Zdradliwe lwy, tchórzliwe koguciki
Układ Wersalski, dzięki któremu Wielka Brytania i Francja określiły
zachodnie granice Polski, był zgniły. Zgniły od środka dzięki
zdradliwości Wielkiej Brytanii i mitycznemu tchórzostwu Francji. Z
jednej strony respektował polskie interesy narodowe, z drugiej zaś
strony starał się nie regulować kwestii, które w późniejszych latach
wybuchały z ogromną siłą. Były to kwestie terytorialne, o tyle
skomplikowane, iż terytoria dawnej Rzeczypospolitej i z zachodu i w
szczególności ze wschodu zostały skolonizowane przez zaborców lub inne
narody, sprzyjające tym zaborcom. Generalnie wszystko się przemieszało.
Dlatego też unikano plebiscytów narodowych na zachodniej granicy, ale
też na południowej, na wschodniej zaś, w ogóle nie dopuszczano
takiej myśli ze względu na sprzyjanie Rosji w jakiejkolwiek formie by
nie występowała. Majstersztykiem unikania trudnych rozstrzygnięć, był
Gdańsk, pomimo iż 90% jego ludności stanowili Niemcy. Bękartem układu
wersalskiego było utworzenie jakiejś dziwnej formy
państwowo-bezpaństwowej pod nazwą "wolne miasto Gdańsk". Była to
forpoczta polityki appeasementu, którą tak chętnie stosowali razem
Brytyjczycy i Francuzi, od momentu podpisania układu, gdyż zdawali sobie
sprawę, że zbyt dużo skorzystali na kapitulacji Niemiec i zbyt bardzo
poniżyli ten naród. W wojnie, która skończyła się remisem. Brytyjczycy
uświadomili sobie swój błąd i to oni wzięli na siebie trud
wplątania Polski w konflikt z Niemcami.
W 1939 roku ówczesny brytyjski premier Neville Chamberlain gotów był
zgodzić się na przyłączenie Gdańska do III Rzeszy, ponieważ sądził, iż
układ z Polską zobowiązujący Wielką Brytanię do obrony niepodległości
Polski nie oznacza, iż zobowiązuje ją także do obrony terytorialnej
integralności Polski i jej praw na terenie Wolnego Miasta Gdańska. Po
zajęciu Pragi przez wojska hitlerowskie w marcu 1939 roku, polityka
Wielkiej Brytanii miała na celu jedno; odsunąć jak najdalej od siebie i
Francji rosnące w siłę Niemcy. Niemcy, o których już wiedziano, że na
aneksji Austrii i Czechosłowacji nie skończą. Odwrócić zainteresowanie
Niemiec od ich wrogów z I wojny światowej. Brytyjczycy wpadli w popłoch,
gdyż zdawali sobie sprawę, jak bardzo do jakiejkolwiek wojny są
nieprzygotowani. Gwarancje Wielkiej Brytanii, przy wyartykułowaniu
pretensji, co do wolnego miasta Gdańsk przez Adolfa Hitlera, miały moc
papieru, którego można było użyć do wytarcia nosa lub innej części
ciała, aby je przesłać z powrotem Brytyjczykom. Niestety, nachalna
postawa Wielkiej Brytanii, spowodowała nagłe usztywnienie naszego rządu,
który już niczego nie chciał z Niemcami negocjować, ani też oddawać
żadnego guzika.
Prawdopodobnie brytyjska dyplomacja oraz nasza podejrzliwość sprawiły, iż
widziano w tych roszczeniach podstęp i raczej myślano o zagarnięciu
całego Pomorza, a nie tylko Gdańska, który nie miał żadnych
szans być polski. Nasze obawy były określane w prosty
sposób: jeżeli damy im palec, to będą chcieli całą rękę. Przyszłość
dowiodła, iż lepiej stracić całą rękę, niż całą głowę.
Premier Wielkiej Brytanii, pomimo sprzedania Polakom papierowych
gwarancji, już analizował jak można zjeść ciastko i mieć ciastko. W
liście do siostry Chamberlain rozwodził się: - (gwarancje) nie są
prowokujące w tonie, choć stanowcze, wyraźne i akcentujące (...), że
naszemu rządowi zależy nie na granicach państw, lecz na niedopuszczeniu
do ataków na ich niepodległość. To rząd brytyjski będzie oceniał, czy ta
niepodległość jest zagrożona.
Nie brakowało Chamberlainowi przebiegłości, wiedział iż polskie
stanowisko zostało dzięki gwarancjom jego rządu usztywnione, ale aby
wprowadzić nas w zupełne osłupienie i dać argument do rozwścieczenia
Hitlera, "nie widział powodu, by miasto nie miało znaleźć się w orbicie
hitlerowskich Niemiec i naciskał na Polskę, by przystąpiła z nimi do
negocjacji".
Zogniskowanie konfliktu polsko-niemieckiego na Gdańsku i rozegranie
Polaków przeciw Niemcom, przy dawaniu gwarancji bezpieczeństwa, było mistrzostwem dyplomacji zdrady, którą
Wielka Brytania posługiwała się wobec Polski od początku wojny, aż do
jej zakończenia.
25 sierpnia 1939 roku Adolf Hitler powiedział brytyjskiemu ambasadorowi w Berlinie Nevile'owi Hendersonowi, iż poza Gdańskiem, Niemcy nie mają żadnych
innych spornych kwestii w stosunkach z Polską.
Hitler dodał, że po jej uregulowaniu wycofa się z polityki i zgodnie z
powołaniem zostanie artystą. Szef brytyjskiego MSZ lord Halifax zwrócił
się do przywódcy Włoch Benito Mussoliniego, by powiedział Hitlerowi, że
Londyn gotów jest wywrzeć presję na Warszawę, by przystąpiła do
negocjacji z Berlinem. Równocześnie, 25 sierpnia 1939 roku, dla
spowodowania braku woli jakichkolwiek negocjacji przez Polskę, rząd
brytyjski nadał gwarancjom jej niepodległości rangę formalnego układu
sojuszniczego. Niemal od razu Brytyjczycy posłużyli się też tym układem
do wywarcia jeszcze silniejszych nacisków na Polskę, by zrzekła się praw
do Gdańska. 28 sierpnia szef MSZ lord Halifax wysłał do ambasady
brytyjskiej w Warszawie telegram: - Rząd Jego Królewskiej Mości szczerze
wierzy, iż polski rząd upoważni go do poinformowania rządu Niemiec o
tym, że Polska gotowa jest natychmiast przystąpić do bezpośrednich
rozmów z Niemcami.
Polska zaś i Niemcy byli gotowi już tylko do wojny. Cel Wielkiej
Brytanii i Francji został osiągnięty.
Gdy niemieckie bomby spadały już na Warszawę, Chamberlain mówił w Izbie
Gmin: "Jeśli rząd Niemiec gotów byłby wycofać swe siły z Polski, to rząd
Jego Królewskiej Mości będzie gotów uznać, iż położenie jest takie,
jakie było zanim Niemcy przekroczyły granicę z Polską". Z chwilą, gdy
Niemcy wycofają swe wojska droga będzie otwarta do dyskusji między
Niemcami, a Polską, a Wielka Brytania będzie chciała w nich uczestniczyć
- dodał premier.
Po tej wypowiedzi w Izbie Gmin wybuchła wrzawa. Przeciwko Chamberlainowi
wystąpili nawet niektórzy członkowie jego gabinetu, łącznie z ministrem
wojny Leslie Hore-Belishą. Odmówili oni opuszczenia Downing Street do
czasu aż premier zgodzi się honorować postanowienia traktatu z Polską i
wypowie Niemcom wojnę. Chamberlain ugiął się i pod presją tej
bezprecedensowej rewolty. Londyn wysłał Berlinowi ultimatum z żądaniem
natychmiastowego wycofania wojsk z Polski. Po jego upływie, 3 września
1939 roku Wielka Brytania oficjalnie znalazła się z Niemcami w stanie
wojny.
Zabiegi Chamberlaina zmierzające do nakłonienia Polski do konfliktu z
Niemcami i bunt w jego rządzie uszły uwadze brytyjskiej opinii. Następca
Chamberlaina Winston Churchill sprzeciwił się wszczęciu dochodzenia w
sprawie okoliczności poprzedzających wybuch II wojny światowej, ponieważ
obawiał się, że podzieli to opinię publiczną i osłabi narodowe morale.
Co było celem Wielkiej Brytanii i Francji w wojnie z Niemcami? Uniknąć wojny za
wszelką cenę.
Polska obawiając się losu Czechosłowacji uwierzyła w nic nie warte
gwarancje aliantów. Brak dobrego wywiadu wojskowego, brak głębokiej
oceny sytuacji po pierwszej wojnie światowej i wojnie z Rosją, brak
chytrej i mądrej dyplomacji popchnął nas do wojny z niedawnymi
zaborcami, którzy doskonale wyczuli zabiegi i cele dyplomacji Wielkiej
Brytanii i Francji. Rządy obu tych krajów doskonale też wiedziały o
tajnych kontaktach na linii Moskwa-Berlin. Żaden z nich nie chciał nas o
tym informować, gdyż to mogło wstrząsnąć naszą polityką zagraniczną i
doprowadzić do zrewidowania tych układów, które wystawiły nas na
pewną i totalną katastrofę militarną z
zachodu jak i ze wschodu.
Zwycięzcy spod Verdun - śmierdzącymi tchórzami
W 1939 r. Polska wcale nie musiała zostać podbita przez wojska Hitlera.
Mogła także uniknąć 45 lat komunistycznej niewoli, w którą zaczęła się
staczać po 1944 r. W umowie z 19 maja 1939 r. Francja i Polska
uzgodniły, że ich armie podejmą działania zbrojne przeciwko Niemcom,
jeśli te zaatakują jako pierwsze. Głównodowodzący francuskiej armii gen.
Maurice Gamelin zapewnił stronę polską, że w przypadku wojny Francja
dokona inwazji na Niemcy przy użyciu "przeważających sił" najpóźniej w
15 dni od czasu mobilizacji. Francja i Wielka Brytania zobowiązały się
także do natychmiastowych ataków z powietrza na Niemcy, jeśliby te
rozpoczęły działania wojenne przeciw Polsce.
Plan był ofensywny, ale prawdziwe nastroje w armiach aliantów były
jednak zupełnie inne. Najlepszym tego dowodem są słowa zastępcy Gamelina,
gen. Alphonsa Georgesa, który oświadczył że gdyby wydano mu rozkaz
inwazji, to natychmiast podałby się do dymisji. Spowodowało to, że
wszystkie operacje podjęte przez Francuzów były niezwykle ostrożne i
miały graniczny, epizodyczny charakter.
1 września 1939 r. Niemcy zaatakowały Polskę. Sześć dni później polski
sztab generalny zwrócił się drogą radiową do gen. Gamelina z prośbą o
szybkie podjęcie działań zbrojnych, co zmusiłoby Niemcy do podziału
swych sił celem przerzucenia części z nich do obrony przed inwazją z
Zachodu. Francuska mobilizacja była już w tym czasie w toku, ale 85
dywizji było rozproszonych pilnując także granic z Hiszpanią i Włochami.
Francuzi początkowo chcieli zaatakować Niemców z flanki, lecz okazało
się to niemożliwe, ponieważ Belgia ogłosiła neutralność w toczącym się
konflikcie i nie zezwoliła na wykorzystanie w tym celu swego terytorium.
W związku z tym Gamelin zdecydował się na atak w sektorze pomiędzy Renem
a Mozelą w Zagłębiu Saary. Do inwazji niemieckiego terytorium wybrano 2.
Grupę Armijną, której dowódcą był gen. Andre Pretelat.
W nocy z 7 na 8 września kilka francuskich jednostek weszło na
niemieckie terytorium na odcinku długości 32 km. 9 września otrzymały
one wsparcie ze strony jednostek 4. i 5. Armii, podczas gdy 3. Armia
zbliżała się do lasu Wandtod od strony zachodniej. Chociaż Gamelin
zobowiązał się wcześniej do dokonania inwazji przy pomocy większości
sił, to jednak w ataku wzięło udział zaledwie 15 dywizji. Francuzi nie
wykorzystali swej przewagi na froncie zachodnim, na którym znajdowało
się tylko 25 niemieckich dywizji, słabo przeszkolonych i wyposażonych w
niewystarczającym stopniu do odparcia agresji. Niemcy nie mieli ani
czołgów, ani samolotów, ponieważ wszystkie dostępne maszyny zostały
wysłane na podbój Polski.
Na Zachodzie doszło jednak tylko do kilku potyczek. Francuzi byli tak
ostrożni w przemieszczaniu się, że wystarczyłoby strzały jednego
karabinu maszynowego uziemiły cały pluton. Artylerzyści po obu stronach
strzelali wyjątkowo niecelnie i nieprecyzyjnie. Francuzi nie
wykorzystali też siły czołgów, które wprowadzili do Zagłębia Saary. W
obawie przed niemieckim odwetem Paryż nie zgodził się na bombardowanie
terytorium Niemiec, wywierając w tej sprawie również naciski na
brytyjski RAF.
Gdy Polska uginała się stopniowo pod wpływem niemieckiej agresji, 2.
Grupa Armijna posuwała się naprzód w żółwim tempie. Do 12 września
zdołał wejść tylko na 8 km w głąb terytorium Niemiec, zajmując 20
wiosek, ewakuowanych zresztą wcześniej przez Wehrmacht. Gamelin rozkazał
następnie Pretelatowi wstrzymanie ofensywy przed linią Zygfryda w
oczekiwaniu na możliwy kontratak niemiecki przez Belgię. Pięć dni
później, w obliczu inwazji ZSRR, los Polski został przypieczętowany. 30
września siły francuskie wycofały się pod osłoną nocy z zajętych
wcześniej terenów Zagłębiu Saary. W połowie października Niemcy mieli na
swej zachodniej granicy już 70 dywizji. 16 października siły niemieckie
zaatakowały resztki oddziałów francuskich, wypierając je z rejonu
nadgranicznego w ciągu zaledwie dwóch dni. Straty po obu stronach były
symboliczne. Warto podkreślić, że większość francuskich strat była
wynikiem nie tyle walki, co ofiarą pól minowych.
Dowództwo francuskiej armii usprawiedliwiało swą decyzję o wycofaniu się
faktem, iż Polska nie była i tak w stanie utrzymać się do wiosny, czyli
do czasu, kiedy mogła zostać podjęta odpowiednia ofensywa. Gamelin
twierdził także, iż rządy Polski i Francji nie zawarły odpowiedniej
umowy politycznej (która uzupełniałaby traktat wojskowy), choć w istocie
doszło do tego dnia 4 września. Również Wielka Brytania nie wywiązała
się ze swych zobowiązań sojuszniczych wobec Polski, ograniczając się
tylko do zrzucania ulotek propagandowych na Niemcy. Brytyjczycy w czasie
francuskiej ofensywy nie zdołali nawet zebrać sił, które miały wejść w
skład ich korpusu ekspedycyjnego. Niemcy tymczasem liczyli się z tym, że
Francuzi mogą zorganizować wielką ofensywę od strony Renu, która mogłaby
nawet zmienić przebieg całej wojny. Zamiast tego, rozpoczął się okres
"dziwnej wojny", która doprowadziła w 1940 r. do klęski sił aliantów we
Francji, co już tylko w małym procencie mogło nas satysfakcjonować,
gdyż zdrada i tchórzostwo zostały tylko skarcone.
Nigdy tak
wielu nie zostało zdradzonych, aż tak wiele razy, przez tak niewielu.