Brytyjczycy, z poczuciem wyższości i pogardą przyjęli na swojej ziemi
żołnierzy państwa polskiego, za które nigdy nie mieli zamiar walczyć.
Ich stosunek do Polaków był typowo brytyjski, jak najmniej dać, jak
najlepiej wykorzystać.
Z początku Dowództwo RAF niechętnie odnosiło się do polskich pilotów.
Powątpiewano w ich morale, wszak mieli za sobą przegrane kampanie w
Polsce w 1939 i we Francji wiosną 1940. Ich wartość bojową oceniano jako
niską.
Ponieważ straty wśród pilotów myśliwskich RAF stale rosły, zapadła
decyzja o sformowaniu dwóch dywizjonów bombowych 300 i 301 oraz dwóch
myśliwskich 302 i 303.
Szkolenie wszystkich czterech dywizjonów przebiegało wolno. Brytyjczycy
długo nie chcieli zawierzyć umiejętnościom polskich lotników. Niektórzy
Polacy zostali włączeni do dywizjonów brytyjskich. Jako pierwszy
nieprzyjacielski samolot zestrzelił już por. Antoni Ostowicz, było to 19
lipca 1940. Najsłynniejszym z nich był jednak sierż. Antoni Głowacki,
który w kilku lotach jednego dnia - 24 sierpnia 1940 - zestrzelił pięć
samolotów niemieckich, zyskując tytuł asa myśliwskiego.
Pierwsze walki
Brytyjczycy odwlekali wprowadzenie polskich dywizjonów do walki. Polscy
piloci mieli dość przedłużającego się szkolenia. Sprawę w swoje ręce
wziął por. Ludwik Paszkiewicz z Dywizjonu 303. 30 sierpnia podczas lotu
treningowego widząc w oddali grupę niemieckich bombowców zignorował
rozkaz unikania walki i samotnie zaatakował Niemców. Zestrzelił Dorniera
Do-17. Było to pierwsze zestrzelenie Dywizjonu 303. Uznano, że jednostka
osiągnęła gotowość bojową i skierowano ją do walki. Pierwszego dnia, 31
sierpnia, wystartowało sześciu pilotów z 303-go, którzy zestrzelili
sześć samolotów niemieckich bez strat własnych. Nota bene tego dnia RAF
poniósł największe straty, Polaków włączono do walki w samą porę.
Dwa dywizjony
Nieba nad Anglią broniły między innymi dwa polskie dywizjony 302 i 303.
Dywizjon 302 został utworzony 10 lipca 1940. Jednostka ta kontynuowała
tradycje 3 dywizjonu myśliwskiego 3 pułku lotniczego stacjonującego
przed wojną w Poznaniu i polskiego dywizjonu myśliwskiego 1/145 z okresu
wojny we Francji w 1940. Pierwszym dowódcą Dywizjonu 302 został S/Ldr
(mjr) Jack Satchell, a jego polskim odpowiednikiem ppłk pil. Mieczysław
Mümler.
Dywizjon 303 został sformowany 15 lipca 1940. Piloci tej jednostki
pochodzili głównie z eskadr 111 i 112 1 pułku lotniczego z okresu wojny
obronnej Polski w 1939. Pierwszym dowódcą był S/Ldr (mjr) Ronald Kellet,
a jego polskim odpowiednikiem został mjr pil. Zdzisław Krasnodębski.
Oba dywizjony były wyposażone w samoloty Hawker Hurricane Mk. I.
Zmiana nastawienia Brytyjczyków do lotników z Polski
Dowódca bazy Northolt, W/Cdr (płk) Stanley Vincent, podobnie jak wielu
wyższych oficerów RAF poddawał w wątpliwość liczbę samolotów
zestrzelonych przez pilotów Dywizjonu 303. Nie dawał wiary, że Polacy
zgłaszają zestrzelenia zgodnie z wymaganiami regulaminu. Postanowił na
własne oczy przekonać się jak jest naprawdę. Swoim Hurricanem poleciał
za pilotami Dywizjonu 303 i obserwował walkę jaką toczyli z niemieckimi
bombowcami. Jak przyznał po locie: "Raptem niebo wypełniło się płonącymi
samolotami, spadochronami i kawałami rozpadających się skrzydeł." W/Cdr
Vincent próbował sam włączyć się do walki, ale zawsze kiedy przymierzał
się do strzału uprzedzał go jakiś Polak. Zrezygnował więc z dalszego
udziału w tym starciu. Po wylądowaniu powiedział do oficera wywiadu:
"Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!"
Działania bojowe polskich bombowców
Oprócz sformowania dwóch dywizjonów myśliwskich Brytyjczycy utworzyli
również dwa dywizjony bombowe Dywizjon 300 "Ziemi Mazowieckiej" i
Dywizjon 301 "Ziemi Pomorskiej". Obie jednostki zostały wyposażone w
jednosilnikowe bombowce Fairey Battle Mk. I. W nocy z 14 na 15 września
bombowce z polskich dywizjonów 300 i 301 wzięły udział w bombardowaniu
barek desantowych w Boulogne. Przez pozostały okres trwania Bitwy o
Brytanię polskie Battle z dywizjonów 300 i 301 prawie co noc startowały,
aby bombardować niemieckie barki desantowe w portach Boulogne i Calaise
we Francji oraz w Ostendzie w Belgii.
15 września - dzień chwały polskich skrzydeł
15 września 1940 był dniem najgorętszych walk nad Anglią. Tego właśnie
dnia wszedł do walki Dywizjon 302. Już pierwszego dnia piloci z 302-go
udowodnili swoje wysokie umiejętności zestrzeliwując 11 samolotów
niemieckich na pewno i 7 prawdopodobnie.
Piloci Dywizjonu 303 w dwóch lotach bojowych strącili 16 samolotów
Luftwaffe bijąc swój rekord zestrzeleń jednego dnia ustanowiony 7
września i wynoszący 14 pewnych zestrzeleń.
Kilka dni później napłynęły telegramy z życzeniami dla Polaków z 303-go.
Jedne z nich napisał dyrektor generalny BBC:
BBC przesyła gorące życzenia dla sławnego polskiego Dywizjonu 303 wraz z
serdecznymi gratulacjami z powodu wspaniałego rekordu i najlepszymi
życzeniami na przyszłość. Wy używacie przestworzy dla swoich wyczynów, a
my dla głoszenia o nich światu. Niech żyje Polska!
(-) F.W. Ogilvie
Dyrektor Generalny
Statystyki
W "Bitwie o Brytanię" wzięło udział 2944 alianckich pilotów myśliwskich.
Łączne straty wyniosły 497 poległych. Wśród nich było 145 Polaków, z
których zginęło 31. Piloci RAF i sił sprzymierzonych zestrzelili 1733
niemieckie samoloty. 203 z nich padły łupem Polaków. W okresie
największego nasilenia niemieckich nalotów Polacy stanowili 13% pilotów
myśliwskich w dyonach liniowych, zaś w październiku, z powodu strat
poniesionych przez RAF, aż 20%.|
Jak wspominał dowódca Lotnictwa Myśliwskiego RAF Air Chief Marshall Hugh
Dowding "(...) wszystkie (polskie) dywizjony weszły do walki z impetem i
entuzjazmem wprost nie do opisania. (...) Pierwszy polski dywizjon (303)
(...) w ciągu jednego miesiąca zestrzelił więcej Niemców niż jakakolwiek
jednostka brytyjska w tym samym czasie. Inni Polacy (...) służyli w
(...) brytyjskich dywizjonach, ale (...) prawdopodobnie najskuteczniej
działali we własnych jednostkach."
Epilog
Brytyjczycy wykorzystali sytuację i możliwości bojowe Polaków, nie dając
w zamian niczego. Po wojnie wielu z tych sławnych lotników nie wiedziało
co robić, gdyż rząd jej królewkiej mości, nie przyznał nam żadnych praw
kombatanckich, nie przyznał też praw emigracyjnych, ale nie omieszkał
przyznawać kilka lat później praw obywatelskich komunistycznym katom,
którzy z nadmiaru wrażeń uciekali z PRL-u.