Mnóstwo firm produkuje setki elementów żywicznych, więc własnoręczne odlewanie żywicy wydawać się może dziwactwem. Pozory jednak mylą, a odpowiedzi na to pytanie może być kilka. Możliwość łatwego skopiowania jakiegoś elementu doceniają przede wszystkim modelarze budujący szereg elementów we własnym zakresie. Jeśli przy budowie modelu zachodzi potrzeba wykonania kilku(nastu) identycznych elementów, to nawet najbardziej cierpliwi modelarze mogą stracić serce do pracy. Dzięki żywicy wystarczy dobrze wykonać jeden element, a następnie powielić go w odpowiedniej ilości kopii. Jest to szczególnie przydatne przy budowie silników gwiazdowych czy poprawianiu podwozia czołgów. Sprowadzenie do Polski niektórych zestawów żywicznych trwać może miesiącami. Spora część tych zestawów bywa zresztą często nieosiągalna lub wypadła z katalogów. Podobna sytuacja jest przy reklamowaniu źle odlanych czy zagubionych elementów modelu, szczególnie w przypadku produktów mniej znanych firm. Aby nie przerywać pracy na długie tygodnie, możemy poratować się wykonaniem kopii odpowiedniej części. Największą oszczędność można odnotować w przypadku kopiowania małych elementów, wspólnych dla wielu modeli. Zamiast kupować kolejny model MiG-a, Mustanga czy Messerschmitta dla odrzucanego zbiornika paliwa, znacznie taniej będzie odlać sobie ten element z żywicy. Patrząc na ceny profesjonalnych zestawów żywicznych z renomowanych firm można często dojść do wniosku, że komuś pomieszały się zera. Okazuje się jednak, że koszt „produkcji” elementów przy użyciu prostych narzędzi jest niski. Wytworzenie porównywalnej ilości elementów własnej produkcji to trochę mniej, niż połowa ceny w sklepie. Oczywiście nie musimy sobie sami płacić podatków, marży i składek ZUS, więc się opłaca. Gdybyście jednak myśleli o produkcji i sprzedaży, to metody przemysłowe wygrywają… ale nie o tym jednak miało być.
Silikon po związaniu musi być jak bardzo miękka guma, i co najważniejsze, nie potrzebować rozdzielaczy. Nowoczesne silikony nie wiążą się z „modelem”, który mają odtworzyć. Nie trzeba więc używać żadnego rodzaju olejów czy smaru, który nawet w najcieńszej warswie powoduje zamazanie szczegółów. Dzięki temu — w przypadku łatwych kształtów — kopię po odlaniu można odróżnić tylko po kolorze żywicy. Przy naprawdę skomplikowanych elementach można liczyć na odwzorowanie 80-90% szczegółów, ze względu na powietrze pozostające w żywicy. Dla mnie to zupełnie wystarczające, zwłaszcza jeśli takie niedolania wystąpią w miejscach niewidocznych po zamontowaniu do modelu.


Druga sprawa to żywica. Ja używam żywic firmy Axson, ale może być to każda inna żywica poliuretanowa, o czasie wiązania 1-2 godziny i opóźnieniu wiązania rzędu 5-10 minut. W ten sposób można wykonać swój element szybko i jednocześnie zdążyć usunąć powietrze z formy, zanim żywica je uwięzi. Najpierw wybieram element do skopiowania i umieszczam go w pojemniku, w pozycji „normalnej” za pomocą plasteliny. Sposób umieszczenia jest ważny, bo zawsze trzeba przemyśleć jak będzie wędrować powietrze uwięzione w silikonie podczas mieszania. Powinno polecieć najkrótszą drogą do góry, więc jeśli napotka gdzieś powierzchnię która je zatrzyma, to w naszej formie będzie bąbelek. Po zalaniu żywicą wyjdzie z tego piękna kropelka, której jednak wcale nie potrzebujemy. Silikon bardzo dobrze penetruje drobne szczegóły „modelu”, więc nie musimy się martwić o odwzorowanie powierzchni. Więcej problemu sprawiają raczej duże, a zwłaszcza poziome powierzchnie. Po związaniu silikonu (mój wiąże w 24h) można wyciągnąć oryginał i od razu forma jest gotowa do odlewów. Cały proces jest bardzo prosty bo nie trzeba stosować żadnych aerozoli olejowych do oddzielania form. Po prostu po zmieszaniu żywicy w odpowiednich proporcjach wlewam ją do formy. Forma silikonowa jest wtedy odwrócona „do góry nogami” tak, że otwór wlewowy jest w „podstawce” elementu. Ponownie musimy pamiętać o „drodze ewakuacyjnej” dla powietrza, które będzie uciekało do góry. Nawet jeśli nie zdąży wyjść na zewnątrz, to powinno pozostać właśnie w tej podstawce, którą i tak odcinamy. Dla lepszego zrozumienia — weźcie sobie jakikolwiek profesjonalny odlew i odwróćcie go „do góry nogami”. Od spodu „podstawki” żywica jest gładka, jak lustro. To właśnie górny menisk cieczy, która zastygła w żywicę i to właśnie tak są robione te odlewy. Po zalaniu żywicą czeka nas najtrudniejsza część zabawy — usunięcie powietrza z formy, jak tylko najdokładniej potrafimy.



Dla mnie jest to wyścig z czasem, bo moja żywica zaczyna wiązanie po 5 minutach. Po zmieszaniu ma gęstość mleka, lecz gdy zaczyna wiązać, niemal natychmiast robi się z miej kisiel. Odrobina wprawy i nie ma się czego bać — zalewam płyn i dokładnie rozprowadzam go zaostrzonym patyczkiem po wnętrzu formy. Czasem trzeba dźgnąć tu i ówdzie, czasem wystarczy rozchylić brzegi formy i powietrze samu ujdzie. Później pozostaje tylko poczekać, aż żywica będzie na tyle twarda, że można ją wyciągnąć z formy i… gotowe. Następny model będzie miał żywiczne dodatki. Profesjonaliści usuwają powietrze za pomocą stołów wibracyjnych, albo komór niskiego ciśnienia. Takie „próżniowe” pudełko można skonstruować samemu, podłączając sprężarkę od aerografu „odwrotną” stroną do szczelnego pudełka, np. do przechowywania żywności. W domowych warunkach wystarcza odrobinka cierpliwości i praktyki, a wojnę z powietrzem mamy wygraną bez „wielkiej techniki”.