W poszukiwaniu przygody, czy śmierci?

Turystyka to fascynująca przygoda, jednak w wielu zakątkach świata wiąże się ona z niebezpieczeństwem, iż możemy nie wrócić lub wrócić w kilku kawałkach. Wiadomo, że dziwny jest ten świat, a szczególnie tam  gdzie wydaje nam się szczególnie atrakcyjny. Jednak różnice kulturowe, religijne, ekonomiczne i polityczne oraz ciężka historia mogą nas przekonać, że kilka tysięcy kilometrów podróży w nieznane obszary, robi różnice. Te kraje są z innej epoki, tam ludzie kompletnie nas nie rozumieją i nie chodzi tu o język.



Dla wielu globtroterów nie jest to żadną przeszkodą, dopóki uda im sie przeżyć. Taka wyprawa dostarcza adrenaliny, pozwala doświadczyć ogromnych emocji, wymaga odwagi oraz kompletnego braku rozsądku. Sprawdź za co ludzie płacą, by poczuć tchnienie śmierci lub spotkać się ze śmiercią. Tam nie lubią Europejczyków, czystych, z pięknym ekwipunkiem turystów. Tam turysta może stanowić zwierzynę łowną, zaś jego głowa wspaniałe trofeum, a ekwipunek łup na wiele lat dla całej rodziny.

Kolumbia jest krajem zdumiewającym, o uderzających kontrastach i atrakcyjnym celem wypraw dla ciekawych podróżników i miłośników wielkich przestrzeni. Jednocześnie Kolumbia podzielona jest na prowincje zarządzane przez ugrupowania partyzanckie takie jak Rewolucyjne Siły Zbrojne Kolumbii lub Armia Wyzwolenia Narodowego. Te archaiczne politycznie ugrupowania terroryzują resztę kraju, zaś źródło finansowania stanowi dla nich produkcja i handel narkotykami. Kolumbia od ponad 40 lat jest w stanie wojny domowej, widać że narkotyki oprócz głupoty też mogą dzielić. Głowa złowionego turysty w przepięknej dżungli jest warta od 100 tysięcy do kilku milionów dolarów. Taka tu tradycja narodowa. Turyści powinni szczególnie uważać w środkach komunikacji miejskiej oraz w taksówkach, przy bankomatach i w centrach handlowych. Krótko mówiąc wszędzie, chyba że mają dobre układy z CIA, kartelami narkotykowymi lub Watykanem.

Demokratyczna Republika Konga jest trzecim co do wielkości państwem Afryki. Nazwa tego państwa pochodzi od ludu Bakongo i oznacza myśliwego. Faktycznie są myśliwymi i nie potrzebują do tego broni palnej, a i łapami mogą zabić słonia. W Kongu jak to w tradycyjnym afrykańskim jakby państwie, odkąd wybili się na niepodległość, mają wojnę domową. Z braku dewiz i jakiegokolwiek przemysłu używają maczet. Kraj zamieszkuje 250 grup etnicznych, więc do wyłonienia się jednej zwycięskiej trochę pozostało. Konflikt póki co, od 1998 roku pochłonął prawie 4 miliony ludzkich istnień, ale pracują dalej, aby pobić rekord i znaleźć się w Księdze Guinessa. Cóż można tam zwiedzać? Zbiorowe mogiły ludzi posiekanych na sałatki. Specjalnością kuchni i tutejszym przysmakiem są świeże sałatki z ludzi. Tubylcy nie lubią tubylców z innych plemion, więc białych raczej nie lubią jeszcze bardziej. Przebywając tam, powinniśmy modlić się o szybką śmierć, ewentualnie potop i trzęsienie ziemi. Z powodu biedy i tradycji, czarni preferują ręczne robótki. Demokratycznie możemy więc, znaleźć się w którymś z dołów do zbiorowego pochówku. Jak to w Kongu, w czarnym dołku.

Burundi należy do ligi krajów bardzo niebezpiecznych, to coś leży właśnie pośrodku owego konfliktu etnicznego. Panuje tam niestabilna sytuacja wewnętrzna. Podróż po Burundi podejmuje każdy wariat, jedynie na własne ryzyko. Jeśli podróżujemy autem możemy zostać zatrzymani przez blokady policyjne lub grupy serdecznych rebeliantów. Cenią oni szczególnie dolary, trąby słoni, rogi nosorożców i oczywiście białe kobiety. Zdecydowanie lepiej jest przemieszczać się w konwojach lub mieć te wszystkie rzeczy razem ze sobą. W stolicy tego tzw krajku, należy unikać podróży po zmroku lub siedzieć w swojej ambasadzie. Turyści są tu co najmniej niemile widziani, znaczy się że głupoty o tolerancji się tu nie przyjęły. Podróż możemy traktować, jak podróż bez biletu powrotnego. Chyba, że kogoś stać na oddział Marines z psami wojny jednocześnie.

Hitem ostatnich miesięcy na rynku turystycznym jest oferta pobytu w koszmarnej dzielnicy slumsów w Nairobi, w Kenii. Jest to druga, zaraz po afrykańskim safari, atrakcja turystyczna tego kraju. Ile kosztuje ta wątpliwa przyjemność? Już za 100 PLN możemy podziwiać ulice Kibery. Za tę kwotę do swojej dyspozycji mamy przewodnika, który nas oprowadza po dzielnicy. Możemy zjeść wraz z lokalną ludnością posiłek czy po prostu przechadzać się po dzielnicy. Główną częścią programu
takiej wycieczki jest omijanie ludzkich odchodów pozostawionych w plastikowych workach na ulicach. Ta forma turystyki, nazywana poorism ma coraz więcej zwolenników. Póki co Kenia zdobywa popularność na biegach jednych czarnych z maczetami, przeciwko innym czarnym bez maczet. Biali przybysze nie stanowią uznawanej publiczności, więc biegają razem z tymi, bez maczet. Mówią o tym, czarna forma joggingu.

Sudan jest pięknym krajem i pięknie zżera go wojna domowa, która trwa tylko ponad 50 lat. Widać nie mają co tutaj ludziska robić, więc walą się po czarnych klepsydrach ile wejdzie. Bilans zabitych to ponad 2 mln, a 4 do 5 mln ludzi przespacerowało się do pobliskiego Czadu. Tam się jeszcze nie walą. W której części Sudanu musimy szczególnie uważać? Oczywiście w każdej, ale najbardziej niebezpiecznym regionem jest obecnie prowincja Darfur. Generalnie państwa nie ma, tylko jakieś plemiona, modlące się od rana do nocy. Kraj, jak zwykle jest ofiarą konfliktu religijnego, gdzie islam wypiera chrześcijaństwo drogą fizycznej eksterminacji. Podróż bez Rambo i A1M1 wydaje się samobójcza.

Angola to piękne lasy tropikalne i sawanna przyciągają miłośników przygód i dzikiej przyrody. Oryginalna afrykańska kultura przejawia się w wielobarwnych strojach, zróżnicowanej kuchni i rzemiośle artystycznym. Makłowicz wymyśliłby jakąś potrawę z tutejszych orzechów, jakby jeszcze coś tu rosło, co nie zostało zjedzone na pniu. Póki co bambusy nic nie robią, a w chwilach wolnych strzelają do siebie, czyli cały czas. Ponadto jest to land totalnie wypalony po wojnie, w której brali udział kubańscy żołnierze, starając się w latach 70-dziesiątych o wejście Angoli na drogę  socjalizmu. Efekt? Zostały zgliszcza i nieuregulowane rachunki za broń oraz bzdety o  Leninie. Niewyraźnie oznakowane pola minowe są jednymi z największych atrakcji turystycznych, oprócz miejscowych band, czyhających na portfele i głowy białych turystów. Wycieczki krajoznawcze mogą więc, skończyć się rozczłonkowaniem naszego ciała, za co tubylcy będą zapewne dozgonnie wdzięczni.

Dekadę temu Zimbabwe było zaliczane do najlepiej prosperujących krajów Afryki. Z atrakcjami turystycznymi takimi jak wodospady Wiktorii czy parki narodowe z niezliczoną ilością zwierząt. To już różowa przeszłość, odkąd rządzi tutaj czarny satrapa, trzymający swoje konto w Szwajcarii. Warunki życia, iście syberyjskie. Średnia życia to 39 lat, ale to nic, bo i tak ludzie nie mają telewizorów, zaś o gumkach w życiu nie słyszeli. Dochód na mieszkańca należy do najniższych na świecie, bezrobocie sięga 80%, zaś 20% to urzędnicy. Wszyscy, którzy nie popierają władzy są prześladowani, nie pozwala prowadzić im się nawet najmniejszego biznesu. Wiadomo, łap wyciągniętych po łapówki więcej niż much na gównie. Ostre antagonizmy rasowe pomiędzy ludnością białą i czarną pozostają w tym kraju żywe do dzisiaj. Widać wszyscy tęsknią za kolonialnym porządkiem. Jeżeli się tam wybierasz pamiętaj o zabraniu czarnej farby, gdyż nawet najśmielsza tolerancja nie działa na tubylców. Warto jednak sprawdzić, co ci ludzie tam robią, oprócz dzieci i zabijania się nawzajem.

Afganistan to państwo islamu i opium w jednym. Afganistan póki co, znany jest z Talibów, ruskiej inwazji i opium. Opium oczywiście produkuje się dla wszystkich niewiernych. Eksterminacja przez dymek jest niesamowicie ekonomiczna, gdyż z jednej strony trup ściele się gęsto, a z drugiej mamy więcej uśmiechniętych małych brzdąców wychwalających Proroka. Jeżeli pragniesz naprawdę mocnych wrażeń, wybierz się do Kandaharu, albo gdzieś w pobliże tzw granicy z Pakistanem. Jedno z biur podróży oferuje wczasy z atrakcjami takimi jak na przykład ucieczka przed talibami. Będziemy mogli także zakosztować afgańskiego życia: spacery pomiędzy minami czy jedzenie posiłków wprost z podłogi. Afganistan jest największą fabryką narkotyków, dlatego wszyscy hippisi i pacyfiście obowiązkowo powinni poznać swoją ojczyznę. Historia Afganistanu jest nudna jak kreskówki "Tom i Jerry", gdyż są to walki miedzy plemionami, jeszcze raz walki, a w chwilach wolnych od walk, rzezie. Tubylcy nie cierpią jak ktoś z zewnątrz stara się im przerywać, bo wtedy, wkurzeni wszyscy walczą z intruzem. Potem wszystko wraca do normy, czyli walczą dalej między sobą. Nie wiadomo, co turystów bardziej emocjonuje, walki czy świeżo ścięta maryśka. W Afganistanie nie rozróżnisz taliba od nietaliba, dlatego wojna z talibami jest bezcelowa, tym bardziej, że ludność plemienna tego kraju na ogół ich popiera, gdyż talib, to taki bardziej wierzący tubylec. Wszystko, co przyjeżdża w do tego kraju jest traktowane jak niewierne robactwo, mające na celu, co najmniej zdeprawowanie Afgańczyków i odwiedzenie ich od ulubionych zajęć, czyli walk plemiennych i uprawiania opium. Uwaga! Znalezienie krzyżyka lub modlitwa na klęczkach w kierunku innym niż Mekka, może spotkać się z gorącą reakcją AK-47.

Irak to tzw. kolebka wielu cywilizacji. Państwo, w którym zobaczymy najwspanialsze wykopaliska archeologiczne na świecie.
Ale co tam śmiecie historii? Albo przyjeżdża sie tam, aby postrzelać do terrorystów, albo postrzelać do czegokolwiek. Tradycja tego tzw kraju to konflikty religijne. Zarówno w Bagdadzie, jak i na terenie niemal całego Iraku działają uzbrojone grupy zagranicznych bojowników z ekstremistycznych ugrupowań terrorystycznych, mających na celu uczynienie z tego kraju republiki islamskiej. Nie ma dnia bez wielkiego bum, aby usunąć jakiejkolwiek władzę wybraną za okupacji amerykańskiej. Wiadomo, byli tam nasi, a niedawno Amerykanie też sobie odpuścili i wyjechali. Amerykańskie rojenia o demokracji w Iraku były tak samo realne, jak zakładanie ogrodów na pustyni. Turyści są tam traktowani jak dobry cel do strzelania lub bankomat do wypłat pieniędzy z ambasad, krajów z których przyjechali. Działa tam arabski You Tube, czyli program, komu strzelimy dzisiaj w głowę? Jeżeli ktoś lubi wieczory z terrorystami, opaskę na oczach i obrazki swojej facjaty w tej telewizji, polecamy.

Sąsiadujący z Arabią Saudyjską Jemen jest trójkątem bermudzkim, odżywiającym się turystycznym mięsem. Jest to jeden z najuboższych krajów arabskich na świecie. Ale wiadomo, tam gdzie bieda piszczy, tam broń się błyszczy. Za wszelką odmienność możemy zostać tu skazani nawet na śmierć. Dotyczy to szczególnie cudzołóstwa oraz homoseksualizmu. Czyli siurki w dłoń, lub na supełek! Tamtejsze zasady są bardzo surowe, w szczególności dla kobiet, które nie mają tu prawie żadnych praw. Kamieniowanie to tutejszy sport narodowy. Na północy trwa rebelia szyicka, na południu silne ruchy separatystyczne, czyli jak zwykle przeciągi. Dla nich Jemen jest spokojną, nudną przystanią. To właśnie stąd pochodzi rodzina założyciela wspaniałego stowarzyszenia wybuchowego Al-Kaidy, Osamy bin Ladena. Broni jest tu więcej aniżeli mieszkańców, bo ludziska lubią sobie postrzelać do puszek. Przebywanie w tym kraju to prośba o śmierć. Każdy niewierny traktowany jest tu jak wróg publiczny, ewentualnie jak pies. Dla pań, wstęp wzbroniony, bo nawet kotka nadziewana na pal ma sto razy lepiej niż Europejka nadziewana na garb jemeńskiego wielbłąda.

Somalia to kraj wiecznej wojny, jak Grenlandia, kraj wiecznej zimy. Różnica polega na temperaturze. A ta w Mogadiszu bywa śmiertelnie wysoka. Wojna domowa trwająca w tym kraju od 1991 roku doprowadziła do kompletnej dewastacji i destabilizacji. Chłopcy z epoki banana łupanego, biją się jak zwykle o to samo, czyli kasę, władzę i dziewczyny. Obecnie sytuacja polityczna w Somalii jest z kategorii komedii, rząd tymczasowy kontroluje jedynie centralną część kraju, czyli tzw stolicę. W stabilizacji nie pomagają nawet dostawy broni z USA dla sił rządowych. Helikopterów na wszelki wypadek, już nie przysyłają. Na tę chwilę na obszarze Somalii funkcjonuje jeszcze 5 niby landów, rządzonych przez świrów z kałachami. Do tego wszystkiego dochodzi postępująca islamizacja, czyli śmiertelny pokój. Od momentu "helikoptera w ogniu", kraj otwarty na samobójców. Zwłok jednak nie odsyłają, ze względu na brak kogokolwiek od przesyłek. Wszystkich spoza tego wspaniałego kraju zdążyli już wyciąć.


Generalnie, wybierając inne miejsca na świecie niewiele tracimy, tym bardziej iż wymienione kraje to miejsca kompletnego zatracenia, gdzie ryzyko nakłada się z innymi niebezpieczeństwami, takimi jak choroby tropikalne, brak czystej wody lub jakiejkolwiek oraz w najlepszym wypadku epidemia Aids. Cywilizacja, której jesteśmy przedstawicielami, jest wrogiem numer jeden, gdyż była tam bardzo dawno temu i jak tubylcy donoszą "ni cholery, do niczego nie pasowała".