Już tak jakoś na tym świecie jest, że aby poczuć sie żywym trzeba trochę
więcej niż kawy i przeświadczenia, że praca wyzwala. To, co napędza misterny
mechanizm naszego ciała jest tym samym, co możemy zaobserwować u zwierząt. Głód,
pragnienie i bezpieczne miejsce. O to walczy każdy bez względu na kolor skóry,
pochodzenie społeczne czy wykształcenie. Tu liczy się nasza inteligencja i
ciało. Po co to wszystko, mógłby ktoś zapytać. Odpowiedź jest prosta; wysiłek
usprawnia nasz organizm i umożliwia życie, przetrwać zaś mogą ci, którzy to
najlepiej zrobią. Już przypominacie sobie dziadka Darwina i teorię doboru
naturalnego?
W naszym ciele występują substancje, wspomagające naszą walkę o
przetrwanie. Jest to głównie adrenalina, która wydziela się w organizmie w
stresowych sytuacjach i powoduje szereg reakcji fizjologicznych. Przygotowuje
organizm do walki lub ucieczki, przez co pełni główną rolę podczas reakcji
ludzkiego organizmu na jakieś zagrożenie. Oznaką wzrostu adrenaliny są
rozszerzone źrenice, szybsze bicie serca czy wzrost ciśnienia krwi. Niektóre
osoby taką reakcję organizmu uważają za pożądaną i pozytywną, starają się ją
specjalnie i jak najczęściej wywoływać. Najbardziej popularnym sposobem na
"balansowanie na granicy życia i śmierci" (czasem nawet w dosłownym znaczeniu
tego określenia) są sporty ekstremalne. Mają one wielu zwolenników, dla
niektórych są sposobem na spędzanie wolnego czasu i rozrywką związaną z
ryzykiem, ale dla niektórych mogą także stać się uzależnieniem. Na początku,
przed pierwszą próbą zazwyczaj dominuje strach, później po przełamaniu się
okazuje się, że dana osoba chce spróbować jeszcze raz i kolejny. W miarę
kolejnych prób skoki adrenaliny nie są już tak wyraźne, próbuje się więc innych
pobudzających je sportów ekstremalnych. Niektórzy nie zauważają nawet, kiedy
wpadają w pułapkę uzależnienia.
Zazwyczaj sporty ekstremalne budzą wrodzony, instynktowny lęk, odpowiedzialny za
ratowanie życia w niebezpiecznych sytuacjach. Amatorzy sportów ekstremalnych
oszukują go, siłują się z nim, co niewątpliwie ma też swoje dobre strony. Można
w ten sposób nauczyć się opanowywać lęk i kontrolować go. Umiejętność ta często
przydaje się później w codziennym życiu. Jednak od adrenaliny także można się
uzależnić. Zasadniczym kryterium uzależnienia w tym przypadku będzie to, czy
pomimo ponoszonych z tytułu dostarczania sobie adrenaliny kłopotów, dana osoba
nie rezygnuje z takich zachowań, nawet w momencie, gdy jest tego całkiem
świadoma. Chciałaby przestać i zdaje sobie sprawę, że to co robi przynosi coraz
więcej szkód w jej życiu, ale nie potrafi. W rezultacie ma coraz mniej jest
czasu na inne ważne aktywności, np. na pracę czy dla rodziny. Innym
niebezpieczeństwem związanym z nałogowym uprawianiem sportów ekstremalnych jest
to, że w codziennym życiu też może pojawić się potrzeba ekstremalnych doznań i
będzie ona realizowana np. w kontaktach z ludźmi. Może to w dużej mierze
utrudniać społeczne kontakty. Działanie adrenaliny może być różne, w zależności
od jej dawki, dla niektórych osób może być niebezpieczna nawet w małej ilości.
Substancja ta zwiększa częstotliwość rytmu serca, co może prowadzić do zaburzeń
w jego pracy, powoduje też zwiększenie pojemności minutowej serca oraz rozkurcz
oskrzeli. Większe dawki adrenaliny zwiększają siłę skurczu mięśnia sercowego, a
zbyt duża jej dawka może natomiast powodować zmniejszenie się pojemności
minutowej serca oraz skurcz naczyń krwionośnych. W królestwie zwierząt trudno
znaleźć gatunki, które celowo zadają sobie ból albo przynajmniej nie starają się
go unikać. Pod tym względem ludzie bardzo się od nich różnią. I wcale nie chodzi
tu o przypadki osób preferujących niecodzienne zachowania seksualne. Praktycznie
każdy z nas lubi od czasu do czasu sprawić sobie ból. Nie do końca jednak
wiadomo dlaczego tak się dzieje.
Znany jest szeroko w świecie przypadek surfującego Hoku Aki na Brennecke Beach
na Kauai, który podczas wodnego ślizgu dostrzegł obok siebie rekina żarłacza
czterometrowej długości. Przytomnie reagując pochylił się nad powierzchnią wody
i zdzielił rekina pięścią w jego półotwartą paszczę rozrywając mu skrzela. Kiedy
puścił się na desce w panicznej ucieczce do brzegu zobaczył na moment szkliste i
martwe spojrzenie rekina, i poczuł jak gwałtownie zakołysało deską surfingową.
Kiedy wiosłując na desce rekami dopłynął do brzegowej płycizny z której chcieli
go wyciągnąć obserwujący z brzegu widzowie, spytał brata, czy wszystko jest okey,
bo obserwujący go, leżącego na desce w wodzie, mieli dziwne miny i wtedy brat
poinformował go, że rekin odciął mu stopę powyżej kostki(!). Lekarze zachodzili
w głowę jak siedemdziesięcioprocentowa utrata krwi i ból po stracie stopy mogły
przejść tak niezauważone przez siedemnastoletniego Hoku Aki i nie spowodować
utraty świadomości. Jest to możliwe dzięki wytworzeniu przez organizm substancji
zwanych endocannabinoidami, które w ekstremalnych sytuacjach powodujących silny
stres, uśmierzają ból. Naukowcy twierdzą, że silniejszego środka na ból jaki
może wytworzyć organizm nie udało się do tej pory człowiekowi wyprodukować.
Pragnienie
odczuwania bólu nie kończy się na spożywaniu ostrych papryczek.
Dobrym przykładem są tatuaże. Podobno kto raz spróbował, temu trudno przestać.
Pozornie trudno sobie wyobrazić jaki mechanizm sprawia, że dorośli ludzie
dobrowolnie godzą się na wbijanie sobie w skórę igieł i to tysiące razy z rzędu.
A jednak sztuka tatuażu cieszy się bardzo dużą popularnością. Dokładne badania
pozwoliły ustalić, że w trakcie zabiegu w mózgach tatuowanych osób pojawia się
bardzo dużo znieczulających i euforyzujących endorfin - jest to zjawisko
porównywalne do błogiego uczucia jakiego doznają biegacze. Endorfiny, podobnie
jak morfina, wiążą się do receptorów opioidowych. Czyżby w takim razie
zamiłowanie do tatuowania sobie ciała było uzależnieniem? Wygląda na to, że tak.
Podobnie jak w przypadku spożycia dużych ilości ostrej kapsaicyny, tak i
tatuowanie wywołuje uczucie bólu. Ludzki mózg broni się przed nieprzyjemnym
uczuciem wydzielając endorfiny. Ponieważ ból mimo wszystko nie jest przeraźliwy,
nasze naturalne substancje znieczulające wystarczają, aby go uśmierzyć, a nawet
zrekompensować nieprzyjemne uczucia.
Wspomniany na początku skok do lodowatej wody po wizycie w saunie sprawia, że
receptory zimna są natychmiast bombardowane napływającymi impulsami, które w
skrajnych przypadkach mózg interpretuje jako ból. Wydzielając endorfiny niweluje
bardzo nieprzyjemne uczucia. Chociaż znane są przypadki zapaści po spożyciu
ultra ostrych potraw, zawałów serca po gwałtownej zmianie temperatury i zakażeń
wszelkiej maści wirusami po zabiegach tatuażu w niesterylnych warunkach, to
zazwyczaj amatorzy takich wrażeń zakładają, że są one w zasadzie nieszkodliwe.
Najprawdopodobniej sama świadomość możliwości przetrzymania bólu daje nam więc
satysfakcję i skłania do powtórzenia czynności, które na pierwszy rzut oka nie
wydają się zachwycające. Może działać tu mechanizm taki sam jak w przypadku
oglądania horrorów, skoków na bungee czy jazdy na kolejce górskiej. Istnieją
jednak znacznie bardziej przyjemne i bezpieczne metody stymulujące wydzielanie
endorfin, które nie wiążą się z koniecznością odczuwania bólu – na przykład
znana i lubiana od zarania dziejów „kolacja ze śniadaniem” lub jej namiastka pod
postacią tabliczki czekolady.
Oczekiwanie na ból jest czasami po stokroć gorsze niż sam ból. W amerykańskiej
bazie wojskowej na Kubie, Guantanamo Bay, jest malutki pokoik do przesłuchań a w
rogu stoi specjalna lampa z niesamowicie rażącym światłem. Przesłuchiwani są
skuci w kajdanki i ze specjalnie spreparowanymi powiekami oczu, których nie
można zamknąć, porażani są jaskrawym światłem lampy. Powoduje to potworny ból
rogówki i spojówki. Efekty są fatalne. Koktajl bólu jaki następuje kilka godzin
potem, to uporczywe wymioty, potężny ból głowy, zawroty i omdlenia. Niektórzy
członkowie chińskiego rządu jak i służby specjalne CIA nazywają ten rodzaj
tortur "białą męką" i jest to jedna z ulubionych odmian znęcania się nad
skazańcami. Nie zostawia żadnych śladów i jest niesamowicie skuteczna, dokładnie
tak samo jak skuteczny jest ból zniewalający człowieka. Oczekiwanie więźniów na
kolejne przesłuchania z lampą jest w istocie dużo cięższą torturą jak samo
przesłuchanie. Naukowcy nazwali to zjawisko matrix-ból, a rezonans magnetyczny
mózgu pacjentów obawiających się dalszych badań wywołujących ból lub kojarzenie
ich sobie z bólem udowodnił, że w określonych regionach mózgu powstaje podobny
alarm jak w obliczu bólu fizycznego. I to właśnie wykorzystują teraz najczęściej
"humanitarne" służby więzienne i zatrudnieni tam profesjonalni specjaliści od
przesłuchań.
Można by rzec; boli mnie więc jestem, chociaż trudno stąd wywnioskować, że walka
z przeciwnikiem ma na celu przynieść nam ból. Walka zawsze ma jeden logiczny
cel, zwycięstwo. Zwyciężyć kogoś lub coś, zawsze wiąże się emocjami i potrzebą
panowania. Nie bójmy się więc bólu..