Wszelkiego rodzaju zbiorniki i cieki wodne bez żadnej wątpliwości dodają uroku
naszym makietom, ale stanowią nie lada modelarskie wyzwanie. W tekście tym
postaram się, zatem opisać zarówno dostępne technologie wytworzenia imitacji
wody jak i kwestię aranżacji samej wody oraz jej otoczenia.
Najpierw jednak trzeba rozważyć, jaki zbiornik chcemy umieścić w naszej
miniaturowej rzeczywistości. Czy ma to być rzeka czy rów melioracyjny, staw,
sadzawka czy fragment jeziora? Jeśli rzeka, to jaka pasuje do „klimatu” na
konkretnej makiecie? Górski potok czy leniwie toczący wody nizinny ciek? A może
coś pomiędzy nimi – wartka rzeka, których na nizinach nie brakuje, czy też może
żeglowny kanał? Jak i w całym modelarstwie, wypadało by zacząć od niewielkich
form: małego stawu czy nawet szerszego rowu, pokonującego szlak kolejowy
przepustem. Trzeba to przewidzieć w projekcie już na wstępnym etapie budowy
makiety i odpowiednio ukształtować teren.
Po dokonaniu tego wyboru koniecznie należy udać się „w teren” i znaleźć podobny
zbiornik czy ciek. W ostateczności można przestudiować zdjęcia z internetu, choć
nic nie zastąpi osobistej obserwacji i wykonania serii zdjęć z interesującymi
detalami. Podobnie jak w przypadku innych motywów na makiecie, opieranie się w
budowie na ogólnym wyobrażeniu jak coś wygląda daje najczęściej kuriozalne
efekty. Zaczynamy więc od spaceru, najlepiej z aparatem fotograficznym. Musimy
przede wszystkim zwrócić uwagę na takie szczegóły jak kolory dna, wszelkiego
rodzaju podwodne przeszkody i roślinność – wszystko to trzeba będzie przygotować
przed napełnieniem zbiornika modelarską wodą.
Najprostsza do wykonania jest rwąca górska rzeka czy potok – widok jakże często
spotykany na makietach. Dno w takich ciekach to wyłącznie otoczaki różnego
kalibru i gruby piach, roślinności podwodnej nie ma praktycznie wcale a z powodu
dużej zmienności poziomu wody brzegi są równie ubogie. Całe koryto jest pokryte
tym samym materiałem. Do jego imitacji użyjemy oczywiście drobnego żwiru i
piasku, do tego łodyg różnych roślin, naśladujących przywleczone przez wysoką
wodę drzewa. Największym problemem wydaje się tu być odtworzenie zawirowań wody.
Spokojniejszy ciek czy zbiornik wody stojącej wymaga jednak bardziej uważnej
obserwacji. Poza drobnymi wyjątkami na dnie dominują ciemne barwy naniesionych
osadów. Zazwyczaj w rzece jaśniejszy piach występuje tam, gdzie płynie
najsilniejszy nurt, choć są i odcinki, gdzie dno jest ciemne, mimo dość silnego
prądu wody. Obszary poza nurtem są praktycznie zawsze ciemne. Z roślinności
typowo podwodnej rzucają się w oczy dwa rodzaje: wściekle zielona „trawa wodna”,
której długie warkocze wiją się w nurcie i dywany ciemnozielonej moczarki, które
najczęściej sąsiadują z jasnym piaskiem czy żwirem (rys.1). Znajdziemy też
pewnie pojedyncze głazy narzutowe czy zwalone drzewa a miejscami pozostałości po
ingerencji człowieka: rzędy palików, regulujących nurt czy nawet wplecioną
między nie faszynę.
W mniejszych ciekach, czy rowach dno może być nawet jednolicie ciemne. Podobnie
w stawach czy oczkach, gdzie jaśniejsze obszary napotyka się wyjątkowo. Woda
stojąca ma zazwyczaj bujniejszą roślinność podwodną jak i wynurzoną niż rzeki. W
toni unoszą się kłęby moczarki czy wyraźnie różniącego się od niej kolorem
rogatka. Krawędź wody i sam brzeg porastają zaś trzciny i sity. Tu ważny
szczegół: w naturalnych, bądź starych sztucznych zbiornikach stojących nie ma
wyraźnie widocznego skoku terenu na krawędzi wody. Dno podnosi się łagodnie i
płynnie przechodzi w brzeg. Trzeba będzie więc zadbać o odpowiednie odtworzenie
tego szczegółu. Ułatwi to trzcina, której pas zaczyna się na głębokości
kilkudziesięciu centymetrów a kończy praktycznie na suchym lądzie.
W praktyce przygotowanie dna rozpoczyna się od zaszpachlowania wgłębienia. W
odpowiednich miejscach nanosimy jakąś imitacji piachu (tu pole do popisu dla
inwencji modelarzy), jeżeli mamy do czynienia z czymś w rodzaju plaży, piach
musi sięgać oczywiście odpowiednio daleko poza planowaną granicę wody. Ciemne
obszary pomalujemy zaś czarną farbą, która również musi sięgać w głąb przyszłego
lądu. Koniecznie błyszczącą, bo muł pod wodą a nawet ten na brzegu, ale mający z
nią kontakt ma charakterystyczny „tłusty” połysk. Tu jeszcze jedna uwaga – nie
przesadzajmy z planowaną głębokością. Centymetr „wody” w popularnych
modelarskich wielkościach to przecież głębokość rzędu metra!
Na kłęby podwodnej roślinności świetnie nadają się wszelkiego rodzaju gąbki,
luzem i na siatkach, trzeba jedynie dobrać ich kolor. Umieszczamy je oczywiści
poniżej planowanego lustra wody, choć czasem rośliny te rozrastają się tak
bujnie, że tworzą dywany na powierzchni.
Pewien problem napotkamy przy trzcinach. Jako ich imitację powszechnie stosuje
się różnego rodzaju włosie, choćby z pędzli. Trzeba jednak zadbać o zabarwienie
go na odpowiedni odcień zieleni, bo połączenie szaro-burej naturalnej barwy
włosia z zielenią letniej roślinności jest wyjątkowo rażące. Efekt da
wymieszanie szarych i zielonych włókien, które będą imitować trzcinę zieloną -
tegoroczną i szaro-brązową - zeszłoroczną. Błędem jest też sadzenie trzciny w
kępach – roślinność ta w naturze błyskawicznie się rozrasta, tworząc jednolite
dywany na większej powierzchni. „Zasadzenie” dywanu z pojedynczych włosów
zamiast kilku kępek jest oczywiście dużo bardziej żmudne, ale ostateczny efekt z
pewnością to zrekompensuje. Z kolei niższe i ciemniejsze sity rosną właśnie w
kępach, czasami nawet w sporej odległości od brzegu.
Można też pokusić się o zasadzenie niższego od trzcin tataraku o wyraźnie
jaśniejszej barwie. Tatarak często tworzy pasy, rosnące wzdłuż brzegu na tej
samej głębokości i oddzielające strefę trzcin od otwartej wody. Może jednak
samodzielnie porastać brzeg. Świetną jego imitację napotkamy w ofercie firmy
Noch pod nazwą „Grass-Flor” – to twarda, ok. centymetrowa „szczecina”, stercząca
z podkładu o konsystencji watoliny. Podkład trzeba zabarwić na czarno – po
zalaniu „wodą” będzie świetnie imitował przestrzenny gąszcz kłączy tataraku.
Efektownie będą też wyglądać grążele, potocznie zwane nenufarami. Ich
przygotowanie musi być jednak dwustopniowe, rośliny te posiadają duże podwodne
liście, które wraz z łodygami trzeba zalać „wodą” by potem, na powierzchni
umieścić liście pływające. Pozostaje umieszczenie zatopionych drzew i gałęzi,
też pomalowanych na „czarny połysk”.