Po zdobyciu Francji, Adolf Hitler oczekiwał, że Wielka Brytania wycofa się z wojny, korzystając z niemieckiej oferty pokojowej i da Niemcom wolną rękę w działaniach w Europie, jak to robiła wcześniej. W początkowych planach niemieckich nie leżało natomiast zdobycie Wielkiej Brytanii. Wobec stanowczego odrzucenia niemieckich sugestii pokojowych przez rząd brytyjski pod przewodnictwem premiera Winstona Churchilla, Hitler zarządził przygotowania do inwazji morskiej na Wyspy Brytyjskie, pod kryptonimem Seelöwe (Lew Morski).
Co skłoniło Churchilla do kontynuowania wojny? Przecież na kontynencie pozostawało dwóch sojuszników: III Rzesza i ZSRR.
Kontynuowanie wojny było w taj sytuacji było bezcelowe. Jednak Brytyjczycy czuli się na tyle pewnie, że mieli przygotowane  plany uderzenia na ZSRR od południa, zaś z III Rzeszą "walczyli" już od ataku na Polskę.
Churchill był ponadto wojskowym, żołnierzem I wojny światowej, był też z tego powodu nieprzejednanym wrogiem Niemiec, usunął ze swojego rządu zwolenników pokoju z Niemcami m.in. Lorda Halifaxa. Jego nienawiść była typowo brytyjska; nie mógł pogodzić się z wyparciem Brytyjczyków i ich interesów z kontynentalnej Europy oraz swoimi porażkami w administrowaniu brytyjską flotą. Był typowym przedstawicielem brytyjskiego imperializmu, uzurpującego sobie prawo do decydowania o sprawach kontynentu.
 
Operacja inwazyjna, borykająca się z dużymi problemami logistycznymi po stronie niemieckiej, nieprzygotowanej do szybkiego zapewnienia licznych środków transportu morskiego, miała według dyrektyw być gotowa na połowę sierpnia. Hitler, po zwycięstwie nad Francją coraz bardziej tracił kontakt z rzeczywistością, następny konflikt, miał być tylko następnym sukcesem Wehrmachtu. Warunkiem koniecznym do realizacji tego planu było osiągnięcie przewagi w powietrzu poprzez zniszczenie brytyjskiego lotnictwa w powietrzu i na ziemi, co stało się głównym celem niemieckim bitwy o Anglię. W początkowych jej fazach celami ponadto było niszczenie brytyjskiej floty i żeglugi, zwłaszcza na kanale La Manche, a w środkowej, decydującej fazie, stało się nim niszczenie brytyjskiego przemysłu lotniczego. Ubocznym celem była izolacja Wielkiej Brytanii przez niszczenie transportu morskiego, wpływające na złamanie chęci oporu. Wobec nie osiągnięcia przewagi w powietrzu, począwszy od czwartej fazy (7 września 1940) głównym celem niemieckim stało się złamanie chęci oporu w społeczeństwie brytyjskim, zmierzające do wycofania się Wielkiej Brytanii z wojny.
Miesiąc dzielący rozkaz Hitlera, a datę rozpoczęcia operacji jest terminem zbyt krótkim.
Piętrzą się problemy organizacyjne, tym bardziej, że w trzech członach Wehrmachtu, a więc w Wojskach Lądowych (Heer), Lotnictwie (Luftwaffe) i Marynarce Wojennej (Kriegsmarine) nie ma jednomyślności, co do możliwości przeprowadzenia tak potężnej operacji. Celem lotnictwa Niemieckiego w fazie wstępnej (10 VII - 12 VIII 1940) było zniszczenie myśliwców z południowo - wschodniej Anglii oraz zniszczenie portów, instalacji nabrzeżnych i budynków militarnych. Bardzo ważnym celem jest również bombardowanie konwojów Angielskich płynących przez kanał La Manche.

Eskadry bombowców nurkujących Ju-87 (sztukasów) podejmują zadanie i wkrótce cel zostanie osiągnięty: od 25 lipca wszystkie konwoje Angielskie będą opływały północną Szkocję. Jednak za swój sukces Luftwaffe zapłaci wysoką cenę.
W starciach z brytyjskimi Spitfire'ami powolniejsze i cięższe sztukasy nie będą miały wielu szans. Brytyjskie myśliwce skutecznie przeciwstawiają się Luftwaffe - na 1 samolot Angielski przypada 2 samoloty Niemieckie. Trzeba jednak zaznaczyć, że obie strony nie wykorzystały swych wszystkich sił.
W pierwszej fazie (13 - 23 VIII 1940) bardzo nasiliły się Niemieckie ataki.
13 sierpnia mimo złej pogody Goering wysyła potężne formacje wojskowe na ważne punkty obrony angielskiej m.in. radary. Radary były podstawą Angielskiego systemu obronnego. W 1940r. Anglia miała najbardziej gęstą sieć radarów na świecie.
Niemcy 13 sierpnia atakują porty w Dover, Portsmouth, Bornemouth, Southampton, okolice Londynu, bazy lotnicze w Manston, Lympne i Hawking oraz na bazy lotnicze w Tangemere i Middle Wallop. Na dobre rozpoczyna się Bitwa o Anglię. Myśliwce Brytyjskie zadają Niemcom ogromne straty. Podczas 1500 lotów strąciły one 35 samolotów Niemieckich, tracąc tylko 10 własnych.

Luftwaffe postanawia rozszerzyć rejon działań by rozproszyć myśliwce wroga. 15 sierpnia, po poprawie pogody, operacje bombowe zostają wznowione. Prawie tysiąc samolotów Luftwaffe wylatuje ku wybrzeżom brytyjskim. Bomby spadają na fabryki i bazy bombowców. Formacja 100 bombowców zostaje wysłana pod osłoną myśliwców Me-110 do Yorkshire. Myśliwce jedna nie są zdolne zapewnić bombowcom skutecznej ochrony - brytyjskie myśliwce strącają 30% samolotów napastnika. Stacjonująca w Norwegii niemiecka 5. Flota powietrzna wysyła setkę bombowców w rejon Newcastle celem zbombardowania brytyjskich obiektów lotniczych. I tu też myśliwce RAF-u rozprawiają się skutecznie z wrogiem... Ten drugi dzień bitwy kosztował Luftwaffe 80 zniszczonych maszyn, w tym 60% bombowców, natomiast Anglicy stracili tego dnia jedynie 35 maszyn. Od 16 do 18 sierpnia ataki nasilają się jeszcze bardziej.
Bazy lotnicze atakowane są wielokrotnie każdego dnia. Zniszczenia jednak nie są zbyt poważne. Zła pogoda uniemożliwia Niemcom kontynuowanie operacji bombowych, muszą je zawiesić do 23 sierpnia. W tym czasie Brytyjskie eskadry myśliwskie zostają przeniesione na północny wschód i północny zachód od Londynu. Są one teraz poza zasięgiem Me-109. Kolejne ataki Luftwaffe nie przynoszą im sukcesów, zniszczyli, co prawda 100 myśliwców RAF-u ale sami stracili 475 maszyn. Przemysł lotniczy Anglii, mimo ciągłych nalotów, kontynuuje produkcje samolotów na potrzeby RAF-u.
Tylko w sierpniu 1940r. RAF otrzymuje 475 nowych myśliwców. RAF jest nie tyle zaniepokojone ilością swoich maszyn, co ilością pilotów.
Dowódcy obawiają się, że jeżeli Niemcy utrzymają tempo i natężenie operacji to Anglii zagrozi brak pilotów. W drugiej fazie (24VIII - 6 IX 1940) Luftwaffe zmienia taktykę.
Zamiast wielkich formacji bombowych, wysyłane teraz będą małe jednostki bombowców, a każdą z nich mają ubezpieczać dwie jednostki myśliwskie lecące jedna o 500m poniżej, a druga 500m powyżej bombowców. Trzecia jednostka myśliwców ma lecieć na dużej wysokości - 8 do 10 tys. Metrów nad całym konwojem, a czwarta ma oczyszczać mu drogę. Ta nowa taktyka pozwoli eskadrom niemieckim przebyć bez większych trudności brytyjską linię obrony ciągnącą się wzdłuż południowego wybrzeża, jednak w miarę zbliżania się ku Londynowi obrona będzie coraz silniejsza. Dowództwo RAF rozszyfrowało nową taktykę Niemiecką, pozwalało zapuścić się Niemcom w głąb lądu, a później atakowało z dwóch stron. Nie należy również zapominać o artylerii przeciwlotniczej, której skuteczność ciągle wzrastała.

24 sierpnia bombowce niemieckie eskortowane przez wszystkie dostępne myśliwce zaatakowały bazy lotnicze w Manston, Hornchurch oraz North Weald, powodując poważne straty. Dwie największe bazy Spitfire'ów - Hornchurch i Biggin Hill - atakowane są codziennie. Celami Niemieckich bombardowań stają się także fabryki i duże miasta.
Operacje Luftwaffe osiągają maksymalne natężenie na przełomie sierpnia i września.
Niemcy muszą działać teraz szybko, gdyż zgodnie z rozkazami Hitlera RAF ma zostać zniszczony 14 września. Sytuacja Anglików jest coraz trudniejsza. Podziurawione od kul samoloty wymagają dłuższych napraw. Hangary są zniszczone.
Dzięki nadludzkiemu wręcz wysiłkowi mechaników udaje sie doprowadzić większość samolotów do stanu technicznego pozwalającego na kontynuowanie walk. Jeszcze poważniejsze są zniszczenia na stacjach radarowych, które koordynują operacje wielu eskadr lotniczych. Ich uszkodzenia dezorganizują obronę brytyjską, a odbudowa zbombardowanego centrum operacyjnego jest niezwykle skomplikowana i długotrwała.
Począwszy od 4 września niemiecka 3. Flota powietrzna zaprzestaje atakowania portów i skupia się na bombardowaniu zakładów zbrojeniowych Vickers Armstrong i Hawkers w pobliżu Weybridge oraz zakładów Supermarine w Southampton.

Pod koniec drugiej fazy bitwy lotnictwo brytyjskie wykazało wzmożoną aktywność. Wykonywało ono przeciętnie 729 lotów dziennie, co stanowiło najwyższą średnią w czasie całej Bitwy o Anglię. Był to również okres w którym lotnictwo Brytyjskie utraciło największą liczbę samolotów zarówno jeśli chodzi o liczbę ogólną (280 samolotów), jak i średnią dzienną (20 samolotów). Waleczność pilotów Brytyjskich została dowiedziona strąceniem przez nich 530 samolotów Niemieckich, co dało średnią dzienną 37 maszyn. Pomimo licznych sukcesów RAF jest już u kresu sił. Najbardziej niepokojące są straty pilotów - w ciągu 2 miesięcy RAF utraciło 230 pilotów spośród 1000.
Dowództwo Luftwaffe nie doceniało zniszczeń dokonanych w infrastrukturze angielskiego lotnictwa. Przeceniało natomiast straty zadane wrogowi, szacując ich stan na początku września na 35 samolotów, podczas gdy było ich prawie 800.
6 września RAF znalazł się w sytuacji krytycznej, szczęściem dla niego było nagłe zwrócenie się Luftwaffe ku nowym celom.

We wrześniu 1940 roku Luftwaffe rozpoczęła zmasowane ataki na Londyn. Rezygnacja z dotychczasowej strategii bombardowań lotnisk Fighter Command oraz fabryk samolotów przerwała groźny drenaż zasobów RAF-u. Pozwoliła Anglikom zaczerpnąć sił i zwiększyła ich szanse w konfrontacji z niemieckim lotnictwem. Historyk Heinz Magenheimer określił to “największą pomyłką w wojnie powietrznej”.



Dlaczego Niemcy podjęli decyzję, która na dłuższą metę okazała się fatalnym błędem i przyczyniła się do ich porażki?
Utarło się – m.in. tak właśnie jest to ukazane znakomitym skądinąd filmie “Bitwa o Anglię” – że wszystko zaczęło się od przypadkowego zaatakowania Londynu przez pojedynczy niemiecki bombowiec. Anglicy odpowiedzieli odwetowymi nalotami na Berlin, po których Hitler rozkazał zmieść Londyn z powierzchni ziemi.
Czy tak było naprawdę?
Niezupełnie. Nawet jeżeli do tego się wszystko sprowadza, to jednak obarczanie całą odpowiedzialnością za tę decyzję samego li tylko Hitlera (i co najwyżej jeszcze zapalczywego Göringa) – wydaje się zbyt daleko idącym uproszczeniem.
Przypadkowe bomby niemieckie spadły na Londyn w nocy z 24 na 25 sierpnia. Noc później Anglicy uderzyli na Berlin, a kolejne doby przyniosły kilka dalszych ataków. 3 września w Hadze odbyło się spotkanie dowódców Luftwaffe, na którym zdecydowano o bombardowaniach Londynu (zaraz przyjrzymy się mu bliżej). A dopiero 4 września Hitler zapowiedział: „Jeśli oni atakują nasze miasta, my zetrzemy ich miasta z mapy!”. 5 września wieczorem nastąpił pierwszy, stosunkowo lekki nalot na londyńskie doki. 7 września Göring wysłał nad Anglię tysiąc kilkaset maszyn, inicjując w ten sposób decydującą eskalację działań Luftwaffe przeciwko brytyjskiej stolicy.
Jaki był przebieg owej narady w Hadze 3 września 1940, uważanej czasami za wręcz przełomową w historii Luftwaffe?
Głównymi jej uczestnikami byli Hermann Göring oraz dwaj jego główni dowódcy: feldmarszałek Albert Kesselring (2. Flota Powietrzna) i Hugo Sperrle (3. Flota Powietrzna). Na wstępie Göring skrytykował przebieg walk z RAF-em. Oświadczył, że należy zaprzestać ataków na angielskie lotniska i przejść do bombardowań Londynu, który stanowi centrum wysiłku wojennego Wielkiej Brytanii. Na jego pytanie „czy ich zdaniem RAF został już wystarczająco osłabiony, aby podjąć ofensywę na Londyn”, Kesselring odpowiedział: TAK!. Jako urodzony optymista oświadczył buńczucznie: „W momencie, gdy zabijemy kilkuset Cockneyów (czyli mieszkańców Londynu), Brytyjczycy będą błagać o pokój”. Natomiast Sperrle był innego zdania. Wciąż uważał, że tylko ataki na lotniska i infrastrukturę związaną z Fighter Command mogą poważnie osłabić system obrony przeciwlotniczej Wielkiej Brytanii. Kesselring jednak „argumentował, że nawet w przypadku zniszczenia lotnisk w południowej części kraju, Anglicy przebazują pozostałe im myśliwce na północ, gdzie znajdą się poza zasięgiem bombowców Luftwaffe. Zwracając się bezpośrednio do Göringa powiedział: Nie mamy jakiejkolwiek możliwości zniszczenia angielskich myśliwców na ziemi. Musimy ich zmusić aby do walki z nami posłali w powietrze swoje ostatnie rezerwy Spitfire’ów i Hurricane’ów..” – pisze historyk działań Luftwaffe, Marek J. Murawski.
Nawiasem mówiąc, podobną ideę jak Kesselring głosił jeszcze w lipcu 1940 Paul Deichmann z II Korpusu Lotniczego. Generał ten już wtedy twierdził, że sprowokowanie RAF-u do zaciekłej obrony Londynu stworzy najlepszą okazję do zniszczenia Fighter Command.
Ostatecznie na naradzie przeważyła ocena Kesselringa, jako bardziej zbieżna z oczekiwaniami Göringa. Warto raz jeszcze przypomnieć o dacie tego spotkania dowódców Luftwaffe. Odbyło się 3 września! Dopiero dzień później Führer zapowiedział zrównanie Londynu z ziemią! Wszystko wskazuje więc nas to, że Hitler wykorzystał do osiągnięcia propagandowego efektu JUŻ podjętą przez sztabowców decyzję. Przypisywanie mu autorstwa strategicznego błędu w ofensywie powietrznej przeciwko Anglii (co czyni się nagminnie) jest uproszczeniem.
Najwyraźniej to nie Hitler, a dowództwo Luftwaffe podjęło błędną decyzję. Co więcej, choć błędna, nie była ona nieprzemyślana. Podyktowała ją nie tylko, a nawet nie w głównej mierze, chęć odwetu, lecz racjonalne przesłanki operacyjne.
Racjonalne – to nie znaczy słuszne. Tak to w historii bywa.

Trudno przewidzieć, jaki byłby rezultat Bitwy o Anglię gdyby Luftwaffe prowadziła jeszcze przez tydzień naloty z taką samą intensywnością na brytyjskie bazy lotnicze i stacje radiolokacyjne. Luftwaffe jednak zrezygnowało jednak z nalotów, a Hitler pogodził się ze swoją pierwszą porażką, gdyż uznał iż zneutralizował Wielką Brytanię i zaczął przygotowywać plan ofensywy na ZSRR - "Barbarossa".
W bliskiej perspektywie porażka ta, mimo wszystko, stanowiła neutralizację Wielkiej Brytanii na długi czas, w szerokiej perspektywie oznaczała rozdzielenie wysiłku militarnego na kontrolowanie Wielkiej Brytanii i basenu morza Śródziemnego oraz na atak na przeogromną powierzchnię ZSRR.