Survival na wszystko?
Survival to coś, co człowiek zna od swojego początku, to sztuka przetrwania w
każdych warunkach, jest czymś naturalnym, dla kogoś, kto choć raz spędził noc w
lesie, lub nie miał co jeść przez kilka dni. Najlepszymi survivalovcami
w Polsce są bez wątpienia bezdomni. Reszta cywilizowanych ludzi musi
walczyć z chorobami cywilizacyjnymi, przykuta do biurka, lub pochylająca
się codziennie nad obiektem swojej pracy. Survival, mimo że dla wielu
niemiło się kojarzy, paradoksalnie jest najzdrowszą formą funkcjonowania
człowieka. Nawet nie jesteśmy w stanie pomyśleć ile ludzie
zaoszczędziliby sobie chorób, depresji i poszukiwań świętego spokoju,
gdyby chcieli być bliżej natury lub odkryć, że my tę naturę w końcu
stanowimy.
To tak jak byśmy powiedzieli cywilizacji "dosyć" i z ulgą zespolili się
ze światem przyrody.
Człowiek może żyć w każdych warunkach, aczkolwiek zawsze dąży do pewnego
optimum, i to jest meritum sprawy. Zawsze dążymy do optymalnych
warunków. Survival jest sztuką, która określa, jak sobie zapewnić te
warunki, mimo różnych przeciwieństw.
Oprócz typowych zjawisk jak zimno, gorąco, brak wody lub jej nadmiar,
powinniśmy się przygotować także na wojenny survival. Jest to
specyficzne odgałęzienie klasycznego survivalu, bardziej polegające na
dostosowaniu do warunków działań wojennych, niż tylko zapewnieniu sobie
podstawowych warunków przetrwania ...
W survivalu wcale nie chodzi o to, by tylko nauczyć się różnych
sprytnych sposobów, czarodziejskich sztuczek, nauczyć się z książek
kłusowniczych metod i zielarskich porad. W survivalu trzeba uwierzyć we
własne siły i odpowiedzieć sobie do czego jest się zdolnym, przełamać
własny strach, by stać się silniejszym. Przeistoczyć się ze zwierzyny w
myśliwego.
Tu trzeba wierzyć w siebie i z nikim się nie porównywać. Najlepsza
teoria na nic się zda, jeśli nie zachowamy zimnej krwi, trzeźwości
psychicznej i instynktu samozachowawczego. Survival to głównie marsze,
ale rzecz jasna nie tylko. Budowa szałasu, zbieranie
jagód, polowanie na cierniki, to tylko środki które umożliwią nam
przetrwanie, niemniej ważne są umiejętności dotyczące pierwszej pomocy,
współdziałanie w grupie, a także przewodzenie w grupie. Celem przetrwania jest przeważnie dotarcie do ludzkich
siedzib lub własnych wojsk.
Wola przetrwania zawsze jest ogromna, ale decydującym czynnikiem jest
nasz mózg.
Cztery reguły przeżycia
Survival to umiejętność przetrwania nawet w pojedynkę dobrowolnie lub też z
konieczności wśród dzikiej natury. W obydwu przypadkach potrzebna jest znajomość
technik survivalu. Jednak gdy nagle znajdziemy się w sytuacji sam na sam z
przyroda, decydującym czynnikiem jest wola przetrwania oraz zachowanie spokoju i
nie wpadanie w panikę, paniczny strach bowiem przeważnie prowadzi do tragedii.
Człowiek w panice najczęściej podejmuje działania najgorsze w istniejącej
sytuacji. Taką decyzją jest na przykład marsz na przełaj w kierunku świateł
wioski gdy znajdziemy się nocą w nieznanym terenie. W górach grozi to niemal
pewną śmiercią. Powinniśmy także wiedzieć, iż często ludzie ogarnięci panicznym
straciłem nie podejmują żadnych działań i spokojnie czekają, na śmierć, która
wtedy przychodzi szybko. Żołnierze winni pamiętać, że tłumienie paniki we
wszystkich armiach świata traktowane jest jako obrona przed atakiem groźniejszym
niż atak wroga i dlatego przełożeni mogą, w stosunku do panikarzy zastosować
wszelkie środki, z użyciem broni włącznie. Starożytni Rzymianie mieli mądre
przysłowie: "Cokolwiek czynisz, czyń rozważnie i patrz końca". Rozważnie to
znaczy planowo. Jeżeli słowo PLAN napiszemy pionowo, to łatwiej zapamiętamy co
mamy robić i w jakiej kolejności:
P - jak - Protekcja czyli obrona;
L - jak - Lokacja czyli wybór miejsca i metod wzywania pomocy;
A - jak - Akwizycja czyli zaopatrzenie w wodę, pożywienie oraz działania
medyczne;
N - jak - Nawigacja czyli orientowanie się w terenie dla znalezienia właściwej
drogi.
Protekcja czyli obrona to, po pierwsze, wyjście
spod wpływu bezpośredniego zagrożenia (oddalenie się od samolotu, który może się
zapalić, zejście z wierzchołka góry, gdy nadciąga burza), a następnie
schronienie zabezpieczające przed niekorzystnymi czynnikami atmosferycznymi
(deszcz, śnieg, wiatr, a w tropikach słońce), najczęściej musimy je sobie sami
zbudować, oraz ognisko. Miejsce na budowę schronienia winno być położone w
pobliżu wody (ale nie nad samą wodą), zapewniać dostateczną ilość budulca,
materiału opałowego, umożliwiać bezpieczne rozpalenie ogniska. W pobliżu winna
znajdować się otwarta przestrzeń, skąd możemy wzywać pomocy. Należy zawsze
sprawdzić, czy na wybrane przez nas miejsce nie przewróci się martwe drzewo, nie
spadnie nam na głowę sucha gałąź i czy nie ma w pobliżu gniazda szerszeni lub
dzikich pszczół. Nie wolno zapomnieć także o groźbie powodzi czy lawin w górach.
W przypadku katastrofy samolotu nie należy się zbytnio oddalać od miejsca
katastrofy, ponieważ po pierwsze dzisiaj każdy taki wypadek jest rejestrowany
przez system sztucznych satelitów Ziemi, a po drugie z powietrza o wiele łatwiej
zauważyć rozbity samolot niż człowieka.
Latem można ograniczyć się do prostego szałasu jednospadowego. Dwa
półtorametrowe paliki grubości ręki z widełkami na jednym końcu wbijamy w ziemię
w odległości 2 do 2,5 m od siebie (rolę taką może lepiej spełniać rosnące
drzewo). Na widełkach układamy grubą żerdź - kalenicę. Na kalenicy opieramy pod
kątem około 45 do 60 stopni 5 do 7 żerdzi drugim końcem wbitych w ziemię.
Pomiędzy żerdziami przeplatamy poziomo kilkanaście gałęzi. Aby zwiększyć
wytrzymałość całej konstrukcji pionowe paliki podpieramy z boku, a całość
związujemy sznurkiem, drutem, wikliną. Pokrycie najłatwiej zrobić z płachty
namiotowej, spadochronu. Więcej czasu zajmie nam ułożenie strzechy z gałązek,
kawałków kory lub darni. Układanie strzechy zaczynamy od dołu tak, aby każdy
następny rząd przykrywał niższy do połowy. Podobnie wykonujemy ściany boczne.
Dla ochrony przed deszczem dodajemy daszek. Wewnątrz układamy podściółkę z
gałązek świerkowych, suchego mchu.
Przed szałasem rozpalamy ognisko. Ognisko to nie tylko ciepło i światło, sucha
odzież i gorąca woda, ochrona przed owadami i dzikimi zwierzętami oraz sygnał
dla ratowników. Najważniejszą sprawą w warunkach walki o przetrwanie jest to, że
ognisko dodaje także otuchy, odwagi, polepsza nastrój i zmusza do aktywności
fizycznej. Przed rozpaleniem ogniska należy przygotować miejsce na nie tak, aby
uniknąć pożaru. Miejsce na ognisko wybieramy z dala od iglastych i suchych
drzew, starannie oczyszczamy przestrzeń w promieniu ok. 1,5 m z suchej trawy,
mchu. Nie wolno rozpalać ogniska na torfowisku ! Następnie przygotowujemy zapas
opalu oraz rozpałkę. Z suchej (stojącej) gałązki strugamy wióry, tak aby
pozostały na niej. Zbieramy także korę brzozową, żywicę sosnową, puch roślinny,
suchą trawę, cienkie gałązki. Zapalamy najlepiej zapałką sztormową i dokładamy
coraz to grubsze gałązki, układając je w kształt wigwamu tak aby nie zadusić
ognia. Gdy nie mamy zapałek, możemy użyć mieszaniny niewielkiej ilości
nadmanganianu potasu (używany do odkażania wody, przemywania ran) i cukru -
zapala się od tarcia. Także promienie słońca skupione za pomocą lupy, obiektywu
aparatu fotograficznego zapalą łatwopalne materiały (z wyjątkiem papieru, który
się jedynie zwęgla). W ostateczności możemy użyć techniki z epoki kamienia
łupanego - łuku ogniowego, wymaga ona jednak dużej wprawy (pod "wiertło" dobrze
jest dać szczyptę piasku oraz węgla drzewnego).
Lokacja - oznacza wybór miejsca i metody wzywania
pomocy. W pobliżu naszego schronienia winniśmy mieć otwartą przestrzeń, większą
polanę, skąd będziemy nadawać sygnały dla ratowników. Najskuteczniejszą metodą,
jak wykazują statystyki jest posyłanie w kierunku samolotu, statku, słonecznego
"zajączka" który może być widoczny nawet z odległości 24 kilometrów. Jeśli nie
mamy lusterka (są specjalne metalowe, z otworem celowniczym w środku), możemy
użyć kołpaka piasty, lub innych błyszczących przedmiotów. Nie zapominajmy, że
ekspedycję Nobilego w lodach Arktyki odnaleziono, ponieważ pilot samolotu
zobaczył odbłysk słońca na arkusiku staniolu z opakowania czekolady. Trzy
ogniska ustawione w trójkąt pozwolą nam sygnalizować także nocą. Ogniska
przygotowujemy zawczasu, na rusztowaniu z gałęzi (aby zabezpieczyć przed
zamoknięciem) i okrywamy z góry dla zabezpieczenia przed deszczem. Powinny być
tak przygotowane, aby natychmiast można je było podpalić, gdy tylko zauważymy
lub usłyszymy samolot.
Dla podawania sygnałów z ziemi dla samolotu jest specjalny międzynarodowy kod.
My powinniśmy znać tylko kilka najważniejszych, z których dla łatwiejszego
zapamiętania napiszemy słowo - "FILL". Gdzie "F" - oznacza -"potrzebujemy wody i
pożywienia" "I" - "konieczny lekarz, mamy rannych" "LL" - "wszystko w porządku".
Litera "Y" - od yes oznacza "tak" a litera "N" od no oznacza "nie" Znaki te
wykonujemy nie mniejsze niż 6 metrów długości i 0,5 metra szerokości z
podręcznych materiałów, obowiązkowo kontrastujących z tłem. Zimą możemy je
wydeptać na śniegu.
W naszych górach do wzywania pomocy służą specjalne sygnały: Sygnały dźwiękowe
to wołanie np. "Aaa!" (przeciągłe, w wysokiej tonacji) lub gwizdanie na palcach
lub gwizdkiem (gwizdek jest najlepszy). W nocy trzeba także stosować dodatkowo
sygnały świetlne, np. zapalanie i gaszenie latarki. Zarówno dźwiękowe jak i
świetlne sygnały muszą być krótkie, powtarzane 6 razy na minutę w odstępach
dziesięciosekundowych. Następnie minuta przerwy, znów minuta z sygnałami aż do
skutku, to znaczy do usłyszenia odzewu na sygnał. Jeśli wezwanie zostało przez
kogoś usłyszane, jest obowiązany dać odzew - podobny sygnał powtarzany 3 razy na
minutę (co 20 sekund) z minutową przerwą, jak przy pierwszym sygnale. Każdy, kto
usłyszał sygnał, powinien natychmiast zawiadomić o tym najbliższą placówkę GOPR
(Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego), wskazując jednocześnie miejsce
pochodzenia sygnałów.
Akwizycja czyli zaopatrzenie. Najważniejsza jest
woda. Bez pożywienia możemy się obejść nawet do trzech tygodni, bez wody
zginiemy po trzech dniach. Wodę możemy znaleźć szukając roślin, które rosną
tylko nad żyłami wodnymi. Za przykład mogą służyć choćby olchy i wierzby. Na
brzegu morza kopiąc dołek szybko dokopiemy się do wody gruntowej, której górna
warstwa jest słodka, ponieważ woda słona jako cięższa znajduje się pod spodem.
Zimą w Arktyce możemy otrzymać słodką wodę roztapiając stary lód. Nawet na
pustyni możemy otrzymać wodę prosto z piasku za pomocą słonecznego kondensatora.
Jego zasadniczą częścią jest cienka folia z przeźroczystego, hydrofobowego
plastyku wielkości mniej więcej półtora metra kwadratowego. Folią przykrywamy
dół w ziemi o średnicy około l metra i takiej samej głębokości. Krawędzie folii
przysypujemy piaskiem, ziemią wydobytą z dołu. Środek obciążamy niedużym
kamykiem, grudką ziemi, aby nadać jej kształt odwróconego stożka. Promienie
słońca przenikając przez folię, powodują parowanie wody z gruntu. Woda skrapla
się na wewnętrznej powierzchni folii i kapie do podstawionego naczynia. W ciągu
doby można w ten sposób uzyskać do 1,5 litra wody. Aby zwiększyć produkcję wody
zaleca się wrzucić do dołu świeżo zebrane rośliny (najlepiej wcześnie rano,
pokryte rosą), ewentualnie oddać do dołu mocz. Aby można było pić wodę bez
rozbierania całej konstrukcji, na dnie naczynia układamy jeden koniec cienkiej
rurki a drugi wyprowadzamy na zewnątrz.
Prosto i, co ważne, bez wysiłku można otrzymać wodę łowiąc parę wodną wydalaną
przez rośliny. Plastykowy worek o rozmiarach około l na 0,5 metra nakładamy na
gałąź drzewa, krzew i szczelnie zawiązujemy. Para wodna skrapla się na
wewnętrznej powierzchni woreczka i spływa w jego najniższe miejsce. W ciągu
godziny można otrzymać w ten sposób 50 do 80 mililitrów wody. Sposób ten możemy
zastosować wszędzie, gdzie rosną rośliny. Woda otrzymana w wyżej opisany sposób
jest to woda destylowana i można ją pić bez odkażania. Każdą inną wodę zaleca
się gotować co najmniej przez 7 minut, szczególnie dotyczy to wody w ciepłych
krajach, ale obecnie także i u nas bezpieczne są tylko początkowe odcinki
górskich strumieni. Wodę można także odkażać chemicznie. Używamy do tego celu
między innymi nadmanganianu potasu, dodając l do 2 kryształków na pół litra
wody, aby otrzymać roztwór o jasno różowym zabarwieniu. Po zamieszaniu i
odczekaniu kilkunastu minut woda jest odkażona. Należy pamiętać, że wodę mętną
przed odkażaniem trzeba przefiltrować. W zimie możemy otrzymać wodę topiąc lód.
Topienie śniegu się nie opłaca.
Musimy pamiętać, że jeżeli nie mamy wystarczającej ilości wody, nie możemy jeść
(oczywiście z wyjątkiem soczystych owoców i warzyw), bowiem nasz organizm
trawiąc pożywienie zużywa zwiększone ilości wody. Głodówka wcale nie powinna nam
zaszkodzić, jeśli tylko zachowamy spokój i nie będziemy obawiali się "głodowych
męczarni". Jeśli nie będziemy nic jedli, a tylko pili czystą wodę (najlepiej
ciepłą, przegotowaną) to już najpóźniej trzeciego dnia nie będziemy odczuwali
głodu, ponieważ żołądek zaprzestanie pracy a organizm przejdzie na tak zwane
odżywianie wewnętrzne spalając zapasy tłuszczu. Latem 1981 roku grupa turystów
składająca się z 2 kobiet i 9 mężczyzn w różnym stanie zdrowia i wieku dla celów
naukowych przeszła pieszo w ciągu 19 dni marszu trasę 538 kilometrów. Ostatnie
14 dni grupa głodowała pijąc tylko wodę, niosąc plecaki o wadze około 15 kg i
maszerując po około 30 kilometrów dziennie. Wyniki badań medycznych przed, w
czasie i po zakończeniu eksperymentu wykazały nie tylko zachowanie normalnego
psychicznego i fizycznego stanu zdrowia uczestników, ale nawet jego poprawę.
W każdej strefie klimatycznej człowiek może znaleźć coś do jedzenia. Ponieważ
aby polować na zwierzęta należy posiadać myśliwskie nawyki, moim zdaniem
najlepiej ograniczyć się do zbierania jadalnych roślin, grzybów, skorupiaków
oraz łowienia ryb. Dużo roślin jadalnych to rośliny wodne i błotne. Tatarak
zwyczajny (Acorus calamus), łączeń baldaszkowy (Butomus umbellatus), pałka
szerokolistna i wąskolistna (Typha) posiadają jadalne kłącza, najlepiej po
ugotowaniu lub upieczeniu w popiele. Trzcina pospolita (Phragmites communis)
prócz tego ma jadalne na surowo młode pędy. Także podziemne bulwy strzałki
wodnej (Sagittaria sagittifolia] są jadalne na surowo, gotowane i pieczone.
Wśród znajomych chwastów wiele gatunków nadaje się do jedzenia. Pokrzywa
zwyczajna (Urtica dioica) po zanurzeniu we wrzątku nadaje się do jedzenia na
surowo, także można gotować z niej zupę lub witaminową herbatkę. Mniszek (Taraxacum)
jest w całości jadalny, jego mlecznym sokiem można smarować odciski. W lesie
oprócz jagód i owoców możemy jeść biel - zewnętrzną warstwę pni młodych drzew
(po zdjęciu kory) - brzóz, lip, drzew iglastych.
Latem i jesienią możemy uzupełnić jadłospis grzybami. Tylko wśród grzybów z
blaszkami pod kapeluszem są śmiertelnie trujące. Najlepiej je wykluczyć z
jadłospisu.
Ryby możemy łapać nawet gołymi rękami - pod kamieniami oraz pod brzegiem.
Spośród ryb łowionych w naszych wodach tylko ikra brzany może być trująca. Jeśli
chodzi o ryby morskie i ciepłych krajów należy przestrzegać zasady, że wszystkie
ryby o dziwacznych kształtach mogą być trujące i niebezpieczne ze względu na
kolce zawierające często silną truciznę. Z tego samego powodu nie wolno brać do
ręki żywych morskich ślimaków i meduz (nawet wyrzuconych na brzeg) w morzach
tropikalnych. Zarówno w lesie jak i nad wodą nie powinniśmy więc odczuwać głodu.
Nawigacja jest podstawą orientowania się w terenie
jest po pierwsze określenie własnego miejsca stania, a następnie wyznaczenie
drogi marszu. Także musimy wiedzieć, gdzie są strony świata. Najprościej za
pomocą słońca, ponieważ wschodzi na wschodzie, zachodzi na zachodzie, a w
południe znajduje się na południu. Nasz cień pokazuje wtedy kierunek północy. W
nocy na naszej półkuli kierunek północy wskazuje Gwiazda Polarna, a na półkuli
południowej Krzyż Południa (niedokładnie). Aby dobrze orientować się w terenie
powinniśmy posiadać jego dokładną mapę, najlepiej w skali 1: 25 lub 1: 50.000,
kompas oraz posiadać pewną wiedzę z zakresu terenoznawstwa. Mapa winna być
koniecznie zabezpieczona przed deszczem. Kto czytał książkę J. Verne'a
"Piętnastoletni kapitan" wie, że żelazne (stalowe) przedmioty znajdujące się w
pobliżu kompasu fałszują jego wskazania.