Już 14 grudnia 1944 r "New York Times" podawał,
że z terytorium Rzeszy startują okrągłe, pozbawione skrzydeł pojazdy: "Pojawiają
się pojedynczo lub w formacjach. Niektóre są metaliczne, inne wydają się
przezroczyste". Sposób poruszania się tych pojazdów sugerował, że Niemcom udało
się odkryć i ujarzmić antygrawitację. W jaki sposób? Tego chyba nikt nie wie.
Wywiad angielski zlokalizował miejsca, z których startowały tajemnicze obiekty.
I choć alianci panicznie bali się nowej, niemieckiej broni, to miejsc tych nigdy
nie zbombardowano. Dlaczego? No cóż, to chyba jasne - do dziś są to pilnie
strzeżone bazy wojskowe, objęte klauzulą najwyższej tajności. Z wiedeńskiego
archiwum wynika, że podczas wojny udało się Niemcom wyprodukować, oprócz ogólnie
znanych V-1 i V-2, również V-4 i V-7. Prawdziwą rewelacją okazał się Vril-1. Być
może właśnie ten pojazd (lub bardzo do niego podobny) zauważył i sfotografował
na Księżycu amerykański kosmonauta Edwin Aldrin. Nadal wielu ludzi pragnie się
dowiedzieć, co oznaczały słowa pierwszego człowieka na księżycu, Armstronga,
który przekazał na Ziemię bulwersujące zdanie: "Nie jesteśmy tu sami". Co
takiego zobaczył Armstrong i dlaczego nie poinformowano o tym opinii publicznej?
Wiadomo, że Hitler marzył o podboju kosmosu. Czyżby mu się to częściowo udało?
Tajemnica utrzymywana za wszelką cenę W utajnianiu wszelkich wiadomości o UFO
biorą udział praktycznie wszystkie rządy świata, nawet nasz. Poczynają sobie
przy tym wyjątkowo perfidnie.
Nazistowski "Chronos" - najbardziej tajemniczy projekt w dziejach
ludzkości
Na temat futurystycznego uzbrojenia, tajnych baz, fortyfikacji i spektakularnych
planów związanych ze sposobem, w jaki Hitler i III Rzesza mieli ostatecznie
zawładnąć światem krążą legendy. Niektóre z nich wywołują uśmiech na twarzach
historyków. Ale nie brakuje też źródeł oraz poważnych publikacji historycznych
poświęconych nazistowskiej myśli inżynieryjnej, która stopniowo przekształcana
była w konkretne projekty. Niektóre z ówczesnych konceptów, nawet z perspektywy
XXI w. mogą budzić niedowierzanie - tym bardziej, że wiele z nich doczekało się
nawet prototypów.
Już po zakończeniu II wojny światowej agencje wywiadowcze wielu państw próbowały
dotrzeć do nazistowskich projektów, które w wielu przypadkach oparte były na
pochodzących nawet z czasów starożytności wizjach, a których autorstwo
przypisywane jest czasami przedstawicielom obcych cywilizacji. Wśród projektów
nad którymi pracowali nazistowscy naukowcy znajdują się m.in. napędy
antygrawitacyjne, statki kosmiczne umożliwiające podróże na Księżyc, podziemne
bazy i stacje kosmiczne.
Kierunek: Nowa Szwabia
Aurą największej tajemnicy owiany był nazistowski program o nazwie "Chronos". W
jego ramach rozpoczęto konstruowanie pojazdów, które miały dać nazistom przewagę
nad siłami koalicji antyhitlerowskiej. Oczkiem w głowie nazistowskich inżynierów
stały się pojazdy o napędzie antygrawitacyjnym, a zaawansowane prace nad
nieznaną dotąd światu technologią miały trwać także pośród nieprzyjaznych lądów
Antarktydy - wedle niektórych teorii miała tam także powstać baza dla
ultranowoczesnych pojazdów będących owocem pracy nazistowskich techników.
Jeszcze przed wybuchem II wojny światowej, pod patronatem samego Hermanna
Goeringa, w kierunku Antarktydy wyruszyła ekspedycja naukowa. Członkowie załogi
okrętu "Schwabenland" znaleźli się u wybrzeży Antarktydy w styczniu 1939 r.
Ląd do którego zawinęli członkowie ekspedycji badawczej znany był jako Ziemia
Królowej Maud, a prawa do niego do dziś uzurpuje sobie Norwegia. Wkrótce po
dotarciu nazistów do tego obszaru i zaznaczeniu swojej obecności poprzez
ustawienie licznych flag i znaków podkreślających przynależność tych terenów do
III Rzeszy, nazwa terytorium została zmieniona z Ziemi Królowej Maud na Nową
Szwabię. To właśnie ten teren jest do dziś przedmiotem badań historyków oraz
poszukiwań zapaleńców. Panujące tam warunki, ze względu na niedostępność,
wydawały się idealne do rozwijania wizji nazistowskich planistów. Wielu
komentatorów uważa, że pojawiające się wówczas informacje, jakoby głównym celem
III Rzeszy było jedynie poszerzanie wiedzy na temat rozległych obszarów
rozciągających się wokół bieguna południowego, stanowiły jedynie przykrywkę dla
prawdziwych zamiarów ludzi Hitlera.
Technologia, która wpłynąć miała na losy świata
W ramach projektu "Chronos", który miał być rozwijany przez nazistowskich
specjalistów w różnych zakątkach świata (w tym w Górach Sowich), powstała
cała flota niezwykłych pojazdów, które przez lata wzbudzały trwogę wśród
żołnierzy sił alianckich. Budowa i zachowanie większości tych obiektów do
złudzenia przypomina pojawiające się regularnie opisy Niezidentyfikowanych
Obiektów Latających, które zwykle utożsamiane są z pojazdami należącymi
rzekomo do przedstawicieli obcych cywilizacji.
Trudno się zresztą temu dziwić. Wszystkie machiny, które "powołano do życia"
zgodnie z ówczesnymi zamierzeniami, o "lata świetlne" wyprzedzały eksploatowane
wówczas powszechnie systemy militarne. Innowacyjność konstrukcji powstałych
zgodnie z założeniami projektu "Chronos" polegała na tym, że miały wykorzystywać
one napędy antygrawitacyjne. Pierwszy z nich - Vril 1 powstał jeszcze w latach
20-tych ubiegłego wieku, a kolejna dekada przyniosła pierwszy eksperymentalny
lot (podczas próby wykorzystano pojazd znany jako Vril 2 lub RFZ 2, którego
średnica sięgała 20 metrów). Prawdziwą rewelacją były jednak statki z serii
Haunebu, które miały wejść nawet do seryjnej produkcji. Wśród tych pojazdów
znajdował się m.in. wehikuł
znany pod nazwą Haunebu III, którego możliwości także dziś muszą budzić respekt.
Wg dokumentów projektowych, ów wojskowy statek latający mógł zabrać na swój
pokład 32 osoby i poruszać się z prędkością sięgającą 12 tysięcy kilometrów na
godzinę. Istnieją źródła, które sugerują, że Haunebu III wykonał aż 19 lotów.
Ale tym pojazdem, który trafić miał do produkcji seryjnej był Haunebu II -
30-metrowy wehikuł wyposażony w cztery napędy elektrograwitacyjne, który mógł
się poruszać z prędkością nawet 6 tysięcy kilometrów na godzinę.
Znamienny jest fakt, że wszystkie te pojazdy nie tylko miały wygląd latających
spodków łączonych dziś ze zjawiskiem UFO o charakterze pozaziemskim, ale w
trakcie lotu emitowały też typowe sygnały świetlne. Nie brakuje sugestii, że
widywane regularnie podczas II wojny światowej Niezidentyfikowane Obiekty
Latające, które miały postać świetlistej kuli, stanowiły w istocie owoc pracy
nazistowskich inżynierów. Efekt ukazujących się z uderzającą regularnością
świetlistych obiektów, które wówczas rejestrowano na całym świecie, z czasem
zaczęto określać mianem "Foo Fighters". We wrześniu 1941 r. z pokładu polskiego
statku pasażerskiego SS "Pułaski" zauważono świetliste obiekty przemieszczające
się w trudnej do określenia
odległości. Z relacji świadków wynikało, że emitowały one zielone światło, a ich
rozmiar stanowił połowę wielkości widocznej wówczas ze statku tarczy księżyca.
W maju 1943 r. piloci samolotu bombowego Królewskich Sił Lotniczych dostrzegli
rozwijający olbrzymią prędkość obiekt, który miał kształt walca z wieloma
wypustkami w środku. Zdaniem lotników przemieszczał się on z prędkością nawet
kilku tysięcy kilometrów na godzinę. W sierpniu 1944 r. brytyjscy piloci po raz
kolejny byli świadkami zjawiska. Zbiór widzianych przez nich kul znalazł się tuż
przed eskadrą samolotów. Według pilotów, tym razem obiekty promieniowały
niebieskim światłem i co chwilę wykonywały manewry przypominające momentami szyk
przygotowujących się do ataku samolotów. Kolejne informacje na temat "Foo
Fighters" były słyszalne w trakcie całej wojny. Co ciekawe, z czasem kule
stawały się coraz uciążliwsze. Ich aktywność potwierdzali regularnie piloci
reprezentujący różne narodowości. Można je było dostrzec m.in. w trakcie
największych bitew powietrznych.
Tajemnica "Die Glocke"
Deliberując na temat programu "Chronos" nie można zapomnieć też o najbardziej
tajemniczym urządzeniu skonstruowanym przez nazistów. Chodzi o "Die Glocke" -
maszynę na temat której powstały już dziesiątki teorii. "Die Glocke" (z języka
niemieckiego "Dzwon") był obiektem, nad którym pracowali wyznaczeni przez
Hitlera uczeni. Miał on kształt dzwonu i zawierał dwa pojemniki wypełnione
substancją nazwaną Xerum 525, która przypominała rtęć. "Dzwon" miał ponad 2,7 m
szerokości i wysokość sięgającą 4,5 metra. Według specjalistów, którzy zgłębiali
tajemnicę dzieła nazistowskich badaczy,
podczas realizacji projektu, w wyniku promieniowania emitowanego przez
urządzenie, śmierć poniosło kilku naukowców.
Na trop "Die Glocke" wpadł polski dziennikarz Igor Witkowski. Publicysta, który
w wielu artykułach i książkach porusza zagadnienia związane z II wojną światową,
dotarł do tajemniczych archiwów, w których pojawiły się wzmianki o tajemniczym
projekcie. Informacje na temat "Die Glocke", które udało mu się zebrać zamieścił
w książce pt.: "Prawda o Wunderwaffe". Witkowski sprawił, że wkrótce
zagadnieniem tym zaczęli się też interesować zagraniczni badacze, a temat
nazistowskiego "Dzwonu" został spopularyzowany w Europie Zachodniej i Stanach
Zjednoczonych. Nad czym tak naprawdę pracowali nazistowscy inżynierowie i do
czego miała służyć przygotowywana przez nich machina? To pytanie wywołuje wiele
spekulacji, ale najczęściej powtarzana teoria, upowszechniana często przez
organizacje badające zjawiska nadprzyrodzone, zakłada że "Dzwon" miał być
prototypem maszyny służącej do... podróży w czasie. Sam Witkowski uważa, że
obiekt przypominający ceramiczną pokrywę, w której znajdowały się pojemniki
wypełnione wspomnianym Xerum 525, miał stanowić rozwiązanie służące do
zapanowania nad siłą grawitacji. O tym, że informacje na temat programu
"Chronos", w ramach którego rozwijano urządzenia antygrawitacyjne nie są tylko
mrzonką, mogą świadczyć informacje na temat gigantycznych transportów rtęci,
jakie nazistowskie okręty podwodne przewoziły w trackie II wojny światowej. Ten
ciekły metal wykorzystywano jako paliwo do napędów antygrawitacyjnych. W 1944
udało się zatopić U-Boota, na którego pokładzie odnaleziono 33 tony rtęci. Wg
istniejących raportów pierwiastek transportowany był z Niemiec na... Antarktydę.
To właśnie do znajdującej się rzekomo na Antarktydzie tajnej bazy trafić miały
także elementy "Die Glocke" oraz licznych wehikułów, które udało się stworzyć
nazistowskim inżynierom przed wojną oraz w jej trakcie. Tuż po przegraniu przez
Niemców wojny, Antarktyda miała się stać również miejscem działań zbrojnych
prowadzonych przez Amerykanów. Pod płaszczykiem badań naukowych, w rejon Nowej
Szwabii zostały wysłane lotniskowce, okręty podwodne, samoloty oraz tysiące
żołnierzy. Działania prowadzone przez Amerykanów w strefie polarnej do dziś
owiane są jednak aurą tajemnicy, a jeden z dowódców tamtej akcji został
umieszczony w szpitalu psychiatrycznym.
Jak to się stało, że niemieccy inżynierowie na początku ubiegłego wieku
pracowali już nad rozwiązaniami, które nawet teraz wydają się być ideami
wyjętymi ze stronnic książek, które wyszły spod piór pisarzy science-fiction?
Teorie próbujące wyjaśnić innowacyjność i futurystyczny charakter tworzonego
przez nazistów rynsztunku mogą się wydawać irracjonalne, ale wiele źródeł
wskazuje na to, że mają swoje korzenie w starożytnych pismach odkrytych w
siedzibach prastarych cywilizacji. Ba! Ich autorstwo często przypisuje się
inteligentnym umysłom pochodzenia pozaziemskiego. W tym kontekście przywoływane
są często relacje z wypraw niemieckich ekspedycji, które na żądanie Hitlera
przeczesywały najbardziej niedostępne zakątki Ziemi, aby odnaleźć legendarne
woluminy mające skrywać sekretną wiedzę z zakresu różnych dziedzin nauki. Do
miejsc szczególnie chętnie eksplorowanych przez nazistów należały Tybet i Bliski
Wschód. Niemieccy uczeni zgłębiali także tajemnice znanych już wtedy pism - w
centrum ich zainteresowania znajdowała się napisana w sanskrycie "Vimaanika
Shastra", w której znajdować się miały tajemnicze opisy będące prawdopodobnie
instrukcjami budowy statków pozaziemskich.
Przygotowania do wielkiej operacji wojskowej na Antarktydzie Stany Zjednoczone
rozpoczęły tuż po zakończeniu wojny, w rok po "poddaniu" się U-977 i
przesłuchaniach załogi tego U-boota. Prawdopodobnie brutalne śledztwo wycisnęło
z marynarzy dodatkowe informacje o bazie w Nowej Szwabii (brutalnie prowadzone
przez Amerykanów śledztwa załóg U-bootów były wielokrotnie przedmiotem
oficjalnych dochodzeń specjalnych komisji US Navy). Jak wielkie to były
przygotowania świadczy fakt, że zespół uderzeniowy Task Force opuścił bazy w USA
dopiero 2 grudnia 1946 roku. Była to operacja na niespotykaną
wcześniej skalę (J. Małachowski "Zdobywcy Białego Lądu"). Znaczy to, że
Amerykanie operację traktowali z całą powagą. I nie była to wyprawa na słonie
morskie czy pingwiny. Głównym elementem operacji był wspomniany zespół
uderzeniowy z lotniskowcem "Phillipine Sea" oraz niszczycielami, dwoma
transportowcami wodnosamolotów i okrętem podwodnym (razem co najmniej 14
okrętów). Na pokładach znajdowało się ok. 4000 ludzi, w tym ok. 3500 oficerów,
marynarzy i żołnierzy piechoty morskiej, około 300 pracowników cywilnych i 25
naukowców. Główny sprzęt rozpoznawczy Amerykanów stanowiły samoloty C-47 Dakota
z kamerami, aparatami fotograficznymi i holowanymi magnetometrami. Magnetometry
były urządzeniami, które z powodzeniem wykrywały U-booty na Atlantyku. Mogły też
wykryć anomalie magnetyczne (metalowe instalacje lub pole elektromagnetyczne)
pod skorupą lodu lub pod warstwą skał... Oficjalnie amerykańskie dowództwo
głosiło, że jest to wyprawa mająca na celu sprawdzenie funkcjonowania sprzętu
wojskowego w ekstremalnych warunkach polarnych. Dlaczego naukowcy brali udział w
operacji wojskowej? Po co tak wielka ilość samolotów transportowanych aż na 3
okrętach? I jeszcze coś. Wyprawą współdowodził znany i doświadczony polarnik
Richard E. Byrd. Co ciekawe, w listopadzie 1938 roku przybył on na
zaproszenie Niemców do Hamburga i pomagał rekrutować personel niemieckiej
wyprawy! W Operacji High Jumping miał on już stopień admirała US Navy. Dowódcą
Task Force był admirał Richard H. Cruzen. Wśród badaczy Antarktydy mówiło się
wtedy otwarcie, że Amerykanie przygotowują się do wojny na Antarktydzie.
Organizowano wówczas już kolejne trzy zespoły Task Force... (C. Weetman "All
about Antarctica", 1948).
Przeciwko komu Amerykanie mieli walczyć na Antarktydzie? Do końca lat 50-tych
żadna armia nie była jeszcze przystosowana do walki na obszarach polarnych... W
1947 roku Stany Zjednoczone zrezygnowały z bezskutecznych roszczeń
terytorialnych do Antarktydy i zaproponowały "umiędzynarodowienie" tego
kontynentu. Może Amerykanie chcieli przez to ułatwić sobie poszukiwania o
charakterze militarnym.27 stycznia 1947 roku Task Force dotarł do wybrzeży Nowej
Szwabii, gdzie został podzielony na trzy zespoły. Wybudowano też bazę wypadową.
Co naprawdę zdarzyło się na Antarktydzie? Dlaczego ta "wyprawa naukowa" nadal
jest objęta taką tajemnicą? Wiadomo na pewno, że Amerykanie musieli nagle
opuścić Antarktydę po kilkunastu dniach pobytu, mimo że wyprawa miała zapasy na
8 miesięcy działań. Mówiono i pisano o 4 straconych samolotach
i wielu zabitych ludziach. Ich los pozostał nieznany. Oficjalnie mówiono też o
wielkim sukcesie wyprawy. Po powrocie do Stanów Zjednoczonych kierownictwo
wyprawy zostało poddane bardzo intensywnym przesłuchaniom. Wyniki śledztwa
zostały objęte ścisłą tajemnicą. Admirał Byrd został uznany za psychicznie
chorego. Prawdopodobnie po to, by nikt nie dał wiary temu co widział i co się
stało w czasie wyprawy na Antarktydę. Nim Byrd uznany został za chorego
psychicznie, mówił on, że odkryto miejsca na Antarktydzie, które były pozbawione
lodu i były porośnięte zieloną roślinnością ogrzewaną przez ciepłe źródła
pochodzenia wulkanicznego. Uznano to za oznaki choroby psychicznej (lub był to
najprawdopodobniej pretekst do tego, by uznać go za chorego psychicznie)...
Odkrycie to przeczyło wiedzy o tym kontynencie. Admirał rzekomo zdążył też
udzielić wywiadu dziennikarzowi, w którym powiedział: "Konieczne jest, aby Stany
Zjednoczone przygotowały się do obrony przed nieprzyjacielskimi myśliwcami,
które mogą przylecieć z obszarów polarnych" oraz że:"w przypadku wybuchu nowej
wojny, nad Stanami Zjednoczonymi będą latać nieprzyjacielskie myśliwce zdolne
przemieszczać się z jednego miejsca na drugie z niesamowitą prędkością".
Dlaczego zarządzono tak gwałtowny odwrót? W jakich okolicznościach Amerykanie
ponieśli klęskę na Antarktydzie? Co naprawdę widział admirał Byrd? Dlaczego
Amerykanie nie wysłali kolejnych Task Force, które tworzyli przed operacją High
Jumping? Czy Niemcy użyli swoich Wunderwaffen i pokonali Amerykanów, mimo ich
przewagi? Pamiętnik Byrda zawiera ponoć informacje o tym, że w czasie jednego z
lotów rozoznawczych samolotem C-47 nad Nową Szwabią, został on przechwycony
przez niemieckie latające dyski i zmuszony do lądowania (przestały działać m.in.
wszystkie urządzenia pokładowe
C-47). Po wylądowaniu, w czasie rozmowy z Niemcami otrzymał ostrzeżenie o tym,
że amerykańska wyprawa zostanie całkowicie zniszczona, jeśli nie wycofa się z
powrotem do Stanów Zjednoczonych. Widać Amerykanie nie dali temu wiary i
ponieśli porażkę. Chyba nie przypadkowo lotnictwo amerykańskie w 1947 roku
rozpoczęło prowadzić badania nad UFO w ramach Programu Blue Book (Grudge). Tajne
materiały (MAJIC) ujawnione przez ludzi, którzy mieli do nich dostęp informują,
że od stycznia 1947 roku do grudnia 1952 Stany Zjednoczone weszły w posiadanie
co najmniej 16 rozbitych lub zestrzelonych pojazdów "obcych istot". W świetle
nowych materiałów dotyczących m.in. Projektu Chronos i operacji High Jumping
należy być pewnym, że nie może być w tym przypadku (i bardzo wielu innych) mowy
o jakichś "obcych istotach z kosmosu". Opis i parametry znalezionego
(zestrzelonego?) pojazdu w 1948 roku nad poligonem White Sands Proving
Grounds (poligon rakietowy) w Nowym Meksyku jednoznacznie kojarzą się ze
statkiem powietrznym Haunebu-III. Osoby mające dostęp do najtajniejszych
materiałów dotyczących zagadnienia UFO twierdzą, że znalezione w pojazdach ciała
były zaliczane do obcej rasy określanej jako Nordycy wyglądający jak ludzie
blondyni.
Kenneth Arnold zaobserwował przelot 9 dyskoidalnych pojazdów nad Górami
Kaskadowymi w stanie Washington w USA. 7 lipca 1947 roku 120 km od Roswell
rozbił się dyskoidalny pojazd (w Roswell znajdowała się baza sił lotniczych,
będąca w owym czasie jedyną w świecie bazą bombowców zdolnych
do przenoszenia broni jądrowej)...