Piekielna Bateria morska


Nadeszła chwila, na którą miłośnicy fortyfikacji czekali od lat. Samorządy Helu i Jastarni, udostępniając do zwiedzania baterię "Schleswig Holstein" i rewaloryzując umocnienia z Września 1939 roku, dołączyły do europejskiej czołówki. Poza Polską moda na pokazywanie umocnień trwa już od kilkudziesięciu lat i nazywa się żywą historią, dzięki której możemy dotknąć i zobaczyć przeszłość.




W czasie wojny na Helu stały armaty, przy których słynne Działa Nawarony z powieści Alistaira McLeana to strażackie sikawki. Pozostały po nich świetnie zachowane stanowiska obronne, które niedawno udostępniono turystom. Jest rok 1943. Alianci muszą ewakuować tysiące żołnierzy z niewielkiej wyspy Cheros na Morzu Egejskim. Problem w tym, że jedyną drogę - morską, zagradzają dwa potężne działa, ukryte w skałach Nawarony. Zadanie ich zniszczenia powierzono sześciu komandosom. Co się działo dalej - wiemy z kart książki i przebojowego filmu. Problem w tym, że cała historia opisana przez Alistaira Mc Leana jest całkowicie wyssana z palca. Inaczej niż na Helu. Nie było tu co prawda śmiałego rajdu komandosów. Była za to potężna artyleria. Największa, jaka kiedykolwiek stanęła na lądzie.



Drugiego października 1939 roku, około godziny 10 rano, do portu wojennego na Helu wpłynął konwój niemieckich okrętów, osłaniany przez sześć wodnosamolotów. Dzień wcześniej dowódca polskiej floty, admirał Józef Unrug, podjął decyzję o kapitulacji "samotnego półwyspu". Na jednym z okrętów, które przybyły do portu na Helu znajdował się niemiecki admirał Imie Schmundt wraz z najbliższymi oficerami. Zaraz po zejściu na ląd Niemcy zażądali pokazania stanowisk najcięższej artylerii nadbrzeżnej o kalibrze 280 milimetrów. Kiedy okazało się, że to, co brali za ciężkie działa, było zwykłymi stogami siana, doznali szoku. Byli dotąd przekonani, że Polacy przed wojną zamontowali na Helu bardzo ciężką artylerię. Prawdę mówiąc - mieli prawo tak myśleć. Już w 1921 roku opracowano i zgłoszono pierwszy wniosek budżetowy o zakup dział 350 milimetrów do obrony wybrzeża. Sprawa nabrała rozpędu w 1937 roku, kiedy to na serio przymierzano się do zakupu dział 305 mm francuskiej firmy Schneider. Koszt budowy dwudziałowej baterii najcięższych dział w pancernej kazamacie wynosić miał ponad 10 milionów złotych. Ponad dwa razy więcej niż wynosił koszt zakupu trzech dział 152 mm Bofors, znanych jako bateria cyplowa. Bateria Schneidera nie doczekała się realizacji. Między innymi dlatego, że polscy inżynierowie bali się o wytrzymałość helskiego gruntu.
W listopadzie 1939 roku, kiedy dopiero co ostatni polscy jeńcy rozminowujący półwysep zostali odwiezieni do obozów jenieckich, Niemcy rozpoczęli prace nad budową trzech stanowisk ogniowych dla najcięższych dział zamontowanych na stałe na lądzie, czyli baterią "Schleswig Holstein". U nasady helskiej kosy zaczęły wyłaniać się z piasku potężne bunkry dla 406-milimetrowych dział Adolfkanone. Wyprodukowały je zakłady Kruppa. Pierwotnie miały być zamontowane na najpotężniejszych pancernikach Kriegsmarine. Początek nowej wojny wykazał jednak nieprzydatność tak wielkich jednostek. Z superpancerników zrezygnowano, a wyprodukowane już działa przeznaczono do zamontowania na wybrzeżu. Działa przybyły na Hel pod koniec1940 roku. W maju 1941 roku osiągnęły gotowość bojową. W ten sposób powstała pierwsza najcięższa bateria nadbrzeżna na świecie. Próbne strzelania rozpoczęły się miesiąc później. Nie trwały długo. Prawie dokładnie trzy lata po poszukiwaniach polskiej ciężkiej artylerii, 3 września 1941 roku hitlerowcy podjęli decyzję o przeniesieniu helskich dział w rejon Calais/Boulonge. Po rozmontowaniu helskie "406" przewieziono do Sangatte koło Blanc Nez. Tam utworzono z nich baterię Lindemann. Ich zadaniem było blokowanie żeglugi na przesmyku kanału La Manche. Ze względu na daleki zasięg ostrzeliwały też od 1942 roku okolice angielskiego Dover. Bateria Lindemann wystrzeliła przez dwa lata 130 pocisków. Została zdobyta we wrześniu 1944 roku przez Kanadyjczyków.

Co pozostało po czasach świetności

Kilka tygodni temu na Helu udostępniono turystom świetnie zachowane stanowisko Adolfkanone. Żeby zobaczyć pozostałości największej lądowej baterii na świecie, trzeba udać się szosą z Helu w kierunku nasady półwyspu i skręcić za pierwszy ogrodzony teren wojskowy. Po około 300 metrach natrafimy na zakonserwowany bunkier o wymiarach 64 na 40 metrów. Możemy tu zobaczyć pomieszczenia dla załogi z zapleczem socjalnym, magazyny pocisków, maszynownię. Do dziś zachowały się elementy wentylacji, armatura, podgrzewacze wody, wózki amunicyjne, pancerne drzwi i osłony. Wspaniale zachowane stanowisko ogniowe to nie koniec. Nieopodal znajduje się 30-metrowa betonowa wieża kierowania ogniem, należąca do baterii "Schleswig Holstein". Potężna bateria dział 406 mm to nie jedyna taka atrakcja na Helu. Miłośnicy dużych dział mogą oglądnąć tam także stanowiska przedwojennej polskiej 152-mm baterii cyplowej. Do dziś zachowały się także umocnienia baterii Morskiego Dywizjonu Artylerii Przeciwlotniczej, na których zamontowane były działa przeciwlotnicze kalibru 75 milimetrów. Zachowały się także pochodzące z przed 1939 roku działobitnie armat 105 mm. Kto chciałby zobaczyć nie tylko bunkry, ale także działa, może przyjrzeć się radzieckim armatom 100 mm z 27. baterii artylerii stałej. Do dziś zachowały się także przedwojenne armaty - 152-mm z baterii cyplowej i 105-milimetrowej baterii "duńskiej". Możemy je oglądać niedaleko Helu - w skansenie Muzeum Marynarki Wojennej.



Adolfkanone trafiły nie tylko na Hel i potem do Calais, trzy kolejne zamykały od 1943 roku dostęp do fiordu w Narviku. Cztery zamontowano koło Harstad - także w Norwegii. Działa z Harstad stoją do dziś. Jedno z nich zostało odrestaurowane i jest udostępniane turystom.


Adolfkanone to:

Kaliber 406 mm
Długość lufy 21,1 m
Masa działa 160 ton
Całkowita waga wieży 400 ton
Zasięg 42,8 kilometra
Długość pocisku 170-194 cm
Waga pocisku - ponad 300 kilogramów
Szybkostrzelność 1-7 strzałów/min
Załoga 68 osób/20 wewnątrz wieży



Umocnienia wojskowe wokół Helu zostały uznane w 1999 r. za obiekty zabytkowe. W ich skład wchodzi sześć polskich baterii artyleryjskich oraz niemiecka bateria nadbrzeżna Schleswig Holstein, swego czasu najpotężniejsza nad całym Bałtykiem. Baterie to nie tylko działa, ale cały kompleks związany z ich obsługą - bunkry, magazyny, wieże obserwacyjne, punkty ogniowe, schrony obsługi. Przez rejon umocniony wytyczono oznakowany szlak turystyczny. Miłośnicy militariów winni także odwiedzić Salę Tradycji Garnizonu Hel przy ul. Przybyszewskiego, w której zgromadzono pamiątki związane z obroną Helu (mundury, zdjęcia, odznaki, pociski), skansen broni morskiej (tamże) i Muzeum Obrony Wybrzeża, mieszczące się w baterii Schleswig Holstein oraz wieży kierowania ogniem. MOW otwarte jest latem od 9.00 do 19.00, a w miesiącach wiosenno-jesiennych do 16.00.