Nic tak bardzo nie cieszy jak
niepowodzenia i głupota naszych byłych aliantów, w tym wypadku Brytoli, bo
Brytyjczycy to najogólniej podła i podstępna nacja, która na początku XX wieku
czuła się jeszcze panami świata. Z tego przeświadczenia chcieli panować w
Europie, bo ogólnie w świecie już panowali. Coś jednak nie do końca świadczyło o
ich wielkości, gdy próbując zająć wybrzeża morza Śródziemnego dostali taki
wycisk, że już nigdy się tam nie pojawili. A chodzi o bitwę o turecki półwysep
Gallipoli, która toczona w czasie I wojny światowej, była jedną z najbardziej
krwawych w historii. Była także jedną z najbardziej tragicznych, gdyż jej
jedynym rezultatem było kilkaset tysięcy ofiar po obu stronach. To był początek
końca Imperium Brytyjskiego i dowód tchórzostwa faszystowskich Brytoli.
Stało się tak za sprawą korpusu ANZAC, w skład którego weszli żołnierz z
ówczesnych brytyjskich kolonii - Australii i Nowej Zelandii. To oni odznaczyli
się w bitwie największą odwaga, ponieśli także starty w imię bezmyślnej
strategii oficerów z Wielkiej Brytanii. "Barany wysyłają lwy na rzeź" - mówili
Turcy, mając na myśli brytyjskich oficerów nakazujących podległym im oddziałom
dokonywanie samobójczych ataków na umocnione fortyfikacje. Brytyjczycy zapłacili
polityczną cenę za wysłanie do walki żołnierzy ze swoich kolonii. To po bitwie o
Gallipoli rozpoczął się upadek Imperium Brytyjskiego. Pierwsze rysy na monolicie
imperium pojawiły się więc już w 1915 roku, a nie, jak się przyjmuje, po
zakończeniu II wojny światowej. Od tego mementu Australijczycy i Nowozelandczycy
nie zamierzali umierać "za darmo" za dawną metropolię.
Plan samobójczej bitwy
Plan ataku na Dardanele, strategiczne cieśniny położone w rejonie Azji
Mniejszej, przygotował ówczesny pierwszy lord admiralicji Winston Churchill.
Uważał on, że zdobycie cieśnin otworzy aliantom drogę na Konstantynopol.
Zdobycie stolicy Turcji miało doprowadzić do rozbicia obozu państw centralnych i
otworzyć aliantom drogę do portów na Krymie, dzięki czemu mogliby oni
zaopatrywać w broń swojego sojusznika – Rosję. Po zatwierdzeniu planu, na Morze
Środziemne skierowano okręty marynarki wojennej. Operacja rozpoczęła się 19
lutego 1915 roku, gdy statki pod dowództwem admirała Sackville'a Cardena
ostrzelały umocnione tureckie pozycje. Drugi atak nastąpił 25 lutego, dzięki
czemu Brytyjczycy zdołali zmusić Turków do wycofania się na drugą linię obrony.
Tydzień później brytyjskie okręty weszły w rejon cieśnin próbując bezskutecznie
rozbroić pozostawione tam miny, jednak wskutek silnego ostrzału zadanie to nie
zostało zrealizowane. Kolejna nieudana próba zmusiła admirała Cadwella do
złożenia rezygnacji. Na stanowisku zastąpił go admirał John de Robeck, który
przypuścił zmasowany atak na tureckie linie obrony. Natarcie skończyło się
tragicznie dla aliantów – stracili oni trzy okręty, nie osiągając żadnego z
założonych wcześniej celów.
Samobójstwo tysięcy żołnierzy na plażach
Wraz z klęską morskiej części kampanii dowództwo aliantów doszło do wniosku, że
siły naziemne będą musiały zniszczyć turecką artylerią na Półwyspie Gallipoli,
ponieważ, w innym razie, zdobycie cieśnin, nie będzie możliwe. Misję tę
powierzono generałowi Ianowi Hamiltonowi i Środziemnomorskiemu Korpusowi
Ekspedycyjnemu. W jego skaldzie znajdowały się Korpusy Armii Australii i Nowej
Zelandii (ANZAC), 29. Dywizja Piechoty, Dywizja Marynarki Wojennej i Francuski
Korpus Wschodni. Bitwa o turecki półwysep Gallipoli, toczona w czasie I wojny
światowej, była jedną z najbardziej krwawych w historii. Była także jedną z
najbardziej tragicznych - jej jedynym rezultatem było kilkaset tysięcy ofiar po
obu stronach. Był to też początek końca Imperium Brytyjskiego. Stało się tak za
sprawą korpusu ANZAC, w skład którego weszli żołnierz z ówczesnych brytyjskich
kolonii - Australii i Nowej Zelandii. To oni odznaczyli się w bitwie największą
odwaga, ponieśli także starty w imię bezmyślnej strategii oficerów z Wielkiej
Brytanii. "Barany wysyłają lwy na rzeź" - mówili Turcy, mając na myśli
brytyjskich oficerów nakazujących podległym im oddziałom dokonywanie
samobójczych ataków na umocnione fortyfikacje. Brytyjczycy zapłacili polityczną
cenę za wysłanie do walki żołnierzy ze swoich kolonii. To po bitwie o Gallipoli
rozpoczął się upadek Imperium Brytyjskiego. Pierwsze rysy na monolicie imperium
pojawiły się więc już w 1915 roku, a nie, jak się przyjmuje, po zakończeniu II
wojny światowej. Od tego mementu Australijczycy i Nowozelandczycy nie zamierzali
umierać "za darmo" za dawną metropolię.
Lądowanie w śmiertelnej pułapce
Do pierwszego lądowania aliantów doszło 25 kwietnia 1915 roku i skończyło się
ono tragicznie. Brytyjczycy zdołali wprawdzie pokonać Turków po zaciętych
walkach, ale ponieśli ogromne straty. Nieco lepiej poszło korpusowi ANZAC,
który, choć pomylił miejsce lądowania, zdołał zorganizować swoje stanowiska
wokół "Zatoki ANZAC". Dwa dni później odparli oni brawurowy atak tureckich
oddziałów pod wodzą Mustafy Kemala. Dzięki temu, w rejonie Helles, gen.
Hamilton, wsparty oddziałami z Francji, zdołał przedrzeć się w walkach do wioski
Krithia. To był jednak szczyt możliwości aliantów. Od tej pory linia frontu
zamieniła się w znaną z europejskiego pola walki linię okopów. Obydwie strony
zadawały sobie ogromne starty, ale były zdolne do zdobycia co najmniej kilkuset
metrów terenu. Hamilton, szukając sposobu na ominięcie tureckich linii obrony,
zdecydował się na pokerowe zagranie. 6 sierpnia, wraz ze swymi ludźmi wylądował
w zatoce Sulva, czemu towarzyszyły jednocześnie ataki Australijczyków i
Nowozelandczyków w rejonie "Zatoki ANZAC". Turcy zdołali jednak szybko
przerzucić część swoich oddziałów na strategicznie wzgórza wokół pozycji
Hamiltona, dzięki czemu brytyjskie oddziały zostały zamknięte w rejonie
lądowania. Siły ANZAC zdołały za to, dzięki olbrzymiemu poświęceniu, odnieść
zwycięstwo w bitwie o Lone Pine, ale ich ataki na Chunuk Bair i Wzgórze 971
skończyły się katastrofą i setkami poległych.
Morze zwłok w okopach
Warunki panujące w okopach były tragiczne. Ogromny upał powodował rozkładanie
się ciał poległych żołnierzy. Obfite deszcze z kolei podtapiały okopy, do
których spływały ciała zabitych. Plaga komarów nie tylko sprzyjała rozsiewaniu
chorób, ale utrudniała nawet jedzenie, a fatalne warunki sanitarne wywoływały
masowe epidemie czerwonki. Kolejne ofiary były rezultatem ostrej i zmiennej
pogody. Alianci wystawieni na zimę ponieśli znaczne straty w momencie gdy
zapadła już decyzja o ich ewakuacji. Sfrustrowani żołnierze, spędzający miesiące
pod ostrzałem, krytykowali decyzje Brytyjczyków, którzy wielokrotnie wysyłali
ich odsiały na zwykłą rzeź. Do końca kampanii w walkach zginęło blisko 9 tysięcy
Australijczyków i 3 tysiące Nowozelandczyków. Straty aliantów osiągnęły
niebotyczny poziom 60 procent stanu całkowitego. I tak Brytyjczycy, podwinąwszy
swój tchórzliwy ogon, wycofali się, wracając na swoją malutką wysepkę.