II wojna światowa z perspektywy władz politycznych i wojskowych miała być powtórzeniem "cudu nad Wisłą" z poprawką, że cud ten miał dotyczyć Zachodu. Naprędce zawarte sojusze z Wielką Brytanią, Francją i Rumunią miały czynić z naszego kraju mocarstwo lokalne, które będzie się w stanie obronić od wschodu lub zachodu, nikomu nie przyszło do głowy, że możemy się znaleźć w sytuacji jak z przed zaborów . Klęska militarna i polityczna była skutkiem podejścia do kwestii bezpieczeństwa w mocno wyidealizowany sposób i uparcie broniącego honoru, jak też każdego centymetra ziemi. Dokładnie ten sam błąd kilka lat później powtórzył Hitler, ze znanym zakończeniem.

Efektem tego, było zupełne osamotnienie Polski przez trzydzieści sześć dni wojny i potem do końca wojny. Zagłada odrodzonego państwa, któremu dane było istnieć na mapie Europy jedynie przez dwadzieścia jeden lat, było konsekwencją polityki oderwanej od realiów, co wiązało się z układaniem wielkich planów obrony, równie nierealnych. Polska nie tylko strategicznie miała bardzo złą granice z Niemcami, ale jak się w toku wojny okazało wróg natarł z każdej strony, z północy i zachodu - Niemcy, z południa - Niemcy i Słowacy, ze wschodu zaś Rosjanie i Ukraińcy. Trudno dzisiaj podejrzewać władze ówczesnej Polski, że nie były w stanie zauważyć przygotowań naszych sąsiadów do wojny. Czyżby Polska zamiast służb wywiadowczych, opierała się tylko o sojusze strategiczne z Wielką Brytanią i Francją? Wiadomo, że siła militarna jest uzupełnieniem polityki, tak więc postawiono na siłę militarną, definiując jednego wroga.

Armia polska, choć liczebna, była niedostatecznie wyposażona i zacofana technicznie. Dowódcy, w rękach których spoczywał los żołnierzy, którzy decydowali o przebiegu działań wojennych, nie zawsze potrafili sprostać sytuacji, w której się znaleźli. Plan obrony, tak ważny dla początkowej fazy wojny, okazał się nienajlepszy, co spowodowało, że popełnionych już na samym początku wojny błędów nie dało się naprawić. A właśnie te trzy czynniki - armia, dowodzenie i plan obrony, decydują o możliwości wygrania lub przegrania wojny. Najważniejszym z nich wydaję się być plan obrony, gdyż to on właśnie ma za zadanie dopracować strategię obrony, odpowiednio do możliwości mobilizacyjnych państwa, siły armii, zaplecza gospodarczego i wojskowego, warunków geograficznych, sytuacji politycznej i zawartych sojuszów.
Polski plan "Zachód" również opierał się na powyższych założeniach. Jednakże przystępując do jego opracowania musiano pokonać szereg trudności i problemów. Należało wybrać główną pozycję obrony, podzielić wojsko na związki operacyjne i przydzielić im odpowiednie siły, wydzielić odwody i wyznaczyć im miejsca koncentracji, przeprowadzić kompletną mobilizację, stworzyć ośrodki zapasowe, które byłyby w stanie odtwarzać uszczuplone oddziały. Wreszcie trzeba było zapewnić zaopatrzenie armii w materiały wojenne, które musiały być dostarczane z zagranicy, osłonić ważne centra przemysłowe, wyznaczyć zadania dla poszczególnych armii i opracować plan dalszej wojny. Ponadto opracowując plan "Zachód" musiano wziąć pod uwagę długość granicy z Niemcami, jej ukształtowanie oraz naturalne przeszkody, które stanowiłyby dogodny teren do obrony oraz przewidzieć ewentualne kierunki ataku nieprzyjaciela. Należało też przeliczyć "siły na zamiary", czyli uwzględnić realia - siłę naszej armii, możliwość stawiania długiego oporu i ewentualną interwencję zbrojną Francji oraz Wielkiej Brytanii. Podstawowymi problemami były jednak: długość naszych granic, ich ukształtowanie oraz stosunki z naszymi sąsiadami.
Na początku lat dwudziestych, kiedy to zakończył się proces powstawania II Rzeczypospolitej, kiedy zostały wyznaczone jej granice, Polska sąsiadowała z sześcioma państwami: Niemcami, Litwą, Łotwą, Związkiem Radzieckim, Rumunią i Czechosłowacją. Spośród nich jedynie stosunki z Rumunią były dobre, co owocowało obustronną współpracą. Natomiast z pozostałymi naszymi sąsiadami musieliśmy toczyć walki i spory, co spowodowało, że o dobrosąsiedzkich stosunkach, przynajmniej w najbliższym czasie, można było zapomnieć. Niemcy nie pogodziły się ze stratą tzw. polskiego korytarza, który dla nich składał się nie tylko z Pomorza - Prus Zachodnich, ale także z Wielkopolski i części Śląska. Najdotkliwsza dla nich była wynikająca z tej sytuacji separacja Prus Wschodnich. Czechosłowacja torpedowała próby porozumienia, wiedzą, że to oznaczałoby mniejsze lub większe ustępstwa terytorialne na rzecz Polski, na co zgodzić się nie chciała. Spór o Śląsk Cieszyński, Spisz i Orawę zakończony niekorzystnie dla strony polskiej, wciąż pozostawał żywy, czego najlepszym przykładem jest rok 1938. Z kolei Litwa rościła sobie pretensje do Wileńszczyzny i części województwa białostockiego. W obrębie swego terytorium widziała takie miasta jak Wilno, Grodno, Suwałki czy Lida. Z Łotwą powstał spór o Kurlandię, lecz został on załagodzony i nie stanowił kości niezgody między Polską i Łotwą. Z czasem współpraca polsko-łotewska rozwinęła się, co szczególnie uwidoczniło się na płaszczyźnie wojskowej. Z naszym wschodnim sąsiadem - Związkiem Radzieckim, o dobrych stosunkach, które wynikałyby z chęci a nie z przymusu, czy konieczności, nie było nawet co marzyć. W społeczeństwie polskim wciąż żywe byłe wspomnienia roku 1920 i wojny polsko-bolszewickiej. Polska była więc w większości otoczona państwami, które rościły sobie pretensję do jej terytorium. Na ogólną długość granic - ponad pięć i pół tysięcy kilometrów, jedynie granice z Rumunią i Łotwą - łącznie prawie 450 kilometrów, były pewne i bezpieczne. Natomiast pozostałe pięć tysięcy kilometrów stanowiły granice niepewne, wręcz "płonące", wymagające ciągłej o nie troski. W ten sposób niepodległy byt II Rzeczypospolitej był ciągle zagrożony.
Zmiany w sytuacji geopolitycznej Polski przyniósł okres jesień 1938 - wiosna 1939 roku. Z mapy Europy zniknęła Czechosłowacja, a większość jej terytorium dostało się pod niemiecką okupację. Skorzystała na tym i Polska, która włączyła do swojego terytorium sporne obszary oraz Węgry, które poprzez aneksję Rusi Zakarpackiej stały się naszym sąsiadem. Powstało również nowe państwo - Słowacja, które stało się niemieckim satelitą.
Przełom lat 1938/1939 przyniósł Polsce granicę z Węgrami, co wydłużyło bezpieczny pas granic, lecz jednocześnie została okrążona od południa, które w przyszłości stać się miało miejscem wypadowym Wehrmachtu. Z kolei większość polskich planów i koncepcji obrony granicy z Niemcami stała się nieaktualna. Należało opracować nowy, aktualny plan, który uwzględniałby już nową sytuację geopolityczną. Rozpoczęły się więc prace nad planem "Zachód", do których przystąpiono jeszcze podczas końcowej fazy opracowywania planu "Wschód". Kiedy został on zakończony, natychmiast, angażując maksymalne środki, rozpoczęto studia nad planem obrony na wypadek wojny z Niemcami.
Wydarzenia z października 1938 i marca 1939 roku, chociaż o tym nie wiedziano, rozpoczęły wyścig z czasem, który toczył się pomiędzy coraz bardziej napiętą sytuacją międzynarodową i polskimi sztabowcami, którym powierzono zadanie opracowania planu "Zachód". Tym samym proces powstania planu obrony przeciw Niemcom został zapoczątkowany.

Wschód czy Zachód?
Jednym z najważniejszych czynników, które wpłynęły na powstanie planu "Zachód", było dostrzeżenie zagrożenia, które rodziło się na zachodzie. Fakt ten spowodował zmianę orientacji polskich kół wojskowych, które przez niemal cały okres istnienia II Rzeczpospolitej, za największego wroga uważały Związek Radziecki. Nie oznaczało to jednak, iż nie podejmowano żadnych studiów w zakresie ewentualnych działań przeciw naszemu innemu sąsiadowi - np. Niemcom, gdyż takowe istniały. Jednakże poglądy te spowodowały, że cały ciężar prac sztabowych i fortyfikacyjnych aż do 1939 roku przeniesiony był na wschodnie ziemie Polski. Natomiast na zachodzie podejmowano głównie prace o charakterze terenowym i lokalnym. Wszelkie plany, aż do połowy lat trzydziestych, zakładały, iż ewentualna wojna przeciwko Niemcom, będzie wojną ofensywną i koalicyjną. Zaufanie jakie pokładaliśmy we Francji powodowało, że Niemcy nie stanowiły tak dużego zagrożenia, jak Związek Radziecki.
W Polsce żywa była pamięć o nie tak dawnej wojnie z naszym wschodnim sąsiadem. Ponad to przez cały okres dwudziestolecia międzywojennego na wschodniej granicy dochodziło do walk z uzbrojonymi bandami, którym schronienie często zapewniał Związek Radziecki. Powodowało to ciągłe zagrożenie Kresów i troskę władz zarówno państwowych, jak i wojskowych, o zapewnienie tym terenom bezpieczeństwa. Ponadto Polska nie wyrażała aspiracji do terenów znajdujących się za naszą wschodnią granicą, stąd też dokładano wysiłków aby zachować istniejący stan rzeczy. Budowano więc fortyfikacje, opracowywano studia, wreszcie stworzono plan "Wschód", który zawierał strategię wojny na wypadek ataku Związku Radzieckiego. Istniał jeszcze jeden ważny powód, który sprawiał, iż największe zagrożenie dla Polski stanowił Związek Radziecki. Była nim Armia Czerwona, druga co do wielkości, militarna potęga Europy. Dlatego też wszelkie studia operacyjne tworzone z myślą o innym obszarze działań wojennych niż front wschodni, były albo krótkimi planami wojny prewencyjnej lub lokalnej, albo były rozwiązania tymczasowymi, które na pełną realizację musiały czekać aż do chwili zakończenia prac nad planem "Wschód".
Diametralne zmiany w polskiej strategii przyniosły lata 1938-1939. Wtedy to Niemcy zaanektowały Sudety, zajęły Czechy i Morawy, tworząc z nich protektorat, stworzyły Słowację oraz przystąpiły do organizowania armii słowackiej. Tym samym Polska została okrążona dodatkowo od południa, co pogorszyło nasze położenia strategiczne. Niemcy z kolei uzyskali dogodne podstawy do ataku na Centralny Okręg Przemysłowy oraz wschodnie tereny II Rzeczypospolitej. W ten sposób takie miasta jak Przemyśl czy Lwów, znalazły się w strefie frontowej i nie mogły stanowić już głębokiego zaplecza wojskowego. Następstwa października 1938 i marca 1939 roku skłoniły naczelne władze wojskowe Polski do opracowania planu obrony, na wypadek wojny z Niemcami, która z miesiąca na miesiąc stawała się coraz bardziej realna. Porzucono jednocześnie wszelkie studia operacyjne dotyczące wschodnich ziem II Rzeczypospolitej. Tym samym nastąpiło przeorientowanie się ze Wschodu na Zachód. Dostrzeżono wreszcie zagrożenie płynące z ekspansywnej polityki Trzeciej Rzeszy, lecz niestety dla Polski było wtedy za późno. Zabrakło środków, pieniędzy a przede wszystkim czasu na dopracowanie planu "Zachód". Te braki bez wątpienia będą głównymi jego minusami.

Granica
Długość i ukształtowanie granicy polsko-niemieckiej miało zasadniczy wpływ na założenia planu "Zachód". Wyznaczała ona bowiem możliwe kierunki natarcia nieprzyjaciela, rejony koncentracji sił głównych i odwodów strategicznych, jednocześnie warunki terenowe wskazywały pierwsze linie obrony. Granica państwowa mimowolnie była również pierwszą linią frontu, która wyznaczała następne. Trudno więc, omawiając plan "Zachód", pominąć to zagadnienie. Granica polsko-niemiecka ustalona została w oparciu działania dyplomatyczne - paryska konferencja pokojowa i plebiscyty, oraz militarne - powstanie wielkopolskie i trzy śląskie. Tworzona z myślą o zasadzie samostanowienia, stała się tworem sztucznym, nienaturalnym, narzuconym i krzywdzącym. Wykrystalizowała się ostatecznie w roku 1922, kiedy to Polska przejęła przyznane jej decyzją Rady Ambasadorów terytoria. Nie miała ona żadnego oparcia naturalnego, a jej przebieg wyznaczały linie, które oddzielały Polaków od Niemców, ale też i Polaków od Polaków i Niemców od Niemców. Błędem byłoby jednak myślenie, iż to ludzie poprzez plebiscyty wyznaczyli granicę, która na prawie dwadzieścia lat miała rozdzielać narody polski i niemiecki. Nie możemy przecież zapomnieć, że najwięcej do powiedzenia mieli ludzie wielkiej polityki, którzy często nie mając nawet pojęcia o problemie, wykazując zupełną ignorancję, potrafili zmienić kształt granicy państwowej - np. tak powstało Wolne Miasto Gdańsk - pomysł Lloyda George'a. Proces tworzenia granicy polsko-niemieckiej miał przysłowiowe dwie strony medalu. Jedną tworzyli ludzie, którzy wrzucając swój głos do urny, wierzyli, że decydują o przynależności swojej miejscowości do Niemiec lub Polski, drugą stanowią ówcześni wielcy tego świata, którzy w zadymionych gabinetach, pochyleni nad mapami, rozstrzygali o ostatecznym przebiegu granicy. Co wyszło z takiej mieszanki?
Po pierwsze koncepcja granicy etnicznej okazała się kompletnym fiaskiem. Nie udało się bowiem uniknąć powstania dużych grup mniejszości narodowych w obu państwach. Po drugie granica polsko-niemiecka została podzielona na dwa odcinki, których łączna długość wynosiła 1912 km, z czego odcinek zachodni (granica z Niemcami właściwymi) liczył 1305 km, a północny (granica z Prusami Wschodnimi) 607 km. Pomiędzy nimi znajdowało się polskie Pomorze oraz Wolne Miasto Gdańsk, które jednak w wypadku wojny z Niemcami stawało się również bazą wypadową dla Wehrmachtu. Tak więc w tym przypadku granica polsko-niemiecka powiększała się o kolejne 139 km. Po trzecie wyznaczona linia nie miała wielkiego oparcia w rzeźbie terenu, a dodatkowo w wielu miejscach rozdzielała kompleksy leśne i miejskie, co było ze stratą dla gospodarczego rozwoju tych regionów.
W sumie granica polsko-niemiecka liczyła 2152 km. Po aneksji Czech i Moraw przez Trzecią Rzeszę oraz utworzeniu przez nią marionetkowego państwa słowackiego jej długość powiększyła się o kolejne 624 km. Łącznie dawało to 2776 km zagrożonego odcinka. Do jego obrony wg poglądów francuskich potrzebne było 925 dywizji, a wg polskich od 138 do 277 dywizji. Przerastało to wielokrotnie możliwości armii polskiej, która liczebnie była w stanie wystawić około 100 dywizji przeliczeniowych, których zresztą nie byłaby w stanie odpowiednio wyposażyć.
Ukształtowanie granicy polsko-niemieckiej było bardzo niekorzystne dla Polski, a dla Niemiec wręcz odwrotnie. Stwarzało ono bowiem możliwość ataku z północy, zachody i południa, co dawało okazję na wyprowadzenie uderzeń na tyły polskiego frontu. Najgroźniejsze były kierunki północny i południowy, gdyż stwarzały szansę na szybkie okrążenie armii polskiej, jeszcze na obszarze na zachód od Wisły oraz groziły wtargnięciem na głębokie zaplecze Polski. Taka konfiguracja granicy była najbardziej niebezpieczna dla dwóch regionów Polski - Pomorza i Wielkopolski. Pomorze "wcięte" pomiędzy Prusy Wschodnie, W. M. Gdańsk i Pomorze Niemieckie na długości 140 km, stopniowo zwężało się, co powodowało, że na przestrzeni 80 km jego szerokość wynosiła niespełna 40 km, a w najwęższym miejscu zaledwie 15. Przecięcie tak wąskiego pasa mogło nastąpić już w ciągu pierwszych godzin wojny, co w efekcie oznaczało odcięcie wybrzeża od reszty kraju. W takiej sytuacji obrona baz morskich, zabezpieczenie działań marynarki wojennej i dostaw morskich z Zachodu, jak również lądowa obrona wybrzeża, pozostawały problematyczne. Jednocześnie Pomorze było jedynym obszarem Polski, który mógł zostać zaatakowany z dwóch części Niemiec i przez to zostać okrążonym. Brak mu było naturalnej przeszkody, która mogłaby zapewnić obronę całemu obszarowi. Wisła i Kanał Bydgoski mogły pełnić taką funkcję, ale tylko częściowo, gdyż dawały one zabezpieczenie jedynie na linii Grudziądz - Chełmno - Bydgoszcz - Nakło. Ponadto wojska niemieckie mogły zaatakować ją tyłu, wyprowadzając uderzenie pomiędzy Grudziądzem a Brodnicą. Niebezpieczeństwo stwarzał również korytarz pomiędzy Wisłą i Wartą. Operujące w nim wojska niemieckie mogły odciąć całe Pomorze oraz Wielkopolskę, którą to mogły też łatwo zaatakować. Tak więc ukształtowanie granicy powodowało, że istniało wielkie niebezpieczeństwo odcięcia w pierwszych dniach wojny całego Pomorza i Wielkopolski.
Innymi terenami II Rzeczpospolitej, które były zagrożone przez niekorzystną konfigurację granicy, były Mazowsze i Śląsk. Mazowszu groziły "wiszące" nad Polską od północy Prusy Wschodnie. Najkrótsza odległość między nimi a Warszawą wynosiła zaledwie 100 kilometrów. Jednocześnie powyżej Wisły nie było żadnej poważnej przeszkody terenowej, którą można by było wykorzystać do stawiania dłuższego oporu. Tym samym główną linią obrony dla wojsk polskich na Mazowszu była Wisła, lecz oparcie o nią frontu oznaczało prawie uniemożliwienie odwrotu wojskom z Pomorza. Śląsk z kolei został zagrożony dopiero w 1939 roku. Nowy kształt granicy dał możliwość armii niemieckiej okrążenia tego przemysłowego regionu Polski poprzez uderzenie na Częstochowę i przez linię Karpat, co dodatkowo zwiększało możliwość wyboru głębokości okrążenia.
Przebieg granicy powodował, że jedynie trzy regiony Polski dawały możliwość długiej obrony, w oparciu o przeszkody naturalne. Były to Podhale, któremu dogodne warunki obrony stwarzały Karpaty, północna część Polski na odcinku Narew - Biebrza - Kanał Augustowski - Puszcza Augustowska oraz Ziemia Wieluńska, która na odcinku Sieradz - Częstochowa miała oparcie w rzekach Warta i Widawka.
Podsumowując ukształtowanie granicy polsko-niemieckiej należy stwierdzić, iż dawała ona armii niemieckiej możliwość wyboru miejsca i kierunku ataku, a przez to szansę okrążenia całej armii polskiej lub jej części. Jednocześnie cała zachodnia Polska była obszarem, który znajdował się w strefie działania Luftwaffe. Z kolei armia polska chcąc zapewnić chociaż symboliczną obronę całej granicy musiała zostać bardzo rozciągnięta, a to nie gwarantowało stawiania długotrwałego oporu. W takiej sytuacji przed planem "Zachód", stało wiele trudnych do rozwiązania problemów.

Koncepcje prowadzenia wojny z Niemcami do 1939 roku
Jak już wielokrotnie wspominałem cały wysiłek planistyczny, aż do 1939 roku skupiony był na wschodzie. Dlatego też studia przeciw Niemcom miały charakter doraźny i tymczasowy. I choć większość z nich po roku 1938, a nawet wcześniej, straciła na aktualności, to warto im się przyjrzeć bliżej, gdyż oddają one ogólne tendencje polskiej myśli wojskowej tamtego okresu. Ważnym powodem, dla którego chciałbym omówić szerzej to zagadnienie, jest chęć wskazania pewnych błędów popełnionych przy opracowywaniu planu "Zachód", a które wynikały z niedostatecznego uwzględnienia nowej sytuacji strategicznej i były niejako "obciążeniem" po starych już wówczas koncepcjach.
Do roku 1925 istniały cztery warianty wojny z Niemcami - trzy ofensywne, pomyślane jako interwencje karne w porozumieniu z mocarstwami zachodnimi, oraz jeden defensywny opracowany w wielu podobnych wersjach na wypadek ataku ze strony Niemiec. Plan obrony w swojej najwcześniejszej postaci uległ modyfikacjom już w latach 1919-1922. Wpływ na to miał proces kształtowania się granicy zachodniej i północnej II Rzeczypospolitej. Pierwsze plany opracowane w czerwcu 1919 roku przez Naczelne Dowództwo Wojska Polskiego i generała Paula Henrysa, nie uwzględniały obrony Pomorza i części Suwalszczyzny. Podyktowane to było ideą maksymalnego wyprostowania frontu, który na północnym odcinku miał przebiegać mniej więcej na linii Bydgoszcz-Wilno. Również oba dzieliły armię polską na cztery fronty - Litewsko - Białoruski, Mazowiecki, Wielkopolski i Południowo - Zachodni, oraz umieszczały główny odwód strategiczny w rejonie Łódź - Kutno. Te podstawowe koncepcje zostały też po części wykorzystane w kolejnym planie obrony granicy polsko-niemieckiej.
Podjęte w latach 1921-1923 studia wykazały słabość armii niemieckiej. Z kolei Polska mogła czuć się silna, gdyż łączyły ją dobre stosunki z Czechosłowacją, Rumunią, a przede wszystkim z Francją. Te podstawowe założenia miały decydujący wpływ na nową koncepcję obrony granicy polsko-niemieckiej, która otrzymała nazwę "Podstawy do planu obrony Polski do roku 1925", jej autorem był wspomniany już generał Henrys. Plan ten opierał się na następujących założeniach:

Niemcy w pierwszej kolejności będą chciały odebrać Śląsk, Pomorze i Wielkopolskę, a dopiero później rozpoczną generalną ofensywę w kierunku Warszawy.
Do wykonania powyższych zadań Niemcy rzucą (mimo narzuconych klauzul) swoje główne siły -tj. około 30 dywizji.
Wojsko Polskie będzie stosować działania zaczepno-obronne i ściśle współpracować z koalicjantami (przede wszystkim z armią francuską).
Armia polska osiągnie przewagę nad niemiecką przez skoncentrowanie 42 dywizji.
Generał Henrys przewidywał, iż w pierwszym etapie obrona Pomorza i Wielkopolski będzie miała charakter przejściowy, a stacjonujące tam wojska zostaną wycofane na linię Wieluń - Koło - Toruń - Grudziądz. Manewr taki miał zapewnić odgięcie skrzydeł i skrócenie frontu w celu podjęcia generalnych ofensyw na Śląsk i Prusy Wschodnie oraz rozbicia głównych sił niemieckich. Zakładał także opanowanie trzech dzielnic: Pomorza Niemieckiego, Prus Wschodnich i Śląska, co miało poprawić ogólną sytuację strategiczną Polski przez wytyczenie nowej granicy, która byłaby zbliżona do granicy dzisiejszej. Końcowym etapem planu miała być wielka ofensywa na Berlin.
Stosownie do planu gen. Henrysa Sztab Generalny przystąpił do opracowywania nowego planu mobilizacyjnego "S", który powstał na przełomie lat 1925/1926. Przewidywał on wystawienie 30 dywizji piechoty, 4 kawalerii i 5 samodzielnych brygad kawalerii, które miały być ześrodkowane i gotowe do działań w 12 dni od momentu powstania zagrożenia.
W latach 1923 - 1935 do obrony przed agresją niemiecką istniał "Plan Foch". Został on opracowany w latach 1923 - 1924 przez ówczesnego szefa Sztabu Generalnego gen. Stanisława Hallera, na podstawie rozmów marszałka Piłsudskiego z marszałkiem Fochem. Pokrywał się on niemal całkowicie z planem gen. Henrysa. Zakładał więc on etapowość działań, skrócenie linii frontu, zajęcie Śląska, Prus Wschodnich i ewentualnie Pomorza, przeprowadzenie ofensywy na Berlin w końcowej fazie działań. Uwzględniał on też działania armii francuskiej i czechosłowackiej, gdyby ta włączyła się do konfliktu po stronie koalicji.
Do roku 1936 polskie plany wojny z Niemcami przewidywały dwa możliwe warianty działań zbrojnych. Pierwszy zakład atak armii polskiej w ramach sojuszniczej ekspedycji karnej, która miałaby na celu ukaranie Niemiec za złamanie międzynarodowych zobowiązań. Drugi przewidywał, iż to Niemcy zaatakują Polskę, a wtedy po okresie defensywy (z możliwością utraty niektórych terytoriów) miała nastąpić polska ofensywa, która przyniosłaby szereg zdobyczy terytorialnych. Obie te koncepcje opierały się na dwóch najważniejszych założeniach: armia polska będzie działać wraz z armią francuską oraz będzie silniejsza od sił zbrojnych Niemiec. Aktualność tych dwóch czynników była więc podstawą do realizacji polskich koncepcji obrony granic zachodniej i północnej. Jednak zmieniająca się sytuacja międzynarodowa oraz pogarszający się stan wojska polskiego wymusiło zmiany w polskich studiach operacyjnych.
W dniu 16 marca 1935 roku Hitler wypowiedział klauzule traktatu wersalskiego, które ograniczały zbrojenia niemieckie i wprowadzenie powszechnego obowiązku służby wojskowej. Jednocześnie armia niemiecka w okresie od kwietnia 1934 roku do października 1935 roku wzrosła niemal czterokrotnie. W jej składzie zaczęło pojawiać się coraz więcej związków pancernych i zmotoryzowanych. W tym samym czasie pełniący obowiązki szefa Oddziału I Sztabu Głównego ppłk dypl. J. Sierosławski, wystąpił z inicjatywą kontroli wyposażenia materiałowego wojska na stopie wojennej. Okazało się wówczas, że plan mobilizacyjny "S" jest pełen zaniedbań i niedociągnięć. Armia zmobilizowana według tego planu byłaby nie dozbrojona i źle przygotowana materiałowo, a braki w wyposażeniu zamykały się w setkach milionów złotych. Dodatkowo panował chaos organizacyjny. Ten alarmujący stan zmusił naczelne władze wojskowe do podjęcia odpowiednich kroków, aby poprawić sytuację armii. Najpilniejszym zadaniem stało się opracowanie nowego planu mobilizacyjnego. Jednocześnie zabrano się za opracowywanie nowych wytycznych dla planu wojny z Niemcami. Zmiany te zostały wymuszone przez wzrastające w siłę Niemcy, jak również coraz bardziej widoczną słabość i zacofanie armii polskiej.
Zmieniający się układ sił spowodował, iż należało na istniejący plan wojny nałożyć poprawki, i to znaczne. W roku 1935 przystąpiono do opracowywania nowego planu mobilizacyjnego ("W") oraz podjęto na rozkaz Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych gen. dyw. Edwarda Rydza-Śmigłego, prace nad tzw. studiami terenowymi frontu zachodniego. Były one opracowywane przez dwa zespoły. Jeden tworzyli generałowie: Berbecki, Bortnowski, Kutrzeba i Rómmel, a drugi Sztab Generalny. Jakkolwiek pomysł wprowadzenia nowego planu mobilizacyjnego był bardzo dobry, to sposób opracowywania studiów operacyjnych frontu zachodniego wydaje się być nietrafiony. Zaważyła na tym koncepcja odgórna, która przewidywała, iż studia te będą tymczasowym planem na wypadek wojny z Niemcami, aż do ukończenia planu "Wschód". Tym samym uniemożliwiało to podjęcie większych i konkretniejszych prac nad prawdziwym planem wojny z Niemcami. Zaznaczyć jednak trzeba, iż mimo zaangażowania tak skromnych środków, efekty były bardzo dobre. W marcu 1936 roku gen. Kutrzeba opracował studium nad możliwościami wojennymi Polski i Niemiec, które dobitnie wykazywało, iż z każdym zbliżającym się rokiem przewaga Niemiec będzie rosła. Jednocześnie gen. Kutrzeba przestrzegał, że jeśli do 1935 roku Polska mogła myśleć o narzuceniu zwycięskiej wojny Niemcom, tak teraz może się jedynie bronić, a od 1940 roku nie będzie w stanie prowadzić wojny nawet obronnej. Poczynione studia zostały przedłożone Generalnemu Inspektorowi w czerwcu 1936 roku pod nazwą "Studium Niemcy", które miał być prowizorycznym planem operacyjny na wypadek wojny z Niemcami, do czasu ukończenia planu "Wschód". Założenia studium zostały uzgodnione z szefem francuskiego Sztabu Generalnego gen. Gamelinem, w czasie wizyty Rydza-Śmigłego w Paryżu, w sierpniu 1936 roku oraz rewizyty gen. Gamelin w Warszawie, jeszcze w tym samym roku. "Studium Niemcy" do przełomu lat 1938/1939 były jedynym wariantem prowadzenia ewentualnej wojny. Główne założenia na jakich zostało oparte są następujące:
1. Niemcy zakończą całkowite zbrojenia dopiero w 1942 lub 1943 roku (a co ze studium gen. Kutrzeby?) a do agresji przejdą nie wcześniej niż w 1940 roku.
2. Wojska niemieckie przejdą do działań ofensywnych na trzech głównych kierunkach: z Pomorza w kierunku na Kutno i Skierniewice, z Prus Wschodnich na Warszawę i Dęblin oraz z Górnego Śląska na Częstochowę i Piotrków.
3. Wojnę Polska będzie prowadzić przy przychylnym stanowisku państw sąsiednich - Rumunii, Czechosłowacji i Związku Radzieckiego.
4. Ofensywa francuska ruszy najwcześniej w trzecim tygodniu po wybuchu konfliktu, więc przez pierwszy etap wojny Polska będzie walczyć osamotniona.
5. Wojna ze strony Polski miała mieć charakter defensywny, aczkolwiek w sprzyjających warunkach miano przejść do ofensywy w Prusach Wschodnich.
Armia polska miała wg "Studium Niemcy" obsadzić granicę kordonowo, zgrupowana w pięciu armiach - "Warszawa", "Pomorze", "Poznań", "Łódź" i "Odwodowa", i dwóch Oddziałach Wydzielonych - "Grodno" i "Śląsk". Obronę polskiego Wybrzeża powierzono Lądowej Obronie Wybrzeża. Granicę wschodnią miał osłaniać KOP a południową Straż Graniczna i Obrona Narodowa. Ogólne ugrupowanie wojska miało charakter półkola z centralnie rozmieszczonym odwodem, który miał się ześrodkować w rejonie Kutno-Łódź. Pozwalało to na użycie Armii Odwodowej na każdym kierunku operacyjnym, jeśli zaszłaby taka potrzeba. Jednocześnie takie rozmieszczenie wojsk zapewniało możliwość swobodnego manewru po liniach wewnętrznych. Plan ten był podobny do jego poprzedników, z tą jednak różnicą, iż główny ciężar położono na działania obronne, rezygnując jednocześnie z działań zaczepnych. Było to konsekwencją zmiany w układzie sił. Główne błędy jakie popełniono przy jego opracowaniu to: nie docenienie możliwości niemieckich wojsk pancernych i zmotoryzowanych oraz wykluczenie większej ofensywy z obszaru Górnego Śląska. Opinie te są odbiciem stanowiska Generalnego Inspektora.
"Studium Niemcy" straciło na aktualności w okresie październik 1938 - marzec 1939 roku. Rozpad Czechosłowacji spowodował, iż należało opracować plan, który uwzględniałby nową sytuację strategiczną Polski, czyli możliwość niemieckiego ataku od południa. Tym samym plan, który nie przewidywał większej aktywności niemieckiej z terenu Śląska musiał odejść do lamusa. Zastąpił go plan "Zachód".

Plan "Zachód"
Plan "Zachód" powstał z przymusu oraz z konieczności chwili. Nie był więc owocem wieloletnich studiów polskich sztabowców. To, że powstał zawdzięczamy Niemcom, którzy zajmując Sudety, a potem również całą Czechosłowację, wymusili na polskich kołach wojskowych podjęcie konkretnych decyzji oraz szybsze wprowadzenie ich w życie. Zrozumiano w końcu, że większe niebezpieczeństwo stanowi Trzecia Rzesza, a nie Związek Radziecki. Porzucono więc plan "Wschód" a zabrano się do opracowywania "Zachodu". Jak się później okazało Sztab Główny miał na to ledwie pół roku czasu. Czy dobrze go wykorzystał?
4 marca 1939 roku Sztab Generalny rozpoczął prace nad planem "Zachód". Zorganizowano wtedy trzy grupy, które miały się zająć następującymi zagadnieniami: cywilnymi i mobilizacyjny (grupa I kierowana przez gen. Malinowskiego), operacyjnymi (grupa II płk Jaklicza) i kwatermistrzowskimi (grupa III płk Wiatra). Równocześnie ustalono wówczas wytyczne w sprawie zachowania tajemnicy. Jedenaście dni później (15 marca) Niemcy zajęły Czechosłowację, co radykalnie zmieniło strategiczne położenie Polski. Ledwo zaczęte prace trzeba było ukierunkować od nowa, zgodnie z zaistniałą sytuacją.
Niemcy okrążyli Polskę od południa. Protektorat Czech i Moraw, jak również Słowacja, mogły posłużyć teraz Wehrmachtowi do ataku na II Rzeczpospolitą. Należało więc wziąć pod uwagę tę możliwość przy opracowywaniu planu "Zachód". Jednocześnie istniało niebezpieczeństwo odcięcia Polski poprzez uderzenia z północy i południa. Zmusiło to Generalnego Inspektora do przyśpieszenia prac nad nowym planem. Sztab Główny przystąpił do natychmiastowego opracowywania poprawek do planu operacyjnego wojny z Niemcami. Około 22 marca przedstawiono je Rydzowi-Śmigłemu. Założenia strategiczne przyszłego planu opierały się na następujących przesłankach:
1. Należy liczyć się z co najmniej dwukrotną przewagą Niemiec.
2. Pomocy państw zachodnich nie odczujemy zbyt szybko, więc pierwszy okres wojny Wojsko Polskie musi przetrwać w odosobnieniu.
3. Za wszelką cenę trzeba jak najdłużej bronić zachodnich części kraju, najbardziej zasobnych pod względem ludzkim i materiałowym.
4. Przeciwnik będzie miał pełną inicjatywę i może rozpocząć wojnę w każdym momencie (najprawdopodobniej najmniej korzystnym dla Polski).
Rozważono różne warianty niemieckiego uderzenia. Od małej lokalnej akcji zaczepnej w celu opanowania Gdańska, poprzez jej szerszą wersję, która zakładała atak na całe Pomorze i Wielkopolskę, aż do operacji, która miałaby na celu całkowite zniszczenie Polski. Z tą możliwością liczono się najbardziej. Sztab Główny starał się przewidzieć rejony rozmieszczenia głównych zgrupowań wojsk niemieckich i kierunki ich uderzeń.
Na południu przewidywano koncentrację dwóch zgrupowań w rejonie Wrocławia i Opola, z prawdopodobnym kierunkiem uderzenia przez Łódź i Piotrków na Warszawę. Zgrupowanie pomocnicze z Górnego Śląska i Moraw miało nacierać na Kraków. Nie brano pod uwagę poważniejszego ataku z terytorium Słowacji w pierwszym okresie wojny.
Na północy spodziewano się również ześrodkowania dwóch zgrupowań. Pierwsze z Pomorza miało odciąć "korytarz", w celu zapewnienia łączności Niemiec z Prusami Wschodnimi, a następnie poprzez Bydgoszcz - Toruń - Kutno uderzyć na Warszawę. Drugie zgrupowanie z Prus Wschodnich miało wykonywać uderzenie pomocnicze w kierunku na Modlin i Warszawę lub Toruń.
Trafnie oceniano siły, jakie Niemcy zaangażują do ataku na Polskę. Na ogólną liczbę 110-120 dywizji, spodziewano się, że przeciw Polsce użytych zostanie około 70-80, w tym 5 pancernych, 4 zmotoryzowane i 4 lekkie, a więc wszystkie jednostki szybkie. Luftwaffe oceniano na około 3500 samolotów, z tego 1500 bombowych i 1000 myśliwskich. Do obrony granicy zachodniej, wg polskiego Sztabu Głównego, Niemcy miały pozostawić 30-40 dywizji i gros lotnictwa myśliwskiego.
Ze względu na konieczność natychmiastowego przystąpienia do prac obronnych opracowane już wytyczne rozkazano przekazać dowódcom związków operacyjnych. 23 marca Generalny Inspektor, dysponując tylko częściowo opracowanymi elementami planu "Zachód", wręczył dowódcom armii i samodzielnych grup operacyjnych wyciągi ze wstępnie opracowanego planu. Były one bardzo ogólne i przekazane zostały tylko dowódcom związków pierwszego rzutu. Tego samego dnia, Ministerstwo Spraw Wojskowych zarządziło częściową mobilizację alarmową, obejmującą cztery dywizje piechoty i jedną brygadę kawalerii. Tym samym w niecałe trzy tygodnie udało się stworzyć podstawy planu operacyjnego, przewidzieć kierunki ataku nieprzyjaciela, rozplanować częściowo własne siły, jak również zmobilizować pierwsze jednostki. Start był więc dobry.
Pierwsze wytyczne Generalnego Inspektora nakazywały:

bronić niezbędnych do prowadzenia wojny obszarów, wykorzystując okazje przeciwuderzać odwodami. zadać jak największe straty Niemcom w pierwszej jej fazie, nie dać rozbić się przed podjęciem działań przez sprzymierzonych.
W celu ich realizacji powołano 23 marca sztaby robocze armii i grup operacyjnych. Utworzono pięć armii ("Modlin", "Pomorze", "Poznań", "Łódź", "Kraków") i jedną samodzielną grupę operacyjną ("Narew"). Rejon koncentracji głównego odwodu Naczelnego Wodza planowano przesunąć z rejonu Kutno - Warszawa - Skierniewice do obszaru Warszawa - Radom - Tomaszów Mazowiecki. W rejonie Kutna postanowiono stworzyć grupę odwodową dwóch dywizji piechoty. Utworzenie podobnej przewidywano również w widłach Bugu i Narwi oraz w rejonie Tarnowa. Marynarka wojenna i lotnictwo nie otrzymały żadnych zadań. Wytyczono też główną pozycję obrony. Miała ona przebiegać: na północy - od Puszczy Augustowskiej wzdłuż Kanału Augustowskiego, Biebrzy, Narwi i Bugu, obejmując umocnienia Osowca, Wizny, Łomży, Ostrołęki, Różanu, Pułtuska i Modlina, dalej wzdłuż Wisły do Płocka, Włocławka, Torunia, Fordonia i ujścia Brdy; na zachodzie - od Chojnic przez Bydgoszcz, Żnin, wzdłuż górnej Noteci i Warty do Sieradza, dalej wzdłuż Widawki do Szczercowa, skąd nad Brzeźnicą wracała do Warty, biegnąc dalej przez Częstochowę, Koziegłowy, umocnienia śląskie od Chorzowa do Mikołowa, a dalej przez Oświęcim do Bielska i Żywca; na południu - wzdłuż Karpat, od Jordanowa i Mszanej Doliny do Starego Sącza. Należy tutaj zaznaczyć, iż z najlepsza do obrony była linia Bugu, Wisły i Sanu. Jednak wybranie jej jako głównej pozycji oporu nie wchodziło w grę, gdyż wówczas musiano by oddać Niemcom pół kraju, wraz z jego zasobami ludzkimi i materiałowymi. Jednocześnie uniemożliwiłoby to mobilizację jednostek w zachodnich Okręgów Korpusów. Główną pozycją obrony, z powodów które wymieniłem wcześniej, nie mogła być też granica państwowa.
Pierwsze założenia planu "Zachód" pokazują, iż Generalny Inspektor nie liczył się z możliwością przeprowadzenia przez Niemcy tzw. "Wielkich Cannae", czyli oskrzydlającego uderzenia na większą skalę - od północy przez Narew na Brześć i od południa przez San w tym samym kierunku. Dlatego też armia miała zostać wzmocniona w środku ugrupowania, a skrzydła z kolei miały zostać osłabione. Pierwsze wytyczne planu "Zachód" nie dotyczyły obrony Wybrzeża, dlatego też nie czekając na rozkazy przełożonych, dowództwo tego obszaru wydało 24 marca własne zarządzenia dotyczące obrony Kępy Oksywskiej od strony lądu. Również w pierwszych zarządzeniach nie rozwiązano innych podstawowych problemów. Były nimi fortyfikacje, łączność, zaopatrzenie, transport oraz użycie lotnictwa. Zgodnie z wytycznymi Szefa Sztabu Głównego z 4 marca, do prac transportowych miano przystąpić na początku września 1939 roku. Jednakże z uwagi na zmieniającą się sytuację, postanowiono cały proces przyśpieszyć. Niestety od razu pojawił się poważny problem. Otóż brak dokładnie rozplanowanych odwodów, tj. ich wielkości i dyslokacji, spowodował prawie dwumiesięczną przerwę w pracy. Dodatkowo opóźnienie wynikło z konieczności wprowadzenia poprawek do planu mobilizacyjnego. W większości dotyczyły one jednostek nowo formowanych, których nie uwzględniał plan "W", a które w planie transportowym musiały zostać uwzględnione. Po tych poprawkach powstał nowy plan określony kryptonimem "W2". Wszedł on w życie 15 maja 1939 roku. Dopiero wówczas można było rozpocząć szerokie prace nad planem transportowym. Musiał zostać on dopasowany do sieci kolejowej Polski, która nie była dostatecznie przystosowana do przewozu dużej ilości transportów wojskowych. Wielki problem stanowiły główne węzły komunikacyjne (takie jak np. Kutno), których było mało, a co gorsza były doskonale znane przeciwnikowi. Ponadto brakowało linii odciążających, które były w stanie zapewnić odpowiednią przepustowość, w przypadku zbombardowania głównych węzłów. Podobne trudności pojawiły się przy opracowywaniu planu fortyfikacji. Szef Sztabu Głównego wydał w tej sprawie rozkaz dopiero w końcu maja. Dodatkowo był on pozbawiony wiążących i konkretnych decyzji. Miesiąc później szef oddziału III płk Kopański opracował referat w sprawie miejsc i zakresu robót fortyfikacyjnych. Przedstawił on go zastępcy Szefa Sztabu Głównego płk Jakliczowi. Odpowiedź otrzymał dopiero po kilku tygodniach. Niestety na opracowanie szczegółowego planu fortyfikacji nie starczyło już czasu. W lipcu rozpoczęto budowę umocnień polowych i stałych. Jednak do września zdołano wykończyć tylko niewielką część. Najgorzej przedstawiała się sprawa fortyfikacji stałych. Jedynymi nowymi umocnieniami tego typu były fortyfikacje śląskie i mławskie. Stąd też musiano maksymalnie wykorzystać stare umocnienia, które w miarę możliwości próbowano rozbudować i odnowić. Natomiast umocnienia polowe budowano na każdym odcinku obrony, choć nie wszystkie zdołano wykończyć. Zaplanowano również system zalewów i zapór wodnych, lecz plany te pokrzyżowała piękna wrześniowa pogoda.
Opracowywanie planu łączności rozpoczęto stosunkowo wcześnie, bo już w marcu 1939 roku. Pierwszym etapem stało się poprawienie planu z 1936 roku, który był już mocno zdezaktualizowany. Stworzono więc nowy system dysponowania sieciami łączności wojskowej, który poza siecią naczelnego dowódcy, nie obejmował sieci radiowych: oddziału II Sztabu Głównego, Marynarki Wojennej, Ministerstwa Poczt i Telegrafów, Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Polskiego Radia, Policji Państwowej i Straży Granicznej. Powstała w ten sposób nadmierna decentralizacja środków łączności, która w połączeniu z ich niedostateczną ilością, byłą głównym brakiem w zakresie łączności radiowej. Pewnym uzupełnieniem była tutaj tzw. grupa kurierów Wielkiej Kwatery Głównej, czyli grupa oficerów łącznikowych przy Naczelnym Dowództwie, która dysponowała specjalnie do tego celu przystosowanymi samolotami i samochodami. Plan łączności nie zabezpieczał dostatecznie systemu dowodzenia, gdyż nie posiadał opcji tworzenia stanowisk zastępczych. Nie przygotowano więc awaryjnych punktów dowodzenia, które można było by wykorzystać po przesunięciu się linii frontu. Nie zabezpieczono też dostatecznej ilości środków łączności dla sztabów, które powstałyby po wybuchu wojny. Jak większość polskich planów, części planu "Zachód", tak i plan łączności nie został dokończony.
W równie szczątkowej formie opracowano plan kwatermistrzowski. Prac nad nim podjęto na przełomie marca i kwietnia 1939 roku. Dowóz zaopatrzenia odbywać się miał z magazynów i składnic centralnych do stacji magazynowo-rozdzielczych. Znajdowały się one w odległości 50-150 km od linii przewidywanego początkowego starcia, która w przybliżeniu biegła przez Białystok, Toruń, Kutno, Warszawę, Łódź, Kraków i Przemyśl. Była więc ona narażona na sparaliżowanie już w pierwszym okresie wojny. Dlatego też zaplanowano linię rezerwową od Dęblina przez Lublin, Przemyśl do Rozwadowa. Niestety nie zrobiono nic by te stacje mogły rozpocząć normalną pracę. Połowa zgromadzonych na okres zapasów znajdowała się w składnicach armijnych. Związki operacyjne przez pierwsze 15 dni wojny miały zaopatrywać się samodzielnie, później zaopatrzenie miało nadchodzić z magazynów centralnych. Po upływie miesiąca potrzeby wojska miała zaspokajać bieżąca produkcja wojenna. To opcja była jednak wątpliwa, gdyż nie przygotowano planów ewakuacji głównych zakładów zbrojeniowych. Oznaczało to w praktyce, iż po wycofaniu się wojska za Wisłę, polska produkcja wojenna równałaby się niemal zeru. Faktycznie zaopatrzenie walczących jednostek opracowano tylko na pierwsze 15 dni wojny.
Oprócz wyżej wymienionych zagadnień Sztab Główny opracowywał także plany użycia lotnictwa i OPL (obrony przeciwlotniczej). Opracowywał, i na tym się skończyło, gdyż, jak się można domyśleć, zabrakło czasu na ich wykończenie. Dlatego też podstawą operacyjną użycia lotnictwa stały się wytyczne, które przekazano do wykonania 28 lipca 1939 roku. Z konieczności (tj. braku konkretnego planu) były one uzupełniane przez pojedyncze rozkazy i zarządzenia. Były one ogólne i nie wyznaczały konkretnych zadań oraz rejonów działania. Nie uwzględniono wcale możliwości współpracy lotnictwa z wojskami lądowymi, bazowania jednostek lotniczych i ich zaopatrzenia. Wiele lotnisk było nie przygotowanych do wojny i nie odpowiadała wymogom lotnisk polowych.
Z braku odpowiedniej liczy środków przeciwlotniczych, czynną obronę przeciwlotniczą można było zapewnić tylko większym miastom i ośrodkom przemysłowym. Najsilniejszą OPL posiadała oczywiście Warszawa, następnie Śląskie Zagłębie Węglowe i Wybrzeże. większą liczbę dział przeciwlotniczych otrzymała Łódź, a później także Kraków i Dęblin. Najsłabszą OPL posiadały Lwów, Wilno, Toruń, Poznań i Lublin. Obronę ważniejszych węzłów kolejowych zapewnić miały, z braku wystarczającej ilości działek przeciwlotniczych, przeciwlotnicze karabiny maszynowe.
Plan "Zachód" przewidywał zorganizowanie armii polskiej w jednostki pierwszego rzutu i odwody Naczelnego Dowództwa. Wzdłuż granicy rozciągnięto sześć armii i jedną samodzielną grupę operacyjną. Do odwodu wyznaczono jedną armię i trzy grupy operacyjne. Najważniejszym zadaniem Wojska Polskiego było nie dopuszczenie armii niemieckiej do przekroczenia linii Bug - Wisła - San. Utrata tej pozycji powodowała, że jedyną możliwą linią oporu stawało się przedmoście rumuńskie. A była już to pozycja ostateczna, z której nie było już się gdzie wycofać. Równocześnie ważnym zagadnieniem pozostała sprawa punktu ciężkości ugrupowania wyjściowego. Kwestia ta była o tyle ważna iż wyznaczała ona oś, wzdłuż której miał się odbywać ruch odwrotowy armii polskiej. Biorąc pod uwagę fakt, iż dowóz jakiejkolwiek pomocy z zewnątrz w wypadku konfliktu z Niemcami, mógł odbywać się tylko przez Rumunię, punkt ten powinien znajdować się na południu. Tym samym Armia "Kraków" miała stać się filarem, wzdłuż którego, niczym ogromny zawias, miały wycofywać się inne armie, z wyjątkiem oczywiście Armii "Karpaty" (utworzonej najpóźniej, w lipcu 1939 roku), która zabezpieczała tyły armii krakowskiej.
Ostateczny rozkład sił armii polskiej w planie "Zachód" miał być następujący:

Siły główne
Związek operacyjny: Skład:
SGO "NAREW" 18 DP, 33 DPRez, Suwalska i Podlaska BK
A "MODLIN" 8 i 20 DPMazowiecka i Nowogródzka BK
A "POMORZE" 4,9,15,16,27 DP oraz Pomorska BK
A "POZNAŃ" 14,17, 25, 26 DP, Wielkopolska i Podolska BK
A "ŁÓDÂŹ" 2 DPLeg, 10, 28, 30 DPWołyńska i Kresowa BK
A "KRAKÓW" 6, 7, 11, 21Gór, 23 DP, 45 i 55 DPRezKrakowska BK, 10 BKZm, 1 BGór
A "KARPATY" 2 i 3 BGór

Odwody
Związek operacyjny: Skład:
A "PRUSY" 3 DPLeg, 12,13,19,29 DP, 36,39,44 DPRez, Wileńska BK,Warszawska BPanc-Mot,
OND "TARNÓW" 22 DPGór, 38 DPRez
OND "KUTNO" 5,24 DP
OND "WYSZKÓW" 1 DPLeg, 35 i 41 DPRez

Łącznie armia polska miała liczyć 30 DP, 9 DPRez, 11 BK, BKZm, Bpanc-Mot, 3 Bgór. Osobną kategorię stanowiła Lądowa Obrona Wybrzeża (LOW), która dysponowała Morską Brygadą Strzelców i Morską Brygadą Obrony Narodowej.
W pierwszym rzucie miano wystawić: 21 DP, 3 DPRez, 10 BK, 3 BGór, 1 BKZm. Odwody dysponować miały: 9 DP, 6 DPRez, 1 BK, 1 BPanc-Mot.



Wnioski
Plan "Zachód" nie został dokończony i ten fakt będzie najbardziej rzutował na przebieg działań wojennych. Nie udało się zakończyć prac nad jego poszczególnymi częściami - planem fortyfikacyjnym, transportowym, łączności, zaopatrzenia oraz użycia lotnictwa i OPL. Ewidentnie polski Sztab Główny przegrał wyścig z czasem, a dodatkowo nie wykorzystał należycie tego, który był mu dany. Początkowa zwłoka spowodowała stratę czasu, której nie dało już się nadrobić. Jedyną częścią planu "Zachód", która została dopracowano, była koncepcja obrony granicy polsko-niemieckiej, czyli stworzenie związków operacyjnych, przydzielenie im sił i wyznaczenie zadań. Tutaj jednak pojawia się pytanie - czy zrobiono to dobrze? Bowiem nie można wymagać aby Sztab Główny w parę miesięcy, studiując dokładnie mapy, nadrobił wieloletnie braki w wyposażeniu i uzbrojeniu armii. Mógł za to opracować plan, który dobrze wykorzystywałby posiadane siły, a tego nie zrobiono.
Najbardziej rażą błędy popełnione już przy opracowywaniu planu strategicznego. Wiedziano dobrze, jak wielkie znaczenie ma dla Polski zabezpieczenie linii Wisły i granicy z Rumunią. Nie zrobiono jednak nic, aby zabezpieczyć je, chociaż w minimalnym stopniu. Kolejnym błędem było osłabienie skrzydeł, które były zbyt słabe aby móc powstrzymać większe natarcie nieprzyjacielskie. Od całkowitej zagłady, już w pierwszych dniach wojny, uratowały Polskę Niemcy, które nie wykorzystały szansy maksymalnego oskrzydlenia armii polskiej, zrobiły to później. Wiele do życzenia pozostawia też kwestia rozmieszczenia i sił poszczególnych związków operacyjnych.
Armia "Pomorze", która narażona była na oskrzydlenie, była zbyt słaba aby móc zatrzymać 4 Armię niemiecką, którą dodatkowo wspierał korpus z 3 Armii. Dysponowała ona początkowo tylko czterema DP, które zostały rozdzielone do obsady dwóch różnych kierunków (po dwie na każdy). Bezsensowne było również stworzenie Korpusu Interwencyjnego (KI), który miał za zadanie przeciwdziałać niemieckim próbom opanowania Gdańska. Aby wykonać to zadanie wystarczyły siły o wiele mniejsze, a dodatkowo istnienie takiego związku okazało się chybione, gdyż ewentualna wojna Niemiec z Polską nie miałaby charakteru lokalnego. Tym samym utrzymanie KI w wysuniętej i wąskiej części korytarza narażało go na odcięcie. Postanowiono więc go rozwiązać i wycofać do Armii "Prusy". Udało się to tylko częściowo, gdyż wybuch wojny uniemożliwił wycofanie 27 DP, która tym samym została w Armii "Pomorze". Mimo późniejszej porażki w Borach Tucholskich, obecność w armii pomorskiej 27 DP okazała się zbawienna. Również za słaba okazała się Armia "Łódź", której dodatkowo odebrano 12 DP. Siły jakie jej pozostawiono okazały się za małe, stąd już w toku wojny musiano ją wzmocnić. Armia ta dysponowała czterema DP, którymi musiała przesłonić ważny kierunek operacyjny. Przebicie się wroga przez jej linie obrony, otwierało mu drogę na północ (oskrzydlenie Armii "Pomorze" i "Poznań" wraz z Odwodem "Kutno"), wschód (możliwość uderzenia na Warszawę i w kierunku Wisły) oraz na południe (oskrzydlenie Armii "Kraków") Polski. Dodatkowo osłaniała ona koncentrację odwodowej Armii "Prusy". Zbyt szybkie jej rozbicie dawało Niemcom możliwość uderzenia na nie skoncentrowany w pełni główny odwód strategiczny armii polskiej (tak też z resztą się stało).
Największym błędem była obsada rejonu Częstochowy i jego podległość operacyjna. Obszaru tego broniła tamtejsza 7 DP, która należała do Armii "Kraków", kiedy tymczasem powinna zostać podporządkowana Armii "Łódź". Z Częstochowy bowiem można było wyprowadzić uderzenie na Piotrków i dalej na Warszawę (wzdłuż szosy piotrkowskiej) lub przez Kielce w stronę Wisły. Były to kierunki ważne dla Armii "Łódź", bowiem zejście z tej pozycji 7 DP, lub co gorsza jej rozbicie, oznaczało powstanie luki, przez którą można było oskrzydlić Armię "Łódź". Dlatego ten kierunek, ze względu na jego operacyjne znaczenie, powinna obsadzać właśnie ona. Kolejną armią, która nie została należycie wyposażona, była Armia "Karpaty". Miała ona bronić linii Karpat, uniemożliwiając wdarcie się Niemcom na szerokie tyły armii polskiej. Siły jakie zostały jej oddane do wykonania tego zadania były po prostu śmiesznie małe. Właściwie trudno nazwać armią związek, który dysponował dwoma słabymi liczebnie brygadami górskimi, powstałymi głównie ze słabych baonów ON. Na dodatek nie posiadały one prawie w ogóle artylerii, co świadczy o lekceważeniu możliwości głębokiego oskrzydlenia Polski. Wytrwanie tej armii na jej pozycjach obronnych było ogromnie ważne dla ogólnej koncepcji wycofywania się na południowy-wschód. Od niej zależał też południowy odcinek frontu.
Pewne poprawki należałoby też wprowadzić do ugrupowania Armii "Modlin". Jej główną linię obrony stanowiła ufortyfikowana pozycja mławska. Do jej obsady wyznaczono 20 DP. Skrzydła osłaniać miały brygady kawalerii (Nowogródzka i Mazowiecka). W odwodzie pozostawiono ostatnią wielką jednostkę tej armii - 8 DP. Tymczasem należało obie DP wysunąć do obrony pozycji mławskiej i jej skrzydeł, a BK skierować do odwodu, gdyż wykorzystując ich manewrowość można byłoby kontruderzać na zagrożonych odcinkach. Takiego zadania nie mogła wykonać powolna DP. Zabrakło też odwodów, chociażby w postaci jednej DP. Problem wielkości odwodów jest kolejnym, poważnym błędem planu "Zachód". Były one bowiem albo za słabe, albo za silne, albo źle rozlokowane. Odwodów pozbawiona była Armia "Pomorze", brakowało ich również w armiach "Łódź", "Modlin" i "Karpaty". O ile w Armii "Modlin" udało się jedną dywizję wydzielić do odwodu, to w pozostałych takiej możliwości nie było, gdyż osłabiłoby to znacznie ugrupowanie obronne tych armii. Za silna była odwodowa Grupa Operacyjna "Wyszków", która liczyła trzy DP. Jej wykorzystanie mogło być dwojakie, albo na korzyść Armii "Modlin", albo na korzyść SGO "Narew". Biorąc pod uwagę, iż SGO "Narew" miała dogodny teren do obrony i wystarczające siły aby utrzymać nakazaną linię obrony, GO "Wyszków" powinna więc stać się odwodem dla Armii "Modlin". Jednak jej lokalizacja ograniczała automatycznie możliwość wykonania przeciwuderzenia. Takowe mogło wyjść jedynie z rejonu Pułtusk - Różan w kierunku prawego skrzydła pozycji mławskiej. Jednocześnie atak ten miałby tylko jeden cel - ustabilizowanie frontu, a dla jego wykonania wystarczyłyby dwie DP. Tym samym jedną DP można było skierować do odwodu bezpośredniego Armii "Modlin", umieszczając ją na tyłach pozycji mławskiej. Jednostka taka byłaby niezmiernie cenna, szczególnie gdyby lewe skrzydło zagrożone było przerwaniem. Tego też kierunku nie mogła wesprzeć GO "Wyszków", która była za daleko. Jedyną możliwością wsparcia lewego skrzydła Armii "Modlin" była odwodowa GO "Kutno". Jednak jej wykorzystanie mogło być wielorakie. Mogła bowiem ona wesprzeć wycofującą się Armię "Pomorze" lub tylko jej prawe skrzydło, jednocześnie mogła uderzyć na styku armii "Poznań" i "Łódź" na korzyść tej drugiej, lub wesprzeć ofensywę Armii "Poznań" w kierunku południowym. Tym samym, gdyby okazało się, że GO "Kutno" "potrzebna" będzie na każdym z tych kierunków, pojawiłby się dylemat - gdzie ją użyć? Aby zapobiec takiej sytuacji należało podwoić liczbę DP z dwóch do czterech i dodać chociaż jedną BK. Widać więc, że GO "Kutno" była zbyt słaba.
Największe jednak kontrowersje budzi odwodowa Armia "Prusy". Była to najsilniejsza wówczas armia polska, której celem było wsparcie styku armii "Łódź" i "Kraków" i przejścia na tym kierunku do ofensywy. Był też i drugi wariant jej wykorzystania, który polegał na wykonaniu uderzenia na korzyść Armii "Łódź". Armia "Prusy" dysponowała ośmioma DP, jedną BK i jedną BPanc-Mot. Biorąc pod uwagę, iż główna koncepcja obrony polegała na grze na czas, czyli obronie i wycofywaniu się w kierunku wschodnim i południowo-wschodnim, do czasu podjęcia ofensywy przez wojska francuskie, bezsensowne było tworzenie tak silnej armii, która nawet gdyby osiągnęła sukces w pierwszym okresie ofensywy i tak musiałaby zostać zatrzymana. Nie było bowiem warunków do prowadzenia dalszej operacji zaczepnej, co ważniejsze nie było wystarczających sił. Armia "Prusy" powinna więc uderzyć na styku armii "Kraków" i "Łódź" tylko po to aby ustabilizować front i odciążyć skrzydła obu wcześniej wspomnianych armii. Stworzenie silnej linii frontu w tym rejonie dawało możliwość planowego i zsynchronizowanego odwrotu. Aby wykonać ten manewr wystarczyłoby sześć DP, a wolne w ten sposób trzy dywizje można było wykorzystać na innych odcinkach. Najlepiej rozplanowano siły dla Armii "Kraków", SGO "Narew" i odwodowej GO "Tarnów". Armia "Kraków" posiadała dostateczne siły aby przesłonić swój kierunek operacyjny, a jednocześnie posiadała odwody (11 DP i 45 DPRez), które szybko mogły zostać użyte na zagrożonych odcinkach. Posiadała w swym składzie również 10 BKZm, która bardzo szybko mogła wzmocnić zagrożone skrzydło. Takiego odwodu brakowało pozostałym armiom. Grupa Operacyjna "Tarnów" w sile dwóch DP miała za zadanie wesprzeć obronę pozycji pod Nowym Targiem lub Nowym Sączem (ewentualnie ich obu). Siły, którymi dysponowała były wystarczające i dobrze rozlokowane. Z kolei SGO "Narew", w składzie dwóch DP i dwóch BK, miała za zadanie osłonę północnej linii frontu. Biorąc pod uwagę teren i dość liczne na tym obszarze fortyfikacje, nie potrzeba było kierować tam większej ilości wojska. Dodatkowo w celu zmniejszenia długości frontu SGO "Narew" utworzono GO "Grodno", która miała przejąć dozorowanie rejonu Suwałk i granicy litewskiej. Tym samym Suwalska BK miała przejść do odwodu grupy.
Wymienione wyżej błędy mogły zostać naprawione już w toku mobilizacji, kiedy większość wojska była w transportach. Wtedy bowiem istniała jeszcze szansa na przesunięcie kilku wielkich jednostek na inne kierunki operacyjne, aby poprawić położenie wyjściowe armii. Niestety okazja ta została zmarnowana. Polskiemu SG, ale przede wszystkim Naczelnemu Wodzowi, powinna była przyświecać myśl Moltke'go - "Błąd w pierwszym uszykowaniu wojska jest nie do naprawienia".

Ponadto ogromnym błędem politycznym była rezygnacja z oficjalnego wypowiedzenia wojny ZSRR, czego konsekwencją zostało uznanie przez państwa zachodnie aneksji Polski Wschodniej, nieuznanie naszych żołnierzy za jeńców wojennych przez ZSRR oraz haniebny mord w  Katyniu. II Wojna światowa została przez Polskę, przez jej władze, politycznie i militarnie totalnie przegrana kilkukrotnie. Nierealny i niedopracowany "Plan Zachód", jak też honorowa dyplomacja, były podwaliną tej największej w historii klęski.