Zimnym okiem
Do zabicia człowieka wystarczy kula lecąca z
energią 60 dżuli. Śrut wystrzelony z wiatrówki ma 17 dżuli. Pocisk z karabinu
snajperskiego 3417 dżuli, bo snajper strzela raz i po to, żeby zabić. Celne
strzelanie to dobry początek, żeby zostać strzelcem wyborowym, ale za mało, żeby
przeżyć w tym zawodzie. Tym bardziej że historia wojskowości nie odnotowała
jeszcze przypadku snajpera, który przeżył wzięcie do niewoli. Czeczeńcy
podrzynali strzelcom gardła, Rosjanie palili ich żywcem. W Jugosławii
szczególnie polowano na snajperki: gwarancja zbiorowego gwałtu.
Żaden inny typ żołnierza nie wywołuje takich skrajnych reakcji u przeciwnika. I
trudno się dziwić, bo broń i technika, którą dysponują, praktycznie nie dają
przeciwnikowi żadnych szans. Właściwie nie chronią przed nią nawet kamizelki
kuloodporne i nowoczesne hełmy. Pociski są tak skonstruowane, że w zetknięciu z
celem rozwarstwiają się, tworząc coś w rodzaju grzybka. Dziura, którą wlatuje
kula, ma ok. 10 cm średnicy. Rana wylotowa ma już 30 cm. – Za pociskiem wytwarza
się ciśnienie tworzące tzw. kanał chwilowy. Fala rozchodzi się po organizmie z
prędkością ok. 1450 m/s. Większość ludzi zabija wstrząs wywołany przez to
ciśnienie. Żeby wyobrazić sobie, co pocisk robi w ciele człowieka, można
przeprowadzić eksperyment. – Proszę wprowadzić słomkę do szklanki z kisielem i
mocno dmuchnąć, efekt będzie bardzo zbliżony.
Jak ważni są snajperzy i dlaczego warto pakować ciężkie pieniądze w ich
wyszkolenie. – Bo te pieniądze się po prostu zwracają. Amerykanom, którzy jako
naród praktyczny lubią przyglądać się każdemu zjawisku przez pryzmat cyferek,
wyszło, że na zabicie jednego wietnamskiego partyzanta wystrzelili średnio 20
tys. sztuk naboi. Snajper Marines, żeby zabić 10 przeciwników, wystrzelił 13
pocisków. Dla Amerykanów był to argument przemawiający za inwestowaniem w
snajperów. Utwierdziła ich w tym pierwsza wojna w Zatoce Perskiej: snajperzy
likwidowali całe plutony, które nawet nie wiedziały, skąd przychodzi śmierć.
Dla nich człowiek składa się z dwóch krzyży śmierci. Jeden krzyż jest na czole,
tuż nad nasadą nosa. W to miejsce celują z krótkich dystansów. Drugi krzyż jest
na piersi, na wysokości mostka. W ten punkt strzela się z daleka lub przy dużym
wietrze, gdy strzał nie jest pewny, a cel trzeba wyeliminować. Przy tym
rozwiązaniu obiekt ma około 10 proc. szans na przeżycie. – Jak zabijać, patrząc
człowiekowi w oczy, i nie zwariować? – kapral snajper powtarza pytanie. – To
proste. Nie wolno patrzeć w oczy. Na jeden z krzyży przyrządy celownicze
naprowadzamy od dołu, od nóg. Obserwujemy kolejno nogi, ręce, tułów, obiekt mamy
jak na dłoni. Gdy dojdziemy do krzyża dużego czy małego, pociągamy za spust.
Kiedy ktoś leży i widać tylko głowę, jedziemy od ziemi, powoli w górę, i gdy
widzimy twarz pod hełmem, naciskamy. Wtedy nie ma czasu czytać z oczu obiektowi,
zastanawiać się, jaki mają kolor. Jeśli już trzeba nacisnąć spust, to wiadomo,
że pocisk dosięgnie wroga, kogoś, kto jest niebezpieczny. Jego oczy, rysy twarzy
czy wiek nie mają już znaczenia. Po strzale nie ma czasu na wyrzuty sumienia.
Trzeba uciekać, dbać o siebie, aby nie podzielić losu swojego celu.
– Z tora strzela się prościej – tłumaczy inny snajper. – Z tego karabinu strzela
się na dłuższym dystansie i niszczy zazwyczaj sprzęt. Można unieruchomić
samochód, transporter opancerzony, stację radiolokacyjną, a nawet, gdy się wie
jak, zatrzymać czołg. Z tora sporadycznie strzela się do ludzi. Jednak gdy się
już strzela i trafi, to obiekt rozlatuje się na wiele kawałków.
Podczas doboru kandydatów na strzelców wyborowych równie ważna jak celne oko i
sprawność fizyczna jest psychika. I nie chodzi tutaj tylko o umiejętność
zapomnienia o tym, że wczoraj czy przed chwilą wyeliminowało się z tego świata
jednego czy dwóch ludzi. Najważniejsze jest to, czy snajper po wykonaniu zadania
będzie umiał poradzić sobie z sumieniem, wpojonymi wartościami moralnymi czy
religijnymi.
Specjalność ta wymaga silnej psychiki także z wielu innych względów. Aby być
snajperem, trzeba umieć czekać. Strzelec precyzyjny musi znieść wielogodzinne
przebywanie w bezruchu, bez jedzenia i picia, rozmawiania, czasem musi oddać
mocz pod siebie, w wykopany wcześniej dołek. Siła woli i opanowanie w skrajnie
trudnych sytuacjach to atrybut snajpera – ducha pola walki.
Słyszałem - potwierdzam
– Kiedyś leżałem siedem godzin praktycznie bez najmniejszego ruchu – opowiada
kapral. – To było trudne przeżycie. Czas wlókł się niemiłosiernie, dookoła nic
się nie działo. Wszystkie kończyny i całe ciało drętwiało z zimna i braku
należytego krążenia krwi. Obok leżał obserwator. Jednak nie mogliśmy rozmawiać.
Para wydobywająca się z ust mogła zdradzić naszą pozycję. Musieliśmy wytrwać,
nie było innego wyjścia.
– Rodzynki. Wtedy najlepsze są rodzynki – dodaje starszy szeregowy. – Bardzo
powolnymi ruchami można je wkładać do ust, przeżuwać. Takie żucie uspokaja,
zabija czas i głód. Nie ma hałasu przy ich jedzeniu. Najlepsze są rodzynki w
czekoladzie, bo dają dużo kalorii.
Żołnierz snajper może żuć, nie może palić. Palący nie zostanie snajperem.
Niektórzy mówią, że snajper w wojsku jest jak chirurg. Nie może się pomylić.
Jednym celnym strzałem musi wykonać zadanie. Musi być precyzyjny, opanowany,
skuteczny. Inni dodają, że musi jeszcze mieć wyobraźnię i instynkt kameleona.
Wybrać stanowisko w miejscu, gdzie nikt się go nie spodziewa i zamaskować tak,
że nawet z kilku metrów będzie dla wroga niewidoczny.
– Czasami trzeba wręcz wgryźć się w ziemię. Zamaskować w piasku, jak na przykład
w Iraku. Zawsze trzeba pamiętać, że żaden zarys kamuflażu nie może być
zaokrąglony. Nie można kształtem czy długością przypominać człowieka – tłumaczą
snajperzy.
– Maskałaty robimy sobie sami. Na każdy teren muszą być inne. Niektóre mamy
panelowe, takie z możliwością wplatania w nie roślin, traw lub gałęzi z miejsca,
w którym mamy działać.
Snajper musi być inteligentny. Obliczanie poprawek, przenoszenie danych
uzyskanych z dalmierza, wiatromierza, ciśnieniomierza na bębny przyrządów
celowniczych wymagają dobrej znajomości matematyki i szybkiego pamięciowego
obliczania. Znajomość balistyki, szczególnie w przypadku konkretnej broni i
amunicji, to dodatkowa wiedza, którą trzeba wykuć na pamięć. Czasami jednak nie
ma się gdzie ukryć. Maskałaty stają się mało przydatne na przykład w walce w
mieście. Tam odległości, na jakie się strzela, są inne. Obowiązuje inna amunicja
oraz inna taktyka walki. W mieście wyobraźnia i pomysłowość snajpera muszą
działać ze zdwojona mocą. Łatwiej trafić cel, który jest bliżej, ale też łatwiej
samemu zginąć.
– Podczas drugiej zmiany w Iraku nie byłem jeszcze strzelcem wyborowym, ale
obserwowałem, jak oni działają – wspomina kapral. – Wtedy w naszej armii
raczkowano dopiero w tej specjalności. Mieliśmy już w wyposażeniu sako, ale mało
ludzi wiedziało, jak ich używać. Podczas powstania As-Sadra w Karbali, w
słynnych walkach o City Hall przekonałem się, że dobrą metodą jest, gdy
żołnierze stawiają zaporę ogniową po to, aby własny snajper miał czas spokojnie
wyłuskać kogoś po stronie przeciwnej i oddać strzał. Wtedy używa się amunicji
poddźwiękowej, często zakłada tłumik.
Snajper (od ang. snipe – strzelać z ukrycia) jest to strzelec wyborowy, który
działa poza polem walki, by eliminować z góry określone cele. Poza precyzyjnym
strzelaniem snajper musi posiadać odpowiednie cechy psychofizyczne,
predysponujące go do długotrwałego oczekiwania na możliwość wykonania misji.
języku potocznym oraz języku mass mediów utożsamia się pojęcie strzelec wyborowy
(ang. Designated marksman lub po prostu marksman) z pojęciem snajper. Różnica
polega na tym, iż snajper to żołnierz działający w pojedynkę lub w małej
2-3-osobowej grupie, o dużej autonomii, operujący niezależnie od większych
pododdziałów, najczęściej wyposażony w karabin powtarzalny. Do jego typowych
zadań należą zwiad i obserwacja, działania antysnajperskie, eliminacja wyższych
stopniem oficerów, wyznaczenie celów ataku oraz - w niektórych przypadkach, przy
wykorzystaniu wielkokalibrowych karabinów wyborowych - niszczenie sprzętu
przeciwnika. Natomiast strzelec wyborowy to żołnierz działający w ramach drużyny
piechoty, wspierający ją ogniem na dalszych dystansach. Co do zasady działający
dysponuje samopowtarzalnym karabinem wyborowym lub karabinkiem automatycznym
zaopatrzonym w celownik optyczny o powiększeniu 4-6x. Snajper pochodzi od
angielskiego słowa "bekas" (ang. snipe). Anglicy uważali bowiem, że ten kto jest
w stanie podejść, a następnie trafić w małego i płochliwego bekasa, jest w
stanie trafić we wszystko. Bekas jest ptakiem bardzo czujnym, którego trudno
podejść, spłoszony wzbija się w powietrze po spiralnym torze - stąd wielką
sztuką jest w niego trafić, a na miano łowcy bekasów (ang. sniper) mogą pozwolić
sobie tylko nieliczni. W literaturze przedmiotu wskazuje się, iż pojęcie "sniper"
pojawiło się pierwszy raz w 1773r w liście angielskiego żołnierza stacjonującego
w Indiach. Natomiast jako oznaczenie wybornego strzelca, który z ukrytego
stanowiska likwiduje wybrane cele, pojawiła się w 1824. Masowe użycie snajperów
przypada na okres I wojny światowej gdy Niemcy w ramach mobilizacji desygnowali
myśliwych (lub inne osoby umiejące skutecznie strzelać z broni długiej jeszcze
przed wojną) specjalnie do eliminacji żołnierzy wroga. Do momentu schwytania
jednego z niemieckich strzelców wyborowych na wiosnę 1915 roku, poważne straty
wśród oficerów francuskich, a niekiedy – zagładę całych plutonów – przypisywano
zabłąkanym kulom. Radziecka, później rosyjska doktryna wojenna (a także doktryny
krajów poradzieckich) przewiduje strzelców wyborowych wchodzących w skład każdej
drużyny. Rola strzelców wyborowych w tych armiach została umniejszona po
upowszechnieniu się dysponujących dużą siłą ognia karabinów automatycznych
przystosowanych do szybkich akcji i walki na małych dystansach.
A było tak...
Podczas II wojny światowej stwierdzono, że karabiny wyborowe, drogie i podatne
na uszkodzenia, nie są odpowiednie do sposobu walki wojsk radzieckich
nastawionych na szybki atak zmasowanymi siłami. Po wprowadzeniu na uzbrojenie
broni automatycznej, do której obsługi nie był potrzebny długotrwały trening
strzelecki, karabiny wyborowe straciły na znaczeniu. Do roli strzelców
wyborowych zaczęto przygotowywać kobiety, które miały za zadanie pozostając w
ukryciu oczekiwać cierpliwie na odpowiednią okazję do oddania strzału, nie będąc
jednocześnie narażone na niebezpieczeństwo walki wręcz. Radzieccy strzelcy
wyborowi odegrali znaczącą rolę podczas Bitwy o Stalingrad. Strzelcy wyborowi
Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i państw zachodnich o podobnej do nich
doktrynie wojennej działają w zespołach dwuosobowych, strzelec i obserwator.
Obaj posiadają inne zdolności i predyspozycje, ale szkoleni są razem do
działania w zespole. Typowymi misjami strzelców wyborowych jest rozpoznanie,
działania przeciwko wrogim strzelcom wyborowym, eliminowanie kadry dowódczej
wroga, a także niszczenie sprzętu przy użyciu broni strzelającej amunicją dużych
kalibrów takich jak .50 BMG czy .338 Lapua. Strzelcy wyborowi wojsk brytyjskich
i amerykańskich dowiedli swej wartości również podczas ostatniego konfliktu w
Iraku działając jako wsparcie piechoty zwłaszcza w terenach zurbanizowanych.
Obecny rekord odległości celnego strzału na polu walki wynosi 2440 metrów,
oddanego z karabinu powtarzalnego McMillan TAC-50 kalibru .50 BMG (12,7 mm)
przez kanadyjskiego strzelca wyborowego Roba Furlonga (nie, jak podają niektóre
źródła, Aarona Perry'ego, będącego jedynie dowódcą drużyny snajperskiej) w 2002
roku podczas inwazji na Afganistan. Lot pocisku wystrzelonego z tego karabinu
trwał 4 sekundy, a jego tor balistyczny obniżył się o 44,5 metra (był to trzeci
strzał, dwa poprzednie nie trafiły celu). Poprzedni rekordowy strzał na
odległość 2250 metrów został oddany podczas wojny wietnamskiej przez strzelca
wyborowego Marines Carlosa Hathcocka, jego strzał pozbawił życia wietnamskiego
majora. Podczas wojny w Bośni i oblężenia Bejrutu terminem snajper określano
żołnierzy-degeneratów terroryzujących cywilów. W oblężonym Sarajewie główna
ulica miasta zyskała złą sławę Alei snajperów, ostrzeliwana przez żołnierzy
serbskich zarówno z wysokich budynków okalających centrum miasta, jak i
okolicznych gór. Ofiarami padali zazwyczaj przypadkowi ludzie, z których 1030
zostało rannych, a 225 zginęło. Wśród ofiar śmiertelnych było aż 60 dzieci.
Chociaż doskonałe wyposażenie ułatwia wykonanie zadania przez strzelca
wyborowego, to podstawą jego skuteczności jest długotrwały trening. Dobrze
wyszkolony strzelec wyborowy, wyposażony w zwykłą broń myśliwską będzie znacznie
skuteczniejszy niż myśliwy z doskonałym i precyzyjnym karabinem wyborowym.
Historyczna broń wyborowa różniła się od karabinów standardowych w bardzo
niewielkim stopniu. Do strzelania precyzyjnego używano zarówno niemieckiego
Kar98k konstrukcji Mausera, amerykańskich Springfield M1903 i M1 Garand,
radzieckiego Mosin-Nagant, norweskiego Krag-Jorgensen, japońskiego Arisaka czy
brytyjskiego Lee Enfield No 4. Karabiny te były wybierane z całej serii
produkcyjnej jako najdokładniej wykonane i najcelniejsze. Do każdej broni
dodawano celownik optyczny, ale standardowe przyrządy celownicze nie były
usuwane stanowiąc rezerwę w razie zniszczenia lub zaparowania podstawowego
celownika optycznego. Obecnie produkowane karabiny wyborowe są bronią specjalnej
konstrukcji, dostosowaną do potrzeb jakie ma spełniać. Dobrze skonstruowana broń
wyborowa powinna spełniać następujące warunki:
Pasowanie poszczególnych elementów broni musi być odpowiednio dokładne, bez
luzów. Precyzja wykonania lufy musi być bardzo wysoka, a metoda jej produkcji
jest mniej ważna. Gwintowanie lufy jest wykonywane metodą toczenia. Niektóre
lufy są poddawane procesowi odpuszczania po hartowaniu celem usunięcia naprężeń
mogących powodować odkształcanie się lufy na skutek temperatury. Zastosowanie
samonośnej lufy, czyli zamocowanie jej tylko w jednym punkcie do komory zamkowej
(obsady lufy), tak, iż nie dotyka łoża broni, ani żadnego innego jego elementu,
co pomaga uchronić ją od wpływu mechanicznych i termicznych czynników
zewnętrznych. Zastosowanie luf o dużej masie ze względu na ich wysoką
częstotliwość rezonansową i wolniejsze nagrzewanie się przy intensywnym
strzelaniu. Przykładem jest powtarzalny karabin wyborowy M24 o wiele cięższy niż
jego poprzednik półautomatyczny M21. Działanie spustu musi być płynne, bez
szarpnięć, aby uniknąć zmiany punktu celowania podczas jego naciskania. Mała
masa kurka i iglicy (zazwyczaj wykonanych z tytanu) powodująca redukcję czasu
zadziałania broni po naciśnięciu spustu. Karabiny wyborowe posiadają zazwyczaj
długie lufy (około 600 mm) pozwalające na całkowite spalenie się ładunku
miotającego pocisk i nadanie mu maksymalnie dużej prędkości. Karabiny
przeznaczone dla policji posiadają zazwyczaj krótsze lufy - umożliwia to
łatwiejsze ich przenoszenie, a specyfika działań policyjnych nie wymaga aż tak
dużych prędkości pocisków.
I trochę techniki, a człowiek się nie zgubi
Przyrządy celownicze karabinów wyborowych to zazwyczaj celowniki optyczne
(teleskopowe). Siatka takiego celownika jest zazwyczaj inna niż w celownikach
myśliwskich. Zawiera ona podziałki umożliwiające na podstawie proporcji np. do
sylwetki ludzkiej czy elementu zabudowy o znanej wysokości określić odległość od
celu, a także wprowadzić poprawkę kątową dla bocznego wiatru. Powiększenie
obrazu w celowniku teleskopowym rzadko jest większe niż 11x. Większość
współczesnych karabinów wyborowych nie posiada standardowych mechanicznych
przyrządów celowniczych polegając tylko na celownikach teleskopowych. Karabiny
stosowane przez policję posiadają zazwyczaj celowniki teleskopowe o regulowanym
powiększeniu ze względu na to, że celownik o dużym powiększeniu zastosowany do
strzelania na krótkie dystanse ma zbyt zawężone pole widzenia. Niektóre
celowniki posiadają dodatkowe wzmacniacze obrazu lub noktowizory pasywne
umożliwiające strzelanie w nocy. Początkowo karabiny wyborowe były zasilane
standardową amunicją karabinową, później selekcjonowaną amunicją specjalną, od
roku 1985 obserwuje się jednak tendencję do zwiększania kalibru broni,
umożliwiając tym samym strzelanie na większe odległości lub niszczenie sprzętu
przeciwnika. Chociaż nowa broń jest ciężka, duża, nieporęczna, głośna i droga to
jednak ze względu na dużą moc pocisku coraz częściej znajduje zastosowanie
bojowe.
Najpopularniejszą amunicją wielkokalibrową wykorzystywaną w wielkokalibrowych
karabinach wyborowych jest obecnie nabój .50 BMG, natomiast karabin o
największym kalibrze to obecnie chorwacki RT-20 strzelający amunicją 20 x 110 mm
Hispano. Lukę pomiędzy karabinami kalibru .50 i strzelającymi nabojami
standardowymi 7,62 x 51 mm NATO wypełnia broń na amunicję .338 Lapua i .408
Chey-Tac. Prowadzone są również prace badawcze nad wielkokalibrowymi karabinami
wyborowymi, takimi jak Barrett XM109, strzelającymi amunicją burzącą kalibru 25
mm. Najdłuższy potwierdzony strzał śmiertelny to dziś 2 430 metrów
(2657
jardów, 1,51 mili). Oddany został przez Kaprala Roba Furlonga, strzelca
wyborowego z Nowej Fundlandii w Kanadzie, w marcu 2002 roku w czasie wojny w
Afganistanie. Kapral oddał ten rekordowy strzał kiedy uczestniczył w operacji
Anakonda, służył wtedy w Lekkiej Piechocie Kanadyjskiej Księżniczki Patrycji.
Strzał został oddany z wielkokalibrowej broni Mcmillan TAC-50 kaliber .50 BMG
(12,7mm). Przyjmując, że czas lotu pocisku wraz z oporem powietrza jest półtora
razy dłuższy niż czas lotu bez oporu powietrza, byłoby to 4,5 sekundy (2430 /
823m/s = 2,95 s). W tym czasie, bez uwzględnienia wpływu aerodynamicznego
podniesienia toru lotu, pocisk traci 100m wysokości w drodze do celu. Poprzedni
rekord należał do snajpera Amerykańskiej Marynarki Wojennej Carlosa Hathcocka po
strzale z lutego 1967 w czasie wojny w Wietnamie. Dystans wynosił więcej niż
2500 jardów(ok. 2300m) i został oddany z karabinu maszynowego Browning M2 kal.
0.50” zaopatrzonego w celownik optyczny. Dla porównania, większość operacji
amerykańskich w Iraku wykorzystuje snajperów na dużo mniejsze dystanse, jednak w
jednym potwierdzonym przypadku 3 kwietnia 2003 roku dwuosobowa drużyna
snajperska Royal Marines Matt i Sam Hughes strzelała do celów oddalonych o 860
metrów(942 jardów); obaj byli uzbrojeni w angielski karabin L96. Ostrzał musiał
być prowadzony przy celowaniu dokładnie 17 metrów w lewo od celu, aby
skompensować silny wiatr.
Praktyka, jeszcze raz praktyka
Dobry trening jest rzeczą kluczową żeby zapewnić snajperowi wszystkie potrzebne
do sprawnego działania umiejętności. Trening snajpera wojskowego ma nauczyć go
biegłości w kamuflowaniu się i działaniu z ukrycia, obserwacji jak i prowadzenia
precyzyjnego ostrzału w różnych warunkach bojowych. W trakcie nauki tych
nieodzownych umiejętności adepci wystrzeliwują tysiące nabojów przez szereg
tygodni. Snajperzy są szkoleni by naciskać spust prosto do tyłu opuszką palca,
by uniknąć szarpania karabinem na boki. Najbardziej korzystną dla celności
pozycją jest pozycja leżąca, z karabinem opartym na worku z piaskiem, a policzek
strzelca powinien spoczywać na poduszce policzkowej. W czasie akcji dwójnóg może
być użyty zamiast worka z piaskiem. Niekiedy strzelcy owijają pas broni wokół
słabszej ręki dla lepszego unieruchomienia kolby. Niektóre doktryny nakazują
snajperowi oddychać głęboko przed strzelaniem, potem w czasie celowania i w
momencie strzału wypuścić powietrze utrzymując płuca puste. Inne idąc jeszcze
dalej i uczą strzelców strzelać pomiędzy kolejnymi uderzeniami serca dla
zmniejszenia ruchu lufy w pionie.
Bardzo często warunkiem wykonania zadania przez strzelców wyborowych jest
konieczność pozostawania w ukryciu przez długi czas. Strój strzelca wyborowego
musi zapewnić jego niewidzialność zarówno optyczną jak i w podczerwieni. Do
maskowania najczęściej używa się odpowiedniego do warunków i kolorystyki
terenowej stroju zwanego Ghillie Suit, często uzupełnionego przez Tick suit –
odzież zmniejszającą emisję ciepła czyli promieniowania podczerwonego na
zewnątrz, czyniąc tak ubranego żołnierza praktycznie niedostrzegalnym również
przy użyciu detektorów ciepła. Szkolenie strzelca wyborowego to piekielnie
trudne zadanie, nawet jeśli żołnierz wykazuje niebywałe zdolności w tym
kierunku. Początkującego należy nauczyć tych rzeczy, które przydadzą mu się na
polu walki, a często uratują życie. Jest to - oprócz nauki strzelenia na duże
odległości - nauka maskowania, skrytego poruszania się w terenie, obserwacji...
Choć godziny spędzone na strzelnicy i strzelaniu w terenie z pewnością
przyczynią się do zwiększenia jego efektywności, to snajper - nawet świetnie
strzelający - bez umiejętności np. cichego czołgania się połączonego z
zacieraniem śladów ma małe szanse na przeżycie w bitwie chociażby kilku dni.
Amerykański korpus Royal Marines, który zawsze może się pochwalić świetnie
wyszkolonymi snajperami podczas kursów dla strzelców wyborowych kładzie duży
nacisk na wszystkie umiejętności wymienione powyżej. W ciekawy sposób
przeprowadzane są tam egzaminy ze skrytego podchodzenia do celu. Mianowicie:
instruktorzy rozlokowani ze sprzętem obserwacyjnym (lunety, lornetki) obserwują
ok. 1-kilometrowy teren, po którym mają się czołgać kandydaci na snajperów. Gdy
uda im się niezauważenie podczołgać na 200 m. do instruktorów, mogą oddać strzał
ślepym nabojem. Jeżeli instruktor nie zauważy go, kursant może strzelić
ponownie. Jeśli i tym razem nie zostanie zlokalizowany, zalicza etap. Bardzo
ważnym momentem jest ściąganie języka spustowego. Należy to robić w miarę
krótkim czasie, tak jednak, by strzału nie zerwać. Spustu należy dotykać
środkiem pierwszej opuszki palca wskazującego i przesuwać go WZDŁUŻ linii
tworzonej przez lufę. Odchylanie spustu na boki spowoduje minimalne odchylenie
broni, wystarczające jednak, by strzał był niecelny.
- celując "pod górkę" należy uwzględnić złudzenie optyczne: polega ono na tym,
że cel widziany od dołu wydaje się bliższy
- im teren bardziej płaski, tym cel wydaje się bliższy
- patrząc na cel "pod słońce" zwykle zawyżamy odległość
- obserwując cel przy słońcu "w plecy" - odwrotnie
- im cel wyraźniejszy, tym wydaje się bliższy
- cel częściowo zakryty wydaje się dalszy niż w rzeczywistości
- im cel bardziej "kanciasty", tym wydaje się bliższy
- cel o nieregularnych kształtach - odwrotnie
Przy strzelaniu na duże odległości niezwykle ważne są te wszystkie elementy,
które mają wpływ na celność strzału. Podczas strzelania na odległość np. 1000
m., "spalić" strzał może nawet bicie serca, które wprawia ciało - w tym ręce - w
drżenie. Istnieje słynny w światku strzeleckim akronim BRASS (Breathe, Relax,
Aim, Slack, Squeeze - oddech, relaks, celowanie, spust, strzał), który jest
najlepszą instrukcją strzelania. Jeśli strzelec zachowa wszystkie składowe i nie
schrzani którejś z nich, strzał jest celny. O technice strzelania pisałem już w
dziale "psychika". A więc jeszcze raz: przed strzałem głęboki oddech
(dostarczamy tlen do organizmu), potem wydech i wstrzymanie oddechu. Potem jest
5 sek. na oddanie strzału, w przeciwnym razie, wraz z upływem czasu i ubywaniem
tlenu we krwi ręce i całe ciało zaczyna drżeć i na celny strzał nie ma szans.
Zbyt długie patrzenie przez lunetę w cel sprzyja "zamgleniu" oka, do którego
napływają łzy i obraz się rozmazuje. Najlepiej wtedy popatrzeć na jakiś obiekt
znajdujący się dużo bliżej/dalej niż nasz cel.
Zasady maskowania się na polu walki
- Nie wykonywać niepotrzebnych ruchów po zamaskowaniu się, a w razie
konieczności przesuwać się krótkimi i szybkimi skokami lub na odwrót - tak
powoli, aby ruch nie był przez nieprzyjaciela zauważony.
- Dokładnie dopasować i przymocować wszystkie przedmioty stanowiące uzbrojenie i
oporządzenie, aby nie uderzały o siebie i nie błyszczały w słońcu.
- Każdorazowo po wykonaniu skoku lub daniu dwóch-trzech strzałów odczołgać się w
bok.
- W odkrytym terenie poruszać się skrycie, wykorzystując wysoką trawę, pagórki,
rowy itp., i unikać ruchów, które by mogły zwrócić uwagę nieprzyjaciela.
- Przechodząc przez zarośla i skraje lasu ścinać małe gałęzie z liśćmi i wplatać
je w umundurowanie.
- Poruszać się po tej stronie drogi, która jest osadzona drzewami, krzakami,
wzdłuż żywopłotów, ogrodzeń itp.
- Wzniesienia obchodzić stokami, a na wzgórza i grzbiety wspinać się czołganiem.
- Do miejscowości zamieszkanych i do pojedynczo stojących budynków podchodzić od
strony ogrodów (sadów) albo z tej strony, z której są one ogrodzone płotem lub
osłonięte żywopłotem.
- W lesie nie poruszać się drogą, lecz w pewnej od niej odległości, a przesieki
i polany pokonywać skokami lub czołganiem.
- Wychodzić na skraj lasu ostrożnie, ukrywając się za pniami drzew lub w
krzakach, a jeśli las jest rzadki, bez poszycia - wyczołgiwać się na skraj lasu.
- W zbożu, wysokiej trawie, kamieniach i krzakach poruszać się powoli i bez
szmeru, zwłaszcza zaś wtedy, gdy teren jest otwarty, a więc z daleka umożliwia
obserwację.
- W nocy w celu zmniejszenia hałasu nogi należy podnosić wyżej i stawiać jak
najciszej, starając się poruszać po gruncie miękkim; unikać biegania.
- Znalazłszy się w świetle reflektorów lub innych środków oświetlających
natychmiast paść na ziemię, a z chwilą nastania ciemności wykonywać otrzymane
zadanie.
- W zimie nie wydeptywać nowych ścieżek.
- Stanowiska ogniowe zajmować pod zaśnieżonymi krzakami i drzewami, w wchodząc
na drzewo - nie otrząsać śniegu.
W zimie podczas kopania okopu wyrzuconą ziemię, a także zabrudzony śnieg
zasypywać czystym śniegiem.
Dobrze wyszkolony strzelec w pierwszej kolejności obiera na cel oficerów i
dowódców pododdziałów. Następnie pod ostrzał brani są radiooperatorzy, strzelcy
broni maszynowej i wyrzutni przeciwpancernych.
Od lat, na polu walki zabrania się salutować, a oficerowie starają się nie
obnosić z lornetkami, albo mapnikami, które kiedyś bardzo ich wyróżniały.
Strzelcy wyborowi działali podczas Wojny Secesyjnej w USA, gdzie odnosili wiele
sukcesów. Podczas I Wojny Światowej snajperzy kryli się w okopach, budując
własną „scenografię” w postaci np. makiet martwych koni. Podczas
wielomiesięcznych przerw w walkach, każdy ruch w okopie przeciwnika ściągał
ogień ukrytego strzelca.
Rekordziści
W Drugiej Wojnie Światowej, wszystkie strony masowo wykorzystywały snajperów.
Najwcześniej swoją klasę pokazali Finowie. Podczas Wojny Zimowej Fińscy
snajperzy likwidowali tysiące żołnierzy sowieckich. W zasadzkach na wąskich
zaśnieżonych drogach, zespoły strzelców potrafiły „wystrzelać” całe oddziały
wroga. Kiedy zadanie było wykonane Finowie wycofywali się cicho. Mistrzem był
Simo Hayha, który zabił ponad pięciuset sowieckich oficerów i żołnierzy. Na
wschodnim froncie snajperzy mieli szczególnie sporo pracy. Zazwyczaj w miastach
gdzie, jest wiele świetnych kryjówek. Bitwa o Stalingrad przyniosła jeden z
najsłynniejszych pojedynków snajperskich. Wasilij Zajcew, był najskuteczniejszym
z sowieckich strzelców. Zajcew był tak dobry, że Niemcy wysłali do walki z nim,
jednego z wykładowców szkoły snajperów. Zajcew wygrał trudny, wielodniowy
pojedynek. Przeżył wojnę z czterystoma zabitymi na koncie. Zimna wojna, to
rozwój sztuki snajperskiej, nowe karabiny i metody szkolenia. Snajperzy stali
się członkami grup specjalnych działających na tyłach wroga. Dobry snajper
potrafi zatrzymać dużą kolumnę zmechanizowaną, lub zlikwidować pojedynczy cel i
wycofać się niepostrzeżenie. Zamaskowany upodabnia się do otoczenia i niczym
myśliwy cierpliwie czeka na swoją ofiarę.
Snajper pozostaje niebezpiecznym przeciwnikiem, nie grającym „fair”. Żołnierze
muszą pamiętać, że gdzieś w oddali może kryć się samotny strzelec i jego
karabin. Historia pokazuje, że strzelec wyborowy, którego wzięto do niewoli
nigdy nie mógł liczyć na pobłażanie - dlaczego? Odpowiedź chyba sama nasuwa się
na usta... Najpierw dokładne przygotowanie maskowania, potem droga na pozycję
strzelecką i czekanie... zazwyczaj długie. Jeśli pojawi się cel powinien paść
tylko jeden strzał, co nie zawsze wychodzi. Niezależnie od tego czy się uda
natychmiast trzeba opuścić kryjówkę. Bo snajperom się nie odpuszcza i tropi się
ich bez wytchnienia. Do tej pory podstawowym sprzętem strzelca wyborowego były
karabinki SWD. Sprzęt nienajgorszy, ale już dawno przestarzały i niespełniający
norm współczesnej broni snajperskiej. Wybór padł na karabiny SAKO TGR. Sprzęt
wysoko oceniany przez specjalistów od początku sprawiał jednak problemy
żołnierzom.
Przede wszystkim mieli oni trudności z regulacją optyki, zamówiono też za mało
amunicji, która jest niezbędna do szkoleń. Strzelcy narzekali też na to, że SAKO
jest karabinkiem „policyjnym” przeznaczonym do działań na maksymalnym dystansie
800 metrów, a oni chcieli też ćwiczyć strzelanie do celów bardziej odległych.
Niemniej jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma . SAKO zostało
polubione przez żołnierzy. Dodatkowo strzelcy zostali wyposażeni też w niezbędny
sprzęt optyczny jak lunety, dalmierze i zestawy meteo do mierzenia wilgotności
temperatury i siły wiatru. O tym by profesjonalnie i zawodowo szkolić snajperów
zadecydowały doświadczenia polskich żołnierzy na misjach. Przyglądali się wtedy
pracy ich kolegów z innych kontyngentów. Szybko okazało się, że niezależny
snajper to niezbędny element we współczesnych działaniach wojennych i
antyterrorystycznych. A i sama sztuka bycia snajperem wymaga większego niż jak
to było do tej pory dwutygodniowego szkolenia. Zaczęto zwracać też uwagę na to,
kto ma zostać snajperem, czy ma odpowiednio przygotowana psychikę i czy się nie
załamie. Bowiem na porządku dziennym jest, że żołnierze codziennie zabijający
ludzi i w dodatku widzący to z bliska maja problemy nie tylko ze snem. Wojskowi
szybko zorientowali się, że każdemu kandydatowi trzeba się przyjrzeć dokładnie i
musi spełniać odpowiednie warunki. Zawodowy snajper powinien miedzy innymi być
odporny i wytrzymały fizycznie, spostrzegawczy, pomysłowy i z inicjatywą,
opanowany, z wielką siłą woli i cierpliwością. Musi też być zdyscyplinowany,
zdolny do długotrwałego przebywania w bezruchu.
Aby zostać zawodowym snajperem trzeba przejść ciężką i trudna selekcję.
Zaczynając od oceny zdrowia przez testy psychologiczne po egzamin składający się
z części praktycznej i teoretycznej. Po zdaniu egzaminu żołnierz będzie szkolił
się 10 tygodni w okresie wiosennym lub 10 tygodni w okresie jesiennym.
Każdorazowo takie 10-cio tygodniowe szkolenie będzie się składać z 318 godzin
praktyki i 66 godzin teorii. Składać się na nie będzie teoria i praktyka
strzelań, szkolenia ogniowe, budowa i użytkowanie uzbrojenia, taktyka,
terenoznawstwo, łączność, topografia, udzielanie pierwszej pomocy medycznej,
psychologia, prawo międzynarodowe, techniki kamuflażu i survival. Po ukończeniu
kursu żołnierz otrzyma specjalny certyfikat. Mówi się o elitarności tego zawodu,
zawsze też owiany był mgiełką tajemnicy. Jednak jak mówią sami snajperzy to
niewdzięczny i ciężki kawałek chleba. Zawód ten na zawsze zmienia psychikę i w
wielu wypadkach uzależnia. Rzadko też społeczeństwo znajduje zrozumienie dla
takiej pracy. Zdarza się też, że nawet żołnierze z własnych jednostek potrafią
snajpera odstawić na towarzyską bocznicę. Mimo to snajper jest niezbędny i
potrzebny w każdej armii i często dzięki niemu żołnierze mogą czuć się bardziej
bezpieczni, gdy w pobliżu ich działań błyśnie w słońcu szkło wrogiej lunety.