Zajęcie przez Polskę Zaolzia - czyli bardzo dużej części Śląska Cieszyńskiego, gdzie prawie nie było ludności czeskiej, dokonane w pierwszych dniach października 1938 roku, było wymierzone przeciw polityce szantażu mocarstw układu monachijskiego, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Francji oraz Włoch. To te kraje uzurpowały sobie prawo do porządków terytorialnych państw i narodów Europy Środkowej, bez ich zgody i wbrew ich woli.

W dniu 23 stycznia 1919 na rozkaz premiera Karla Kramářa i prezydenta Tomáąa Masaryka wojska czeskie w liczbie 16 tys. żołnierzy, z pociągiem pancernym i artylerią (pod dowództwem płk. Josefa Šnejdarka), wkroczyły na Śląsk Cieszyński.
W pierwszym dniu ofensywy Czesi zdobyli Bogumin i kopalnie Zagłębia Karwińskiego, które były bronione przez miejscowych górników i polską młodzież szkolną. 24 stycznia Czesi zajęli Karwinę, Suchą i Jabłonków. Oddziały polskie liczyły wtedy w tym rejonie tylko 3 tys. żołnierzy pod dowództwem gen. Latinika. O świcie 26 stycznia, w dniu polskich wyborów, Czesi skutecznie natarli pomiędzy Zebrzydowicami i Kończycami Małymi na 60-osobowy oddział kpt. Cezarego Hallera (brata gen. Józefa Hallera). Jednak wkrótce około godz. 8 ich natarcie powstrzymała polska kompania piechoty z Wadowic por. Kowalskiego. Około południa wojska czeskie natarły na Stonawę, z której na skutek braku amunicji musiała wycofać się kompania wadowicka.
Po uzupełnieniu amunicji w części Stonawy "Na Smokowcu", Polacy podjęli nieskuteczną próbę odbicia Stonawy. W natarciu zginęło około 75 proc. polskiej kompanii, z której Czesi wymordowali następnie kilkunastu wziętych do niewoli polskich żołnierzy (pochowano ich w Stonawie). Wkrótce w rejon walk przybyły polskie posiłki pchor. Królikowskiego ze spieszonymi szwoleżerami, którzy kontratakiem odzyskali utracony teren i uniemożliwili wojskom czeskim dalsze natarcie od frontu.
W związku z ponawianymi atakami czeskim od strony lewej flanki w rejonie Suchej Góry i Olbrachcic, bronionej przez 30 miejscowych milicjantów ppor. Pawlasa, gen. Latinik około godz. 17 wydał rozkaz wycofania wojsk na linię Wisły i opuszczenia oskrzydlonego Cieszyna. Następnego dnia wojska czeskie zajęły Cieszyn, Goleszów, Hermanice, Ustroń i Nierodzim. W dniach 28-30 stycznia doszło do nierozstrzygniętej bitwy pod Skoczowem, w związku z czym wieczorem, z powodu nacisku Ententy, nastąpiło zawieszenie broni. W dniu 3 lutego podpisano polsko-czeski układ o tymczasowej granicy na Śląsku Cieszyńskim, w myśl którego ustalono nową linię demarkacyjną wzdłuż linii kolei koszycko-bogumińskiej. Czesi jednak jeszcze kilkakrotnie próbowali pokonać słabsze oddziały polskie (ostatnie walki zostały podjęte przez wojsko czeskie pomiędzy 21-24 lutego).
Po wielokrotnych interwencjach mocarstw zachodnich Czesi wycofali się na nową, korzystniejszą dla nich linię demarkacyjną.
W dniu 25 lutego wojsko polskie wreszcie ponownie wkroczyło do Cieszyna....

Sprawa Śląska Cieszyńskiego była przedmiotem bardzo ostrych sporów między Polską a Czechosłowacją w ciągu prawie całego dwudziestolecia międzywojennego. Chodziło o przynależność państwową tych rejonów. Początkowo - w latach 1918-1919 - Czesi godzili się na to, aby tereny z przeważającym odsetkiem ludności polskiej przypadły Polsce. Zawarto nawet porozumienie w tej sprawie. Ale w roku 1920 - w okresie wojny polsko-bolszewickiej, gdy Czesi po cichu popierali wówczas Rosję Sowiecką, wybitny czeski polityk Edward Benesz, podjął na Zachodzie wielką akcję na rzecz przyłączenia prawie całego Śląska Cieszyńskiego do Czech. Pod koniec lipca 1920 roku - gdy bolszewicy bardzo szybko zbliżali się do Warszawy i zagrożona była polska państwowość - premier Rzeczpospolitej Władysław Grabski został wręcz zmuszony przez Anglię i Francję do podpisania upokarzającego układu: z zamian za bardzo mglistą obietnicę pomocy wojskowej z Zachodu, Polska miała m.in. zaakceptować granicę z Rosją Sowiecką na tzw. linii Curzona, czyli na linii Bugu, a oprócz tego zgodzić się na przyłączenie Zaolzia do Czechosłowacji. I Zaolzie, na mocy układu Polski z Ententą z lipca 1920 podpisanego w belgijskim mieście Spa - zostało rzeczywiście przyłączone do Czechosłowacji, drugiego warunku Polska nie spełniła.

Czesi zajęli ta ziemie ponieważ miało to dla nich zasadnicze znaczenie. Jedna z 2 linii kolejowych łączących Czechy i Słowację przebiegała przez Śląsk Cieszyński właśnie. Druga linia kolejowa biegła przez sporne wtedy tereny z ówczesnymi Węgrami (mniejszość węgierska). Zresztą Czesi bali sie wojny z Węgrami. Uznali, że Polska zajęta wojną z sowietami nie otworzy kolejnego frontu na południu. Więc zajęła cześć Śląska, gdzie nawet nie mieszkali Czesi! Mieszkali tam Polacy 70%, Niemcy, Żydzi i Ormianie. ale nie było Czechów.
W następnych latach, ludność polska na Zaolziu doświadczała rozmaitych form dyskryminacji ze strony władz czeskich. Tymczasem w Czechosłowacji istniała również mniejszość niemiecka - ogromna, licząca kilka milionów, zamieszkująca głównie czeskie Sudety i południowe Czechy. Po objęciu władzy w Niemczech przez Hitlera, w Czechosłowacji uaktywniła się Partia Niemców Sudeckich pod wodzą Konrada Henleina . Henlein, sterowany dokładnie z Berlina, zaczął domagać się od rządu Czechosłowacji specjalnych praw i przywilejów dla Niemców w tym państwie. Kulminacja żądań Niemców sudeckich wobec Czechosłowacji przypadła na rok 1938, co zostało okrzyknięte "kryzysem sudeckim". Wielka Brytania i Francja zaczęły naciskać na rząd czechosłowacki, aby spełnił wszelkie żądania Niemców. I to nawet mimo tego, że Czechosłowacja była wtedy w sojuszu wojskowym z Francją i ZSRR.

Polski minister spraw zagranicznych Józef Beck nie miał wątpliwości, że Niemcy dążą do rozbicia Czechosłowacji, a ponieważ państwo to absolutnie nie mogło liczyć na wsparcie ówczesnych, głównych mocarstw zachodnich, było praktycznie skazane na całkowitą klęskę. W obliczu "kryzysu sudeckiego" i praktycznego popierania Hitlera przez Anglię i Francję, zaistniało realne prawdopodobieństwo, że od południa Polska będzie sąsiadować z Czechosłowacją, ale już całkowicie podporządkowaną Niemcom. Rząd polski, w tym przede wszystkim minister Józef Beck, wysunął więc tezę, że polska ludność, która znalazła się po czechosłowackiej stronie powinna uzyskać tyle samo co ludność niemiecka i w tym samym czasie. I w tym kierunku, wiosną i latem 1938 roku, minister Józef Beck rozwinął ogromną akcję dyplomatyczną. Nie była uzgadniana z Niemcami, a nawet szła przeciw stanowisku Berlina. Niemcy bowiem, jak Anglia i Francja, stały na stanowisku, że jakiekolwiek polskie żądania powinny być ewentualnie zaspokojone dopiero po zaspokojeniu żądań niemieckich. Pod koniec września 1938 roku nastąpiła kulminacja "kryzysu sudeckiego" i na żądanie Hitlera, Anglia i Francja zgodziły się w Monachium na konferencji czterech mocarstw, absolutnie bez udziału Czechosłowacji, na przekazanie przez Czechosłowację ogromnych obszarów z ludnością niemiecką, III Rzeszy. Do układu monachijskiego dołączony był aneks mówiący o tym, że żądania innych narodowości w Czechosłowacji, chodziło tu o ludność polską i węgierską, zostaną rozpatrzone przez cztery mocarstwa w sposób i w czasie, jaki te uznają za stosowne. Oczywiście również bez udziału Czechosłowacji, Polski i Węgier.

Dlatego natychmiast, nazajutrz po konferencji w Monachium, na Zamku Królewskim w Warszawie odbyła się narada najwyższych władz państwa, z prezydentem Ignacym Mościckim, na której uznano, że Polska nie może godzić się na takie dyktaty. Postanowiono wystosować ultimatum do prezydenta i rządu Czechosłowacji z żądaniem niezwłocznego przekazania Polsce Zaolzia. Samolot z tym ultimatum wyleciał z Warszawy późnym wieczorem 30 września 1938 roku, a termin ultimatum był do godziny 12 w południe 1 Października. Po tym terminie, wojska generała Bortnowskiego miały wkroczyć na Zaolzie i oczywiście wkroczyły. Czesi zresztą ultimatum przyjęli.



W tekście dyktowanym w Rumunii już po klęsce wrześniowej kierujący od 1932 r. polską polityką zagraniczną pułkownik Józef Beck pisał: „Po przyjęciu żądań czechosłowackich wygłosiłem przemówienie przez radio, którego celem było przedstawienie motywów naszego działania przez wyraźne i naprawdę szczere stwierdzenie, że na tych sprawach zamykamy terytorialne kwestie sporne z Czechami i Słowakami, których jednych i drugich nazwałem wczorajszym przeciwnikiem. Na Zaolziu wojska gen. Bortnowskiego posuwały się bez przeszkód, wśród powszechnego entuzjazmu ludności”. Włączono do państwa polskiego 801,5 m kw. terytorium Zaolzia zamieszkane przez 227 tys. osób oraz niewielkie tereny w rejonie Głodówki, Jaworzyny i na Spiszu. Wywołało to w Polsce euforię. Prasa używała najbardziej górnolotnych słów. Pisał „Światowid”: „Zdecydowana postawa najwyższych kierowników naszej nawy państwowej, Pana Prezydenta Rzplitej i Wodza Naczelnego, rozumna i konsekwentna polityka naszego ministra spraw zagranicznych poparta zarówno potęgą naszych sił zbrojnych, jak i jednomyślnością całego narodu, te wszystkie czynniki razem złączone sprawiły, że bez obcej pomocy zakończyliśmy wreszcie długoletnią udrękę naszych braci zaolziańskich”.

Dokładnie w trzy tygodnie po tych wydarzeniach, minister spraw zagranicznych III Rzeszy Ribbentrop, na polecenie Hitlera zażądał od Polski zgody na przyłączenie Wolnego Miasta Gdańska do Rzeszy. Ale było to już żądanie, kierowane bezpośrednio do Polski, nie nadające się do jakiegokolwiek "handlu", bo Zaolzie było już w Polsce, czy dyktatu czterech mocarstw. Czechosłowacja w 1938 roku była już nie do uratowania, ponieważ mimo sojuszy, została całkowicie opuszczona przez mocarstwa zachodnie. Polska polityka pokazała Europie brak możliwości kompromisów, co do kwestii terytorialnych.
Opowiadanie o jakimś współdziałaniu z III Rzeszą w rozbiorze Czechosłowacji są oderwane od prawdy historycznej. Ponadto, wbrew komunistycznej propagandzie i pewnej poprawności politycznej, to sami Czesi proponowali Polsce oddanie Zaolzia. Benesz chciał oficjalnie żeby Polska przejęła Zaolzie 21 października licząc, że wcześniej zrobią to Niemcy, co mogłoby spowodować konflikt polsko-niemiecki.
Politycznie, przedsięwzięcie było nieopłacalne. Z jednej strony odzyskaliśmy ziemie rdzennie polskie, z drugiej dorobiono nam gębę zaborcy, którzy wykorzystując słabość innych, zajmuje terytoria obcego państwa. Trudno jednak orzekać o rozbiorze Czechosłowacji, gdyż Polska nie zajmowała niczego więcej, co straciła w 1920 roku, ponadto był to promil terytorium Czechosłowacji i mówienie o rozbiorze jest raczej żartem. Trzeba było bardzo ograniczonej wyobraźni, aby mimo wszystko brać udział w tym wyzwalaniu skrawka polskiego terytorium, gdyż moment i forma były ku temu najgorsze z możliwych. Nikt sobie w Polsce nie zadał trudu i nie zauważył, że Niemcy dzięki przyzwoleniu Wielkiej Brytanii i Francji zabrali się za porządkowanie Europy Centralnej, ponadto jednoosobowa forma naszej akcji wyzwalania Zaolzia skazywała nas na osamotnienie.
W każdym razie, w tamtym czasie Polska czuła się zbyt dumna i silna, aby kompromisami i aliansami walczyć o swoje racje i pozycję w Europie. Po latach można zapewne tą politykę nazwać krótkowzroczną; zabrakło w niej  wyczucia i instynktu. Był to ostatni chyba moment do ułożenia się z Niemcami, przeciw Rosji.
Na uwagę zasługuje fakt, iż ówczesny polski rząd nie zadał sobie trudu i nie próbował wejść w sojusz z Czechosłowacją, co miało dla nas strategiczne znaczenie, ale znalazł już siłę, aby w osamotnieniu bronić Polski wspierając się śmiesznym sojuszem ze zdradliwą Wielką Brytanią i tchórzliwą Francją.

Jakby w zastępstwie za Czechów, we wrześniu 1939 Słowacja wzięła udział w napadzie na Polskę wspólnie z Niemcami, Premier ksiądz Josef Tiso wydał swoim wojskom i oddziałom Hlinkowej Gwardii rozkaz zaatakowania Polski bez uprzedniego wypowiedzenia wojny. Krok ten motywował rzekomym zagrożeniem Słowacji przez armię polską. Wojska słowackie przekroczyły granicę o godzinie piątej. Tym samym obok Trzeciej Rzeszy i ZSRR Słowacja stała się we wrześniu 1939 roku trzecim agresorem i zarazem jedynym sojusznikiem państw Osi, który wziął udział w wojnie przeciwko Polsce.

Do Słowacji przyłączono polskie części Spiszu i Orawy w wyniku agresji z września 1939, zaś tereny Zaolzia po wojnie zostały przekazane Czechosłowacji na rozkaz Stalina.