SOG (Special Operations Group) była elitarną jednostką specjalnego przeznaczenia podlegającą bezpośrednio Połączonemu Komitetowi Szefów Sztabów w Pentagonie. SOG odpowiadał za operacje prowadzone z Wietnamu Południowego i Tajlandii w Laosie, Kambodży i Wietnamie Północnym. W Wietnamie tylko pięć osób wiedziało o działalności SOG, a jej istnieniu zaprzeczał nawet rząd Stanów Zjednoczonych. Taktykę działania SOG wykorzystuje obecnie m.in. US Navy SEAL oraz Australian Special Air Service Regiment (Patrol ASASR).



    Z wielu sytuacji właściwie bez wyjścia żołnierze SOG wyszli cało dzięki doświadczeniu, rozwadze, spostrzegawczości dowódcy patrolu, bardzo dobremu indywidualnemu wyszkoleniu oraz właściwemu przygotowaniu do wykonania powierzonego zadania. Przykładem tego jest chociażby akcja patrolu Maine, który został omyłkowo desantowany ze śmigłowca prosto w środek obozu wojsk północnowietnamskich. Doskonałe opanowanie żołnierzy pozwoliło całkowicie wykorzystać zaskoczenie nieprzyjaciela. Skupiony i precyzyjny ogień prowadzony przez żołnierzy SOG pozwolił patrolowi wytrzymać do ewakuacji 42 minuty podczas których patrol SOG wystrzelił ponad 4000 pocisków i zużył 50 granatów. Żołnierze patrolu Maine zabili co najmniej 50 żołnierzy północnowietnamskich i ranili ponad setkę. W patrolu Maine tylko dowódca, David Baker, został lekko ranny. Żołnierze SOG rekrutowali się z żołnierzy Green Berets, SEAL i komandosów podporządkowanych USAF.
W skład każdego patrolu wchodziło 2-3 amerykańskich komandosów i 9 wojowników zwerbowanych do współpracy z lokalnych górskich plemion. Miało to zapewnić połączenie w jednym zespole techniki i doświadczenia - nowoczesnej technologii i starodawnych technik walki i umiejętności poruszania się i przetrwania w terenie. Górale nie byli Wietnamczykami, przez nich zresztą uważanych za ludzi niższej rasy. Nie wcielali ich nawet do armii. Już w trakcie wojny francusko- -wietnamskiej Nungowie okazali się być doskonałymi żołnierzami wykonującymi działania specjalne w głębi terytorium przeciwnika. Amerykanie bardzo dobrze ich opłacali. Najniższy w hierarchii wojskowej Nung (w skrócie nazywany też skrótowo Yardem od francuskiego słowa Montagnard - góral) otrzymywał żołd wysokości równej wynagrodzeniu kapitana armii południowowietnamskiej, czyli około 60 dolarów. Patrole otrzymywały nazwy stanów USA. Pierwsze pięć patroli sformowanych w 1965 roku otrzymało nazwy: Alaska, Dakota, Idaho, Iowa i Kansas.

Wbrew temu co pokazują filmy rodem z Hollywood, w SOG nigdy nie przygotowywano się do wykonania zadania kilka chwil przed opuszczeniem bazy. Proces przygotowawczy do operacji zaczynał się już tydzień przed terminem akcji od wydania zaleceń wstępnych, podczas których podawano dowódcy patrolu datę i cel misji. Następnie amerykańscy członkowie patrolu (patrol składał się też z górali lokalnych plemion, Montagnardów - o tym wyżej) brali udział w odprawie. Później dowódca patrolu leciał na rekonesans, by znaleźć miejsce na lądowisko, zrobić zdjęcia oraz zapoznać się z terenem. Kolejny etap przygotowań to studiowanie map, zdjęć lotniczych i zapoznanie się z treścią meldunków rozpoznawczych. Dopiero po tej fazie wstępnych przygotowań dowódca patrolu przygotowywał szczegółowy plan działania, który przedstawiał dowódcy bazy SOG. Jak widać, dowódca patrolu miał większe pole do działania i większą samodzielność niż niektórzy starsi rangą oficerowie w jednostkach piechoty amerykańskiej. Dowódcą patrolu był zazwyczaj żołnierz wojsk specjalnego przeznaczenia z jednostek Green Berets i oznaczano go kodem 1-0 (one-zero). Tytuł one-zero stał się najbardziej znaczącym w środowisku żołnierzy wojsk specjalnego przeznaczenia. Komandos, który otrzymał to stanowisko musiał wcześniej sprawdzić się w walce w czasie działań specjalnych w ekstremalnych warunkach. Żołnierze SOG zawsze odnosili się z szacunkiem i poważaniem do one-zero. Dowódcy patrolu musieli bowiem tak dowodzić patrolem, by wywieść w pole nieprzyjaciela i wymknąć się z każdej sytuacji, choćby była ona zupełnie beznadziejna. Nie było wcale ważne, czy dowódca miał wyższy, czy niższy stopień od swoich podwładnych. Nikt nie kwestionował również podejmowanych przez niego decyzji, zwłaszcza zaś tych dotyczących ewakuacji patrolu. Jak mówił major Scotty Crerar z SOG: "Gdy dowódca patrolu się nie sprawdzał zawsze można było go zmienić, ale w czasie trwania zadania nikt nie powinien był podrywać jego autorytetu". Po zatwierdzeniu planu przez dowódcę bazy, patrol przystępował do szkolenia przygotowawczego. Dla przykładu: jeżeli zadanie polegać miało na założeniu urządzeń podsłuchowych, ewakuacji zestrzelonego pilota lub zdobyciu "języka", to trenowano to do całkowitego i bezbłędnego przygotowania patrolu. Ustalano także sposób działania patrolu. Starano się dopracować nawet najmniejsze szczegóły, gdyż to właśnie od szczegółów najczęściej zależało życie poszczególnych żołnierzy, jak i całego patrolu rozpoznawczego. Żołnierze SOG mieli zawsze starać się wyprzedzić Wietnamczyków o co najmniej jeden krok i jedną sekundę. Jedną z najbardziej istotnych spraw było mistrzowskie opanowanie umiejętności posługiwania się posiadaną bronią. Szef SOG, pułkownik Jack Singlaub, zawsze powtarzał swoim ludziom: "Tylko żołnierz, który ufa w stu procentach swojej broni i wyszkoleniu może w pełni efektywnie wykonywać powierzone mu zadania".
Na koniec patrol pobierał potrzebny specjalistyczny sprzęt, sprawdzał broń i przeprowadzał trening strzelecki. Żołnierze SOG trenowali i tak właściwie każdego dnia, strzelając głównie z etatowego CAR-15, ale i także z innych rodzajów broni. Ćwiczono przede wszystkim strzelanie instynktowne, tak aby odruch mógł wyprzedzić myśl. Uratowało to życie niejednemu żołnierzowi patrolu.