Ukraińska dążność do niepodległości nie miała żadnych
moralnych barier, była nie tylko ekspansywna w środkach, ale upominała się o
wyzwolenie rzekomo ukraińskich ziem aż po Warszawę czy Kraków. Dążenia te były
tak samo imperialistyczne w formie i środkach jak dążenia III Rzeszy czy
ZSRR. W połowie roku 1942 zaczęto tworzyć przez Niemców i przy ich
współudziale na terenach okupowanej Małopolski Wschodniej oddziały UPA,
a po tamtejszych wsiach zaczęły rozchodzić się jej rozkazy typu
"Będziemy prowadzić śmiertelną walkę z Polakami i bolszewikami, aż do
wyzwolenia się z niewoli" i wkrótce rozpoczęła się rzeź ludności
polskiej na niespotykaną we współczesnej historii skalę. We wsiach
mordowano setki, a często i tysiące osób /Huta Stepańska, Wola
Ostrowska itp./Wsie zaskoczone tymi wydarzeniami nie miały
zorganizowanej samoobrony ,a oddziały AK były zbyt słabe by
skutecznie walczyć z Niemcami i UPA . Na terenach nad Sanem aktywne
od początku wojny elementy nacjonalistów ukraińskich nasiliły
denuncjacje i donosy do władz okupacyjnych by ich rękami rozpocząć
likwidację swoich dotychczasowych polskich sąsiadów. Wkrótce zaczęto
obserwować, że również na terenach nad Sanem i Bugiem zaczyna
powstawać UPA. Zbliżający się szybkimi krokami front
sowiecko-niemiecki przyniósł częściowe uspokojenie sytuacji, bo
większość oddziałów UPA przeszła w rejony środkowych Karpat by tam
schować się i doczekać swobodnej możliwości działania na terenach
opanowanych przez sowietów. Wkrótce też wraz z przesuwającym się
frontem zaczęły się ich powroty. UPA niszczone na terenach
Wschodniej Małopolski, przez sowiecką partyzantkę i oddziały NKWD
szukały spokoju na ziemiach "zakierzońskiego kraju". Fala mordów
przesuwała się w kierunku obecnych granic Polski by wkrótce je
przekroczyć.
W latach
1939-1946 zginęło 160,000 ludzi, z tego 120,000 Polaków i 40,000
Ukrainców przeciwnych OUN i powstałej z niego UPA. Dodać do tych
strat należy mordy popełnione na Polakach przez pulki policyjne SS
Galizien oraz sporadyczne akty zemsty Polaków na Ukraińcach /dr
Pawliszczuk/. UPA zaczęła rozgłaszać, że będzie dążyć wszelkimi
sposobami do całkowitego opuszczenia zajmowanych terenów przez
ludność polską. Likwidowano posterunki policji i szerzyły się mordy.
Tereny nad Sanem w tym teren wokół wsi Pawłokoma gdzie w okresie
międzywojennym lokalne statystyki wykazywały, że zamieszkuje ją
1.253 osób, w tym : 898 deklarowało zdecydowanie narodowość
ukraińską a, 273 zdecydowanie polską zaczęły się szczególnie
aktywizować. Nie tylko zaczęto obserwować, że ukraińscy sąsiedzi
wstępują do nowych formacji UPA ale po wsiach zaczęto tworzyć
zaplecza techniczne tej formacji: magazyny, fabryczki sprzętu, broni
,bunkry zaplecza itp.
Przy
licznych tego typu wcześniejszych akcjach w marcu 1943 roku policja
ukraińska złożyła kolejny donos do gestapo. W wyniku którego
czterech mieszkańców tej wsi zostało aresztowanych i osadzonych w
Oświęcimiu, gdzie zginęli: Franciszek Guc, Jan Kosztowski, Andrzej
Łach, Anna Szpak - Ukrainka, sympatyzująca z
Polakami.
Dowodzący rejonem
UPA "Zachód". Mirosław Onyszkiewicz "Orest" / w tej rodzinie było
przynajmniej trzech zajmujących się wojskiem byli jeszcze: Mirosław
Onyszkiewicz "Myron" d-ca sotni UPA i Janusz Onyszkiewicz minister
III RP/ wydał obwieszczenie by do 6 kwietnia 1944r wszyscy Polacy
bez wyjątków opuścili opanowane przez UPA części województw
:rzeszowskiego i lubelskiego w myśl haseł "Ukraina bude no bez
Lachiw". Meldunki polskich oddziałów partyzanckich mówiły o
tragicznym losie kolejnych polskich wsi palonych zarówno nocami jak
i we dnie.
W kwietniu 1944
roku policja ukraińska z Jawornika Ruskiego aresztowała pięciu
mieszkańców Pawłokomy pod zarzutem przynależności do AK i posiadania
broni. Aresztowanymi byli: Jan Kuś, Jan Radon, Jan Ulanowski, Maria
Ulanowska i Katarzyna Kocyło oraz jeden mieszkaniec z Dylągowej.
Próby odbicia aresztowanych dokonał oddział AK dowodzony przez ppor.
Aleksandra Grube ps. "Sęp". 25 kwietnia podczas ataku na posterunek
w Jaworniku Ruskim, który to wraz kilka sąsiednimi budynkami zostały
spalone. Zabito jednego i raniono dwu policjantów oraz zabito kilku
stawiających opór Ukraińców, mieszkańców wsi w tym sołtysa.
Aresztowanych jednak nie uwolniono ponieważ na posterunku już ich
nie było. Zaginęli bez wieści. Terenowe kierownictwo AK podjęło
decyzje o karaniu nacjonalistów ukraińskich współpracujących z
okupantem niemieckim i podejrzanych o donosy do gestapo. Wydano i
wykonano w latach 1943-1944 wyroki śmierci na Ukraińcach : Mikołaju
Lewickim, Iwanie Karpie, Iwanie Szpaku i Eugeniuszu
Trojanie.
25 kwietnia 1944
roku w południe w rewanżu za Pawłokomę. Policja ukraińska i cywile z
bronią otoczyli wieś Dylągową, zganiali ludność z pól do domów,
zabili mężczyznę z Górnej Dylągowej,a drugi był raniony. Pozostałych
mężczyzn zgromadzili na Karasiówce - łącznie 150 ludzi. Udało się
ich uratować jedynie dzięki interwencji oficera Wehrmahtu
sprzyjającego Polakom. Na terenach wsi nad Sanem polska ludność
zaczynała tworzyć oddziały
samoobrony.
W pierwszych
dniach września 1944 przybył ze Lwowa do Jarosławia ppłk Franciszek
Rekucki "Topór", Komendant Okręgu Lwów "Nie", oraz mjr Bolesław
Tomaszewski "Warta", szef sztabu Okręgu, zaczęli organizować
zgrupowanie lwowskich oddziałów leśnych "Warta" na rzeszowszczyźnie,
miały służyć pomocą terroryzowanym mieszkańcom tych ziem i czekać na
powrót z odsieczą Lwowa gdyby udało się na powrót odzyskać od
sowietów tereny wschodnie, wraz z nimi nadeszły szczegółowe wieści o
krwawych poczynaniach na Kresach ukraińskich
nacjonalistów.
W styczniu 1945
roku oddział UPA w sile około 60 ludzi i uprowadził ze wsi
mieszkańców Pawłokomy, a byli to: Stanisław Banaś, Marek Diablik,
Edmund Dzióbczyński, Andrzej Łańczak,Jan Marszałek, Kacper Radon
(sołtys), Antoni Trojan, Ignacy Wilk (delegat do Gminnej Rady
Narodowej), Katarzyna Kosztowska, 29 lat, Ukrainka sprzyjająca
Polakom, dwaj nieznani milicjanci pełniący służbę w Dynowie,
nieznana kobieta, ok. 45 lat (przebywała w tym czasie u Antoniego
Trojana) z Dynowa, Jan Gąsecki, dwaj bracia
Gierul.
Wszystkich zniknęli
bez śladu.
Polscy mieszkańcy
Pawłokomy widzieli, że ani wojsko ani milicja nie stara się zapewnić
im bezpieczeństwa. Wystraszeni mieszkańcy niedalekich wsi: Kalwaria
Pacławska i Nowosiółki Dydyńskie zaczęli pisać do władz petycje by
ta przysłała wojsko, a ich samych ewakuowała za San. Wojska jednak
nadal nie było, terror narastał. Komitet Wojewódzki PZPR w Rzeszowie
skarżył się władzom, że nie ma wojska ani amunicji by chronić masowo
likwidowane posterunki milicji. W ściśle tajnej instrukcji KC PPR nr
1/26/45-Z z 1945 r. zalecono: "Broń Ukraińców jest skierowana
wyłącznie przeciw faszystom z AK. W porozumieniu z NKWD nie
dopuszczać, aby wojsko lub milicja interweniowały w tym kierunku.
Działać przy tym bardzo
OSTROŻNIE".
Tymczasem
19.01.1945 rozkazem komendanta Armii Krajowej gen. Leopolda
Okulickiego nastąpiło rozwiązanie AK, a żołnierze tych oddziałów
zaczęli stopniowo rozpraszać się po terenie kraju. Broniąca
dotychczas ludności formacja przestawała
istnieć.
Na prośbę
okolicznej ludności polskiej w nocy z 1 na 2 marca 1945 roku w
rejonie plebani w Dylągowej dokonano koncentracji członków polskiej
samoobrony z Dynowa, Bartkówki i innych miejscowości oraz resztek
poakowskiego oddziału "Wacława" liczącego wtedy około 40
osób.
3 marca 1945 r.
przybyłe do Pawłokomy oddziały starały się uzyskać od przebywających
tam mieszkańców członków UPA wiadomości: gdzie znajdują się
uprowadzeni ostatnio Polacy. Okrążający wieś oddział "Wacława"
osłaniał jedynie stronę wschodnią na wypadek gdyby Ukraińcom z
Pawłokomy przyszła odsiecz UPA, ponadto mieli też za zadanie
blokować ewentualną ucieczkę upowców ze wsi . Było kilka takich prób
przerwania się przez pas okrążenia ze strony banderowców. Jednego
uciekającego z bronią na pewno zastrzelono, a drugiego
prawdopodobnie, kilku złapano z bronią. Byli to dawni policjanci
ukraińscy w służbie niemieckiej, a obecnie w służbie UPA.
Kilkuosobowa grupa z oddziału "Wacława" dokonała rewizji na wieży
cerkiewnej, gdzie znaleziono łuski od naboi i metalową taśmę od CKM.
Przypadkowe podpalenie dwu domów ukraińskich w pobliżu cerkwi
pozwoliło stwierdzić, że broń, a szczególnie amunicję i granaty
mieli Ukraińcy ukryte w budynkach mieszkalnych. Podczas pożaru tych
dwu domów kanonada rozrywających się pocisków karabinowych i
granatów wskazywała, że było ich tam sporo. Podczas rozmów z
Ukrainkami dowiedziano się, że UPA posiada bunkry "gdzieś na
wzgórzach niedaleko Pawłokomy. Tam mają się ukrywać upowcy, tam mają
magazyny żywności, broni i amunicji." Tę informację potwierdził
również zatrzymany w Dylągowej Ukrainiec z dokumentami na nazwisko
Teofil Szpak. Ale nie potrafił określić gdzie bunkry
są.
Nie mogąc otrzymać
informacji o zabranych ze wsi w styczniu Polakach oddzielono
wszystkich mężczyzn, którzy byli lokalnymi członkami i
współpracownikami UPA w wieku od 17 do 75 lat. Wszystkie kobiety z
dziećmi pod eskortą wyprowadzono ze wsi w kierunku Piątkowej, tam
zwolniono i kazano im iść na Ukrainę. Wypędzone ukraińskie kobiety z
dziećmi udały się ze skargą do sowieckiego komendanta wojennego w
Sanoku. Wkrótce wysłany został oddział NKWD, który dokonał w połowie
kwietnia 1945 roku w Dynowie i jego rejonie aresztowania 282 Polaków
podejrzanych o udział w akcji odwetowej w
Pawłokomie.
Z tej grupy 82
skazano na więzienia i łagry i zesłano w głąb ZSRR. Władze Polski
Ludowej również dokonały aresztowań kilkunastu Polaków podejrzanych
o udział w akcji odwetowej w Pawłokomie. Część z nich skazały na
więzienia do 6 lat. Tymczasem zatrzymanych we wsi mężczyzn poddano
przesłuchaniu, które sprowadzało się do dwu pytań: "Kto uprowadził
Polaków - mieszkańców Pawłokomy? Jeżeli zostali zastrzeleni to gdzie
są zakopane ich zwłoki?"
Brak odpowiedzi na zadane pytania i próby pogróżek ze strony
zatrzymanych sprawił, że podjęto decyzję rozstrzelania wszystkich
zatrzymanych mężczyzn pochodzenia ukraińskiego. Wydzielona grupa
samoobrony wyprowadziła ich na cmentarz, gdzie wykopano trzy nieduże
doły, czasie późniejszych przesłuchań i tortur na UB zeznawano, że
rozstrzelano od 120 do 150 Ukraińców, sami żyjący świadkowie
tragedii mówią obecnie, że było ich około 80. Zwłoki zasypano
ziemią. Obie te mogiły istnieją po dziś dzień. Nikt nie podjął się
dotychczas ekshumacji grobów by stwierdzić ilość tamtych ofiar. Nikt
nie słucha żyjących jeszcze polskich świadków wydarzeń, liczą się
tylko informacje ukraińskie.
W czerwcu 1945r.powstał w Rzeszowie Wojewódzki Komitet do Walki z
Bandytyzmem w składzie: Przewodniczący - Wojewoda Podkarpacki,
członkowie - zca dcy 9 DP, Jan Mirek członek PPS, Piotr świetlik
członek SL, Stefania Romaniuk sekretarz KWPPR, szef WUBP Edward
Sobczyński,a od nich pochodzi głównie informacja: "o zastrzeleniu
300 mieszkańców Pawłokomy". Polskich ofiar pogromów nie zdążono
jeszcze policzyć. 21 kwietnia 1945 r. za udział mieszkańców w
napadzie na Pawłokomę została spalona przez oddziały ukraińskie w
odwecie wieś Borownica. Zabito co najmniej 27
osób.
Za to samo sotnie UPA
"Hromenki" i "Buriaki" 3 października spaliły wsie: Dylągowa,
Bartkówka, Jączki, Sielnicę oraz Pawłokomę zasiedloną po likwidacji
Ukraińców Polakami.
18 maja
oddziały UPA napadły na wsie Radków, Jachowce, Rzeplin i Posadów, w
których spalono większość zabudowań i zabito około 60 osób.
5 października 1945 roku
odziały UPA ponownie wkroczyły do Pawłokomy paląc polskie i puste
poukraińskie gospodarstwa i rozstrzeliwując około 6 mieszkańców
wsi.
7 lipca 1945 roku
została zamordowana przez miejscowych "Striłciw" z SKW "Smicha" i
"Jastruba" Polka powracająca z przymusowych robót z Niemiec Karolina
Kaszycka.
W nocy z 4 na 5
października 1945 roku bojówki UPA dokonały napadu na Pawłokomę.
Spaliły większość budynków polskich i poukraińskich oraz zamordowały
5 napotkanych Polaków.
W
dniu 12 lutego 1946 roku w nocy banda UPA uprowadziła z Pawłokomy 13
osób. Z grupy tej zwolniła z nieustalonych przyczyn czteroosobową
rodzinę Fedzugów, a jednej osobie - Emilowi Michalikowi - udało się
uciec i dzięki temu ocalał. Pozostałych 8 osób zostało zamordowanych
w rejonie Woli Wołodzkiej. Byli to: Jan Marszałek, 37 lat, Józef
Pantol, 25 lat Władysław Ulanowski, 24 lata, Andrzej Żańczak, 45
lat
W marcu 1946 roku
zostało zamordowanych trzech mieszkańców Pawłokomy, (mieszkali
czasowo po zachodniej stronie
Sanu).
W dniu 23
października 1946 roku podczas napadu bojówki UPA został zastrzelony
w czasie ucieczki: Ludwik Potoczny, Józefa Łach 12 lat i Zbigniew
Biela około 11 lat - utopili się w Sanie podczas
ucieczki.
Przystąpiono
jednak do kontruderzeń i 15 kwietnia oddział Batalionów Chłopskich
przeprowadził antyupowską akcję w Małkowie, 17 kwietnia połączone
oddziały Narodowej Organizacji Wojskowej "Mewy" i "Wołyniaka"
zamordowały, według źródeł ukraińskich, co najmniej 358 mieszkańców
wsi Piskorowice. Polskie źródła podają liczbę 140 osób, w tym 10
Polaków. 6 czerwca oddziały Narodowych Sił Zbrojnych "Szarego",
"Sokoła", "Zemsty", "Romana" i "Jacka" napadły na wieś Wierzchowiny.
Po tym UPA poczuła strach, likwidowano jej zaplecza, przestała czuć
się bezpiecznie.
W
miesiącach kwiecień - maj 1945 r. w Siedliskach i Rudzie
Różanieckiej UPA zmuszone wydarzeniami rozpoczęła rozmowy z
przedstawicielami WiN i resztek zgrupowania "Warta". Efektem rozmów
było polsko-ukraińskie zawieszenie broni. Do wielu wsi za wyjątkiem
Pawłokomy powoli zaczęło powracać bezpieczeństwo.
Cel
zamierzony przez organizacje ukraińskie zostaje powoli osiągany.
Liczne komunikaty o rzekomych zbrodniach AK wykazują, że Armia
Krajowa to tacy sami bandyci jak UPA. I stawia się pomiędzy nimi
znak równania. Strona polska przystępująca do porozumienia nawet nie
jest w stanie dotychczas policzyć i określić imiennie ilości
polskich ofiar upowskich mordów. To tylko w II Rzeczpospolitej za
obrażanie honoru polskiej armii karano
więzieniem.
W wyniku
obecnego "pojednania" polsko-ukrainskiego postanowiono nie tylko
upamiętnić ofiary w Pawłokomie ,organizacje ukraińskie w kolejności
dążą do dalszych tego typu pomników podając dowolnie duże, przez
nikogo nie udokumentowane ilości ofiar w kolejnych miejscach.
Setki postawionych dotychczas
nielegalnie w Polsce wschodniej pomników upamiętniających "bohaterów
UPA" mają pozostać nienaruszone. Wystąpiono oficjalnie z pismem o
likwidacje wszystkich pomników postawionych polskim milicjantom
poległym w walkach z UPA jako "upamiętnieniom okresu komunistycznego
niegodnym dalszego zachowania". Efektem propozycji porozumieniowych
polsko-ukrainskich jest pismo domagające się budowy w Rzeszowie
cerkwi prawosławnej (autokefalicznej) w okolicach dawnej Ruskiej Wsi
jako miejscowości zamieszkałej podobno niegdyś (XV w.) przez
Ukraińców. Postanowiono również ,że w XVIII wiecznym katolickim
dotychczas kościółku pod wezwanie św. Trójcy w Rzeszowie obecny
wiekowy ołtarz zostanie zastąpiony ikonostasem . W przygotowaniu są dalsze propozycje. Tymczasem na
wschodzie nie został dokończony nawet cmentarz lwowskich Orląt. Biedne polskie stowarzyszenia jak
choćby "Pamięć" z Nadwórnej na Ukrainie porządkujące dawne polskie
kresowe cmentarze na próżno zabiegają o jakiekolwiek środki
finansowe na swoją działalność. Jak na razie takie są realne
dotychczasowe efekty "pojednania".
Dziś świat wspomina wybuch II wojny światowej, ale pomija jako
nieistotną datę 17 września, mimo iż zawarcie sojuszu
rosyjsko-hitlerowskiego oznaczało początek współzawodnictwa obu krajów w
ekspansji wewnątrz Europy. Oznaczało też wojnę światową, ze wszystkimi jej
konsekwencjami, z liczbą ofiar przekraczającą to, co kiedykolwiek
wydarzyło się w historii cywilizowanego świata. Wojnę światową, gdzie de
facto na początku stanęły na przeciwko siebie Polska, Wielka Brytania i Francja zaś
po przeciwnej stronie
III Rzesza i Związek Radziecki.
Pomimo dziesiątek lat życia pomiędzy dwiema potęgami, niszczącymi nasz
kraj, nie potrafimy jako naród wykorzystywać i kreować konfliktów
pomiędzy Rosją a Niemcami, wolimy uparcie najpierw ginąć za Gdańsk, aby
kończyć powstaniem w Warszawie.