjne mieściło się w macierzystych zakładach
HASAG Lampenfabrik w Lipsku. Opracowanie problemu broni ppanc. piechoty zlecono
jednemu z tamtejszych inżynierów dr. Langwielerowi. Jego prace doprowadziły do
powstania w ciągu 1942 r. tzw. Faustpatrone (nabój pięściowy). Była to głowica o
ładunku kumulacyjnym osadzona w krótkiej rurze i miotana ładunkiem prochowym.
Faustpatrone miał doskonałe wyniki jeśli chodzi o przebijalność, pozostawało
tylko opracować sposób jego bezpiecznego wystrzeliwania. Na przełomie 1942/43
roku pojawiło się ostateczne rozwiązanie: przedłużono rurową wyrzutnię,
skonstruowano mechanizm odpalający i prosty celownik, oraz nadkalibrową głowicę
stabilizowaną aerodynamicznie. Od sierpnia 1943 r. rozpoczęto dostarczanie
Panzerfaust 30 klein, a wkrótce potem również Panzerfaust 30. Głównym
producentem była wspomniana firma HASAG— broń tę wykonywały dwa zakłady:
w Lipsku, używający kodu ,"wa" i w Schlieben, kod ,"wk". Nie oznacza to, że byli
to jedni producenci, znane są Panzerfausty pochodzące z firmy Warz i Sp,
Metallwarenfabrik G.m.b.H z Zella-Mehlis (kod „ca", kooperantem (dostawa rur z
miękkiej stali) były zakłady Volkswagena w Fallersieben, a nawet Zakłady
Oerlikon w Zurychu.
Od października 1943 r. produkować miano miesięcznie 100 000 szt. wersji 30 k i
200 000 szt. wersji 30. Obydwa typy miały identyczny zasięg (30 m do celu
ruchomego), identyczną wyrzutnię i urządzenie odpalające, różniły się kalibrem
głowicy i zdolnością przebicia: model 30: kaliber 150 mm, zdolność penetracji —
200 mm, model 30k: kaliber 100 mm, penetracja — 150 mm. Dane te odnoszą się do
dystansu 30 m i kąta trafienia 30° i wynika z nich, że było możliwe zniszczenie
każdego czołgu owej epoki. Zapewniał to ładunek kumulacyjny wykonywany z
heksolitu (stop trotylu z heksegonem), później również tylko z trotylu. Efekt
kumulacyjny wzmagała wkładka o odpowiednim kształcie, wykonana z miękkiej blachy
stalowej (miedzi ze względu na koszty nie stosowano). Dla polepszenia własności
aerodynamicznych głowica miała czepiec balistyczny, detonowana była prostym
zapalnikiem bezwładnościowym uderzającym w spłonkę osadzoną w małym ładunku
pobudzającym Zlindladung 34. Zapalnik był dodatkowo zabezpieczony (przed
przypadkowym zadziałaniem) przez spiralną sprężynkę — a cały w/w zespół
znajdował się załadunkiem kumulacyjnym. Aby ustabilizować lot pocisku dołączono
doń krótki drewniany drążek, do którego przybijano prostokątne lub trójkątne
blaszki (ze sprężynującej, denkiem blachy) — pełniły one rolę brzechw
aerodynamicznych po opuszczeniu wyrzutni przez pocisk.
Rura-wyrzutnia wykonana była z miękkiej stali i była trwale połączona z
mechanizmem odpalającym i celownikiem. Wewnątrz rury umieszczano tekturowy
pakiet prochem, jako ładunek miotający. Koniec rury zatkany był kartonową
pokrywką, zabezpieczającą przed przypadkowym zapchaniem przewodu wyrzutni —
przy strzale wyrzucało go ciśnienie gazów prochowych. Mechanizm odpalający
składał się z iglicy ze sprężyną, przycisku spustowego, bezpiecznika, nadto
dźwigni napinającej, będącej zarazem celownikiem. Działanie bezpiecznika
polegało na zasłonięciu kanału ogniowego wiodącego od spłonki do ładunku
prochowego. Jeśli tuleja bezpiecznika została przekręcona o 1/4 obrotu,
odsłaniał się kanał ogniowy.
Niezwykle prosta była obsługa tej broni. Nawet nieprzeszkolony żołnierz był w
stanie ją wykorzystać posłużywszy się prostymi instrukcjami nalepianymi na
głowicy. Ważne było ścisłe przestrzeganie odpowiednich środków bezpieczeństwa, o
czym przypominały stosowne napisy. Do oddziałów Panzerfausty dostarczano w
drewnianych skrzyniach, z odpowiednimi oznakowaniami (np. Panzerfaust klein), po
4 sztuki ,,pięści pancernych" i pudełko kartonowe ze spłonkami i pobudzaczami.
Przed użyciem należało zdjąć głowicę i założyć pobudzacz ze spłonką i ponownie
osadzić ją w wyrzutni. Przygotowanie uzbrojonej w ten sposób ,,pięści pancernej"
wymagało już tylko wyjęcia zawleczki i podniesienia dźwigni celownika. O ile nie
trzeba było strzelać natychmiast, broń była jeszcze zabezpieczona, jeśli strzał
należało oddać natychmiast, należało przekręcić bezpiecznik o 90° i nacisnąć
guzik spustowy. Do celowania służył wysztancowany w kształcie X otwór w dźwigni
napinającej. Jego trzy wycięcia odpowiadały (od dołu poczynając) 20, 30, 40
metrom, jako muszki należało użyć najwyższego punktu głowicy. Złożenie się do
strzału było możliwe tylko z oparcia o ramię (sposób zalecany przez instrukcję)
lub z pod pachy, strzelanie leżąc było zbyt niebezpieczne. Powodowało to spore
niedogodności w czasie walki — dla oddania strzału trzeba było się podnieść
przynajmniej do pozycji klęcząc, lub co najmniej do pasa wychylić się z okopu.
Wszystko to wynikało z faktu, że z rurą wyrzutni w momencie strzału rozciągała
się 3-metrowa ,,strefa śmierci" wytworzona przez wyrzucane do tyłu gazy prochowe
z resztkami korka. Podawano, że całkowicie bezpieczna odległość za strzelającym
wynosi 10 m, należało też zwracać uwagę na przeszkody znajdujące się za
strzelcem — mogły one odbić strumień gazów, a nieprzestrzeganie tego warunku
spowodowało wiele wypadków. Minimalną wolną przestrzeń instrukcja określała na
jeden metr, a przypominać o tym wszystkim miał malowany na czerwono lub czarno
(a więc kontrastujący z tłem — piaskowym lub rzadziej oliwkowym, takimi bowiem
kolorami malowano tę broń) napis: Starker Feuerstrahl! Vorsicht! Dla celów
szkolenia produkowano też modele ćwiczebne, bez ładunku kumulacyjnego
Panzerfaust 30 klein Ub Bl i 30 Ub Bl.
Panzerfausty natychmiast znalazły zastosowanie na wszystkich frontach (zwłaszcza
wschodnim) okazując swoją wysoką skuteczność działania. W okresie październik
1943 -lato 1944 produkowano opisane wyżej modele, jednocześnie pracując nad
uproszczeniem technologii i zwiększeniem zasięgu, co zaowocowało wprowadzeniem
modelu 60, który zastąpił latem 1944 całą dotychczasową produkcję. Model ten
zasadniczo powielał rozwiązania stosowane w Panzerfauście 30. Identyczna była
głowica, dodano tylko nit pełniący rolę muszki, dla lepszej widoczności był on
oznaczony białą farbą. Zwiększenie zasięgu spowodowano poprzez wzrost wagi
ładunku miotającego, który nadawał teraz głowicy prędkość początkową 40 m/s
zamiast dotychczasowych 27 m/s. Największych zmian dokonano w mechanizmie
odpalającym: składał się on teraz z zespołu dwóch dźwigni spustowej i
celowniczej, nadto z płaskiej sprężyny z bolcem. Po wyjęciu zawleczki stawiało
się celownik do góry, a naciśnięcie dźwigni spustowej podrywało w górę sprężynę
z bolcem, która następnie uderzała w spłonkę inicjującą działanie ładunku
miotającego. Opisane rozwiązanie umożliwiało wytwarzanie wszystkich części
mechanizmu z wytłoczek blaszanych, potaniając i znakomicie przyśpieszając
produkcję. Model 60 był dostarczany nieuzbrojony, spłonki z pobudzaczem pakowano
osobno. Obsługa była identyczna jak w poprzednich wzorach, głowicę przed
wypadnięciem zabezpieczała płaska blaszka z otworem — po uzbrojeniu, głowicy już
nie zabezpieczano. Nastawy celownika, wykonane jako prostokątne wycięcia ze
szczerbinką, odpowiadały teraz 30, 60 i 80 m — ta górna nastawa przynosiła
efekty jedynie przy strzelaniu do celów nieruchomych, przy słabym wietrze.
Od listopada 1944 równolegle ruszyła produkcja Panzerfausta 100, który był
identyczny w szczegółach, ale miał większy ładunek miotający podzielony na dwie
części, tak aby zapewnić równomierny wzrost ciśnienia gazów prochowych.
Maksymalny zasięg wzrósł w ten sposób do 100 (150) m. (Nastawy celownika: 30,
60, 80, 150 m). Jednocześnie zaczęto dostarczać tę broń już uzbrojoną w spłonkę
i pobudzacz, a więc gotową do natychmiastowego użycia po wyjęciu ze skrzyni —
tym samym musiały wzrosnąć środki ostrożności stosowane przy jej przewożeniu i
składowaniu. Co ciekawsze mimo tej innowacji nadal wykorzystywano stare zapasy
nalepek z instrukcją nakazującą uzbrojenie głowicy. Na początku 1945 r.
przygotowano dwa nowe modele Panzerfaustów 150 i 200. We wzorze 150 wprowadzono
istotną nowość — wielokrotne użycie rury wyrzutni. Przekonstruowana (o
zmniejszonym do 105 mm kalibrze) głowica bojowa była teraz trwale złączona z
ładunkiem miotającym. Rura wykonana z materiału o podwyższonej wytrzymałości
miała żywotność obliczaną na 10 strzałów — była to istotna oszczędność, do tej
pory traktowano ,,pięść pancerną" jako sprzęt jednorazowego użytku, porzucany po
wystrzeleniu. Mimo, że optymistycznie zakładano zbieranie rur z pobojowisk,
przebieg działań wojennych pokazał jak dalece mylne były te rachuby. Powtórnego
załadowania modelu 150 dokonać mógł sam użytkownik Przewidywano użycie tej broni
także do celów żywych, w tym celu opracowano specjalną żeliwną skorupę, którą
osadzało się na głowicy. Przy wybuchu ulegała ona rozerwaniu rażąc odłamkami.
Model ten wszedł jeszcze do produkcji, ale z powodów trudności z transportem nie
został użyty w walce. Kolejny Panzerfaust, oznaczony 250 pozostał tylko w sferze
projektów: miano zastosować w nim zwiększony ładunek oraz odpalanie elektryczne,
ponieważ zakończyły się działania wojenne, nie ujrzał nigdy światła dziennego.