13 Grudnia 1981 przeszedł do historii jako niechlubna data,
porównywana tylko z Targowicą. Motywy i usprawiedliwienia głównego autora stanu
wojennego, znane są od lat. W powiązaniu z jego życiorysem i służbą PRL, generał
Jaruzelski zaczyna się jawić jako komunistyczny patriota, równy Wandzie Wasilewskiej,
dla której polską racją stanu było wejście Polski w skład ZSRR. Słynne zdanie
Wojciecha Jaruzelskiego "socjalizmu będziemy bronić jak niepodległości" mówi
więcej niż niejeden twardy dokument. Generał może dużo mówić na temat zagrożenia
rosyjskiego, ale prawdziwą przyczyną mogła być obawa scenariusza Praskiej
Wiosny, którą Jaruzelski wraz z innymi członkami Układu Warszawskiego zgasił
niegdyś w
zarodku. Gdyby opozycja dogadała się z komunistami lub ktoś z kręgu władzy
odważyłby się na pewną niezależność od Moskwy, taki scenariusz byłby bardzo
prawdopodobny. Pod koniec lat siedemdziesiątych generał i jego zaplecze, w
sposób konsekwentny i przy poparciu Moskwy zaczęli przejmować władzę. To jego
władza miała uchronić socjalizm i PRL, ale generał bał się wszystkich, swojego betonu partyjnego, solidarnościowej
opozycji i oczywiście Rosjan. Wojskowy manewr był dla niego zawieszeniem na czas
nieokreślony wszystkiego, co było związane z kryzysem w Polsce, ale też
potwierdzeniem trwałego sojuszu i uzależnienia od Rosjan.
Generał Wojciech Jaruzelski wielokrotnie uzasadniał wprowadzenie w dniu 13
grudnia 1981 roku stanu wojennego wyborem „mniejszego zła”. „Większym złem”
miała być oczywiście interwencja wojsk radzieckich i innych ówczesnych wojsk
sojuszniczych w Polsce, w związku z działalnością niepodległościową rodzącej się
Solidarności. Czy jednak gen. Jaruzelski musiał wybierać pomiędzy „mniejszym” i
„większym” złem ? Nie ulega wątpliwości, że koncepcja wprowadzenia stanu
wojennego zrodziła się w Moskwie i słuszności tej tezy potwierdzają zapisy
stenogramu z posiedzenia Biura Politycznego KC KPZR z 2 kwietnia 1981 r. Są to
m.in. zapisy wypowiedzi Breżniewa o tym, że „... Trzeba będzie im (towarzyszom
polskim) powiedzieć, co oznacza wprowadzenie stanu wojennego i wszystko
należycie wyjaśnić...” i Andropowa, który mówił o godzinie milicyjnej,
ograniczeniu ruchu ulicznego i innych uciążliwościach stanu wojennego oraz
Ustinowa martwiącego się tym, że większość poborowych w wojsku jest sympatykami
Solidarności.
Jaruzelski od początku swej "kariery" brał udział w krwawych zbrodniach
dokonywanych przez Ludowe Wojsko Polskie, KBW - Korpus Bezpieczeństwa
Wewnętrznego, i UB - Urząd Bezpieczeństwa, Armię Czerwoną i NKWD, na polskim
niepodległościowym i antykomunistycznym podziemiu zbrojnym, w "utrwalaniu władzy
ludowej", całe życie był wiernym i lojalnym agentem Związku Sowieckiego, był
gorliwym agentem obcego - sowieckiego interesu, był bliskim przyjacielem
wszystkich kolejnych przywódców i rządów sowieckich. Od 1946 roku był
zarejestrowany jako agent NKWD pod pseudonimem "Wolski".
Już w lipcu 1980 r. dyskutowano podczas posiedzenia Komitetu Obrony Kraju o
możliwości wprowadzenia stanu wojennego w Polsce. Omawiano wówczas projekty
aktów prawnych dotyczących bezpieczeństwa państwa i porządku publicznego w
okresie obowiązywania stanu wojennego, ale sytuacja polityczna w kraju i gra
polityczna na "partyjnym Olimpie" nie sprzyjały podjęciu wiążących decyzji. Pod
koniec 1980 r. sytuację w Polsce zaczęto oceniać w aspekcie strategicznego
problemu równowagi sił między Wschodem a Zachodem. Pod naciskiem Kremla zaczęto
rozważać możliwość zastosowania metod polityczno-administracyjnych wobec
"Solidarności", ale gdy okazały się one mało skuteczne, odwołano się do metod
operacyjnych, które polegały na nasyceniu agentami struktur krajowych,
regionalnych i zakładowych "Solidarności" i oddziaływania na proces decyzyjny
kierowniczych gremiów związku. Kierownictwo KPZR oczekiwało, że polskie władze
wprowadzą stan wojenny w oparciu o krajowe środki. Generał W. Jaruzelski zaś
opowiadał się za "internacjonalistyczną pomocą" wojsk UW. Dlatego Biuro
Polityczne PZPR już 3 września 1980 r. uznało kompromis zawarty między władzą a
komitetami strajkowymi za "przejściowy" i zapowiadało "przygotowanie
kontrataku". Wprowadzając stan wojenny, przywódca WRON–y generał Wojciech
Jaruzelski w osławionym przemówieniu stwierdził jednoznacznie, że jest on
skierowany przeciwko „ekstremistom z Solidarności”, chce bowiem w ten sposób
uchronić kraj przed „wojną domową”. Kto z kim miał się bić w tej wojnie, skoro
broń miała tylko jedna strona, a druga była całkiem bezbronna? Tego już
Jaruzelski nie powiedział. Jaruzelski w noc grudniową był faktycznym dyktatorem
Polski – jako I sekretarz KC partii komunistycznej, premier, minister obrony,
przewodniczący KOK i przewodniczący WRON. Wtedy, w 1981 r., generał nie
powoływał się na zagrożenie sowiecką interwencją. Teoria „mniejszego zła”
pojawiła się później, aby nasilić się w okresie ostatnich 4 lat. Wprowadzając
stan wojenny, miał rzekomo uchronić Polskę przed „większym złem”, czyli zbrojną
agresją dywizji Armii Czerwonej.
Najwybitniejszy na Zachodzie znawca historii Polski, brytyjski profesor Norman
Davies, pisze wprost, że (...) Jaruzelski już jako szef Głównego Zarządu
Politycznego Wojska Polskiego był człowiekiem KGB. Profesor Davies stwierdza
dalej: Gdy się weźmie pod uwagę panujący w Polsce układ polityczny, pytanie o
to, czy Jaruzelski działał z inicjatywy własnej, czy też z inicjatywy Moskwy,
staje się pytaniem retorycznym. Gdyby Jaruzelski sam opracował plan działania,
to i tak jako lojalny komunista musiałby prosić radzieckich towarzyszy o zielone
światło. Gdyby zaś ten plan narodził się w Moskwie, generał musiałby przyrzec
posłuszeństwo. Jaruzelski był oficerem w służbie imperium sowieckiego od młodości aż do
emerytury. Trzeba nazywać rzecz po imieniu element prorosyjski był znacznie
zawsze silniejszy niż Polacy chcą się przyznać, kolaborantów i zdrajców nie
brakowało odkąd Rosja Carska zapragnęła poszerzać swoje terytorium na zachód. W
ramach tzw. suwerenności w ramach PRL dowodzone przez Jaruzelskiego wojsko brało
udział w zdławieniu Praskiej Wiosny 1968 roku, dokonywało masakry bezbronnej
ludności cywilnej w grudniu 1970 r. na Wybrzeżu oraz w grudniu 1981 r. w stanie
wojennym. Wcześniej w ramach tej suwerenności ludowe Wojsko Polskie mordowało
bezbronnych ludzi na ulicach Poznania w 1956 r., a jeszcze wcześniej, w latach
1944–1948 pacyfikowało resztki podziemia AK. Wszystko to było dokonywane
istotnie „suwerennie”, ale w imię imperialnych interesów Kremla. Nigdzie poza
PRL nie było takiej „suwerenności”, tylko w PRL własne wojsko krwawo tłumiło za
pomocą broni maszynowej, czołgów, nawet helikopterów bojowych dążenia
niepodległościowe własnego narodu. Piotr Jaroszewicz – premier i generał
dywizji, sam mający dobre układy w Moskwie: Jaruzelskiego oficerowie (...) nie
lubili za zbytnią uległość wobec sojuszników radzieckich.
Z dokumentów przekazanych przez Władymira Bukowskego wynika wprost, że co prawda
stan wojenny został wprowadzony na żądanie Moskwy, ale władze sowieckie nie
zamierzały interweniować zbrojnie w Polsce i zdecydowanie się od tego odcinały
bez względu na rozwój sytuacji politycznej. W stenogramie z posiedzenia Biura
Politycznego KC KPZR z dnia 10 grudnia 19981 r., któremu przewodniczył Leonid
Breżniew, znajdują się między innymi wypowiedzi takich sowieckich dygnitarzy
partyjnych i państwowych jak Breżniewa, Andropowa, Rusakowa, Gromyko, Ustinowa,
Griszyna i Czernienki odnoszące się do sytuacji w Polsce. Rusakow stwierdził
wprost, że „... na posiedzeniu Biura Politycznego (PZPR-moje) uchwałę o
wprowadzeniu stanu wojennego i podjęcia bardziej stosownych kroków wobec
ekstremistycznych działaczy Solidarności podjęto jednogłośnie, nikt absolutnie
nie oponował. Jednocześnie Jaruzelski zamierza skontaktować się w tej sprawie z
sojusznikami. Mówi, że w razie gdyby siły polskie nie poradziły sobie z oporem
Solidarności, polscy towarzysze liczą na pomoc innych krajów, aż do wprowadzenia
sił zbrojnych na terytorium Polski włącznie...” . Ta wypowiedź nie pozostawia
cienia wątpliwości, iż to członkowie Biura Politycznego Polskiej Zjednoczonej
Partii Robotniczej zmierzali a później dokonali skutecznego zamachu stanu
wykorzystując uzależnione od siebie struktury Państwa tj. Radę Państwa, Sejm,
wojsko i milicję. Co gorsze – to Jaruzelski wyrażał nadzieję na pomoc ówczesnych
wojsk sojuszniczych, gdyby wierne mu siły nie poradziły sobie.
W grudniu 1980 r. Kreml nie planował żadnej bezpośredniej interwencji w
wewnętrzne sprawy Polski. Ilość zgrupowanych wówczas sił (15 dywizji armii
sowieckiej, 2 dywizje czechosłowackie i 1 z NRD) była niewystarczająca do
skutecznej interwencji, nawet jeśli założymy bierną postawę wojsk polskich (co
wydaje się częściowo prawdopodobne) i brak zdecydowanego oporu ze strony
społeczeństwa. Gdyby faktycznie wojska Układu Warszawskiego miały wkroczyć do
Polski, to dowództwo nie informowałoby o ilości sił, terminie wkroczenia i nie
podałoby innych danych dotyczących całej operacji. Brak jakiegokolwiek
maskowania operacyjnego w fazie rozwijania domniemanego natarcia świadczyłby
tylko o pozorowanym charakterze operacji.
Rosjanie umoczyli się głęboko w Afganistanie i wytworzenie następnego frontu
spowodowałoby osłabienie całego Układu Warszawskiego, a co za tym idzie groźbę
interwencji lub konfliktu z NATO.
Z możliwością legalnego - z formalnoprawnego punktu widzenia
- wprowadzenia stanu wojennego był jednak pewien problem. W ówczesnym
ustawodawstwie polskim nie było bowiem (poza wspomnianym zapisem w konstytucji)
żadnej regulacji prawnej dotyczącej tzw. stanów nadzwyczajnych. Nie było "ustawy
o stanie wojennym" ani "ustawy o stanie wyjątkowym" (to drugie pojęcie nie
występowało w ogóle w Konstytucji PRL). Lecz aby wprowadzenie stanu wojennego, a
następnie egzekwowanie jego przepisów, mogło mieć choćby pozory legalności,
posunięcie takie musiało mieć podstawę prawną o randze ustawy. Konstytucja PRL
przewidywała istnienie dwóch rodzajów aktów prawnych o mocy ustawy: ustawy
wydawane przez Sejm i dekrety z mocą ustawy (podlegające zatwierdzeniu przez
Sejm na najbliższym posiedzeniu) uchwalane przez Radę Państwa. Ta jednak mogła
wydawać dekrety wyłącznie w okresach między sesjami Sejmu. Zaś 13 grudnia 1981
r. jesienno - zimowa sesja Sejmu PRL właśnie trwała. Ówczesne kierownictwo
Polski nie miało zamiaru przejmować się takim "drobiazgiem" jak brak kompetencji
Rady Państwa do uchwalania dekretów w czasie trwania sesji sejmu. Działając z
polecenia wojskowych, ówczesny przewodniczący Rady prof. Henryk Jabłoński już po
północy 13 grudnia 1981 r. wystosował do wszystkich członków Rady Państwa pismo
następującej treści: "Zwołuje się posiedzenie sesji nadzwyczajnej Rady dnia 13
grudnia 1981 o godz. 01.00...". Powiadomieni o nadzwyczajnej sesji członkowie
Rady Państwa zostali przewiezieni wojskowymi samochodami do siedziby
przewodniczącego Rady - Belwederu. W niewielkim pałacyku było pełno wojskowych.
Byli to - o czym nie wszyscy obecni początkowo wiedzieli - wszyscy członkowie
Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego - nie przewidzianego żadnym prawem organu,
który pod wodzą gen. Jaruzelskiego ukonstytuował się tej właśnie nocy.
Gdy odbywało się posiedzenie Rady Państwa, stan wojenny w praktyce już trwał.
Jeszcze przed północą do mieszkań wytypowanych wcześniej osób - najczęściej
członków "Solidarności" - wkroczyli funkcjonariusze SB i milicji. Dokładna
liczba zatrzymanych w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. nie jest znana, lecz
według wszelkiego prawdopodobieństwa przekroczyła ona 10 000 ludzi. Większość z
nich umieszczona została w ośrodkach internowania. Miliony Polaków dowiedziały
się o wprowadzeniu stanu wojennego dopiero o godz. 6 rano, kiedy to radio i
telewizja zaczęły transmitować przemówienie gen. Wojciecha Jaruzelskiego. I
Sekretarz PZPR, a zarazem szef rządu i minister obrony narodowej przedstawiał
sytuację kraju w czarnych barwach. "Ojczyzna nasza znalazła się nad przepaścią"
- mówił generał i uzasadniał: "Padają wezwania do fizycznej rozprawy z
czerwonymi, z ludźmi o odmiennych poglądach. Mnożą się wypadki terroru, pogróżek
i samosądów moralnych, a także bezpośredniej przemocy. Szeroko rozlewa się po
kraju fala zuchwałych przestępstw, napadów i włamań. Rosną milionowe fortuny
rekinów podziemia gospodarczego. Chaos i demoralizacja przybrały rozmiary
klęski". Odpowiedzialnymi za taki stan kraju mieli być, według Jaruzelskiego,
przywódcy "Solidarności". Konieczność odwołania się do nadzwyczajnych środków
była według szefa PZPR uzasadniona tym, że 16 XII 1981 r. "Solidarność"
zamierzała urządzić w największych miastach Polski masowe demonstracje z okazji
11 rocznicy wydarzeń wybrzeżu w 1970 r. Manifestacje, jak stwierdził Jaruzelski,
mogły stać się iskrą, "od której może zapłonąć cały kraj". "Instynkt
samozachowawczy narodu musi dojść do głosu. Awanturnikom trzeba skrępować ręce,
zanim wtrącą ojczyznę w otchłań bratobójczej walki" - mówił generał.br />
Stan wojenny spowodował drastyczna redukcję - i tak niewielkich - swobód
obywatelskich, jakimi cieszyli się mieszkańcy PRL. Z umieszczonych w miejscach
publicznych afiszy Polacy dowiedzieli się m.in. że:
"Zakazane zostało zwoływanie i odbywanie wszelkiego rodzaju zgromadzeń, pochodów
i manifestacji, a także organizowanie i przeprowadzanie zbiórek publicznych oraz
imprez artystycznych, rozrywkowych i sportowych bez uprzedniego uzyskania
zezwolenia właściwego terenowego organu administracji państwowej, z wyjątkiem
nabożeństw i obrządków religijnych odbywających się w obrębie kościołów, kaplic
i innych miejsc przeznaczonych wyłącznie do tego celu; Zakazane zostało
rozpowszechnianie wszelkiego rodzaju wydawnictw, publikacji i informacji każdym
sposobem, publiczne wykonywanie utworów artystycznych oraz użytkowanie urządzeń
poligraficznych bez uzyskania zgody właściwego organu; Zawieszone zostało prawo
pracowników do organizowania i przeprowadzania wszelkiego rodzaju strajków i
akcji protestacyjnych; a także, że "Zakazane zostało uprawianie turystyki oraz
sportów żeglarskich i wioślarskich na morskich wodach wewnętrznych i
terytorialnych". Inny plakat groził: "Łamiąc prawo stanu wojennego narażasz się
na surowe konsekwencje!" "Kto w celu osłabienia gotowości obronnej Polskiej
Rzeczypospolitej Ludowej rozpowszechnia wiadomości mogące gotowość tę osłabić,
podlega karze pozbawienia wolności od 1 roku do lat 8; Kto rozpowszechnia
fałszywe wiadomości, jeżeli może to wywołać niepokój publiczny lub rozruchy,
podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 5; Kto organizuje lub
kieruje strajkiem lub akcją protestacyjną podlega karze pozbawienia wolności do
lat 5; Kto uczestniczy w strajku albo akcji protestacyjnej podlega karze aresztu
do trzech miesięcy albo karze grzywny; Kto odmawia wykonania polecenia
służbowego, będąc zatrudnionym w zakładzie objętym militaryzacją, podlega karze
pozbawienia wolności na okres nie krótszy od lat 2".
Represyjny potencjał prawodawstwa stanu wojennego był wręcz niezwykły. Dość
wspomnieć, że przy uwzględnieniu możliwości zastosowania tzw. trybu doraźnego,
najwyższy wymiar kary groził za ponad 80 przestępstw. W trybie tym sąd - bez
względu na ustawowe zagrożenie danego przestępstwa - nie mógł wymierzyć kary
niższej, niż 3 lata więzienia , zas w przypadku, gdy górna granica "normalnego"
wymiaru kary za dane przestępstwo wynosiła 8 lub więcej lat pozbawienia
wolności, mógł wymierzyć nawet karę śmierci bez prawa do apelacji! Z możliwości
tych władze stanu wojennego skorzystały tylko w ograniczonym zakresie -
najwyższy wyrok za przestępstwo polityczne, a konkretnie, organizację strajku w
wyższej szkole morskiej w Gdyni, wyniósł 10 lat więzienia. Niemniej jednak,
niezwykła surowość ustawodawstwa stanu wojennego w sposób wyraźny wskazuje na
zasadniczy cel, jaki przyświecał ówczesnym władzom: maksymalne zastraszenie
społeczeństwa i zniechęcenie go do podejmowania jakiejkolwiek działalności nie
aprobowanej z góry przez władze. Najbardziej powszechną formą represji wobec
działaczy opozycji było umieszczenie w ośrodku dla internowanych. Ośrodki te
utworzone były najczęściej w aresztach i więzieniach, zaś przebywający w nich
poddani zostali tym samym regułom, co tymczasowo aresztowani. Decyzje o
internowaniu podejmowali komendanci wojewódzcy MO, a od stosownego postanowienia
nie przysługiwało odwołanie. Według oficjalnych danych przez "internaty"
przeszło 10 131 osób. Była wśród nich większość przywódców "Solidarności" - w
tym Lech Wałęsa, przetrzymywany w ścisłej izolacji w Arłamowie na pogórzu
przemyskim. Populistycznym posunięciem propagandowym było internowanie całego
szeregu prominentów "minionej epoki" - w tym m.in. Edwarda Gierka, Piotra
Jaroszewicza, Edwarda Babiucha i Zdzisława Grudnia - jako ludzi odpowiedzialnych
za kryzys gospodarczy państwa.
Wspomniane konsekwencje groziły głównie tym, którzy angażowali się w działalność
opozycyjną. Lecz stan wojenny dotknął - choć może nie w tak drastyczny sposób -
nie tylko tych, którzy trafili do "internatów" czy więzień (o takich ludziach,
jak górnicy zabici przez oddział specjalny ZOMO w trakcie pacyfikacji kopalni
"Wujek" nie wspominając). Cały szereg regulacji był nader uciążliwy dla zwykłych
ludzi, niezależnie od tego, kim byli, lub co robili przed wprowadzeniem stanu
wojennego. I tak np. w pierwszych miesiącach stanu wojennego obywatele nie mogli
opuszczać miejsca stałego zamieszkania bez zezwolenia terenowego organu
administracji państwowej. Wydawana przez lokalnego urzędnika decyzja była
ostateczna - tzn. jeśli urzędnik uznał, że dana osoba nie musi jechać - to osoba
ta prostu nie miała prawa opuścić swojej miejscowości. Innym drastycznym
posunięciem władz stanu wojennego było całkowite przerwanie łączności
telefonicznej. Skutkiem tego posunięcia było nie tylko utrudnienie szeregu
międzyludzkich kontaktów. W istocie rzeczy, do liczby śmiertelnych ofiar stanu
wojennego należałoby doliczyć tych, którzy zmarli dlatego, że nie można było
wezwać do nich pogotowia. Ile było takich przypadków - do dziś nie wiadomo.
Jawnej cenzurze podlegała korespondencja. Cenzurowaniem listów zajmowały się
utworzone w każdym województwie urzędy cenzury. Kontrolowana była - po
przywróceniu - łączność telefoniczna. Po podniesieniu słuchawki rozlegał się w
niej sygnał "rozmowa kontrolowana, rozmowa kontrolowana...". Przez kilka
pierwszych miesięcy stanu wojennego (do maja 1982 r.) obowiązywała też tzw.
godzina milicyjna (początkowo od 22:00 do 6:00, później od 23:00 do 5:00). Każdy
(z wyjątkiem funkcjonariuszy odpowiednich służb, lub osób pracujących na nocną
zmianę) przebywający w czasie "godziny milicyjnej" w miejscu publicznym narażał
się na zatrzymanie i postawienie przed kolegium do spraw wykroczeń, które mogło
go w trybie przyspieszonym skazać na karę do miesiąca aresztu. Kilkaset
największych przedsiębiorstw - PKP, wszystkie kopalnie, huty, cały transport,
telekomunikacja, porty, a także 129 największych zakładów przemysłowych zostało
zmilitaryzowanych. Ich pracownicy zostali poddani rygorom obowiązującym
żołnierzy w czasie wojny. Odmowa wykonania polecenia służbowego w
przedsiębiorstwie objętym militaryzacją mogła - jak już zostało wspomniane -
zakończyć się nawet karą śmierci. Istotnym posunięciem władz stanu wojennego
było zawieszenie działalności całego szeregu legalnych uprzednio (i nawet
niekoniecznie wyraźnie opozycyjnych) organizacji. Zawieszane zostały takie
zrzeszenia, jak Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, Związek Literatów
Polskich, Niezależne Zrzeszenie Studentów, a przede wszystkim - sama
"Solidarność". Udział w działalności zawieszonego związku został - według
"Dekretu o stanie wojennym" zagrożony karą do 3 lat więzienia.
Wprowadzenie stanu wojennego wyklarowało sytuację, pokazało jasno, kto jest po
której stronie. Posunięcie Jaruzelskiego obnażyło też prawdziwą istotę realnego
socjalizmu jako systemu kompletnie niereformowalnego i związanego z Rosją w
postaci ZSRR. Lata osiemdziesiąte cechowała kompletna stagnacja, Polska staczała
się w gospodarczą przepaść, jedyną zaś nadzieją była emigracja na Zachód. W
sferze społecznej doszło do głębokiego podziału na my i oni, do rangi
najważniejszego zrywu niepodległościowego urastało Powstanie Warszawskie, pomimo
klęski, a może właśnie dzięki niej. Naród czas spędzał w kościołach, gdyż wiara
stawała się symbolem protestu przeciw komunie.
Galeria Stanu Wojennego

Sam Jaruzelski jest w Rosji serdecznie witany i odznaczany (wycieczka na
Syberię) zaś jego specjalna emerytura i innych członków WRON-y, około 10 tysięcy zł,
została utrzymana dzięki Trybunałowi Konstytucyjnemu.