Miał przypaść po wojnie Chang Kai Shekowi, ale to Chińska
Republika Ludowa rozpoczęła inwazję, przekształcając pojęcie
chińskiego komunizmu w
faszyzujący imperializm. Tybet był zawsze wolny na tyle, na ile jego sąsiedzi
byli słabi. Podbijany przez Chińczyków i Mongołów wyzwalał się, gdy tylko ich
państwa rozpadały się pod wpływem walk wewnętrznych. W 1950 r. chińscy komuniści
podbili Tybet i zaczęli wszelkimi sposobami niszczyć jego kulturę i religię.
Faktem jest, że podrzędność Tybetu wobec Chin rosła lub malała w zależności od
siły Pekinu. Kryzys Chin oznaczał, że jego wysłannicy byli figurantami, a gdy
Cesarstwo odzyskiwało siły, wzmacniało kontrolę nad Tybetem – także tą
militarną. Przykładowo, na przełomie XVIII i XIX w. Chińczycy wymusili na
Lhasie, stolicy Tybetu, zmianę systemu wyboru kolejnych dalajlamów. X, XI i XII
przywódcy Tybetu zostali wybrani przez losowanie. Pekin okresowo zatwierdzał
wybór dalajlamy i panczenlamy (drugi lama w hierarchii) lub nawet wskazywał
jednego z kandydatów spośród grupy wybranej przez mnichów.
W czasie dominacji nad Tybetem w minionych wiekach Chińczycy dokonali jego
podziału. Wschodnią, bardziej atrakcyjną rolniczo część, czyli region Amdo i
część regionu Kham, włączyli w struktury państwa chińskiego i zasiedlali
chińskimi osadnikami. Ponieważ później tą praktykę kontynuowały komunistyczne
władze Chin, Tybetańczycy stanowią tam etniczną mniejszość. W XX wiek Chiny
weszły słabe, zapóźnione cywilizacyjnie, zdezorganizowane. Stały się obszarem
walki mocarstw kolonialnych, które także Tybet traktowały jako obszar wart
uwagi. W 1904 r. podbicia terenów Tybetu miała dokonać ekspedycja pułkownika
Younghusbanda – Anglicy chcieli powstrzymać rozszerzanie wpływów Rosji w Azji
Środkowej. Najwyżsi lamowie uciekli ze stolicy, a Younghusband doprowadził do
masakry dużego zgrupowania sił tybetańskich pod wioską Guru. W kilka minut
karabiny maszynowe zabiły 2 tys. tybetańskich żołnierzy uzbrojonych w dużej
części w broń z XVII i XVIII w. (następna tej skali hekatomba miała powtórzyć
się dopiero za sprawą podboju przez komunistyczne Chiny pół wieku później). Mimo
szumnych deklaracji o opanowaniu Tybetu przez Imperium Brytyjskie, było jasne,
że faktycznie pozostaje on krajem niepodległym Po upadku chińskiego cesarstwa w
1912 r., Państwo Środka rozpadło się na kawałki rządzone przez tzw. panów wojny,
najczęściej dawnych cesarskich gubernatorów lub generałów. Nic dziwnego, że XIII
Dalajlama rządził Tybetem nie niepokojony z zewnątrz do swojej śmierci 1933 r. W
tych spokojnych dla Tybetu, a burzliwych dla Chin latach, państwo na dachu
świata odzyskało nawet kontrolę nad zachodnią częścią prowincji Amdo i Kham,
które miało w swoich granicach blisko dwa wieki wcześniej, a które straciło na
rzecz Pekinu. W 1935 r. we wschodnim Tybecie urodził się Tenzin Gyatso, w którym
rozpoznano inkarnację władców kraju i który objął rządy jako XIV Dalajlamą. W
roku 1942 Tybetańskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wysłało swoich
przedstawicieli do Chin, a cztery lata później – do Indii. Wysłannicy otwarcie
deklarowali, że od lat Tybet jest i ciągle pozostaje niepodległym państwem
rządzonym przez dalajlamę. W 1947 r. wysyła swoich przedstawicieli na Azjatycką
Konferencję Relacji Międzynarodowych w New Dehli, po raz pierwszy prezentując
światu swoją flagę narodową. Tybetański minister finansów ruszył też z
dyplomatyczną misją nawiązania stosunków handlowych z Chinami, Indiami, USA, W.
Brytanią i Hongkongiem. Punktem zwrotnym okazał się rok 1949, kiedy to wkroczyły
do Tybetu pierwsze oddziały chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej. Po rozbiciu
maleńkiej armii i zajęciu połowy kraju, w maju 1951 roku rząd Chin narzucił
Lhasie tzw. „Siedemnastopunktową Ugodę w sprawie Pokojowego Wyzwolenia Tybetu".
Ponieważ podpisano ją pod przymusem (trwała inwazja, armia Tybetu była rozbita,
Chiny groziły zajęciem Lhasy, jeśli Tybetańczycy nie przyjmą ich warunków),
według prawa międzynarodowego jest całkowicie nieważna ab initio. Obecność 40
tysięcy chińskich żołnierzy w Tybecie i groźba całkowitej zagłady państwa nie
pozostawiały Tybetańczykom wielkiego wyboru. Przy pierwszej okazji, natychmiast
po przekroczeniu granicy Indii w 1959 roku, Dalajlama Ugodę wypowiedział. . Do
1959 r. porządek w Tybecie pozostawał niemal niezmieniony, a symbolem podboju
tego obszaru przez Chiny była 40-tysięczna armia chińska rozlokowana w środkowej
części Tybetu.
Latem 1956 r. komunistyczne reformy we wschodnim Kham i Amdo (traktowanych jak
pozostałe chińskie terytoria) wywołały zamieszki, a potem regularne powstanie
Tybetańczyków, które rozlało się po całym Tybecie. To był koniec specjalnego
traktowania Tybetu. Do 1959 r. chińskiej armii udało się krwawo przywrócić
kontrolę nad regionem (liczbę ofiar szacuje się w dziesiątkach tysięcy), a XIV
Dalajlama udał się na wygnanie do Indii, gdzie w Dharmasali założył rząd na
uchodźstwie. Pekin tymczasem ogłosił, że panczenlama (zastępca dalajlamy,
którego Chińczykom udało się schwytać), jest pod nieobecność dalajlamy
oficjalnym przywódcą Tybetańczyków i ci powinni się mu podporządkować. W ten
sposób Chińczycy – uzyskawszy całkowitą kontrolę nad panczenlamą – chcieli
uspokoić sytuację w regionie. Tybetańscy partyzanci walczyli jednak przez całą
następną dekadę, wykorzystując m.in. bazy w Nepalu. Znacznie dłużej trwała
pacyfikacja regionu: dokonywano egzekucji, powszechnie stosowano tortury,
powstawały obozy podobne do radzieckich gułagów, powszechnie panował głód, a
niski poziom opieki medycznej powodował bardzo wysoką śmiertelność. Tybetańscy
uchodźcy nazywają to wprost próbą eksterminacji narodu tybetańskiego, porównując
komunistów do nazistów – skojarzenie o tyle uprawnione, że prócz stosowanych
metod Chińczycy nie kryli swojej pogardy dla Tybetańczyków, których uważali za
rasę niższą od swojej. Komuniści zniszczyli też 6 tys. klasztorów i zmienili
granice administracyjne tak, że znaczna część ludności tybetańskiej znalazła się
poza Tybetańskim Regionem Autonomicznym, a więc nie mogła liczyć na żadne
specjalne traktowanie (tylko 45% z 5,5 mln Tybetańczyków w Chinach mieszka w
TRA). Pekin wznowił też rozpoczętą jeszcze w czasach cesarskich akcję
kolonizacyjną, co we wschodnim Tybecie doprowadziło do tego, że Tybetańczycy są
tam dziś mniejszością. Tragedię Tybetańczyków pogłębiały reformy Mao Zedonga,
szczególnie rewolucja kulturalna w latach 1966-1976. W okresie tym doszło do
zniszczenia lub zamknięcia tysięcy buddyjskich klasztorów – zezwolono na
funkcjonowanie jedynie kilku. Chińczycy postanowili całkowicie wykorzenić
tybetańską kulturę i język. Opór Tybetańczyków łamano przemocą, co wywołało
kolejny niepodległościowy zryw w 1969 r., któremu przewodził mnich Thrinley
Chodron. Jego partyzanci atakowali nie tylko chińskich żołnierzy, ale także
tybetańskich kolaborantów. Bunt został jednak szybko stłumiony.
W 1995 r. dalajlama rozpoznał w 6-letnim chłopcu o nazwisku Gedhun Choekyi Nyima,
kolejnego, XI Panczenlamę. Tymczasem Chińskie władze wskazały innego chłopca –
Gyancaina Norbu, urodzonego w Pekinie, jako inkarnację drugiego w hierarchii
buddyjskiego przywódcy. Mieszkający na terenie Tybetu Gedhun Choekyi Nyima
wkrótce po ogłoszeniu wyboru zaginął wraz z rodziną, a o ich uwięzienie
Tybetańczycy mieszkający w Indiach oskarżają Pekin. W tym samym czasie Chińczycy
wykorzystali swojego panczenlamy w celach politycznych. Według informacji
Tybetańskiego Rządu na Uchodźstwie, na dzień 31 stycznia 2009, w wyniku bicia i
tortur etc. zginęło około 220 Tybetańczyków, ponad 1294 zostało rannych, ponad
5600 aresztowanych, 290 skazanych, a ponad 1000 „zaginęło”. Z raportu
Tybetańskiego Rządu na Uchodźstwie wynika ponadto, że w chińskich więzieniach
nadal pozostaje ponad pięć i pół tysiąca Tybetańczyków, z których jedynie 290
otrzymało do tej pory wyroki sądowe. Przedstawiając te dane tybetańska
administracja zestawia je z danymi chińskimi. Według Pekinu w ubiegłym roku
śmierć poniosło w Tybecie 19 osób, a w więzieniach pozostaje nieco ponad tysiąc.
W sumie w wyniku 50-letniej chińskiej okupacji zginęło 1 mln 200 tys.
Tybetańczyków - Rok temu po zamieszkach młody, niewidomy tybetański mnich
odebrał sobie życie. W liście, który zostawił, napisał: „jak musicie się czuć
wy, skoro ja ślepy nie mogę na to patrzeć”.
Mimo że Tybet spełniał kryteria niepodległego państwa, został militarnie zajęty
przez Chiny w 1950 roku. Rok później między oboma rządami podpisano 17-punktową
ugodę gwarantującą poszanowanie kultury i tożsamości Tybetańczyków. Strona
chińska szybko jednak przestała przestrzegać jej postanowień. Sytuacja uległa
pogorszeniu, gdy w 1954 roku zakończono budowę drogi między Tybetem a
centralnymi Chinami. Do Dachu Świata zaczęło napływać chińskie wojsko i
osadnicy. – Tybet jest obszarem delikatnej równowagi ekologicznej, którą łatwo
zakłóciła większa liczba ludzi. Zaczęło brakować żywności, rosło napięcie –
tłumaczy dr Agata Bareja-Starzyńska, tybetolog z UW. Wybuchły powstania we
wschodnich prowincjach, Khamie i Amdo. Nowo przybyłe chińskie oddziały usiłowały
je stłumić. W 1957 roku powstała tybetańska partyzantka Czuszi Gangdruk („Cztery
rzeki, Sześć Pasm”), która wspierana przez CIA działała aż do 1972 roku.
Antychińskie protesty obejmowały w 1958 roku już prawie cały region. Część
ludności uciekała przed komunistycznymi reformami i pacyfikacjami do środkowego
Tybetu. W styczniu 1959 roku dalajlama odmówił odwiedzenia Mao Zedonga w
Pekinie. Obawiano się, że może to być ostatnia wizyta Jego Świątobliwości. Dwa
miesiące później przywódcę Tybetańczyków zaproszono na teatralne przedstawienie
do chińskiego sztabu wojskowego. Zastrzeżono, że ma przybyć bez eskorty. Wśród
Tybetańczyków pojawiły się pogłoski, że będzie aresztowany. To spowodowało, że
mieszkańcy Lhasy wyszli na ulicę. 10 marca tłum demonstrantów wypowiedział
17-puntkowe porozumienie z 1951 roku i proklamował suwerenność Tybetu. Do
stłumienia powstania Chiny wysłały ciężką artylerię. W nocy z 17 na 18 marca XIV
Dalajlama musiał w przebraniu uciekać z Tybetu do Indii, gdzie uzyskał azyl
polityczny. Powstanie zakończyło się kilka dni później, ale jego rozrachunek był
tragiczny. Podczas walk zginęło około 90 tys. Tybetańczyków, a drugie tyle
zostało zmuszone do ucieczki poza granice Tybetu. - Mao Zedong akceptował
ucieczkę duchowego przywódcy Tybetańczyków, sądząc, że będzie mu łatwiej
kontrolować region. Natomiast ówczesny premier ZSRR, Nikita Chruszczow miał
powiedzieć, że Chiny właśnie straciły Tybet.
Nic z tych rzeczy. Tybet jest potrzebny Chinom do prowadzenia imperialnej
polityki, której ubocznym efektem jest ucywilizowanie tego zakątku świata i
poszerzenie marginesu bezpieczeństwa Chińskiej Republiki. Cokolwiek by nie
zarzucać Chińczykom, ich celem jest dominacja w Azji i wzmacnianie własnego
kraju, czy dzieje się to z korzyścią dla innych, pozostaje kwestię znajomości
mentalności i kultury azjatów.