Włochy to kraj pełen atrakcji. Mało kto, gdy choć raz
tam zawitał, nie chce powrócić. A jest co oglądać. od bogatej północy i
zachwycającej Wenecji, poprzez Toskanię i Umbrię pachnące winem, cyprysami i
lawendą aż do południa, ze stolicą Rzymem, zaskakującym Neapolem, starożytnymi
Pompejami i cudownie klimatycznymi małymi miasteczkami ulokowanymi na wzgórzach
i w dolinach. Każde z tych miejsc warto zobaczyć i poznać Włochy od podszewki
odwiedzając miejsca stojące nieco na uboczu turystycznych tras ale z prawdziwą
włoską naturą. To właśnie w takich "nieodkrytych' zakątkach można usłyszeć
prawdziwych Włochów. Włochy to jednak kraj historii, którą można dotknąć i
zobaczyć. Włochy brały udział w obu wojnach światowych i są naszpikowane
pamiątkami po nich.
Podczas I wojny poległo blisko 10 mln żołnierzy. Ponad 1200 spoczywa na
Cmentarzu Wojennym w Monte Piana-Dobbiaco (Północne Włochy, Trydent). Wśród
tabliczek znajomo brzmiące nazwiska: Malinowski, Piotrowski, Borowicz...
W Monte Piana-Dobbiaco pochowano 145 Polaków. Pobliska góra Monte Piana była
jedną z aren Wielkiej Wojny. Stacjonował tu główny posterunek medyczny
Austriaków. Znaczną część "białego frontu" o długości 775 km wyznaczały
przełęcze i szczyty Dolomitów, sięgające średnio 3000 m n.p.m. Właśnie tam
przebiegała wysokogórska wojna minowa 1915-1917.
Wielka Wojna
Królestwo Włoch jako członek Trójprzymierza wraz z Niemcami i Austrią,
w chwili wybuchu I wojny światowej w 1914 r. zachowało neutralność. Jednak
kuszone przez państwa Ententy perspektywą poszerzenia swoich granic o sporny
region Trydentu (południowy Tyrol), Istrii i Dalmacji, w dniu 23 maja 1915 r.
wypowiedziało wojnę Cesarstwu Austro-Węgier.
Korzystając z chwilowego osłabienia liczebnego armii wroga (wszystkie siły
Cesarstwa skierowane zostały na front rosyjski), Włosi przystąpili do ataku na
pozycje austriackie w Dolomitach. Jednak liczne forty oraz fortyfikacje polowe,
położone na znacznych wysokościach, zapewniały obrońcom kontrolę nad drogami
biegnącymi w dolinach. Zapowiadało to długotrwały konflikt.
Wojna pozycyjna
Doświadczenia wyciągnięte z wojny burskiej czy też rosyjsko-japońskiej,
zmieniły znacząco taktyki wojenne stosowane w Europie w trakcie Wielkiej Wojny.
Zmianę wymogła przede wszystkim ekonomia. Przemarszom i ofensywie towarzyszył
szybki rozwój uzbrojenia. Pola bitew wypełniały się stalą i ołowiem. Jeśli
przeciwnik bronił się w miejscu, zbliżenie się do jego pozycji było wyjątkowo
kosztowne. Bardzo szybko dowództwa wojsk zaakceptowały budowanie umocnień
polowych.
W warunkach wysokogórskich otrzymały one dosyć osobliwą postać: linie okopów
drążono w skałach, budowano prowizoryczne drewniane schrony i baraki, nierzadko
na wysokości powyżej 2000 m n.p.m. Do systemu transzei dołączyły systemy tuneli
wykutych wewnątrz skalistych gór, mierzące nawet po kilka kilometrów. Zdarzało
się, że w wysokich górach drążono całe miasta wewnątrz lodowców (m.in. Góra
Marmolada).
"Natarcie minowe"
Przełamanie solidnej obrony austriackiej okazało się niemożliwe. Włoska armia
mimo przewagi liczebnej i sprzętowej nie mogła osiągnąć zamierzonych celów na
górskiej granicy. Warunki klimatyczne i terenowe oraz poważne straty w ludziach
zmusiły dowództwo armii do użycia zapomnianego już w początkach XX wieku
"natarcia minowego", czyli ofensywnego wykorzystania podkopów. Wysadzanie
szczytów i półek skalnych przy użyciu ładunków wybuchowych, umieszczanych w
drążonych tunelach i wnękach okazało się w tych surowych warunkach jedyną
skuteczną taktyką ofensywną. Wojna minerska stała się wojną technologii i
wykwalifikowanych inżynierów.
Wykorzystywano specjalistyczny sprzęt górniczy - jak wiertarki napędzane
silnikiem spalinowym. O umiejscawianiu ładunków i ich wielkości decydowali
wybitni absolwenci szkół technicznych. Pokonywanie szczytów wiązało się
dodatkowo z umiejętnościami alpinistycznymi. Obydwie armie do swoich
specjalistycznych jednostek rekrutowały żołnierzy głównie wśród rodowitych
górali, przewodników górskich i alpinistów. Włoscy strzelcy alpejscy - Alpini,
austriackie kompanie wysokogórskie, pułki Kaiserjäger oraz niemieccy żołnierze z
Alpen Korps (Korpusu Alpejskiego) zaopatrzeni w czekany, liny, narty, raki i
rakiety śnieżne, pokonywali niedostępne ściany skalne i lodowce, które do
jesieni 1918 r. stały się ich drugim domem.
Walka o każdą półkę skalną
Po wypowiedzeniu wojny przez Włochy, wojska austriackie opuściły Cortinę
d'Ampezzo - należącą do Habsburgów od 1511 roku - i rozpoczęły odwrót do
ufortyfikowanej linii obronnej wybudowanej pod koniec XIX wieku, której głównym
punktem oporu był Fort Tre Sassi (Fort Trzy Kamienie), strzegący przełęczy
Valparola. Miejscem, które stało się najciekawszym teatrem wojny minowej,
została w latach 1915-1917 góra Lagazuoi. U jej podnóża, na przełęczy Valparola,
w pierwszych tygodniach wojny, w wyniku silnego bombardowania artyleryjskiego
zniszczono austriacki fort Tre Sassi. Obie strony zainicjowały wyścig w
poszukiwaniu najdogodniejszych pozycji obronnych na okolicznych szczytach. Ataki
włoskie ponawiane przez całe lato 1915 roku, zmierzające do przełamania linii
obronnej przeciwnika, okazały się bezskuteczne.
Dopiero jesienią, a dokładnie 20 października, jeden z plutonów włoskich
strzelców alpejskich dotarł na półkę skalną na górze Lagazuoi - Cengia Martini.
Półka skalna Martini, nazwana tak od imienia dowódcy batalionu, który ją zajął,
stała się solą w oku dla oddziałów austriackich. Stąd bowiem Włosi mogli
bezkarnie, przy użyciu jedynie karabinów i granatów ręcznych, ostrzeliwać z
wysoka okopy austriackie na przełęczy Valparola.
Podziemna walka podkopowa
Dla obu stron oczywista stała się jednak daremność prowadzenia w tych warunkach
tradycyjnych działań wojennych. W walce z nieprzyjacielem uzbrojonym w karabiny
maszynowe i zajmującym pozycje bronione przez zasieki z drutu kolczastego,
okazywały się one całkowicie bezskuteczne. W celu przetrwania konfliktu, oba
wojska rozpoczęły wówczas drążenie góry, by wykorzystać jej wnętrze jako
bezpieczne schronienie dla ludzi i amunicji. W ten sposób góra Lagazuoi
przekształciła się w zamek obronny XX wieku. Wkrótce stało się oczywiste, że
jedynym sposobem na zdobycie umocnionych pozycji przeciwnika było wykucie
tunelu, który mógłby być podprowadzony na tyle blisko nieprzyjaciela, by po
wypełnieniu go materiałem wybuchowym wysadzić stanowiska wroga w powietrze.
Wywiązała się w ten sposób podziemna walka podkopowa, podczas której zdetonowano
pięć "min": cztery były austriackie i miały na celu zniszczenie skalnej półki
Martini, jedna zaś włoska, miała wspomóc Włochów w zdobyciu Lagazuoi. Rezultatem
tych eksplozji są do dzisiaj widoczne na zboczu góry wyłomy oraz dwie wielkie
moreny u jej podnóża. W praktyce również i podkopy okazały się bronią mało
skuteczną, umożliwiając obu stronom jedynie nieznaczne sukcesy taktyczne w
zmaganiach z nieprzyjacielem.
Polskie ślady na dolomickim froncie
Wśród rekrutów wcielonych do armii habsburskiej na front alpejski wysłano wielu
Polaków, wśród których wymienić można pisarza i znawcę huculszczyzny Stanisława
Vincenza oraz późniejszego generała broni w II RP - Stanisława Maczka.
Przeszkoleni na specjalistycznych kursach taktyki szturmowej, strzelania z broni
maszynowej, narciarstwa i wspinaczki wysokogórskiej, trafiali do pułków
tyrolskich, głównie w rejon rzeki Isonzo oraz w okolice Bozen (Bolzano) i
Cortina d'Ampezzo.
Po wybuchu I wojny światowej Polacy byli powoływani do armii wszystkich państw
zaborczych. Armia austro-węgierska zmobilizowała łącznie 1400 tysięcy poddanych
polskiego pochodzenia. Pobór do wojska był przymusowy. Tylko stosunkowo
nieliczni zdołali zaciągnąć się ochotniczo do Legionów pod polską komendę.
Tyrolskie pułki Strzelców Cesarskich - Kaiserjäger były oddziałami
przewidzianymi do walki w terenie górskim. Początkowo biły się na froncie
galicyjskim. Latem 1915 r. przegrupowano je na południe - na front włoski.
11 bitew w wyniszczających warunkach
Stanisław Władysław Maczek został wcielony do armii austriackiej 26 VII 1914 r.
w ramach tajnej mobilizacji. Jako oficer rezerwy skierowany został na
kilkumiesięczne przeszkolenie w ośrodku zapasowym III Korpusu w Grazu. Po
ukończeniu szkoły objął obowiązki dowódcy plutonu w batalionie 3. pułku obrony
krajowej (Landwehr). Zimą i wczesną wiosną 1915 r. odbył szkolenie na kursach w
Bruck an der Mur i w Enns w Alpach. Jego rozwijający się zmysł taktyczny,
umiejętność doskonałej jazdy na nartach i sprawność fizyczna zaważyły na nowym
przydziale. Przełożeni skierowali go w kwietniu 1915 r. do służby w elitarnym 2.
Pułku Tyrolskich Strzelców Cesarskich, walczącego w składzie austriackiego VIII
Korpusu. Młody oficer objął obowiązki dowódcy plutonu 8. kompanii II. batalionu.
W lipcu 1915 r. jego pułk został wysłany w rejon rzeki Isonzo, gdzie stoczono
przez 2 lata 11 bitew w wyniszczających warunkach. W grudniu 1915 r. Maczek
znalazł się na leczeniu szpitalnym w Wiedniu. Awansuje do stopnia podporucznika.
W lutym 1916 r. przydzielono go do kadry 2. pułku Kaiserjäger w Enns. Od
kwietnia, w ramach wyróżnienia, zostaje oddelegowany na siedem miesięcy jako
instruktor do Szkoły Oficerskiej XIV Korpusu w Steyr (Górna Austria). Na front
włoski wrócił jesienią 1916 r. jako dowódca 8. kompanii - szturmowego
pododdziału narciarzy i alpinistów. W swoim batalionie był jedynym oficerem
Polakiem. Brał udział w krwawych bitwach zaczepno-obronnych w Dolomitach i pod
Asiago.
Medal za ratowanie innych
Zimą 1918 r. w końcowej fazie tych walk został ranny w nogę i znalazł się w
wiedeńskim szpitalu. W ramach rekonwalescencji wyjechał do Lwowa, gdzie spotykał
się z kolegami z Uniwersytetu Jana Kazimierza. Młodzi oficerowie w mundurach
legionistów i armii habsburskiej w jednej z lwowskich kawiarni omawiali plany
działania w nadziei rychłego załamania militarnego Austro-Węgier. Byli to:
Stanisław Maczek, Felicjan Duszyński, Józef Hofman, Edmund Stark, Kazimierz
Schleyen. Latem 1918 Maczek ponownie wraca na front włoski, w okolice
południowego Tyrolu. W uznaniu jego zasług awansował na stopień porucznika. W
trakcie walk za brawurowe i skuteczne akcje wyróżniony został medalem Signum
Laudis - srebrnym i brązowym, Krzyżem Karola, Medalem Waleczności oraz rzadko
przyznawanym medalem Czerwonego Krzyża za ratowanie rannych.
Monumentalne pomniki historii
W październiku 1917 roku ofensywa austro-węgierska, zakończona
zwycięstwem pod Caporetto, zmusiła do odwrotu armię włoską, co doprowadziło do
przesunięcia się frontu przebiegającego przez Dolomity na linię rzeki Piawy i w
rejon masywu górskiego Grappa. Osobliwe jaskinie stworzone w Dolomitach zostały
opuszczone. Po 80-ciu latach od zakończenia I wojny światowej Włosi i Austriacy
ponownie stoczyli bój o pamięć o tamtych wydarzeniach, tym razem jednak jako
sojusznicy.
W porozumieniu władz lokalnych, żołnierzy i wolontariuszy przeprowadzono
międzynarodową operację, której rezultatem są imponujące muzea Wielkiej Wojny.
Na uwagę zasługują przede wszystkim te na wolnym powietrzu: Cinque Torri, Monte
Piana i Lagazuoi. Bogatą kolekcję uzbrojenia i wyposażenia obu walczących armii
można obejrzeć w małych muzeach prywatnych, m.in. w Museo della Guerra Fort Tre
Sassi.
Przyjrzeć się przeszłości
Liczne szlaki, o zróżnicowanym stopniu trudności i długości, umożliwiają
zwiedzenie transzei, schronów, posterunków obserwacyjnych oraz włoskich i
austriackich galerii podziemnych. Sieć zawiłych korytarzy i galerii wykutych w
zboczach góry, skalne ściany pełne otworów strzelniczych i wentylacyjnych,
okopy, barbety i rowy strzeleckie nadają tym miejscom pamięci prawdziwie
niesamowity charakter. Za sprawą kilkuletnich prac rekonstrukcyjnych, główne
galerie zostały przywrócone do całkowicie bezpiecznego stanu i udostępnione są
dziś do zwiedzania.
Można obejrzeć liczne jaskinie skalne: w niektórych rozlokowane były oddziały,
inne służyły za skład broni i materiałów wybuchowych oraz stanowisko agregatów
prądotwórczych do zasilania młotów pneumatycznych, wykorzystywanych do drążenia
tuneli. W kilku wnękach skalnych zrekonstruowane zostały kwatery wojskowe i
uzbrojenie, którym towarzyszy tło dźwiękowe, ilustrujące sceny z życia
codziennego żołnierzy. Plenerowe ekspozycje powstały w miejscach, które wiele
lat temu były świadectwem barbarzyństwa i bezsensowności wojny.
Malwina Markiewicz, Paweł Pawłowski